Temat książkowy na blogu - moi ulubieni autorzy, tytuły, co myślę o ostatnich tytułach, z jakimi się zapoznałem oraz lista najlepszych tytułów w danym roku
ULUBIONE KSIĄŻKI
1. Atlas zbuntowany (Ayn Rand, 1958)
2. Źródło (Ayn Rand, 1943)
3. Zabić drozda (Harper Lee, 1962)
4. Kwiaty dla Algernona (Daniel Keyes, 1966)
5. Opętani (Chuck Palahniuk, 2005)
6. Ostatnia noc w Twisted River (John Irving, 2009)
7. Zielona Mila (Stephen King, 1996)
8. Norwegian Wood (Haruki Murakami, 1987)
9. Portret Doriana Graya (Oscar Wilde, 1891)
10.Serca Atlantydów (Stephen King, 1999)
11.Śniadanie mistrzów (Kurt Vonnegut, 1973)
12.Gwizd (James Jones, 1978)
13.Niepowinność (Paweł Radziszewski, 2022)
14.Blizna (Anthony Kiedis, 2004)
15.Podziemny krąg (Chuck Palahniuk, 1996)
16.Maratończyk (William Goldman, 1976)
17.Shogun: Powieść o Japonii (James Clavell, 1975)
18.Ostatni brzeg (Nevil Shute, 1958)
19.Ojciec chrzestny (Mario Puzo, 1969)
20.Cienka czerwona linia (James Jones, 1962)
ULUBIONE KOMIKSY / MANGA
1. Strażnicy – Alan Moore, 1987
2. Harleen – Stjepan Šejić, 2020
3. Azyl Arkham – Grant Morrison, 1989
4. Rorschach – Tom King, 2021
5. Mroczny książę z bajki – Enrico Marini, 2018
6. All-Star Superman – Grant Morrison, 2006
7. Sandman – Neil Gaiman, 1989-93
8. Maus – Art Spiegelman, 1986
9. Druga szansa – Nick Spencer, 2015
10. Mister Miracle – Tom King, 2019
ULUBIENI AUTORZY
(min. 5 przeczytanych pozycji)

1. AYN RAND
Uwielbiam śledzić tok rozumowania jej bohaterów, jaką oni mają głębię i romantyzm!
1. Atlas zbuntowany 2. Źródło 3. Hymn 4. Powrót człowieka pierwotnego 5. Cnota egoizmu

2. KURT VONNEGUT JR.
Jestem przekonany, że każdy bohater Vonneguta ma na dupie wytatuowany napis: "Dupa" w języku polskim.
1. Śniadanie mistrzów 2. Kocia kołyska 3. Syreny z Tytana 4. Matka noc

3. JAMES JONES
Mężczyźni w pigułce: myślą tylko o lizaniu waginy, a potem popełniają samobójstwo
1. Gwizd 2. Cienka czerwona linia 3. Długi tydzień w Parkman 4. Stąd do wieczności 5. Wesoły miesiąc maj

4 JOHN IRVING
Uwielbiam, jak miesza ona plany czasowe, aby opowiadać o wnętrzu.
1. Ostatnia noc w Twisted River 2. Modlitwa za Owena 3. Świat według Garpa 4. Regulamin tłoczni win

5. TOM KING
Komiksy, które zaskakują strukturą, wciągają i stają się zagadką największą, gdy już się je skończy.
1. Rorschach 2. The Vision 3. Mister Miracle 4. Pingwin. Długa droga do domu 5. Supergirl: Kobieta jutra

6. AGATHA CHRISTIE
To jeszcze czasy szkolne, wtedy przeczytałem bodaj 49 jej powieści, w teatrze na "Pułapce..." też byłem. "Noc w bibliotece" w ogóle była pierwszą książką, jaką przeczytałem sam z siebie. Poniższy Top jest w zasadzie losowy.
1. Morderstwo na polu golfowym 2. Dziesięciu Murzynków 3. Morderstwo w Orient Expresie 4. Zabójstwo Rogera Ackroyda 5. Dom zbrodni

7. STEPHEN KING
Tyle dobrego za mną, a jeszcze więcej dobrego przede mną.
1. Zielona Mila 2. Serca Atlantydów 3. Misery 4. Uciekinier 5. Skazani na Shawshank

8. CHUCK PALAHNIUK
Nihilizm tego pana polega na tym, że dostrzega on beznadzieję. Oraz łączy ją z wiarą w to, że można potem zacząć od nowa.
1. Opętani 2. Podziemny krąg 3. Udław się 4. Dziennik 5. Rozbitek

9. DAN BROWN
Sprecyzuję: liczę tutaj wszystkich autorów, których czytałem co najmniej pięć książek. Dobrze, że cykl "Zmierzch" przestałem czytać na trzeciej części... Na Browna była moda i się na nią załapałem. Potem już nie złapałem się na żadną kolejną...
1. Anioły i demony 2. Kod Leonarda da Vinci 3. Cyfrowa twierdza 4. Zwodniczy punkt 5. Zaginiony symbol
W dalszej kolejności planuję brać się za Kinga, Wilde’a, Lema, Capote’a, Szczypiorskiego, Tyrmanda, McCarthy’ego, Lagerkvist…
Przeczytane w 2026 roku
- Opowieść wigilijna – Charles Dickens, 1843
- Żar – Sándor Márai, 1942
- Kat – Pär Lagerkvist, 1933
- Karzeł – Pär Lagerkvist, 1944
- Mariamne – Pär Lagerkvist, 1967
- Modlitwa za Owena – John Irving, 1989
- Matka noc – Kurt Vonnegut Jr, 1961
- Preludium Fundacji – Isaac Asimov, 1988
- 49 idzie pod młotek – Thomas Pynchon, 1966
- Superman Action Comics #1000 – Tom King i inni, 2018
- Pingwin. Długa droga do domu. Tom 1 – Tom King, 2024
- Supergirl: Woman of Tomorrow – Tom King, 2022
- Flashpoint – Geoff Johns, 2011
- All-Star Superman – Grant Morrison, 2006
- Jezioro Bodeńskie – Stanisław Dygat, 1946
- Czyż nie dobija się koni? – Horace McCoy, 1935
- Dzikowy skarb – Karol Bunsch, 1945
- Syreny z Tytana – Kurt Vonnegut Jr, 1959
- Hermann Hesse – Wilk stepowy, 1927
Plany na 2026 rok
- Serce to samotny myśliwy – Carson McCullers, 1940
- Obcy – Albert Camus, 1942
- Popiół i diament – Jerzy Andrzejewski, 1948
- Rzeźnia numer pięć – Vonnegut, 1969
- Rebeka – Daphne du Maurier, 1938
- W stronę Swanna – Marcel Proust, 1913
- W cieniu zakwitających dziewcząt – Marcel Proust, 1918
- Dziennik 1954 – Leopold Tyrmand, 1954, 1980, 1999, 2025
- Chwile – Andrew O’Hagan, 2020
Plany na 2027 rok
1. Nienasycenie – Stanisław Ignacy Witkiewicz, 1930
2. W górach szaleństwa – H.P. Lovecraft, 1931
3. Sklepy cynamonowe – Bruno Schulz, 1934
4. Hotel New Hampshire – John Irving, 1981
5. Przeminęło z wiatrem – Mitchell Margaret, 1936
6. Myszy i ludzie – John Steinbeck, 1937
7. Upiór z Canterville – Oscar Wilde, 1887
8. Szczęśliwy książę i inne opowiadania – Oscar Wilde, 1888
9.Ballada o więzieniu w Reading – Oscar Wilde, 1898
10.Bajki – Oscar Wilde, 1888
11.Złota wolność – Zofia Kossak-Szczucka, 1928
Moje ulubione tytuły z danego roku (książka/komiks)
1831 – Katedra Marii Panny w Paryżu
1843 – Opowieść wigilijna
1891 – Portret Doriana Graya
1908 – Wyspa pingwinów
1913 – W stronę Swanna
1922 – Ulisses
1923 – Morderstwo na polu golfowym
1924 – Mężczyzna w brązowym garniturze
1925 – Proces
1926 – Zabójstwo Rogera Ackroyda
1927 – Liberalizm w tradycji klasycznej
1928 – Zagadka błękitnego ekspresu
1929 – Śledztwo na cztery ręce
1930 – Morderstwo na plebanii
1931 – Tajemnica wirującego stolika
1932 – Nowy wspaniały świat
1933 – Kat
1934 – Morderstwo w Orient Expressie
1935 – Czyż nie dobija się koni?
1936 – Karty na stół
1937 – Śmierć na Nilu
1938 – Hymn
1939 – Dziesięciu murzynków
1940 – Pierwsze, drugie… zapnij mi obuwie
1941 – Prawdziwe życie Sebastiana Knighta
1942 – Noc w bibliotece
1943 – Źródło
1944 – Karzeł
1945 – Folwark zwierzęcy
1946 – Jezioro Bodeńskie
1947 – Planowany chaos
1948 – 1984
1949 – Trudno o dobrego człowieka
1950 – Teatrzyk Zielona Gęś
1951 – Stąd do wieczności
1952 – Hitler. Studium Tyranii
1953 – Kieszeń pełna żyta
1954 – Drużyna pierścienia
1955 – Koniec Wieczności
1956 – Zbrodnia na festynie
1957 – Atlas zbuntowany
1958 – Długi tydzień w Parkman
1959 – Nawiedzony
1960 – Zabić drozda
1961 – Paragraf 22
1962 – Cienka czerwona linia
1963 – Kocia kołysanka
1964 – Dzienniki gwiazdowe
1965 – Cyberiada
1966 – Kwiaty dla Algernona
1967 – Sto lat samotności
1968 – Głos Pana
1969 – Ojciec chrzestny
1970 –
1971 – Kongres futorologiczny
1972 – Piknik na skraju drogi
1973 – Śniadanie mistrzów
1974 –
1975 – Shogun: Powieść o Japonii
1976 – Maratończyk
1977 –
1978 – Gwizd
1979 –
1980 – Imię róży
1981 –
1982 – Limes inferior
1983 –
1984 –
1985 – Gra Endera
1986 – Początek | Powrót Mrocznego Rycerza
1987 – Norwegian Wood | Strażnicy
1988 – Preludium Fundacji | Zabójczy żart
1989 – Modlitwa za Owena | Azyl Arkham
1990 – | Berserk, T1
1991 – Sylvester Stallone: Szalona kariera Kopciuszka z Hollywood | Maus
1992 – Miecz przeznaczenia | Pora mgieł
1993 – Placówka Basilisk | A Game of You
1994 –
1995 –
1996 – Fight Club/Zielona mila |
1997 – Kamień filozoficzny | JLA
1998 – Starcie królów |
1999 – Serca Atlantydów |
2000 – Czara ognia |
2001 – Udław się |
2002 – Eragon |
2003 – Zakon Feniksa |
2004 – Blizna | Death Note
2005 – Opętani |
2006 – Droga | All-Star Superman
2007 – Pan Lodowego Ogrodu: Tom 2 |
2008 – Schizmą rozdarci | Strażnicy galaktyki T1
2009 – Ostatnia noc w Twisted River | Flash: Odrodzenie
2010 – Potężna forteca |
2011 – | Flashpoint
2012 – Trafny wybór |
2013 –
2014 –
2015 – | Druga szansa
2016 –
2017 –
2018 – | Mroczny książę z bajki
2019 – Ford. Reżyser | Mister Miracle
2020 – | Harleen
2021 – | Rorschach
2022 – Niepowinność | Supergirl: Woman of Tomorrow
2023 –
2024 – | Pingwin. Długa droga do domu
2025 –
2026 –
Przeczytane ostatnio (1.01.26-) 14 książek | 5 komiksów
Hermann Hesse – Wilk stepowy, 1927 (3,5) Jeśli czytałbym to kiedyś, na innym etapie życia, to mógłbym odnieść wrażenie odnalezienia samego siebie na stronach książki. Jest tutaj bohater ze zbiorem cech oraz sprzecznościami, wszystko jest romantyzowane i opisywane jako „niezrozumiałe”, odnosząc się do wielu uczuć, jakie się ma wobec społeczeństwa, na dodatek zyskuje wyrozumiałość czytelnika, aby ten wypełnić powieść własnym… Głosem. I był przekonany, że ów głos już tam był, że znajduje tutaj… znajomość.
A tymczasem – „Wilk stepowy” ma 250 stron, z czego pierwsze 100 to czytanie jak bohater czyta broszurę na swój temat i zgadza się z częścią, a z częścią nie do końca; następne 100 stron to bohater spotykający Manic Pixie Dream Girl, a ostatnie 50 stron to psychodeliczny sen, gdzie autor próbuje dołączyć do książki m.in. konsekwencje udziału narodu w pierwszej wojnie światowej. Ogólnie dużo tam jest napchane – i kolejne słowa tyczą się już całości – co jest fajne samo w sobie, ale nie jako nośnik idei. Jako lektura o człowieku ma swoje plusy i minusy, ale jeśli autor naprawdę próbował tutaj zdiagnozować i nazwać nurt w społeczeństwie, to przestrzelił się mocno. Głównie dlatego, że jego protagonista jest najprawdopodobniej chory psychicznie, a nie że jest jakimś wilkiem. Autor argumentuje we wstępie, że opisuje tragizm ludzi urodzonych w złej epoce, szukając tutaj wytłumaczenia tego, że bohater jest odseparowany, nieszczęśliwy, niezrozumiały oraz niezdolny do zmiany. Gdy próbowałem się faktycznie w to wszystko wczytać, to nie znalazłem tutaj zrozumienia – jedynie fantazję na temat takich indywidualistów powstałą z obserwacji. Z boku. Zakończone tym fantastycznym epizodem, gdzie jednak autor decyduje się nagle upchać bardzo dużo, bez faktycznego przemyślenia tego wszystkiego, czy to się spina i czy jest to zasadne.
Propozycja interesująca. Mogąca przemawiać do młodych osób, które też nigdy nie były nauczone zrozumienia samych siebie, nie mających ku temu żadnych narzędzi, bardzo ceniących sobie wszystko, co jawi się jako sprzeczność. Nurt istniejący faktycznie i do dzisiaj – wystarczy znaleźć jakąkolwiek piosenkę na YouTubie mającą parę lat i zawsze się znajdzie tam komentarz w stylu: „Mam 14 lat, moi rówieśnicy słuchają X, a ja wolę taką muzykę” symbolizując oderwanie od kultury popularnej i zagubienie (chociaż na tym etapie to już bardziej dla atencji albo są to boty zwiększające aktywność pod treścią, nie faktyczni ludzie – ale stworzeni na podstawie czegoś, co naprawdę istniało na początku Internetu). Jak widać jednak, nie ma to długoterminowej ważności. Sam język oraz jako lektura – warto, ale ambicje twórcy były dalece wyższe i im nie podołał.
Teraz czuję niepokój odnośnie powrotu do „Portretu Doriana Greya”. Czy to nadal jest arcydzieło? Czy tylko umiało mi się sprzedać jako takie?
Syreny z Tytana – Kurt Vonnegut Jr, 1959 (4,5/5) Po pierwszych stronach byłem nastawiony, że to będzie najgorsza książka KVJ, jaką do tej pory przeczytałem. Niewiarygodne, jaką podróż odbyłem w tym czasie, gdy już poznałem finał. I ile razy zapewne tę podróż odbędę w przyszłości. Znaczy… Nie da się przygotować odbiorcy w najmniejszym stopniu na to, co będzie mieć w ręku. Można nawet przeczytać całą ostatnią stronę (w moim wydaniu) i nadal nie mieć pojęcia, jak to się skończy. Nie ma mowy, aby czytając początek o ojcu, który zarobił fortunę w najbardziej absurdalny sposób znajdując klucz do inwestowania na giełdzie i jak jego syn to roztrwonił na głupoty, móc chociaż śladowo podejrzewać, że sto stron później będziemy czytać o inwazji Marsa na Ziemię. I będziemy sikać ze śmiechu czytać opis tego konfliktu.
Czemu więc to robi nienajlepsze pierwsze wrażenie? Wielokrotnie książka sprawia, że… gubiłem wątek? Gubiłem zainteresowanie? Jedna historia nagle i drastycznie przechodzi w drugą historię, że zanim w ogóle ogarnę, co się dzieje, następuje kolejna zmiana. Czułem się, jakbym czytał zbiór opowiadań, jedno za drugim, które zaczynam od środka, przy których na dodatek popełniono pewne błędy warsztatowe utrudniające czytelność. W zasadzie czuję się, jakbym mógł tak napisać o jakiejś połowie książki, gdzie obok fascynujących etapów są też takie, po których mogę się podpisać pod słowami jednej z postaci: „Nie rozumiem, co się stało od momentu, gdy…”
Całość ma jednak jakieś 250 stron i po przebiciu 200 z nich zaczynają się rysować pewne kształty. Oraz myśli. Epilog rozkłada na łopatki. I już byłem pod wrażeniem. Zaskakujące, że z jednej strony jest tutaj nihilistyczny, wczesny KVJ, przekonany o tym, że prawda o sensie ludzkiej egzystencji jest absurdalnie nieistotna, a z drugiej pozwala bohaterom dojść do przekonania, że owym sensem jest kochać osobę, która jest akurat w pobliżu.
Niebywałe jest to starcie z sensem życia we własnej osobie. Czytanie i rozumienie, czemu ci bohaterowie zdecydowali się poświęcić swoje życie. Czytanie o ich śmierci i rozmyślanie nad tym wszystkim, gdy już poznaliśmy całość. Albo i nie, w końcu wiele autor pomija, tak jak jego protagoniści. Nie pragnęli odpowiedzi na wiele rzeczy, więc ich nie poznali. I my też nie. Czy to na pewno było istotne? Jeśli tak, czy to ważne? Odkrycie całości nie przytłacza, ono zaprasza nas do kontynuowania podróży.
Dzikowy skarb – Karol Bunsch, 1945 (3,5/5) Powieść przygodowa osadzona w realiach początku chrystianizacji Polski, korzystająca z faktycznych osób i wydarzeń oraz przede wszystkim fantazji i gotowości do wypełnienie pustych pól w historii. Mnie wiedzy historycznej brak – wiem tylko, że trzeba było chrzest przyjąć na siłę, aby przestali Polaków napadać za bycie „innymi”, trzeba było też jebać Niemcy, więc wzięto chrzest od Czechów. I jak na lekturę przygodową, to muszę przyznać, że umie ona też ująć językiem i opisami. Sam język jest stylizowany oczywiście i wątpię, aby mówili tak chociaż 50 lat wstecz przed napisaniem książki, ale efekt jest przekonywujący. I co najważniejsze: zrozumiały.
Rezultat bardziej szanuję niż czytałem z jakąś specjalną przyjemnością. To w końcu opowiadanie o prawdziwych wydarzeniach mając do dyspozycji skąpe źródła historyczne, a tutaj Mieszko I z resztą gadają i żyją, jakby można o tym było mówić z jakąkolwiek pewnością, co wtedy myśleli i co ich popychało do działań. Ciężko mi nie mieć do tego uznania. Nawet jeśli to dosyć wygodne wydanie jak na swoje czasy – opowieść o akceptacji nadchodzących zmian (np. ZSSR przejmuje stery) musiała się podobać nie tylko czytelnikom.
Możliwe też, że czytałem jakąś gorszą wersję, bo LubimyCzytać podaje 725 stron, a moje wydanie miało niecałe 300. Albo, cóż, LubimyCzytać po prostu miało kolejny babol.
Czyż nie dobija się koni? – Horace McCoy, 1935 (4/5) Malutka książeczka licząca niewiele ponad sto stron – i to z uwzględnieniem obrazków. Tak, ten tytuł ma obrazki – a konkretnie kadry z wersji filmowej, realizowanej ponad trzy dekady później. Nawet nie wiedziałem, że jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem, jest na podstawie książki. Dopiero jak przyglądałem się postaci Franka Borzage, to dowiedziałem się o jego „występie” w tym tytule. Był na widowni z jakiegoś powodu, obserwując zawody taneczne. Sporo celebrytów jest tutaj wymienionych – czy raczej gwiazd, bo te słynne persony faktycznie miały zawód. Innym, którego rozpoznałem, był Charley Chase – też dowiedziałem się o jego istnieniu stosunkowo niedawno. Co oni wszyscy robią w tej książce? Cóż, Gloria ujęła to najlepiej: jest to część portretu ówczesnych czasów. Kręcenia się w kółko i słuchania o gwiazdach dużego ekranu. Maraton tańca jest metaforą tego kręcenia się w kółko: robota, kanapka, sen i od początku, w zmęczeniu, mając wątłą perspektywę i nadzieję, że los się odmieni, że na końcu będziemy zwycięzcami, że coś osiągniemy.
Książka bardziej podkreśla marzenia i kontekst filmowości: pragnienia kariery filmowej, co zanika pod koniec lektury. Nie rozwiewa się stopniowo, po prostu nagle tego nie ma. Film za to lepiej podkreślał samo życie: nie mieli za co jeść, a na zawodach przynajmniej zjedzą i będą mieli gdzie spać. Film dodał też bolesne zakończenie, którego ten finał potrzebował – gdy Gloria dowiaduje się, że od nagrody będą odliczane koszty i tak naprawdę zwycięzca dostanie drastycznie mniej niż im obiecano. W książce finał jest dużo milszy. Zawody zostają odwołane przez skargi komitetu moralnego i kasa zostaje podzielona między tych, którzy zostali – ale finał nadal pozostaje taki sam w obu historiach, jednak w filmie jest bardziej konsekwentny i naturalny. Nie jest to żadna tajemnica, książka zaczyna się od zdradzenia zakończenia i przypomina o tym na początku każdego rozdziału, ale właśnie w książce to zakończenie przychodzi dosyć znikąd. Gorzkość bohaterki i jej nihilizm nie równa się temu, że protagonista robi na końcu to, co robi. Wręcz na tej samej stronie kategorycznie odmawia i w końcu to robi. To najwyraźniejszy przykład tego, że autorowi zabrakło warsztatu, aby móc opisać pomysły, które miał.
A miał ich zaskakująco dużo. Wręcz jako czytelnik byłem otwarty i gotowy przypisywać mu zasługi za rzeczy, które mogły tak naprawdę wyjść przypadkiem. Nie ma tutaj za bardzo postaci pobocznych, jedynie imiona i nazwiska mające cechy charakterystyczne (np. ktoś jest w ciąży), nie ma pomysłu na rozwój akcji (są tylko wydarzenia), nie ma sensownego wstępu: bohaterowie poznają się i decydują wziąć udział w konkursie… I tam są. Nie ma nawet szczegółów o ich doświadczeniu tego wszystkiego. Film przytłaczał męką i cierpieniem czegoś tak prostego, jak zwyczajne utrzymanie się na nogach, tymczasem autor książki czasem tylko doda, że są zmęczeni, że ubrania im się rozleciały, że bez amoniaku nikt by ich nie dobudził. Rutynę z wykorzystaniem 10 minut przerwy opisuje właśnie jak rutynę: jedzenie kanapki w trakcie golenia, toalety, mycia się. I naprawdę myślę, że to wszystko jest siłą tego tytułu: opisem świata, gdzie takie męczarnie są codziennością, nie robią na nikim wrażenia łącznie z samym bohaterem całkowicie akceptującym pasywnie własną egzystencję. Pracuje 22 godziny na dobę, nawet nie odpoczywa, ale nabiera sił do pracy przez pozostałe dwie, jest chodzącą reklamą i jeszcze z entuzjazmem dziękuje za to wszystko, będąc w opozycji do podejścia Glorii, która jest po licznych przejściach życiowych i życia jakie zna ma całkowicie dosyć.
Jak wiele ta książka zostawia przestrzeni widzowi, dając mu tak naprawdę tak dużo! O przeszłości bohaterów, czy tak naprawdę mówią prawdę czy kłamią, o teraźniejszości – te pojedyncze urywki obserwacji, co się dzieje wokół: kto był na widowni, jak wykorzystywano Glorię – kogo jeszcze więc wykorzystano? – jak natknięto się przypadkiem na mordercę wśród uczestników – kim więc mogą być pozostali? To nienachalny, ale cholernie treściwy obraz życia w okresie depresji – warty czytania, robiący wrażenie, nawet jeśli sam warsztat literacki autora powinien być wyżej.
Film i pierwowzór uzupełniają się znakomicie. Fani jednego zdecydowanie powinni poznać drugie.
Jezioro Bodeńskie – Stanisław Dygat, 1946 (3,5/5) Nawet nie pamiętałem, że obejrzałem wcześniej film – co prawda było to wiele lat temu, ale jednak nawet tytuł nic mi nie mówi. Oceniłem nisko, ale w pozytywny sposób: coś w tym było, co mnie interesowało. Odbiór filmu jest różny, ponieważ samo Jezioro… ciężko byłoby sensownie przełożyć na film, więc połączyli Jezioro z inną powieścią Dygata i… Wyszło, jak wyszło.
Samo Jezioro…” jest ciągiem słów człowieka – Polaka – w niemieckim obozie jenieckim dla Francuzów i Anglików w Konstancy nad Jeziorem Bodeńskim. Jest tutaj pewna konstrukcja, nawet pętla narracyjna – zaczyna się i kończy tymi samymi słowami – jest też tematyka i jakieś motywy, ale to jednak przede wszystkim ciąg słów. Opisywanie wszystkiego, co ślina na myśl przyniosła – w całkiem ładnym stylu, łącząc Prousta z romantyzmem Prusa czy coś w tym stylu, mając przyzwolenie na taki styl narracyjny. W zakresie treści dominuje tutaj pewność – nie przekonanie, o swojej nieomylności, albo poczucie wyższości opowiadania prawdy objawionej i ubranej przez poetę jako jedynego w słowa – ale właśnie pewność, że obserwacje i przemyślenia są wartościowe, że twórca ma tutaj coś do powiedzenia. A wobec tego miałem od początku wątpliwości i do końca one się utrzymały.
Niemniej sam styl szanuję. To nie jest książka do przeczytania, ale czytania, jak Infinite Jest, niemal ta sama półka. I mimo wszystko – ta młodość bohatera i wszystko, co z tym związane: czułem, że ta książka jednak mówi do mnie coś słusznego. Tylko raczej nie miała o tym pojęcia. To jest ta treść, którą umieściło się między wierszami.
All-Star Superman – Grant Morrison, 2006 (5/5) To… Nie jest coś, czego się spodziewałem. Wiedziałem, że to historia o śmierci Supermana – ale takiej ludzkiej, w której jego ciało powoli… Umiera. Dosłownie. Nie będzie pokonany w wielkiej bitwie, nie poświęci się w imię czegokolwiek, tylko… Umrze. Jak człowiek. Wie o tym, że nie ma wiele czasu, więc… Postanawia dokończyć swoje sprawy. Tylko że wizja całokształtu nie jest odsłonięta przed czytelnikiem przed lekturą – w pewnym momencie przez dobre 1/3 zeszytu miałem poczucie, że czytam oddzielne zeszyty i w ogóle zapomniano o głównym temacie. Gdyby nie kilka paneli pod koniec pokazujących palcem „12 prac Herkulesa”, to nie umiałbym ich sam wymienić po lekturze tego komiksu. I wtedy dopiero – po zakończeniu – zacząłem czytać tak naprawdę.
Może to moja wina. Może to zasługa tego, że nie siedzę zbytnio w kanonie tej postaci – czym jest Bizarro wiem tylko dlatego, że widziałem kawałek „Superman & Lois”, co raczej nie jest dobrą reprezentacją tej strony tego uniwersum. Tymczasem u Morrisona to ważny element tej tragicznej mozaiki i opowieści o Bogu, który postanowił został człowiekiem i umrzeć jak człowiek. A to tylko początek warstw tego komiksu.
Tym w końcu jest dokończenie spraw: dokończenie wątków, które powstały w głowach autorów przez wiele dziejów, gdy postać Supermana istnieje. I kończy je on w bardzo osobisty sposób: wie, jakie rzeczy tylko on może zrobić. O czym tylko on wie. I jaki wymiar ma fakt, że on umrze, co ze sobą w ten sposób zabierze. Użyłem powyżej słowa: „Bóg”, ale scenariusz nie idzie w tę stronę. Ani „nadczłowieka” lub czegoś w tym stylu. Ma jedynie świadomość symboliki dla ludzkości. Oraz poczucie szacunku dla niej. Ludzkość ewoluuje i śmierć Supermana jest tego elementem.
Wiem, że kiedyś wrócę do tej lektury. I pewnie wtedy zobaczę w tym więcej niż teraz.
Flashpoint – Geoff Johns, 2011 (3,5/5) Flash budzi się w nowej rzeczywistości, gdzie jego matka żyje, za to wszystko jest inaczej. Łącznie z tym, że świat stoi na skraju zagłady, ponieważ Aquaman i Wonder Woman się napierdalają. I jest masa innych rzeczy, szczegółów tła, które pewnie zasługiwałoby na dużo, dużo więcej miejsca w tej historii.
Ponieważ… Jak uratowanie życia mamy Flasha miałoby mieć takie konsekwencje? A to tylko tak naprawdę początek pytań, które powinny być szczegółowo wyjaśnione, żeby ten komiks miał jakąś wartość. A tymczasem… Cóż, jest dużo szczegółów dla fanów. Mrugnięć okiem. A właściwa fabuła dzieje się niemal na siłę – Flash odzyska moce bo tak, antagonista pojawi się sam z siebie, a pokonanie go oznaczać będzie wbicie mu miecza w ciało. I jakoś też wszystko samo wróci do normy.
Czuć skalę wydarzeń i emocje związane z wyborem: świat albo własna matka, tylko no… To nie jest samodzielny komiks. Żeby takim być, powienien mieć co najmniej 10 razy więcej stron. A tak opowiedziany jest po łebkach i siema. Ledwo zaczyna i już się kończy.
Supergirl: Woman of Tomorrow – Tom King, 2022 (3/5) Pierwszy komiks z Supergirl, jaki czytałem. Opowieść o zemście, która jest bardziej mood niż story-driven, ale nadal jest przegadana i ciężka pod względem ilości słów, co w ogóle się nie dodaje. Nie ma tutaj w zasadzie większej historii czy jakiś poruszanych tematów – właściwie wszystko, co związane z pisaniem, prezentuje tutaj najwyżej przeciętny poziom. Chłop uciekł i teraz go gonimy, a po drodze są wypełnione strony. Trafią na planetę identyczną do ludzkiej, tylko nie mieszkają tam ludzie, ale za to mają rasizm. A potem trafią na złego chłopa i ten ich wyśle na obcą planetę, gdzie będą musieli poleżeć do zmroku, zanim stamtąd odlecą, ponieważ słońce boli Supergirl. Czy coś. Dowiemy się, że Superman to cienias, bo wytrzymał tam tylko trzy kwadranse. I będzie retrospekcja, jak Supergirl opuściła ojczyznę, widząc jej śmierć. Pierwszą, drugą i trzecią. To chyba jedyny udany fragment komiksu. A potem znajdą złego jeszcze raz, tylko tym razem nauczą się, że trzeba ruszyć dalej. Zamkną go w więzieniu na 300 lat, wypuszczą i zabiją. Koniec historii. Nie wiem, co to miało być, ale na pewno się nie udało.
Za to jak to wygląda! To musiał być pomyślany komiks jako mood-peace: brak akcji, przemierzanie krain, medytacja nad zadaniem i misją, brak bohaterów czy historii… Po prostu wizja. Wizualna, mówiąca za siebie. Nawet to leżenie pod bolącym słońcem miałoby sens, gdyby to było właśnie w wersji niemej. Narracja słowna – liczna i narzucająca się – jest wadą wyłącznie dlatego: ona walczy z duszą tego komiksu.
Ogólnie po lekturze tego komiksu pomyślałbym: Tom King nie jest kimś, kogo warto czytać. Warto za to śledzić kolejne prace Bilquis Evely. Jakim cudem to jest najwyżej oceniany komiks Kinga na goodreads? Z całą pewnością nie kupujcie w ciemno: weźcie do ręki, przeczytajcie parę stron i dopiero wtedy podejmujcie decyzję. Ja tak zrobię z „Helen of Wyndhorn”.
Pingwin. Długa droga do domu. Tom 1 – Tom King, 2024 (3/5) Nie będę wydawał jeszcze wyroku o całości po pierwszym tomie. Więc