Książki

tapeta library ksiazki

Temat książkowy na blogu - moi ulubieni autorzy, tytuły, co myślę o ostatnich tytułach, z jakimi się zapoznałem oraz lista najlepszych tytułów w danym roku

ULUBIONE KSIĄŻKI

1. Atlas zbuntowany (Ayn Rand, 1958)
2. Źródło (Ayn Rand, 1943)
3. Zabić drozda (Harper Lee, 1962)
4. Kwiaty dla Algernona (Daniel Keyes, 1966)
5. Opętani (Chuck Palahniuk, 2005)
6. Ostatnia noc w Twisted River (John Irving, 2009)
7. Zielona Mila (Stephen King, 1996)
8. Norwegian Wood (Haruki Murakami, 1987)
9. Portret Doriana Graya (Oscar Wilde, 1891)
10.Serca Atlantydów (Stephen King, 1999)

11.Śniadanie mistrzów (Kurt Vonnegut, 1973)
12.Gwizd (James Jones, 1978)
13.Niepowinność (Paweł Radziszewski, 2022)
14.Blizna (Anthony Kiedis, 2004)
15.Podziemny krąg (Chuck Palahniuk, 1996)
16.Maratończyk (William Goldman, 1976)
17.Shogun: Powieść o Japonii (James Clavell, 1975)
18.Ostatni brzeg (Nevil Shute, 1958)
19.Ojciec chrzestny (Mario Puzo, 1969)
20.Cienka czerwona linia (James Jones, 1962)

ULUBIONE KOMIKSY / MANGA

1. Strażnicy (Alan Moore, 1987)
2. Harleen (Stjepan Šejić, 2020)
3. Azyl Arkham (Grant Morrison, 1989)
4. Mister Miracle (Tom King, 2019)
5. Mroczny książę z bajki (Enrico Marini, 2018)
6. V jak Vendetta (Alan Moore, 1989)
7. Death Note (Tsugumi Ohba, 2003-06)
8. Maus (Art Spiegelman, 1986)
9. Druga szansa (Nick Spencer, 2015)
10.Sandman (Neil Gaiman, 1989-93)

ULUBIENI AUTORZY

(min. 5 przeczytanych pozycji)

ayn rand

1. AYN RAND

Uwielbiam śledzić tok rozumowania jej bohaterów, jaką oni mają głębię i romantyzm!

1. Atlas zbuntowany 2. Źródło 3. Hymn 4. Powrót człowieka pierwotnego 5. Cnota egoizmu

2. KURT VONNEGUT JR.

Jestem przekonany, że każdy bohater Vonneguta ma na dupie wytatuowany napis: "Dupa" w języku polskim.

1. Śniadanie mistrzów 2. Kocia kołyska 3. Matka noc kurt

james jones

3. JAMES JONES

Mężczyźni w pigułce: myślą tylko o lizaniu waginy, a potem popełniają samobójstwo

1. Gwizd 2. Cienka czerwona linia 3. Długi tydzień w Parkman 4. Stąd do wieczności 5. Wesoły miesiąc maj

4 JOHN IRVING

Uwielbiam, jak miesza ona plany czasowe, aby opowiadać o wnętrzu.

1. Ostatnia noc w Twisted River 2. Modlitwa za Owena 3. Świat według Garpa 4. Regulamin tłoczni win

5. TOM KING

Komiksy, które zaskakują strukturą, wciągają i stają się zagadką największą, gdy już się je skończy.

1. Rorschach 2. The Vision 3. Mister Miracle 4. Pingwin. Długa droga do domu 5. Supergirl: Kobieta jutra

6. AGATHA CHRISTIE

To jeszcze czasy szkolne, wtedy przeczytałem bodaj 49 jej powieści, w teatrze na "Pułapce..." też byłem. "Noc w bibliotece" w ogóle była pierwszą książką, jaką przeczytałem sam z siebie. Poniższy Top jest w zasadzie losowy.

1. Morderstwo na polu golfowym 2. Dziesięciu Murzynków 3. Morderstwo w Orient Expresie 4. Zabójstwo Rogera Ackroyda 5. Dom zbrodni

stephen king

7. STEPHEN KING

Tyle dobrego za mną, a jeszcze więcej dobrego przede mną.

1. Zielona Mila 2. Serca Atlantydów 3. Misery 4. Uciekinier 5. Skazani na Shawshank

CHUCK PALAHNIUK

8. CHUCK PALAHNIUK

Nihilizm tego pana polega na tym, że dostrzega on beznadzieję. Oraz łączy ją z wiarą w to, że można potem zacząć od nowa.

1. Opętani 2. Podziemny krąg 3. Udław się 4. Dziennik 5. Rozbitek

9. DAN BROWN

Sprecyzuję: liczę tutaj wszystkich autorów, których czytałem co najmniej pięć książek. Dobrze, że cykl "Zmierzch" przestałem czytać na trzeciej części... Na Browna była moda i się na nią załapałem. Potem już nie złapałem się na żadną kolejną...

1. Anioły i demony 2. Kod Leonarda da Vinci 3. Cyfrowa twierdza 4. Zwodniczy punkt 5. Zaginiony symbol

W dalszej kolejności planuję brać się za Kinga, Wilde’a, Lema, Capote’a, Szczypiorskiego, Tyrmanda, McCarthy’ego, Lagerkvist…

Przeczytane w 2026 roku

  1. Opowieść wigilijna – Charles Dickens, 1843
  2. Żar – Sándor Márai, 1942
  3. Kat – Pär Lagerkvist, 1933
  4. Karzeł – Pär Lagerkvist, 1944
  5. Mariamne – Pär Lagerkvist, 1967
  6. Modlitwa za Owena – John Irving, 1989
  7. Matka noc – Vonnegut, 1961
  8. Preludium Fundacji – Isaac Asimov, 1988
  9. 49 idzie pod młotek – Thomas Pynchon, 1966
  10. Superman Action Comics #1000 – Tom King i inni, 2018
  11. Pingwin. Długa droga do domu. Tom 1 – Tom King, 2024
  12. Supergirl: Woman of Tomorrow – Tom King, 2022

Plany na 2026 rok

  1. Serce to samotny myśliwy – Carson McCullers, 1940
  2. Hotel New Hampshire – John Irving, 1981
  3. Obcy – Albert Camus, 1942
  4. Dzikowy skarb – Karol Bunsch, 1945
  5. Jezioro Bodeńskie – Stanisław Dygat, 1946
  6. Popiół i diament – Jerzy Andrzejewski, 1948
  7. Rzeźnia numer pięć – Vonnegut, 1969
  8. Syreny z Tytana – Vonnegut, 1959
  9. Hermann Hesse – Wilk stepowy, 1927
  10. Rebeka – Daphne du Maurier, 1938
  11. W stronę Swanna – Marcel Proust, 1913
  12. W cieniu zakwitających dziewcząt – Marcel Proust, 1918
  13. Dziennik 1954 – Leopold Tyrmand, 1954, 1980, 1999, 2025
  14. Chwile – Andrew O’Hagan, 2020

Plany na 2027 rok

1. Nienasycenie – Stanisław Ignacy Witkiewicz, 1930
2. Przylądek Dobrej Nadziei – Zygmunt Nowakowski, 1931
3. Dola człowiecza – André Malraux, 1933
4. Sklepy cynamonowe – Bruno Schulz, 1934
5. Granica – Zofia Nałkowska, 1935
6. Przeminęło z wiatrem – Mitchell Margaret, 1936
7. Myszy i ludzie – John Steinbeck, 1937
8. Upiór z Canterville – Oscar Wilde, 1887
9. Szczęśliwy książę i inne opowiadania – Oscar Wilde, 1888
10.Ballada o więzieniu w Reading – Oscar Wilde, 1898
11.Bajki – Oscar Wilde, 1888
12.Złota wolność – Zofia Kossak-Szczucka, 1928

Moje ulubione tytuły z danego roku (książka/komiks)

1831 – Katedra Marii Panny w Paryżu
1843 – Opowieść wigilijna
1891 – Portret Doriana Graya
1908 – Wyspa pingwinów
1913 – W stronę Swanna
1922 – Ulisses
1923 – Morderstwo na polu golfowym
1924 – Mężczyzna w brązowym garniturze
1925 – Proces
1926 – Zabójstwo Rogera Ackroyda
1927 – Liberalizm w tradycji klasycznej
1928 – Zagadka błękitnego ekspresu
1929 – Śledztwo na cztery ręce
1930 – Morderstwo na plebanii
1931 – Tajemnica wirującego stolika
1932 – Nowy wspaniały świat
1933 – Kat
1934 – Morderstwo w Orient Expressie
1935 – Śmierć w chmurach
1936 – Karty na stół
1937 – Śmierć na Nilu
1938 – Hymn
1939 – Dziesięciu murzynków
1940 – Pierwsze, drugie… zapnij mi obuwie
1941 – Zło czai się wszędzie
1942 – Noc w bibliotece
1943 – Źródło
1944 – Karzeł
1945 – Folwark zwierzęcy
1946 – Niedziela na wsi
1947 – Planowany chaos
1948 – 1984
1949 – Trudno o dobrego człowieka
1950 – Teatrzyk Zielona Gęś
1951 – Stąd do wieczności
1952 – Hitler. Studium Tyranii
1953 – Kieszeń pełna żyta
1954 – Drużyna pierścienia
1955 – Koniec Wieczności
1956 – Zbrodnia na festynie
1957 – Atlas zbuntowany
1958 – Długi tydzień w Parkman
1959 – Nawiedzony
1960 – Zabić drozda
1961 – Paragraf 22
1962 – Cienka czerwona linia
1963 – Kocia kołysanka
1964 – Dzienniki gwiazdowe
1965 – Cyberiada
1966 – Kwiaty dla Algernona
1967 – Sto lat samotności
1968 – Głos Pana
1969 – Ojciec chrzestny
1970
1971 – Kongres futorologiczny
1972 – Piknik na skraju drogi
1973 – Śniadanie mistrzów
1974
1975 – Shogun: Powieść o Japonii
1976 – Maratończyk
1977
1978 – Gwizd
1979
1980 – Imię róży
1981
1982 – Limes inferior
1983
1984
1985 – Gra Endera
1986 – Początek | Powrót Mrocznego Rycerza
1987 – Norwegian Wood | Strażnicy
1988 – Preludium Fundacji | Zabójczy żart
1989 – Modlitwa za Owena | Azyl Arkham
1990 – | Berserk, T1
1991 – Sylvester Stallone: Szalona kariera Kopciuszka z Hollywood | Maus
1992 – Miecz przeznaczenia | Pora mgieł
1993 – Placówka Basilisk | A Game of You
1994
1995
1996 – Fight Club/Zielona mila | 
1997 – Kamień filozoficzny | JLA
1998 – Starcie królów |
1999 – Serca Atlantydów |
2000 – Czara ognia | 
2001 – Udław się | 
2002 – Eragon | 
2003 – Zakon Feniksa | 
2004 – Blizna | Death Note
2005 – Opętani | 
2006 – Droga | 
2007 – Pan Lodowego Ogrodu: Tom 2 | 
2008 – Schizmą rozdarci | Strażnicy galaktyki T1
2009 – Ostatnia noc w Twisted River | Flash: Odrodzenie
2010 – Potężna forteca |
2011
2012 – Trafny wybór |
2013
2014
2015 – | Druga szansa
2016
2017
2018 – | Mroczny książę z bajki
2019 – Ford. Reżyser | Mister Miracle
2020 – | Harleen
2021 – | Rorschach
2022 – Niepowinność | Supergirl: Woman of Tomorrow
2023
2024 – | Pingwin. Długa droga do domu
2025 – 
2026 – 

Przeczytane ostatnio (1.01.26-) 9 książek | 3 komiksy

Supergirl: Woman of Tomorrow – Tom King, 2022 (3/5) Pierwszy komiks z Supergirl, jaki czytałem. Opowieść o zemście, która jest bardziej mood niż story-driven, ale nadal jest przegadana i ciężka pod względem ilości słów, co w ogóle się nie dodaje. Nie ma tutaj w zasadzie większej historii czy jakiś poruszanych tematów – właściwie wszystko, co związane z pisaniem, prezentuje tutaj najwyżej przeciętny poziom. Chłop uciekł i teraz go gonimy, a po drodze są wypełnione strony. Trafią na planetę identyczną do ludzkiej, tylko nie mieszkają tam ludzie, ale za to mają rasizm. A potem trafią na złego chłopa i ten ich wyśle na obcą planetę, gdzie będą musieli poleżeć do zmroku, zanim stamtąd odlecą, ponieważ słońce boli Supergirl. Czy coś. Dowiemy się, że Superman to cienias, bo wytrzymał tam tylko trzy kwadranse. I będzie retrospekcja, jak Supergirl opuściła ojczyznę, widząc jej śmierć. Pierwszą, drugą i trzecią. To chyba jedyny udany fragment komiksu. A potem znajdą złego jeszcze raz, tylko tym razem nauczą się, że trzeba ruszyć dalej. Zamkną go w więzieniu na 300 lat, wypuszczą i zabiją. Koniec historii. Nie wiem, co to miało być, ale na pewno się nie udało.

Za to jak to wygląda! To musiał być pomyślany komiks jako mood-peace: brak akcji, przemierzanie krain, medytacja nad zadaniem i misją, brak bohaterów czy historii… Po prostu wizja. Wizualna, mówiąca za siebie. Nawet to leżenie pod bolącym słońcem miałoby sens, gdyby to było właśnie w wersji niemej. Narracja słowna – liczna i narzucająca się – jest wadą wyłącznie dlatego: ona walczy z duszą tego komiksu.

Ogólnie po lekturze tego komiksu pomyślałbym: Tom King nie jest kimś, kogo warto czytać. Warto za to śledzić kolejne prace Bilquis Evely. Jakim cudem to jest najwyżej oceniany komiks Kinga na goodreads? Z całą pewnością nie kupujcie w ciemno: weźcie do ręki, przeczytajcie parę stron i dopiero wtedy podejmujcie decyzję. Ja tak zrobię z „Helen of Wyndhorn”.

Pingwin. Długa droga do domu. Tom 1 – Tom King, 2024 (3/5) Nie będę wydawał jeszcze wyroku o całości po pierwszym tomie. Więc to dobrze, mam zamiar czytać dalej. Czuję też, że poznałem tę postać i stojącą za nią głębię – nawet zobaczyłem Batmana w nowym świetle. Więc nie jest źle – jednak większość tego tomu to są trzy historie, jak Pingwin zbiera ekipę… I do niczego to nie prowadzi, bo wtedy przeskakujemy do tyłu i poznajemy prehistorię, jak Pingwin zaczynał. I to jest jedyna, faktycznie ciekawa część całej historii. Przepięknie narysowana, opowiedziana z pazurem, czy raczej zębem gotowym do zaciśnięcia się w każdej chwili. A na koniec otrzymujemy jakby wątek poboczny Cat Woman ze środka historii, ale tak naprawdę zanim ona jeszcze się zaczęła. Czytałem i jeszcze nie zacząłem, tak naprawdę.

Ponad to ze trzy czy cztery razy historia odwołuje się do wydarzeń zaprezentowanych w innych komiksach, o których nie słyszałem nawet. A jeden z nich nie był wydany w Polsce.

Intryguje mnie ten tytuł oraz postać. Chcę wiedzieć, gdzie to poprowadzi, ale jest duża szansa, że nawet parę lat minie, zanim wezmę się za drugi tom…

Superman Action Comics #1000 – Dan Jurgens, Geoff Johns, Scott Snyder, Tom King i inni, 2018 (3/5) Jedna z opinii na goodreads podkreśla: to nie jest komiks, tylko hołd. Tysięczny numer oraz okazja, aby przeróżni twórcy do tej pory mający związek z postacią Supermana wrócili na parę stron do niej i coś powiedzieli od siebie. Jeśli zna się tę postać, to ponoć więcej się z tego wynosi, ponieważ kolejne historie odnoszą się do różnych epok komiksów o tej postaci itd.

Jakościowo tylko Tom King się broni – Superman po czterech miliardach lat wraca na grób swoich prawdziwych rodziców i… To porusza. Wtedy najlepiej udało się zrealizować ideę stojącą za tą publikacją: każdy autor tworzy własny krótki metraż i mówi tylko tyle, ile chciał. I tylko na tym się skupia. Nie musi tworzyć większego kontekstu dla tych kilku słów, które chciałby powiedzieć. Mówi i oddaje głos dalej.

Wadą jest tylko samo zestawienie tych historii obok siebie. Często nie czuć, że się kończy jedną i zaczyna kolejną, nie ma wyraźnego rozdzielenia w wielu przypadkach.

PS. Myślałem, że to tylko zbieżność personaliów, ale najwyraźniej reżyser Richard Donner faktycznie brał udział w pisaniu jednej z historii.

49 idzie pod młotek – Thomas Pynchon, 1966 (4/5)  Przeczytałem i nawet coś z tego zrozumiałem. Króciutkie to jest i miałem przerwać czytanie dosłownie na przedostatniej stronie, bo patrzę: jeszcze 10 stron do końca. A to było posłowie od tłumacza. Książka urywa się w kluczowym momencie, a tytuł całości stanowią właśnie ostatnie słowa. Bohaterka wyrusza w podróż i trafia w sieć pogłosek i niejasności, które jednocześnie odważnie musiały komentować teraźniejszość i wyprzedziły swoje czasy, bo dzisiaj czytając te wszystkie bzdury i spiski czuję się jak u siebie. Głównie dlatego ta lektura nadal nie jest jasna – zwyczajnie nie wiadomo, gdzie zaczyna się granica bzdur, a kiedy autor może coś chcieć powiedzieć. Bezpiecznie jest założyć, że nic nie ma to do powiedzenia i jedynie komentuje.

Finalnie wszystko zależy w życiu bohaterki od tego, aby udać się na aukcję – jeśli coś będzie wystawione, to teorie okażą się prawdziwe. Bohaterka wchodzi, narrator trzema zdaniami na krzyż nakreśli lokację wyjętą z wiadomej sekwencji w ostatnim filmie Kubricka i zaczynamy czekać, aż numer 49 pójdzie pod młotek. Pierwsze wrażenie: sama protagonistka jest tym numerem. Wpadła w pułapkę z własnej i teraz stamtąd nie wyjdzie. Potem czytam posłowie, że to wszystko mogło wywołać frustrację u czytelnika, ponieważ nic fabularnie nie zostaje rozwiązane. A ja myślę, że tutaj otrzymujemy historię człowieka, która po prostu nie prowadziła do żadnego zakończenia. Tutaj nie ma żadnego ciągu dalszego.

Nie mogą uczciwie napisać, by z drugiej strony był tutaj jakiś rozwój postaci, że autor poprowadził ją do tego momentu, że to były jej decyzje. I gdyby droga była inna, i decyzje też były inne… Albo czy język autora oraz jego obserwacje faktycznie wpływają na treść książki, czy w tym można się jakoś odnaleźć przed przeczytaniem zakończenia… Nie wiem. Ale czytało się dobrze. Ta mini-powieść ma barwny język oraz interesujący komentarz, który jest zaskakująco aktualny i ponadczasowy.

Preludium Fundacji – Isaac Asimov, 1988 (3/5) Zacząłem czytać rok temu. Ponad. Wziąłem ze sobą na festiwal Kina na Granicy, bo kupiłem z dwa lata wcześniej i czas najwyższy zacząć. O Fundacji jako cyklu słyszałem większość życia, jakie to genialne, tylko nigdzie to nie było dostępne, aż w końcu kupiłem, jak zobaczyłem na promocji. Od razu dwie pierwsze części, a co. Raczej będzie dobre.

Tylko tego. Preludium nie jest pierwszą częścią. Jest prequelem napisanym z 25 lat po napisaniu właściwego cyklu. Napisanym pod wpływem tego, że Fundacja się sprzedaje i „zrób kolejną część, co?”. Upraszczam to, bo z przedmowy wynika, że była w tym pasja, ale no – nie to chciałem kupić. Polskie wydanie jednak głośno nazywa to pierwszą częścią, więc łatwo się nabrać. A czyta się dosyć średnio – to w sumie thriller napisany przez naukowca, który nie zmierza do niczego samodzielnego. Chyba. Ot: władca dowiaduje się o tym, że jeden chłop może wymyślić coś, co pojmuje w uproszczeniu jako „przewidywanie przyszłości”, więc postanawia położyć na tym łapę i chłop musi uciekać, prawdopodobnie ratując przy tym swoją skórę. Oraz próbując stworzyć owe „przewidywanie przyszłości”. Czy jest w tym napięcie? Nie znalazłem. Czy budowano tutaj świat, który mnie zainteresuje? Nie zainteresował. Czy rozwój fabuły zawierał jakąś głębię o tym budowaniu przyszłości? Nie powiem, że tak było. Ogólnie czytałem przed siebie bez emocji, wywracając oczami przy każdym dialogu, gdzie każdy brzmi tak samo i próbują debatować każdy szczegół, omawiając możliwości i prawdopodobieństwo tego i tamtego.

Najsłabszy Asimov, jakiego czytałem.

Matka noc – Kurt Vonnegut Jr., 1961 (4-/5) Chyba jestem zawiedziony. Z całą pewnością jest to wartościowa pozycja, ale nie czułem, że znajduje ona sukces w tym, jak wyraża swoje idee poprzez bohaterów i fabułę. Historia wydaje się zawierać swoją jakość u swoich fundamentów: to opowieść o człowieku zaplątanym w wojnę i działania ludzi, którzy używali go do swoich celów, a teraz… żyje on dalej. Narrator zapewne celowo unika większości kwestii i ram narracyjnych, jakie można byłoby mieć jako czytelnik czy człowiek wobec tego wszystkiego. Chociażby: czy protagonista faktycznie jest kimś złym? Albo: czym jest zło? Albo: czy zasługuje na śmierć? Sama fabuła jest zaskakująco krótka, a przez większość czasu bardziej poznajemy te fundamenty i bohaterów. Są zwroty akcji, jednak tworzą one trzeci akt, a wcześniej czyta się „przed siebie”, bez większych reakcji. W zasadzie przedmowy (bo są trzy) zawierają więcej „treści” niż prawie 2/3 samej lektury. Zresztą chyba nic nie przebije autora przyznającego we wstępie, który uważał, że gdyby urodził się w Niemczech, to robiłby to samo, co inni Niemcy podczas 2 wojny światowej, przekonany o swojej wyższości. „Takie jest życie”, mówi, widząc świat jako miejsce, gdzie nic nie jest dobre lub złe. Po prostu jest.

Trzeci akt jednak zaspokaja, świat (w jakimś stopniu „inspirowany” prawdziwym) i refleksje przyciągają. Największy punkt, który przewija się i powtarza, to podkreślenie faktu, że pomimo końca wojny nadal żyje w żywych przekonanie o wyższości nad innymi ludźmi. I tutaj szuka przyczyny oraz lekarstwa. Myśl ta istnieje głównie w narracji, bo protagonista nic z tym nie robi – chociaż musi też tak myśleć.

Autor miał odwagę podjąć temat i wypowiedzieć swoje trzy grosze, jednocześnie szukając własnej formy do tego wszystkiego. Bardziej szanuję to wszystko z dystansu i po namyśle, niż faktycznie miałem przyjemność z czytania. No i: „Vonnegut to wciąż Vonnegut”.

Modlitwa za Owena – John Irving, 1989 (4/5) W pierwszym zdaniu autor zdradza niemal wszystko: tytułowa postać sprawiła, że protagonista jest osobą wierzącą. Oraz, że Owen zabił mu matkę. Reszty szybko zaczynamy się domyślać – przynajmniej tej częścią, którą można nazwać „fabularną” – a jednak końcowe 30 stron czyta się w napięciu czegoś niespodziewanego. I to tam znajduje się faktyczne przesłanie książki, jej wartość, myśl przewodnia. Czujemy, że wiemy wszystko od początku, ale odpowiedzi – czy raczej drogowskazy prowadzące do nich – tak naprawdę poznajemy na samym końcu. I wtedy utwór się kończy, na wysokiej nucie. Wysokiej, ale też bardzo Ivingowskiej – ten autor chyba musi wplatać absurd i niedorzeczność do swoich historii, ale tylko na tę jedną, jedyną stronę. I opierać na tym resztę książki. Jak dziecko myślące, że kobieta z długimi włosami jest niedźwiedziem i dlatego zabija ją patelnią – co jest podstawą „Ostatniej nocy…”, mojej ulubionej pozycji tego autora. To, co na tej jednej stronie się dzieje w „Modlitwie…” jest czymś z jakiejś mangi, a nie dramatu obyczajowego. To jest piękne, życiowe – a przynajmniej nie sama akcja, ale to, co ona wyraża, jest piękne i życiowe – ale właśnie sama akcja jest absurdalna. John Irving łączy te dwie rzeczy kolejny raz i nadal tym zaskakuje. Ja to w sumie kupuję, ale bardziej „na trzecie przemyślenie”, nie podczas samej lektury.

A jaka jest cała reszta? To opowieść z życia człowieka, który był najlepszym przyjacielem Owena, ale o nim samym nie ma za bardzo co opowiadać. Jego imię zapamiętałem tylko dlatego, że to imię Irvinga: Johnny. Urodził się, grali w baseball, wystawili jasełka, uniknął poboru do wojny w Wietnamie (dzięki Owenowi), poszukiwał swojego ojca (o którym jego matka nie chciała mu nic powiedzieć), jednak Owen uparł się, że Johnny dostanie znak od Boga i pozna swego ojca. Wszystko było częścią planu i jest takie, ponieważ Bóg tak zdecydował – to ważna część tej historii, jednak rozwinę to później. Lektura przeważnie jest opisem codzienności – skróconej, z perspektywy osoby dorosłej, wspominającej. I to też ma znaczenie, ponieważ wszystko prowadzi do tych ostatnich 30 stron. Wszystko jest częścią. O co trudno nawet zacząć podejrzewać, gdy Irving słowami swoich postaci zaczyna w pewnym momencie oceniać lektury szkolne. Albo politykę USA lat 80. A to i tak mała część tego wszystkiego – po przeczytaniu ponad 700 stron ciężko mi bardziej uściślić O CZYM CZYTAŁEM przez ten czas. Z punktu fabularnego. Z punktu wydarzeń. Tu chodzi o piękne opisywanie życia: masy ludzi, ich zwykłej codzienności. I czuć, że czyta się dokładnie o czymś takim: kilku dekadach z życia wielu ludzi i to, co z tego dostrzegła jedna osoba.

Cały czas nad tym wszystkim unosi się jednak ta magiczna/baśniowa/mityczna warstwa czegoś więcej. Życia, w którym jest obecny „ktoś więcej”, ktoś „wyżej”. I to jest jeden ze składników tej codzienności, nie najważniejsza rzecz. Ani też taka, która cokolwiek dyktuje, albo wydająca rozkazy. To nie jest książka religijna – bohaterowie są bardzo krytyczni wobec osób pracujących w kościołach czy wielu zwyczajów, jak zmuszanie ludzi do chodzenia do kościoła albo na lekcje religii. Owen mówił, że to powinno być dobrowolne. Inna rzecz – praktycznie wszystko jest tutaj nie wyjaśnione, ale podsunięto inną, racjonalną możliwość tego, co się wydarzyło i w jednych oczach mogło być znakiem, ale niekoniecznie tym właśnie musiało być. Lektura daje to mrowiące poczucie bycia stworzonym w konkretnym celu, bycia częścią czegoś więcej. Owen zadaje pytania: czemu urodził się taki? Czemu Bóg go takim stworzył? I otrzymał odpowiedź. Następnie zdecydował się zaakceptować odpowiedź. I przygotować do niej. Czy jest to książka, która sprawi, że czytelnik uwierzy? Niekoniecznie. Jednak na pewno uwierzy Owenowi.

Wracając: to jest bardzo dobra pozycja sama w sobie. Czytelnicy Irvinga będą może zawiedzeni tylko tym, że nie ma tutaj fetyszu grubszych kobiet – protagonista chyba w ogóle nie uprawiał seksu. Co prawda jest tutaj grubsza postać, ale kończy ona z kimś innym. I to tyle, więcej żeńskich postaci romansowych brak. W „Regulaminie…” co chwila pojawiał się ktoś, kto chciał sypiać z bohaterem. Wracając: warto przeczytać. Tylko trzeba wiedzieć, w co się człowiek pakuje.

PS. Powstała filmowa adaptacja, ale pod innym tytułem – to był warunek Irvinga, ponieważ ten był przekonany, że Modlitwy… nie da się ekranizować i nie chciał czytelnika wprowadzać w błąd. Za ekranizację wziął się ten sam wariat, który później uparł się przenieść DareDevila na duży ekran.

Kat – Pär Lagerkvist, 1933 (3,5/5) Kat w historii – w pierwszej połowie poznajemy obawy przed katem, przesądami wokół niego i tak dalej. Słuchamy okrutnie smutnej opowieści o tym, jak kat zakochał się w swojej ofierze. Całość silnie stawia na dialog, na mowę, monolog. Nie ma tutaj za bardzo postaci, jedynie twarze mówiące i zmieniające się z innymi twarzami. Mało kto słucha, ale wymiany zdań się zdarzają. W drugiej części zaglądamy do gospody, gdzie wokół kata bawią się nadludzie przekonani o swojej wyższości i jak do niej doszli oraz co w związku z tym muszą zrobić.

Strasznie spodobał mi się język nadludzi. Poprzez przekład na język polski udało się przedstawić tok rozumowania ludzi, którzy faktycznie tak widzą świat. Nie jest to echo zasłyszane albo wyobrażone przez współczesne pokolenie, które nigdy nie spotkało prawdziwej nienawiści, więc je sobie tylko wyobraża na potrzeby sztuki reprezentującej obraz takiej nienawiści. Nie, tutaj ma się pewność, że Lagerkvist musiał usłyszeć i czytać te słowa i żyć nim otoczony przez pewien czas. Są one przesadzone i absurdalne, ale nie on je przesadza, nie on dodaje im absurdalności. I dlatego są one tak straszne. A gdy opisuje muzykę czarnych graną pod dyktando batów – aż nie wiem, jak ją sobie wyobrazić.

Całość kończy bardzo długi monolog kata i akurat on jest ciężki – w tym znaczeniu, że ciężko sobie wyobrazić, aby to kat mówił do ludzi wokół siebie. To niemal natychmiast żyje własnym życiem, odtrącając resztę opowiadania na bok.

Jako adaptacja – to mogła by być sztuka teatralna, gdzie kat siedzi po środku i wokół niego stopniowo goście są wymieniani na osoby z późniejszego okresu.

Karzeł – Pär Lagerkvist, 1944 (5/5) Z jednej strony – jest to dziennik karła liczącego 20 cali wzrostu, pracującego na dworze królewskim. Czas i miejsce akcji jest odkrywane przed czytelnikiem stopniowo, odkrywając przed nim, że poznajemy pewne ważne wydarzenia od kulis. Autor pozwala nam zacząć podejrzewać, że osoby napotykane przez bohatera muszą odnosić się do prawdziwych osób, tylko inaczej nazwanych. I jest to po prostu rewelacyjnie napisane opowiadanie na 150 stron, pozwalające poznać perspektywę na świat kogoś, kto nas zaskoczy i ani razu nie powie tego, co moglibyśmy się spodziewać.

Dalej jednak odkrywamy kolejne warstwy tej opowieści. Powstała w okresie Hitleryzmu i można odczytywać tę historię jako obserwacje kogoś, kto widzi, jak jego kraj musi podkulić ogon w obliczu zagrożenia. Obserwacje kogoś przekonanego o swojej wyższości. Obserwacje kogoś przeszytego nienawiścią.

I dalej każdy czytelnik idzie w swoim kierunku tak naprawdę. Czy jest to moralitet o źle i okrutności jako elemencie każdej władzy? Czy tytułowy karzeł w ogóle istnieje, a może jest tak naprawdę personifikacją ciemnej strony każdego innego człowieka w tej opowieści? O mizantropii, czyli nienawiści do gatunku ludzkiego? O naturze człowieka? Wybierajcie. A może… Jest karłem z urodzenia. I stał się kim się stał z wielu powodów mających miejsce wokół siebie. Każdy tutaj, łącznie z władcami, elitą i geniuszami, prezentuje sobą grzech.

Fascynującym jest słuchać jego głosu znudzonego czasem pokoju, pragnącego wrócić na pole bitwy, jak gardzi własnym gatunkiem, jak postrzega swoją wielkość, jak wybiera milczenie z pogardy do wszystkich wokół. To mroczna i niespokojna kąpiel w umyśle istoty, której nie przeszkadza bycie skutym w kajdany i zamknięcie w lochu. Jest cierpliwa. I nigdy nie spojrzy na siebie samą jaką jednostkę złą. Nawet jeśli – co z tego? Jest tu sporo warstw – punktujących, jeśli czytelnik zna historię Europy. Lektura, która zyska na kolejnej wizycie. Nawet jeśli kolejne warstwy nie są do końca spójne i lepiej nie kwestionować tego czy tamtego… Czemu ten karzeł w ogóle pisze dziennik?

Osobiście: widzę tutaj materiał na komputerową grę RPG. Bez wbijania leveli czy statów, po prostu odgrywanie roli.

„Ja również czytam w księdze nocy. Ale nie umiem jej wykładać. Mądrość moje polega na tym, że widzę pismo, ale i na tym, że pisma tego nie staram się wytłumaczyć” (str. 64*)

„Nie łatwo jest czytać z gwiazd. I czytać tak, by ludzie byli zadowoleni z tego, co jest w nich zapisane” (str. 176*)

Mariamne – Pär Lagerkvist, 1967 (4,5/5) Opowiadanie fikcyjne na temat prawdziwy – opisane tutaj są losy Heroda Wielkiego (tego, który wg Ewangelii Mateusza miał zainicjować rzeź niewiniątek) oraz jego żony Mariamne. Tylko w rzeczywistości on miał pierdyliard żon (nawet dwie, które miały na imię Mariamne); z tą pierwszą ożenił się, ponieważ miał nadzieję zyskać w ten sposób przychylność zwolenników jej popularnego dziadka. I na końcu ją zabił w oficjalny sposób, po czym ruszył dalej. Lagerkvist nawet nie jest pierwszym, który tworzy sztukę wokół ich relacji, tego też było mnóstwo (m.in. Voltaire), jednak w jego ujęciu Herod był samotnikiem i okrutnikiem, który odmienił się na widok Mariamne. Nie chciał nawet jej posiąść, tylko chciał ją uszczęśliwić. Przestał wypełniać pałac swój prostytutkami i brzydotą, zaczął go oczyszczać. Ona sprawiła, że zaczął ułaskawiać więźniów gnijących w lochach.

Historia ich relacji jest romantyczna i smutna. Herod wybywa na wojnę i dokonuje strasznych rzeczy, wszystko jest opisane niemal bez dialogów – te się pojawiają i są absolutnie konieczne. Narrator jest zaangażowany i stanowczy, nie oddaje się emocjom i pozwala czytelnikowi przeżyć samodzielnie tę tragedię o tyranie, którego miłość nie zmieniła. A miłość Mariamne została ukarana. Nikt nie jest jedną rzeczą z całego swojego żywota, a ja mogłem przejąć się nieszczęściem kogoś, kto przeszedł do historii jako jeden z największych złoczyńców. To była ostatnia praca Lagerkvista – napisana w tym samym roku, jak stracił żonę. W ostatnim akapicie pisze: „Tak przeżył wielki król Herold swój żywot na ziemi, czas, który był mu dany do życia. Był człowiekiem, który zapełnia ziemię, ale którego ród kiedyś wygaśnie i – jeśli można to przewidzieć – nie zostawi po sobie żadnego wspomnienia.” Możliwe, że ma na myśli coś innego.

W ramach możliwej adaptacji – widzę tutaj animację w stylu Primal i innych dzieł Genndy’egp Tartakovsky’ego. Bez słów, tylko okrutność życia w akcji.

*PS. Powyższe tytuły liczą razem niecałe 260 stron i przeczytałem je w zbiorze pt. „Zło”. https://garretreza.pl/ksiazki/

Żar – Sándor Márai, 1942 (4/5)

Cieniutka książeczka, w której spotyka się dwóch przyjaciół, zaczynają wymieniać pojedyncze zdania i w końcu jeden zaczyna robić monolog. Wszystko po to, aby wyjaśnić sprawę z przeszłości, która i tak nie pozostanie wyjaśniona, ponieważ bohaterom brakuje odwagi do powiedzenia prawdy. Tak czułem, że o tym jest ta książka. Nie o tym, że przeszłość traci na znaczeniu czy na tym, że nie da się ustalić prawdy, ale na tym, że bohater mówi i mówi, tłumacząc się przed samym sobą, wmawiając samemu sobie prawdę i ostatecznie zniechęca drugą stronę, która stwierdza: „A po co to wszystko było” i wychodzi, po czym następuje koniec.

Język jest piękny i sama proza też ma momenty piękna – pewnie na zawsze zapamiętam to o tym, że „oboje jednocześnie poczuli, że wszystko jest w porządku ze wszechświatem”. Ostatnia strona tak samo. Jest tutaj tragizm i dużo przeróżnych emocji, a moment tytułowego „żaru” naprawdę mnie chwycił na wiele sposobów. Wydanie też jest w porządku, dobrze się czyta i nawet całkiem szybko. Wymaga to skupienia, ale w połowie zacząłem czuć, że to skupienie się nie jest wynagradzane. I do końca tak właśnie jest.

Opowieść wigilijna – Charles Dickens, 1843 (3/5) 

Wydanie ilustrowane w piękny sposób. I tak, najwyraźniej czytałem to po raz pierwszy w życiu, wcześniej oczywiście znając z licznych adaptacji filmowych oraz sztuk teatralnych, na które były wycieczki klasowe. Styl pisania przypominał mi najczęściej spisaną formę opowiadania przy ognisku, dużo tutaj uproszczeń i mało czegoś faktycznie ludzkiego. Rozumiem, że święta i wtedy wszyscy są słodsi trochę bardziej, ale nadal zabrakło mi w nich szczerości – a wszystkie „szorstkie” momenty, jak odmowa wypicia za zdrowie Scrroge’a, wydają się bardziej na siłę, niż naturalne.

Oczywiście sam szkielet fabularny, pomysł na opowieść – to jest fenomenalne. I na ocenie przeważa fakt, że poznałem już tę historię 20 razy. Albo i więcej. I nigdy u mnie nie działała, ale mówiąc o zaskoczeniach czy budowaniu napięcia, kto spoczywa w grobie na końcu – wydawało się to jedynie naiwne. A gdy na końcu narrator po prostu kończy stwierdzając: „czynił dobro i wszystko było fajnie”, to był moment w stylu: „Król jest nagi”. Rozumiem, że to mogło wystarczyć jak na swoje czasy i jako lekturę dla najmłodszych, ale 200 lat później jako tytuł wciąż i wciąż wznawiany wydaje się słusznym wymagać czegoś więcej.

Chociaż może jedyną wartością tej książki jest pokazać ją swoim dzieciom, które przeczytają ją raz, uśmiechną się… I to wszystko. I trzy dekady później kolejne pokolenie je weźmie z półki.