Joker (2019)

Joker (2019)

14 października 2019 Opinie o filmach 0
joker
Joaquin Phoenix

Dostrzega Jokera w każdym z nas. To miłe, nawet jeśli chce dostrzec za dużo.

4/5

WYRÓŻNIENIE: Najlepszy film roku (Miejsce #8)
http://garretreza.pl/podsumowanie-2010/

Joker ma w sobie coś z kina katastroficznego. Ta postać uosabia teraźniejszość i mówi o obecnych nastrojach w społeczeństwie. W 2008 roku Joker był terrorystą, w 2019 roku Joker jest zwykłym człowiekiem źle potraktowanym przez życie; tykającą bombą, która w końcu wybuchnie pod wpływem serii małym i wielkich wydarzeń, zachowania ludzi wokół. Zostanie napadnięty bez powodu, będzie obgadywany za plecami i wyszydzany, a jego śmiech – objaw choroby, nad którą nie panuje – będzie dziwnie dręczącym dźwiękiem, jakby śmiech opuścił ten świat, jakby nie można się było już śmiać bez czyjegoś pozwolenia. Wydaje się, jakby Joker był w każdym z nas, jakbyśmy wszyscy żyli bez przeżycia chociaż jednego dobrego i szczęśliwego dnia, jakbyśmy wszyscy musieli udawać przed pozostałymi, ponieważ wśród nich nie ma jednej osoby, która mogła nas zrozumieć i nie zabronić czuć tego, co czujemy.

Problem w tym, że mówi w naszym imieniu więcej, niż ma prawo. Film rusza na podbój kin z hasłem „Wszyscy jesteśmy klaunami”, a sam bohater nieumyślnie tworzy ruch społeczny i popycha szarych ludzi w kierunku anarchii. Produkcja zapędza się tym samym za daleko – ma rację, dostrzegając w nas Jokerów, ale chyba zapomina, że Joker zawdzięcza swój los przede wszystkim chorobie psychicznej. I był pod silnymi wpływami czynników, które spotkały tylko jego.

Przy czym ważne jest, że wszystkie te moje przemyślenia mogą nie mieć znaczenia. Widzicie, Joker jest produkcją typu „origin story”. Pokazuje, jak Joker został Jokerem. Nic więcej, a przynajmniej tylko tyle jest pewne. I to jest mój największy zarzut – poznajemy Jokera, aby go poznać. Film wiele czerpie z komiksu The Killing Joke, a tam poznawanie tożsamości Jokera było tylko jednym z wielu elementów opowieści. Wpisywała się w szerszą  historię o czymś więcej. Poznawaliśmy Jokera po coś. Jokera z 2019 poznajemy bez powodu.

Wiele rzeczy ten tytuł robi dobrze – doskonale przedstawia przemianę głównego bohatera, odważnie pogrywa sobie ze świadomym i celowym popełnianiem błędów. Tempo jest całkiem dobre, względy realizatorskie bezbłędne – widać jak na dłoni inną epokę, a ujęcia miasta są prawdziwie piękne. W tym wszystkim jednak jest też jedna męcząca scena wyjaśniająca wprost zachowanie głównego bohatera i jego wewnętrzną logikę – scena jakby skierowana do widza, który wszedł na ostatnie 10 minut filmu. Nie pomagają też niezręczne sceny występów, które są skonstruowane bez grama kreatywności – po prostu oglądamy, jak bohater chce być zabawny, ale w odpowiedzi słyszymy ciszę ze strony widowni. Nie jest to bezbłędne kino. Udane, tak, ale mogłoby być lepsze.

A przynajmniej tak myślałem, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że Joker jest najlepszym, co mamy. Nie ma tytułu, który mówiłbym takie rzeczy we współczesnym świecie. I pewnie dlatego jest tak ceniony przez widownię, która potrzebuje tego głosu. Zasługują na więcej, na lepiej, ale to wszystko, co dostają – nie mają innego punktu odniesienia. I wtedy nagle doznajemy olśnienia. Jednak poznajemy Jokera po coś. Myśleliśmy cały seans, że Joker jest tylko udanym, solidnym obrazem, ale teraz… Teraz już wiemy, że Joker jest arcydziełem.

Jakby co – w końcówce parafrazuję sam film. Nie wiem, czy trzeba obejrzeć film, żeby to zrozumieć.