Ślepnąc od świateł (2018)

Ślepnąc od świateł (2018)

3 lutego 2019 Opinie o serialach 0
slepnac od swiatel
Jan Frycz, Krzysztof Skonieczny, Janusz Chabior, Robert Wieckiewicz, Eryk Lubos & Cezary Pazura

Tematyczna i fabularna mielizna, ale ma ciekawych bohaterów i prawdziwy popis aktorsko-realizacyjny. Będzie kontynuacja?

★★★

Sztuka ta wydaje się zapomniana, a raczej w tym roku kilka razy złapałem się na tym, że oglądanie intra niektórych seriali wywoływało we mnie niesmak. Były krótkie, pozbawione pomysłu, takie sobie. W zasadzie tylko tytuł + jakoś go animowali. Aż przyszedł Ślepnąć od świateł, które aż mnie zamurowało. To wygląda jak intro ze złotych czasów HBO. Kilka minut, które wprowadzają w atmosferę produkcji, są wizualnie interesujące (Warszawa zatopiona) i stanowią sygnał, że twórcy autentycznie wierzą w cały tytuł. Dlatego też chcieli zainwestować w czołówkę. Cóż mogę dodać, jeśli nie: dziękuję!

Byłem ostatnio poza domem. Wziąłem do ręki książkę tam, gdzie najlepiej jest brać papier do ręki – w kiosku. Otworzyłem Ślepnąc od świateł na przypadkowej stronie i poznałem fragment. Leciał on jakoś tak:

Telefon. Odbieram. Głos mówi:
– Zbieraj się. Jedziemy do Rusków. Masz 10 minut. – I się rozłączył.
Do Rusków. Miałem wrócić do domu i odpocząć. Miałem wrócić do domu i położyć się w wannie. Miałem położyć się w wannie i zasnąć w niej. Miałem obudzić się trzy godziny później i zacząć szykować się do pracy z rana.
– Nie jadę do żadnych Rusków.
– Jedziesz. – Rozłączył się.

Powyższy fragment napisałem z pamięci. Przeczytałem tylko tyle, ale daje mi to potwierdzenie odnośnie do moich podejrzeń, które miałem podczas seansu. Otóż książka jest mocno oparta o dialogi wewnętrzne. Coś, czego nie można przełożyć na język filmu. Nadają one ton całej reszcie – dzięki nim faktyczne rozmowy brzmią w naszej głowie zupełnie inaczej niż wtedy, gdyby były suche i samodzielne. Podczas adaptowania utworu na ekran twórcy nie podjęli próby przełożenia tego wewnętrznego języka. Nie wiem, jak to wyglądało w przypadki innych składowych (rozwój wydarzeń, historia, bohaterowie), może tutaj doszło do pełnoprawnej adaptacji.

Chodzi mi w tym miejscu o to, jak wygląda bohater serialowy. Jest on osobą, która gardzi światem – odseparował się od niego, jest obojętny i chce tylko uciec. Nie angażuje się, robi swoje, a myślami jest już za granicą na plaży w Ameryce Południowej, do której planuje uciec. Znamy takich bohaterów, więc raczej go rozpoznamy – to rola chłodna i zdystansowana, wiemy więc, z czym mamy do czynienia. Gorzej, że nie przechodzi żadnej drogi na przestrzeni tych 8 odcinków – jednak prawdziwy problemem jest jego głos. Jest nudny, żadnych emocji nie wyraża. I nie jest to słabe aktorstwo, to celowe działanie, żeby główna postać brzmiała dokładnie tak samo w każdej scenie. Zamysł jest zrozumiały, ale on działa w książce dlatego, że zimna powierzchnia bohatera uzupełniana jest barwnymi, ciekawymi opisami. Serial nie korzysta z nich, jednak też ich nie zastępuje. Podczas lektury rozumiemy bohatera i wiemy, kim jest – bo poznajemy jego myśli. Podczas oglądania nawet chyba nie byłem zachęcany do tego, by go poznać. Po prostu szwendałem się z tym nudnym gościem przez 8 godzin.

Były co prawda próby, ale każda z nich zmierza donikąd i zamyka się w jakiejś jednej scenie, a potem o niej chyba powinniśmy zapomnieć. W jednej chwili bohater błaga boga o boski deszcz, ale wątek ten nie jest rozwinięty albo zglebiony. Jest, żeby być. W innej scenie koleżanka mówi bohaterowi, że on będzie taki sam wszędzie, gdzie się uda. To już mnie intrygowało – wskazywało, że problem leży w bohaterze, nie w otoczeniu… Jednak znowu, wątek nie jest rozwijany i zmierza donikąd. W zasadzie cały serial taki jest, co uświadomiłem sobie po obejrzeniu finału. Ten jest jednym z tych, które jest bardzo proste i stawia pod znakiem zapytania jakieś 2/3 tego, co się działa – a konkretnie, po co ono było? Ten serial równie dobrze mógł trwać jeden odcinek, skoro wszystko to zmierzało do takiego zakończenia. Naprawdę nie wiem, czy to faktycznie zakończenie, czy też tylko przystanek przed drugim sezonem. Są seriale, gdzie pilotażowe epizody wyglądają tak, jak wygląda całe Ślepnąc od świateł. Wyobrażacie sobie, żeby The Shield kończyło się na słynnym pierwszym odcinku?

Nudny główny bohater kontrastuje mocno z postaciami pobocznymi – jedynym sposobem, żeby ich poznać w książce, był dialog z nimi, dlatego ich wypowiedzi już musiały być ciekawe. To musiały być interesujące osoby jako całość, dlatego to dało radę przenieść już na ekran. Oglądanie ich było prawdziwą przyjemnością: Jan Frycz, Krzysztof Skonieczny, Janusz Chabior, Robert Wieckiewicz, nawet Eryk Lubos i Cezary Pazura. Dla nich warto ten serial obejrzeć. Strona realizacyjna lśni (operator i oświetlenie!), niektóre sceny to prawdziwe petardy (pożar w centrum Warszawy czy wesele w finałowym odcinku!), aktorzy dają z siebie wszystko, a tematycznie i fabularnie jest to mielizna o rozmiarze kałuży po marnej mżawce. Będzie kontynuacja?