Podsumowanie filmowe 2021 roku

Podsumowanie filmowe 2021 roku

18/12/2021 Blog 0

Ostatnia aktualizacja: lipiec 2025

NAJLEPSZE FILMY ROKU

Miejsce #1: C'mon C'mon

Czarno-biała opowieść o wujku, który musi się zaopiekować swoim siostrzeńcem. A raczej musi pomóc swojej siostrze, która musi pomóc swojemu mężowi, co oznacza, że ktoś musi się zaopiekować dzieckiem. Dziecko jest na końcu równania. Ten tytuł jest definicją trudnego filmu, najgorsza jest jego brutalna szczerość i bezpośredniość, stawiająca odbiorcę twarzą w twarz z sytuacją, która wymaga od niego bardzo wiele. Akceptacji życia w całej swojej niepojętości. Prowadzone przez osoby mające problemy z wyrażaniem siebie, panowania nad swoimi emocjami, myślami, wspomnieniami, zrozumieniem samych siebie i własnych motywacji. Boję się myśleć, że to uniwersalny film, Boję się na myśl, że wszyscy byliśmy Jessiem, a będziemy Johnnym, jego matką i ich matką. Czy naprawdę jesteśmy tak bardzo ważni dla innych, a oni dla nas? Gdzieś w tym obrazie się wiadomość dla całej ludzkości. https://garretreza.pl/cmon-cmon/

Miejsce #2: Spencer

W tym filmie nie ma fabuły, akcji i wydarzeń, są tylko emocje. Cała masa emocji. To nie ogląda się jak film biograficzny, to nie wygląda jak dramat obyczajowy. To wygląda i ogląda się jak niesurrealistyczną wersję Sanatorium pod klepsydrą Wojciecha Jerzego Hasa. Diana wariuje na naszych oczach i odmawia sobie uwierzenia, że ma do tego prawo. Spencer ma w sobie wystarczająco dużo uczucia, żeby być świadomym jednego: każdy z nas się zmaga. I każdy z nas może tę walkę przegrywać, bo nikt z nas nie ma narzędzi do walki. I nikt z nas nie wie, co wtedy robić. Każdy z nas wątpi, czy w ogóle powinno się coś z tym robić. A jak Diana miała ten problem, to co dopiero my? https://garretreza.pl/spencer/

Apple TV

Miejsce #3: Przybywacie z daleka ("Come From Away")

Rock-opera o 11 września. Miejcie jednak na uwadze, że rock w tej operze podchodzi bardziej pod The Pogues niż The Who, a 11 września oglądamy od nie tej strony, która przychodzi wam do głowy. Nie marnuje on ani jednej sekundy, porywa odbiorcę i wchodzi z kopem w jego życie, czyniąc je lepszym. To jest piękne, że kino tak właśnie może wyglądać, że może mieć puls! Nie ma tu miejsca na błędy, wady, pomyłki, lenistwo – wszystko jest przemyślane, doprecyzowane. To jest piękne! 
https://garretreza.pl/come-from-away/

Netflix

Miejsce #4: Bo Burnham: Inside

Jeden człowiek wystarczy. Jeden pokój, sprzęt filmowy, kreatywność i tworzenie nowej produkcji wyłącznie we własnym zakresie. To film pełen światła, energii i przeczucia, że możemy z tą pracą zrobić tyle, ile sami uznamy za właściwe. Kryzys w postaci pandemii, samotność i nowe warunki życia – jak z tym radzi sobie komedia i współczesny Internet? To opowieść o wielu rzeczach, niektórych bardzo smutnych i poważnych. Czysta sztuka.

Miejsce #5: Świnia ("Pig")

Od lat trwają próby zrealizowania szalonego filmu z Nicolasem Cagem, który ostatecznie okazuje się jakimś egzystencjonalnym snujem, ale tym razem jednak udało się stworzyć po prostu dobry obraz. Nic tu nie jest takie, jak się początkowo wydaje – każdy kolejny akt to jakaś niespodzianka, niby Nicolas Cage chodzi po ludziach i tylko z nimi rozmawia, a jednak od momentu sceny sądu ostatecznego z kucharzem aż do końca seansu nie mogłem oderwać oczu. Szalony film, w stonowany sposób – ekscentryczny i dziwny, gdzie wiara człowieka w rzeczywistość jest przetestowana. Nic tu nie ma znaczenia, a przynajmniej tak się wydaje – po prostu w tym filmie liczą się inne rzeczy. W życiu też. Jak trzęsienie Ziemi, marzenia, miłość i świnka.

Miejsce #6: Stillwater

Nie znamy od początku każdej odpowiedzi – dlaczego córka bohatera znajduje się we Francji, za co została aresztowana, co się stało z jej matką? Tych rzeczy dowiemy się w swoim czasie – albo i niekoniecznie. To życiowy film, tutaj nie wszystko znajduje dokończenie lub zakończenie. Sprawy istotne lub ważne tracą ten status z czasem, coś innego zajmuje ich miejsce w życiu bohaterów. Ten film myli tropy i prowokuje nas do zgadywania, o co tu chodzi, o czym to jest? I tak jak w życiu, potrzebujemy do tego większej perspektywy. To film o tym, że zwykłe życie jest cenne. Bez przygód, bez podejmowania ważnych decyzji. Jeden z tych filmów, które do połowy nie robią większego wrażenia, ale później dostrzegasz szerszy obraz i jesteś już na pokładzie. https://garretreza.pl/tom-mccarthy/

Miejsce #7: Tick, Tick… Boom!

Nie znałem historii Larsona, więc wszystko uderzyło we mnie z podwójną siłą. Mamy mało czasu na tej planecie, ale i tak mamy go więcej niż niektórzy. To świat pełny bólu, z którym musimy uczyć sobie radzić. To opowieść o tym, ale nawet i bez tego jest to pierwszorzędna opowieść o tworzeniu. O pojedynczych myślach, które w pewnym momencie kumulują się, stając się scenę, piosenką, postacią, tematem, pytaniem. To tytuł, który rozumie presję tworzenia, oddania się tworzeniu, oraz umie ją zaprezentować. Umie sprawić, że na koniec czas przestał się liczyć i nawet nie sprawdzałem, ile minęło. Plus milion cameo z uniwersum Mirandy, w tym on sam na kuchni (gdzie faktycznie był, tworząc In The Heights).

life of crime 2021

Miejsce #8: Life of Crime 1984-2020

Jak wskazuje tytuł – jest to dokumentacja życia przestępczego na przestrzeni 36 lat. Ogólnie dużo tutaj bycia na pierwszej linii frontu, że tak powiem. Jest na ekranie ten sam duch, co w piosence „Life’s a bitch” Nas – ci ludzie po prostu znają właśnie tylko tyle. I dla nich życie przestępcy jest lepsze, właściwsze – ale oni też ewoluują. Nie zaczynali w końcu jako gangsterzy, oni też są zdolni do wątpliwości, żałują, może nawet chcieliby inne życie, w którym poszli na studia i ich los inaczej się potoczył, ale jest jak jest. „as long as we leavin’ thievin’, we’ll be leavin’ with some kind of dough”. Co więcej – jestem przekonany, że ten dokument ma siłę dotrzeć też do samych przestępców. Właśnie dlatego, że był taki osobisty, że twórcy starali się nadać życiu swoich bohaterów inny tor, że mieli nadzieję na zrobienie innego filmu niż ten, który im wyszedł. „To miał być dokument o odbiciu się od dna”, mówi coś w tym stylu na końcu ktoś, kto pewnie był reżyserem lub twórcą. Cóż, nie każdy dokument jest „Hoop Dreams” i ma szczęście pokazać drogę jedną na milion. Najczęściej pokazuje każdą inną, typową. I uderza nią na pełnej kurwie. https://garretreza.pl/jon-alpert/

Miejsce #9: Nie czas umierać ("No Time To Die")

Całość trwa ponad dwie i pół godziny, wypakowana jest akcją, intrygą, przygodą, strzelaninami i pościgami, wyzwaniami fizycznymi i psychicznymi, przepięknymi ludźmi (mężczyźni i kobiety, ubrani i uczesani równie godnie) oraz atrakcyjnymi miejscami akcji (lokacje, scenografia). Ten tytuł daje to, co obiecuje. A daje przede wszystkich zabawę. Scenariusz daje radę połączyć ze sobą wiele – tradycje Bonda i podejmowanie ryzyka, podsumowuje sagę Daniela Craige’a bez wymagania znajomości poprzednich części, wszystko faktycznie jest stopniowo odkrywane przed widzem (oraz bohaterami), a poznanie całości jest osiągnięciem, nagrodą, podobnie jak zmiany osobiste czy w relacji między postaciami. To film, w którym ważni są bohaterowie – w obu znaczeniach tego słowa. Chwyta i będzie później pięknym wspomnieniem. https://garretreza.pl/james-bond/

drive-my-car 2021

Miejsce #10: Drive My Car

Film umiejący pokazać ludzi opowiadających historie, rozmawiających ze sobą. Chociaż jest to tytuł trwający dwie godziny krócej od poprzedniego filmu tego samego reżysera, który widziałem, wcale niczego nie rozciąga. Wręcz można być kilka razy zaskoczonym, jak potencjalnie długie momenty zostały ekspresowo ogarnięte – i to wszystko jest dyktowane potrzebami historii. Sam tytuł jest gigantycznym poszukiwaniem spokoju. Długą drogą potrzebną, aby móc coś powiedzieć, podzielić się z kimś, przyznać coś przed samym sobą, zdobyć się do powiedzenia czegoś na głos. Wszystko to przy pomocy samego siebie, innych ludzi, pracy, przypadku oraz życiowych zbiegów okoliczności. Jest tutaj dużo spokoju oraz momentów napięcia, kiedy jakaś rozmowa zaczyna prowadzić w zaskakujące rejony, a my nie możemy się doczekać kolejnego słowa. Warto tutaj uważać, a wtedy otrzymamy poruszającą, życiową historię, która naprawdę może pomóc odnaleźć spokój w życiu.

Miejsce #11: The Green Knight

Przykład filmu, który dobrze się ogląda bez rozumienia o co w nim chodzi. Jest to dosyć pokręcona opowieść o człowieku, który uniesiony honorem odbywa podróż, aby dotrzymać słowa i przyjąć śmierć z ręki tytułowego Rycerza. Dziwna to historia, w której możemy jednak dostrzec sporo piękna – szczególnie wtedy, im bliżej bohaterowi do oświecenia. Wszystkie elementy w tym filmie tworzą spójne doświadczenie: język bohaterów, nieczytelny alfabet, muzyka, zdjęcia, atmosfera. Hipnotyzująca rzecz, która ma w sobie „to coś”, co sprawia, że szerzej otwieramy oczy i czujemy, że szybko tego nie zapomnimy. Bardzo dużo tutaj całych sekwencji, gdzie nie użyte są słowa i mowa, tylko język obrazu, plenerów, kostiumów. Momentami popadałem w zachwyt.

Miejsce #12: Diuna ("Dune")

To historia o przetrwaniu. Przed wami w sali kinowej znajduje się udany wstęp do ciągu dalszego. Doświadczając tego wszystkiego naprawdę wierzyłem, że w tym świecie czeka mnie kiedyś wspaniała przygoda. Obraz ma rozmach, ciężar i skalę – jest rewelacyjnym audiowizualnym doświadczeniem w każdym znaczeniu tego terminu. Nie w postaciach czy scenariuszu znajduje się źródło dramatyzmu i napięcia, ale w kadrach, muzyce, dźwięku. Każda okazja do stworzenia MOMENTU została wykorzystana. Czekam na ciąg dalszy… https://garretreza.pl/villeneuve/

Miejsce #13: Wcielenie ("Malignant")

Nie warto walić kobietami o ścianę. Warto za to golić na łyso dziewczynki po tym, jak się je adoptowało. A jak jeszcze będziecie kochać swoje dzieci, to już wszystko zrobicie w życiu dobrze. Same cenne lekcje. Do tego rewelacyjny pościg (a raczej lokacje, przez które przebiegają), typowe dla Wana zdjęcia z drona (nadal wygląda to świetnie – w tym pościgu, ale też ogólnie, wpisując się w całą energię i świeżość tego przedziwnego filmu). Od połowy twórcy już zakładają, że jesteśmy kupieni – i wtedy puszczają im wszystkie hamulce, a zaczyna najlepsza część. Są w tym filmie rzeczy, których nigdy nie zapomnicie, gwarantuję. Scenariusz myli tropy, łączy kryminał z nadnaturalnymi elementami, dostarcza groteskowego humoru, ale przede wszystkim bawi. Nawet jeśli równocześnie mówi o kilku poważnych tematach równocześnie.

Miejsce #14: Raya i ostatni smok

Bajka o świecie, który ludzie zepsuli i ludzie mogą naprawić. Muszą tylko współpracować ze smokami z legend. Niezwykle kolorowy to film, łącząca naprawdę niesamowicie wyglądające tła czy dynamiczną animację z modelami postaci czasem wyglądają jak z przerywnika w grze z 2004 roku („Half Life 2” nie miał przerywników, ok?). Kończymy seans z masą pozytywnych wrażeń, grupą sympatycznych bohaterów i ochotą na więcej – ten film się rozkręca, trzeci akt jest naprawdę wspaniały, przechodząc od dziecięcego tonu w bardziej dojrzały, ale nadal przystępny dla młodszej widowni. W tej przygodzie i wyzwaniu najważniejsza jest pamięć o budowaniu lepszego jutra, nie tylko przeżycie.

Miejsce #15: Aż do śmierci ("Till Death")

Ten film robi wszystko dobrze: wielokrotnie podbija stawkę, oferuje prawdziwe napięcie, NAPRAWDĘ zaskakuje rozwojem wydarzeń, dostarcza satysfakcji i pokazuje, jakie to ciężkie i niewdzięczne zadanie, aby pozbyć się męża… Jest krew, trochę groteski, ale przede wszystkim stawienie czoła przyrodzie, innym i swoim ograniczeniom. Kilku aktorów, ograniczone miejsce akcji i opowieść, od której nie można się oderwać. Pod wieloma względami ten tytuł to niebywałe osiągnięcie, a przy tym solidna zabawa w thriller i dramat psychologiczny. Nie czytajcie opisów, po prostu zacznijcie oglądać…

Prime Video

Miejsce #16: Błogość ("Bliss")

Mike Cahill kolejny raz dostarcza historię, z którą wielu kinomanów nie będzie wiedzieć, co począć. Niczego nie zdradzę, ale mamy tu historię człowieka, który musi się spotkać z córką, ale równocześnie ukrywa się po tym, jak przez przypadek zabił swojego szefa. Dalej mamy typowe dla Cahilla zaskoczenie za zaskoczeniem. I chociaż w tym przypadku chyba trochę przesadził z naiwnością w swojej opowieści, to nadal jestem zadowolony, że to zobaczyłem. Szczególnie scenę z rolkami (i myśl, że tak właśnie będzie wyglądać reszta filmu?!), efekty specjalne i Owena Wilsona ucharakteryzowanego na bezdomnego. Film, który zmusza cię do zgadywania i powolnego zdania się na twórców, gdy samemu już nawet nie chce zgadywać, co się zaraz wydarzy.

Miejsce #17: Nobody

Przedziwny film, który przyciąga zarówno poważnym wstępem, zapowiadającym komentarz do obecnego miejsca mężczyzn w społeczeństwie, jak i późniejszymi wygłupami na całego. Ten film nie ma sensu czy celu, jest nieudolnie skonstruowany i nieprzemyślany, bohater wbrew planom wychodzi na psychopatę, scenariusz idzie na łatwiznę prawie cały czas, ale fajnie się to ogląda. To jedna z tych produkcji, w których przemoc jest naprawdę zajebista. Czy tego chcemy, czy nie. W końcu na początku intencje bohatera były szlachetne: ratowanie życia, stawianie rodziny na pierwszym miejscu, pomoc bezbronnym. W imieniu tych rzeczy są łamane kończyny i przebijane płuca. Tylko tak to jest z przemocą, że jak już się zacznie, to trzeba sprawę dokończyć. A po drodze możemy się bawić, prawda?