Podsumowanie filmowe 2019 roku
Ostatnia aktualizacja: lipiec 2025
W tym roku Pacanów otrzymał prawa miejskie (co na to Koziołek Matołek?), naród polski dwa razy obchodził żałobę narodową (po prezydencie Gdańska oraz po byłym premierze), naukowcy zrobili pierwsze zdjęcie czarnej dziury, spłonęła katedra Notre Dame, zaczęły płonąć lasy Amazonii, dwa razy odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne w Hiszpanii, nie lubiliśmy Turcji (bo zaatakowała Syrię), Blizzarda (bo zbanował gracza za sprzeciwienie się Chinom), Chin (bo nie szanują wolnego rynku), Korei Północnej (dla zasady) nauczycieli (za to, co zawsze, ale szczególnie w kwietniu, bo strajkowali – chcieli podwyżek), rządu (za likwidację gimnazjów czy nowe podatki) i masy innych rzeczy… Za to nie mieliśmy czego lubić. Może poza Keanu Reevesem.
Filmowo to rok rączki i rozmowy przez domofon (Zgubiłam swoje ciało), współpracowania z psami (John Wick 3), spadających ludzi (Deszcz), rzucania Brucem Lee (Pewnego razu… w Hollywood), sceny z osłem (Doom Patrol), pisania przy świecy w Małych kobietkach, wisielca w Jojo Rabit, ostatniej przy drinkach w drugim odcinku Raya Donovana, finału Zabawy w pochowanego, tymczasowych kontrowersji Tylko nie mów nikomu, szydzenia z efektów specjalnych w Irlandczyku, finału Avengers: Endgame, narzekania i krytyki Gry o tron (oraz synchroniczności jednej sceny z AC/DC)… No i w końcu dowiedzieliśmy się, kto zakleił Dantemu kłódkę do sklepu (Jay and Silent Bob Reboot).
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: A Sun
Antonioni w Tajwanie. Urwane rozmowy, metafizyka, niezrozumienie życia i alienacja po samą szyję. Zaczyna się od zemsty, później przychodzi czas na karę za nią: więzienie. Ojciec porzuca syna, syn mierzy się w zakładzie z poważnymi przestępcami, jego dziewczyna jest w ciąży, brat studiuje medycynę i opowiada, że najsprawiedliwsze na świecie jest tytułowe słońce. Do końca seansu dostajemy fragmenty tej układanki i wskazówki, pozwalające nam lepiej zrozumieć poszczególnych bohaterów oraz sens całej historii. Nie jest jednak ważne to, co my możemy zrobić. Ważne, jak to pomoże bohaterom w ich życiu i zrozumieniu samych siebie oraz innych. Dziwny, angażujący i długi seans, który trwa trochę dłużej po tym, jak się skończy.
Miejsce #2: Zgubiłam swoje ciało ("J'ai perdu mon corps") Animation & Low Fantasy
Mała francuska animacja. Oglądając ją naprawdę mam wrażenie obejrzenia czegoś nowego i świeżego. Ten film pozwala bohaterowi polować na muchę, marzyć o zostaniu astronautą, wspominać rodziców i skakać po dźwigu, aby coś w sobie odkryć i poznać samego siebie. To kino, które jest czarujące, ma w sobie sporo oryginalności i urzekających chwil. Dajcie temu filmowi szansę, a po seansie… włączcie sobie „In the Wee Small Hours of the Morning” Franka Sinatry. Ja tak zrobiłem. Jakoś tak wyszło, że skończyłem oglądać po czwartej nad ranem, jeszcze za wcześnie na śniadanie, więc włączyłem muzykę (o tej porze niewiele można włączyć) i tak słuchałem, myśląc o filmie. Nie chcę o nim zapomnieć.
Miejsce #3: Historia małżeńska ("Marriage Story") Drama
https://garretreza.pl/noah-baumbach/
Nie cierpię tego filmu, ale jeśli mam wybrać tytuł ocierający się o wyróżnienie go pierwszym miejscem – na myśl przychodzi mi tylko ten. Historia… jest bolesna i nieprzyjemna, po seansie byłem wypełniony nienawiścią, ale z drugiej strony – ona jest prawdziwa. I szczera. I wszystkie osoby dramatu są ludźmi. Możemy ich zrozumieć. Historia małżeńska jest wypełniona człowieczeństwem i humanitaryzmem. Nie oferuje wiele finezji w narracji, ale w tym roku to nie przeszkadza w osiągnięciu prawie pierwszego miejsca.
Miejsce #4: Pewnego razu... w Hollywood ("Once Upon a Time in... Hollywood") Black Comedy
https://garretreza.pl/quentin-tarantino/
Piękna fantazja Tarantino, w której era kina, które pokochał, wcale nie musiało odejść. Za samą ideę szanuję ten tytuł, ale też wracam do niego myślami i zastanawiam się, czy jest w tym filmie coś, co przeoczyłem, ponieważ kilka takich rzeczy już odkryłem. Jak to, że scena w przyczepie przygotowuje nas na wielki finał w pewnym stopniu (karmienie psa). Zastanawiam się nad tym, co każda postać sobą reprezentuje i jak się zmienia w trakcie seansu. To film, który faktycznie obejrzałbym drugi raz. Czekam też na wersję rozszerzoną. Film, który warto obejrzeć.
Miejsce #5: Kiedy odejdę ("The Day After I'm Gone") Drama
„Bohater jest weterynarzem. Jego 17-letnia córka długo nie wraca do domu, a po powrocie bierze tabletki, prawie targając się na własne życie – i tak naprawdę nikt nie wie, co zrobić. Co prawda każdy mówi, ale robić to już inny temat. Znacznie cięższy. To wizualny film – ważne są momenty zadumy, których nie można opowiedzieć, trzeba je pokazać i zobaczyć. To kino, w którym pewne rzeczy wracają w innej formie i my z bohaterem możemy – nie musimy! – zobaczyć je w odmiennym świetle. To również zbiór wielu pięknych plenerów – Tel Awiw chyba jeszcze nigdy nie był tak zachęcający i pociągający do odwiedzenia go. Historia przykuwa do ekranu i oglądałem uważnie, ale na finale czułem, jakby ten przyszedł za wcześnie, chociaż teraz myślę, że… Wystarczył. To w końcu film o tym, że nie ma łatwych odpowiedzi” – tak o tym filmie pisałem zaraz po seansie na festiwalu Transatlantyk 2019. Przytaczam tę opowieść, ponieważ dzisiaj, pół roku po seansie, nie mam w sobie żadnej reakcji na ten tytuł. Nie wracałem do niego myślami i nie mam o nim nic nowego do napisania.
Miejsce #6: Doktor Sen ("Doctor Sleep") Supernatural Horror
Najlepsze w tym filmie jest radość Mike’a Flanagana z wizyty w oryginalnym Lśnieniu. Ten twórca wielokrotnie nawiązywał do tego filmu w swojej twórczości, a teraz miał możliwość nakręcić bezpośrednią kontynuację filmu Kubricka! Zaszalał, bawił się tą możliwością, ile tylko się dało, i za każdym razem cieszyłem się wspólnie z nim. Poza tym jest to raczej kolejny film Flanagana, podejmujący te same tematy co zazwyczaj i osiągający podobny efekt. Nadal pięknie opowiada o ciążącym sumienie i znajduje komfort w śmierci. Wersja reżyserska trwa trzy godziny, a ja wciąż czuję, że ten film był za krótki. To powinien być serial, aby lepiej rozwinąć poboczne wątki. Wracam myślami do tego tytułu oraz konkretnych scen. Udana rzecz.
Miejsce #7: Żegnaj, mój synu ("So Long, My Son / Di jiu tian chang")
Miejsce #8: Glass (Psychological Thriller)
https://garretreza.pl/shyamalan/
Szanuję ten tytuł. Wykorzystuje motyw superbohaterów w prawdziwym świecie, aby opowiedzieć o potędze zwątpienia, czyli pladze współczesnego świata. Wystarczy nie wierzyć z całych sił, aby nawet Superman zapomniał, że jest Supermanem. Bo o taki świat właśnie walczymy – taki, w którym nikt nie jest Supermanem. Ciężki film. Nie do końca jednak spełniony – czuć chociażby, że fabułę nakreślono dwie dekady temu i nie zestarzała się ona najlepiej – jednak wciąż potrafi urzec.
Miejsce #9: Zdychaj tatulku ("Why Don’t You Just Die!") Black Comedy
Dobra zabawa w stylu (dobrego) Guya Ritchie, tylko z rosyjskimi przekleństwami. Świeży humor, atrakcyjna forma, dużo przemocy i niemal komiksowy styl.
Miejsce #10: Kolektyw ("Colectiv") Political Documentary
Miejsce #11: 1917 (War)
To w zasadzie podsumowanie całej tej listy, bo o każdym wymienionym tutaj tytule myślę to samo, co o 1917: „Dobre kino, warte obejrzenia, ale raczej nie przetrwa próby czasu”. Brakuje mi filmów w tym roku, które faktycznie by mnie zachwyciły. Już się przygotowuję na czasy, gdy odkryję te faktycznie najlepsze filmy z tego roku i wyżej wymienione będę musiał z niej usunąć – i 1917 będzie pierwsze do usunięcia. Nawet jeśli mimo wszystko lubię ten tytuł i wracam myślami do kilku jego scen. https://garretreza.pl/sam-mendes/
Miejsce #12: Sound of metal (Drama)
Miało być o metalu czy byciu głuchym, a tak naprawdę jest o czymś, co wydarzyło się jeszcze przed filmem: o spotkaniu i życiu z kimś, kto pomoże ci wszystko przetrwać. Bohater jest perkusistą i traci słuch, trafia do obozu dla głuchych, gdzie uczy się żyć na nowo, ale nadal brakuje mu muzyki. Mało tutaj metalu, innych postaci, muzyki czy w zasadzie wszystkiego, poza głównym bohaterem. To opowieść o nim, o jego doświadczeniach, o jego perspektywie. Naprawdę świetnie sobie poradzono z zaprezentowaniem dźwięków, których nie ma, a to tylko początek zalet. Riz Ahmed świetnie gra człowieka, który żegna się stopniowo ze swoim życiem. Ładny film.
NAJLEPSZE SERIALE ROKU
Miejsce #1: Ray Donovan - sezon VII
https://garretreza.pl/ray-donovan/
Ray mnie nie zawiódł. Od pierwszego odcinka trzymał mnie w napięciu i zachwycał scenariuszem, który komplikował wątki w mistrzowski sposób, prowadząc do zaskakujących rezultatów. Ponadto poznaliśmy ważny etap z dzieciństwa Raya, pośmialiśmy się, popłakaliśmy… I zobaczyliśmy ten finał, który niemal jak The Shield lata wcześniej wymuszał na nas nieco dłuższy spacer, abyśmy sobie wszystko poukładali w głowie. Doskonały serial, doskonały sezon. Nie ma innego, który w tym roku oglądałbym na jednym wydechu, pierwsze miejsce nie może być inne.
Miejsce #2: Vinland Saga - miniserial
Rywalizacja dwóch ludzi na tle międzynarodowego konfliktu. Głębia psychologiczna, wielkie emocje, animacja nie z tego świata i walka trwająca czasami nawet cały odcinek. Niesamowite anime, które kradnie serce bogatym rozwojem głównych bohaterów, angażującym seansem, zaskakującą i wielowątkową historią. To medytacja nad miłością i tym, co definiuje prawdziwego wojownika, przeprowadzona z rozmachem i determinacją. Plus czołówka, która zawiera growl (albo screamo, co metalowiec to inna opinia), również jako chórek – co może być fajniejszego?! Vinland Saga zaatakowało mnie znienacka i dlatego daję wyżej od BoJacka – tamten serial po prostu nie zawiódł, nie mogę jednak mówić o zaskoczeniu.
Miejsce #3: BoJack Horseman - sezon VI
https://garretreza.pl/bojack/
Tak, BoJack mnie nie zawiódł – a w przypadku takiej produkcji to wielkie osiągnięcie. Zwłaszcza że mówimy o finałowym sezonie. Twórcy dokończyli, co zaczęli – z powagą i szacunkiem, do wszystkich: nas, bohaterów i samych siebie. Opowiedzieli o depresji, kryzysach emocjonalnych i psychicznych, o ciążącym sumieniu i wielu innych tematach, a sześć lat później możemy powiedzieć, że mówili prawdę. Dziękujemy.
Miejsce #4: Final Space - sezon II
https://garretreza.pl/final-space/
Ten serial rozumie, o co chodzi w space-operze: daje nam świetne przygody w każdym odcinku, cały czas poszerzając zbiór rzeczy, jakie wiemy o naszych bohaterach i ich świecie. Oglądając następne odcinki połowa frajdy to pamiętanie, co ich wszystkich spotkało wcześniej, że ta osoba jest tym dla tamtej, że ktoś inny tak naprawdę jest starszy, bo podróżował w czasie – i tak dalej, i tak dalej. Kochamy StarGate, kochamy FarScape, kochanie Final Space jest następnym logicznym krokiem.