Podsumowanie 2010 roku

Podsumowanie 2010 roku

23/06/2019 Blog 0
debiutanci

Ostatnia aktualizacja: lipiec 2021

NAJLEPSZE FILMY ROKU

poster debiutanci

Miejsce #1: Debiutanci ("Beginners") Drama & Queer Cinema

Najwyższe wyróżnienie dla produkcji, która mnie uszczęśliwia samą swoją obecnością. Tak: czuję się lepiej tylko dlatego, że ten tytuł istnieje i mogę do niego wrócić w każdej chwili. O tym opowiadają Debiutanci: o powrotach i o tym, że przeszłość z nami zawsze będzie, w ten dobry sposób. O magii codzienności, o pozytywnym patrzeniu w przyszłość, o przeglądaniu starych fotografii… O byciu szczęśliwym. O byciu smutnym. O śmianiu się ze smutku. Jeden z moich ukochanych filmów, ścisłe Top 3, ale też czysto obiektywnie – jest to niezwykłe osiągnięcie na poziomie narracji, montażu, scenografii, reżyserii i ogólnie opowiadania obrazem o rzeczach, których wydawałoby się, nie można pokazać. A jednak się udało. W ten sam sposób, w jaki Marcel Proust opowiadał o rzeczach, których nie można nazwać, na stronach W poszukiwaniu straconego czasu. Wielkie osiągnięcie sztuki filmowej.

day and night noc i dzien

Miejsce 2: Noc i Dzień ("Day & Night") Computer Animated, Comedy

Kiedy na pierwszym miejscu jest taki tytuł, jak Debiutanci, trudno jest mówić o jakimś drugim miejscu ze względu na przepaść między tymi tytułami. Z konieczności jednak muszę coś postawić obok i Noc i Dzień jest moim zdaniem najlepszym wyborem: to animacja krótkometrażowa, która zachwyciła mnie kreatywnością w roku premiery, zachwyciła mnie też potem kilka razy, ilekroć ją włączałem. To cudowna podróż do świata nam całkowicie obcego, ale też fascynującego, kompletnie oryginalnego. Podczas seansu czuję się jak dziecko, które coś odkrywa – jak przy wielu innych tytułach, ale w przypadku Nocy i Dnia to wrażenie nie słabnie z czasem.

insygnia smierci 1

Miejsce #3: Harry Potter i Insygnia Śmierci: Cz I (Deathly Hallows: P1) Adventure

Noc i Dzień jest zapewne bardziej uniwersalnym tytułem i dlatego stawiam go wyżej od adaptacji ostatniej części Harry’ego Pottera, chociaż obie te produkcje uszczęśliwiają mnie w podobny sposób. Insygnia… są nawet skuteczniejsze, ponieważ mam bardziej rozbudowaną więź z uniwersum Harry’ego i nie przewidziałem, że ktoś może podejść do adaptacji w taki sposób, w jaki dokonali tego twórcy. Byłem autentycznie wzruszony wtedy, na sali kinowej – i jestem wzruszony teraz, że zrobiono ten film w tak poważny, mroczny i dojrzały sposób. Nie tylko przełożono wydarzenia z książki na ekran, ale też dodano kilka nowych rzeczy, które uczyniły tę opowieść jeszcze lepszą! Oddano tej książce sprawiedliwość – najlepszej części serii, ale też najtrudniejszej do opowiedzenia. A jednak się udało! Ilekroć mam gorszy humor, to mogę włączyć Insygnia… i wiem, że humor mi się zaraz poprawi.

Miejsce 4: Jak wytresować smoka ("How to Train Your Dragon") Fantasy

Poniżej piszę o filmie, który szanuję, ale do którego nie chcę wracać – logicznym więc chyba jest, aby wyżej dać tytuł, który szanuję, ale też mam ochotę oglądać go jeszcze kilka razy w życiu, prawda? Oczywiście każdy tytuł na tej liście szanuję, ale jest coś w Jak wytresować smoka, co imponuje mi w wyjątkowy sposób: że jest to animacja o udomowianiu smoka, ale równocześnie jest to też historia o tym, że człowiek może wszystko zrozumieć i uczynić lepszym. Strach przed nieznanym jest pierwszym krokiem, ale tylko jednym z wielu. Ponadto opowiedziano o tym w filmowy sposób, przedstawiając nam wizualnie proces w badaniach głównego bohatera: widzimy, jak uczy się zachowania smoków, jak wpada na kolejne pomysły, jak je realizuje i wciela w życie. Tresowanie nie oznacza stawania się czyimś właścicielem lub panem, a raczej: równym. Ludzie uczą się od smoków, smoki od ludzi. Do tego jeszcze niesamowite sceny latania na smoku… I na tym mogę wstępnie skończyć wymieniać zalety tego filmu, do którego z pewnością wrócę w przyszłości. Poprawia mi humor, nawet jeśli nie aż tak jak „Insygnia…„.

Miejsce 5: Pogrzebany ("Buried") Psychological Thriller

Dobra, cztery tytuły z rzędu, które mnie uszczęśliwiają, teraz czas na taki, który mnie smuci. I pewnie już więcej go już nie obejrzę, ale niżej na tej liście nie mogę go umieścić. Zbyt Pogrzebanego szanuję, to zbyt duży majstersztyk realizatorski – opowieść o człowieku zamkniętym w trumnie; jesteśmy z nim przez cały czas, a jednak napięcie nie opuszcza nas do końca seansu. To wręcz bolesna produkcja niepozwalająca oderwać nam wzroku – zmusza nas do zaangażowania się. Najlepiej oglądać w kinie, gdzie sami będziemy niejako uwięzieni. Nie było w 2010 roku tytułu bardziej ambitnego pod względem debiutu reżyserskiego czy też realizatorskiego – i już wtedy udało się stworzyć najlepszy film z protagonistą uwięzionym w jednym miejscu. Głęboki ukłon z mojej strony, chociaż już podziękuję za trzeci równie wstrząsający seans, który będę tak mocno przeżywać.

submarine moja lodz podwodna

Miejsce 6: Moja łódź podwodna ("Submarine") Coming-of-Age

Powyżej mam film, który trzyma w napięciu, chociaż nie chcę na niego patrzeć. Od Mojej łodzi podwodnej nie chciałem i nie mogłem się oderwać. Chyba wychodzę na masochistę, ale z drugiej strony: czy chcę się otaczać wyłącznie filmami prezentującymi tę dobrą stronę świata, jak robi to pełne szczęścia Submarine? Trudne pytanie, dlatego je zignoruję i wyżej postawię tytuł, z którego więcej pamiętam: Pogrzebanego. Nawet bez niedawnej powtórki miałem przed oczami z grubsza cały film i pamiętałem niemal całość. A nie mogę tego napisać o Mojej łodzi podwodnej (której na dodatek nigdzie obecnie nie ma), więc daję ją niżej). Mając tę kwestię z głowy – dlaczego w ogóle wyróżniam ten tytuł? Ponieważ w filmie zobaczyłem nastoletnią radość i wiarę w to, że będziemy z tą jedną osobą do końca. I że to będzie cudowne. Opowieść o pierwszej miłości, byciu dziwakiem, dorastaniu, stawieniu czoła przyszłości, która jednak nadejdzie, wybieraniu i ponoszenia za to odpowiedzialności. Całość opowiedziana z dojrzałością, szczerością i doświadczeniem. Opowieść pełna czułości, miłości, specyficznego romantyzmu, szczęścia, optymizmu oraz realizmu. I dialogów. I tego wspaniałego zakończenia!

Miejsce 7: The Vanishment of Haruhi Suzumiya

To anime ma w sobie podobną wrażliwość, co Moja łódź podwodna, ale z drugiej strony nie mogę o tym tytule napisać, aby był schematyczny – jak poniższe Man from Nowhere. Vanishment… z całą pewnością nie jest wam znane, to prawdziwa podróż do innego świata. Produkcja specyficzna, jak większość japońskich animacji o nastolatkach, na dodatek jest to kontynuacja serialu (Melancholia Haruhi Suzumiyi – co prawda nie musicie koniecznie znać, ale lepiej będzie się oglądać Vanishment…, jak obejrzycie kilka odcinków; przynajmniej sześcioczęściową główną fabułę serialu, tytułową Melancholię), ale jak najbardziej ją polecam… I nie mogę zbyt wiele napisać. Najlepiej odkryć ten tytuł samemu, nie będąc na niego przygotowanym. Wiedzcie tylko, że to anime opowiada o czymś ważnym.

Miejsce 8: The Social Network

Rewelacyjnie napisany i wyreżyserowany dramat o tym, co się robi, żeby zdobyć dziewczynę, ale tak naprawdę… Cóż, pewnie teorii jest kilka. Moja wersja jest taka, że to historia o zrozumieniu innych i siebie. Poznawanie powstawania Facebooka zostaje uzupełnione o tło, o którym nigdy byśmy nie myśleli, tak samo jak bohaterowie filmu poznają siebie nawzajem i dowiadują się o innych rzeczy, których nigdy by od nich nie oczekiwali. Dostrzegają inny punkt widzenia i uczą się akceptować, jak inni mogli odbierać pewne rzeczy. To dobra nauka, zrealizowana w dobry sposób, a przy tym to tylko moja wersja – „Social Network” jest na tyle otwarte i zastanawiające, że jest tu pole do dyskusji.

Miejsce 9: Man from Nowhere ("A-jeo-ssi")

W schematach nie ma nic złego. Wszystko zależy od tego, jak będą one użyte, a Man from Nowhere bierze znany schemat (samotny mściciel na misji, aby uratować osobę, na której mu zależy, kładący na plecy wszystkich, co staną mu na drodze) i wyciska z niego ostatnie soki. Dopiero długo po seansie zdałem sobie sprawę, że przecież ten schemat widziałem już w kinie wiele razy, ale wtedy, podczas oglądania, byłem zaangażowany równie mocno, jakbym widziałem tę historię po raz pierwszy. Główny bohater jest potężny (zagrany doskonale przez Bin Wona – zobaczcie tego diabła na własne oczy!), a sceny akcji są naprawdę wyraziste. Czysty zachwyt z mojej strony!

Miejsce 10: Wyspa Tajemnic ("Shutter Island")

Ten film wydaje się mieć wszystko: tajemnicę, intrygę, klimatyczną lokalizację, istotność pogody w narracji, fore-shadowing, surrealizm, grozę, poetykę, napięcie, wielowarstwowość, podejmuje ważne tematy a także opowiada o paranoi i wyparciu, ranach na psychice, ranach na duszy. Pacjent znikający w niewyjaśnionych okolicznościach, bohater stający sam przeciw wszystkim, zwrot akcji w zakończeniu (i to nie jeden), klimat, klimat, klimat. Ten tytuł składa sporo obietnic i każdej dotrzymuje.

Miejsce 11: Blue Valentine

Teraz schemat miłosny – idealny związek okazuje się narażony na konflikty, co prowadzi nas do odwiecznego pytania: będą ze sobą? Rozejdą się? Siła tego filmu polega na tym, że pozwala w siebie uwierzyć. I wyciągnąć wnioski. Cały czas skaczemy w czasie i widzimy relację bohaterów na różnych etapach: moment pierwszego pocałunku może być przebity momentem ich pierwszej kłótni. Miłość nie jest czymś stałym i osiągniętym raz na zawsze, to wieczna walka. Warto o tym pamiętać. Plus moje ulubione sceny rozgrywające się w nocy, samotne spacery po mieście z wybranką i dziwne rzeczy, do których wtedy może dojść. Miło wspominam ten tytuł.

Miejsce 12: Do szpiku kości ("Winter's Bone")

W tej krainie łatwiej o kawałki z rzeźni, kreskę mety albo o zioło, niż o odnalezienie swego ojca. Albo dowiedzenie się o nim czegokolwiek. Misja bohaterki nie jest szlachetna, nic w sumie nawet nie uzyska – jedyne, co może osiągnąć, to nie pogorszenie beznadziejnej sytuacji, w której i tak się znajduje. Tutaj niczego człowiek nie może być pewny, odpowiedzi nigdy nie pozna, a nawet jeśli – nie mają one znaczenia. Posępny, ciężki i wiarygodny obraz o małym miasteczku żyjącym daleko od nas, w oderwaniu od cywilizacji. Tutaj naprawdę rządzi najsilniejszy.

Noah Baumbach

Miejsce 13: Greenberg

Opowieść na poważnie, pełna niezręczności i sytuacji, w których niby jest w porządku, ale żadna z postaci nie czuje się dobrze w danej sytuacji. I dalej tym bardziej film pozwalał się docenić, odsłaniając przeszłość głównego bohatera, pozwala mu pożyć i pomyśleć nad sobą. Do głosu dochodzą detale i echa pewnych wydarzeń, których istnienia nie podejrzewałem, ale twórcy poszli w tym kierunku, i zbudowali swój film na wielu konkretach.

Miejsce 14: Scott Pilgrim kontra świat

Ten tytuł powinien być wyżej, jest aż tak unikalny, że w historii kina będziemy pokazywać go palcem jeszcze nie raz. Z drugiej strony ten film jest trochę jak pisanie książki równocześnie obiema rękoma – niesamowite osiągnięcie na wielu poziomach, ale gdy tylko przeczyta się, co zostało napisane, to już takiego wrażenia nie będzie robić. Ważne więc jest nie tylko JAK, ale CO zostało powiedziane. Scott Pilgrim to niesamowite kino poruszające banalne tematy, dlatego pomimo bycia jednym z królów kinowej oryginalności, nie nawiązał ze mną takiej relacji, jak zrobiły to tytuły wyżej i na tej podstawie będę je ustawiać. Dobrze się bawiłem, oglądając przygody Scotta Pilgrima, lepiej niż na „Porąbanych”, ale większe wrażenie zrobił na mnie „Man from Nowhere” pod względem swojej ekspresji i siły.

Miejsce 15: Porąbani