Warszawski Festiwal Filmowy 2022

Warszawski Festiwal Filmowy 2022

13/10/2022 Opinie o filmach 0
krolowie swiata 2022 warszawski

Kilka słów o wszystkich filmach, które zobaczyłem na Warszawskim Festiwalu Filmowym 2022

47 filmów pełnometrażowych, od 14 października do 23. I tylko jeden przespałem.

Plus: moje propozycje, kto powinien wygrać w mojej opinii w danej sekcji.

KONKURS MIĘDZYNARODOWY
Strzępy
 
CREME DE LA CREME
Królowie świata
 
WOLNY DUCH
Wenus
 
ODKRYCIA
Sześć tygodni
UKRAIŃSKI
Klondike
 
1-2
Cherry
 
DOKUMENTALNY
Mój ukradziony kraj
1. Cherry (1-2)
2. Ademoka (Międzynarodowy)
3. Wenus (Wolny duch)
4. Niebezpieczni dżentelmeni (1-2)
5. Viking (Wolny duch)
6. Kamień.Papier.Granat (Międznarodowy)
7. Królowie świata (CDLC)
8. Światło Betlejemskie (Międzynarodowy)
9. Dzień ukraińskiego ochotnika (Dokument)
10. Jak tam Katia? (Ukraina)
11. Sześć tygodni (Odkrycia)
12. Wykolejeni (Wolny duch)
13. Na hałdach (Ukraina)
14. Ślady (1-2)
15. Mój ukradziony kraj
16. Bezpieczne miejsce
17. Femi
18. Gorączka śródziemnomorska
19. Niewidzialna republika
20. Ci, którzy tańczą w ciemności
21. Prawdziwe życie aniołów
22. Styczeń
23. Podróż Lissy

24. Wzbierająca wściekłość
25. Wojna czekoladowa
26. Czekaj na mnie
27. Monica
28. Święto pracy
29. Twórca lasu
30. Jonas Deichmann – przekraczanie granic
31. Factorial Juggling
32. Na zewnątrz
33. Czarno na białym koniu
34. W ogrodzie umysłu
35. Czarnobyl: ludzie ze stali
36. Gra cieni
37. Vincente B.
38. Pocałunek
39. To, co pozostało
40. A słońce wschodzi
41. Wciąż pracujemy od 9 do 5
42. Miasto
43. Nauka latania
44. Światło nocy
45. Uczta
46. Matka

Ocena 5 z 5

Ademoka

14 października

Farsa w stylu Kikujiro o łapówkach, edukacji i komiksach. Uśmiechałem się na ciepło.

Tytułowa bohaterka przybywa z zagranicy. Ktoś jej sugeruje, że na talent, powinna iść do szkoły. Trafia jej się nauczyciel, który widzi w niej interes, nie podzielając przekonań o jej talencie.

Pod tymi żartami jest jednak coś więcej – jeden z pierwszych pokazuje dorosłych bawiących się samochodem zabawką. Niedorzeczne, ale też możliwe, że po prostu pierwszy raz w życiu mają w ręku zabawkę. Wyśmiewane są tu mechanizmy działania państwa, powszechne łapówkarstwo i tym samym wystawianie wszystkiego na sprzedaż, a tym samym powszechny brak wartości. Wszystko to w pełnej ciepła i wyrozumiałości formie, pozwalającej sama sobie na wiarę w odmienny stan rzeczy. Będzie lepiej, uwierzcie mi.

Ocena 0 z 5

Nowa normalność

14 października

Przespałem. Do powtórki.

Ocena 3 z 5

Święto pracy

14 października

Jugosławia wciąż liże rany. Czułem, że rozumiem seans tylko dzięki byciu kinomanem i poznaniu 50 innych filmów na ten sam temat.

Twórcy stawiają na dystans – gdy jednego dziadka zabierają z ławki podobnych mu dziadków, przy piwie wspominających przeszłość, nikt nie wie, jaka jest prawda. Zabrali dziadka za zbrodnie wojenne, ale co takiego zrobił? Czy to zrobił? Nie mamy o co się zahaczyć, ale z tym przesadzono. Nie ma tu postaci o konkretnej osobowości, albo czegoś innego stałego, by z ich perspektywy odczytywać fabułę. Mamy tu figury: syna martwiącego się o ojca, albo kolegów z ławki. I wszyscy plotkują o tym, co gdzieś miało miejsce. Czułem się jakbym oglądał czyjeś wrażenia z filmu, ekscytujących się na kolejny odcinek, nie sam film.

Dlatego też ogólnie emocje są zbudowane na skróty, zamiast faktycznie je przedstawić na ekranie. A gdy bohaterowie debatują o rozpadzie Jugosławii, podziałach w narodzie i decyzjach z przeszłości, to ja potrafię się do tego odnieść tylko dlatego, że znam temat z innych filmów o tym samym. A jego odbiór nie jest wzbogacony przez Święto pracy. Wojna domowa jest straszna, wiem. Żyjemy dalej.

Ocena 2 z 5

To, co pozostało

14 października

Na każde zdanie przypada 15 sekund pauzy. Rozumienie człowieka na skróty.

Bohater znajduje się w zakładzie zamkniętym i zaraz ma wyjść, tylko zaczyna mówić rzeczy, które niepokoją opiekunów. Wezwana zostaje nawet policja, bo możliwe, że rozstrzygnięta zostanie kwestia morderstw dzieci sprzed lat.

Moja perspektywa jest niestety taka, że przeczytałem opis na festiwalu, który wyjaśnił wszystko. Film jednak tego nie robi – i nawet po wyjaśnieniu nie jest jasnym, jakie były motywacje bohatera. Czy w ogóle był ich świadomy, czy kombinował, czy mówił prawdę? To opowieść o tragicznych ludziach, zranionych i złamanych, robiących potem złe rzeczy, za które nie można winić wyłącznie ich. To film o przypadku wymagającym dojrzałości – nie obwiniania, tylko zrozumienia. Zamiast skupiać się na pojedynczych wydarzeniach, trzeba dostrzec cały obraz.

Jednocześnie jednak to tytuł idący w tradycyjny dla współczesnego kina Europejskiego obraz człowieczeństwa bez człowieczeństwa. Może to było świadome – mające na celu wyrazić niejednoznaczność bohatera, skupić się na nim – ale wokół niego nie ma tu postaci z osobowością, którzy mają jasną relację z nim, których decyzje można zrozumieć. To film oderwany od człowieka.

To sytuacje w stylu wczesnego odmówienia pożyczki przez brata. Nie da pieniędzy i już. Dlaczego? Możemy sobie dopowiedzieć, tak, ale jaki mamy w tym cel? Zrozumienie czy udawanie, że rozumiemy? A ma to wpływ na działania bohatera, a przynajmniej tak podejrzewamy, tylko bez takich detali jesteśmy w lesie. I tak jest przez cały film – ktoś mówi coś przykrego („nareszcie przestajesz być ciężarem dla całej rodziny”) bez pokazania, że był tym ciężarem czy rodziną tak go odbierającą; kobieta jest chora na tarczycę i nie wracamy do tego wątku przez 2h, detektyw wydaje opinię o bohaterze nie mając z nim wspólnej sceny – gdy już taką ma, to go w niej nie poznaje. Dopiero w następnej scenie ktoś mu mówi, jak ma odbierać bohatera i na niego patrzeć, jak go traktować – taka relacja nie jest zbudowana w ludzki sposób, w obrębie relacji na ekranie. Bohater trafia do zakładu z elektrowstrząsami i tylko mówią o ich negatywnych skutkach, nam to nie jest pokazane, bohater cały czas wygląda i zachowuje się tak samo. A gdy mówią mu, że Kelwin dostał zawału, to ja pytam: kim jest Kelwin? Czy to imię było użyte chociaż raz wcześniej?

Plus, przypominam. Opis wyjaśnił wszystko. Film nie był mi już do niczego potrzebny. Dobrze zagrany, monotonny, pustawy, celowo się dłużący. Przybliżający nas tylko i wyłącznie do końca seansu.

Ocena 3 z 5

Czekaj na mnie

14 października

Fizyczny film o kobiecie w łódce. I o pożegnaniu.

Bohaterka kradnie jacht i płynie. Rodzice nie wiedzą, że ona to robi – jest zdana na siebie przy licznych problemach, które ją spotkają. Mówi tylko, że płynie do ojca, na Kretę.

Nie znam się na jachtowaniu, ale film wydaje się znać temat: nie ucieka od codzienności na pokładzie, pokazuje je w szczegółach, buduje na nich napięcie. Gdy bohaterka wychyla się za barierkę, to ja obawiałem się, że wypadnie – a ewentualny powrót nie będzie czymś łatwym.

Dialogi wydają się być improwizowane, akcja poza łódką przedramatyzowana (zachowanie matki) i sama podróż niekoniecznie miała dla mnie takie znaczenie, jakie pani reżyser mogła mieć nadzieję, że będzie – ale i tak wierzę w ten film. Nawet w kamerę z ręki mogła być świadomym wyborem, bo dzięki niej cały czas czułem się, jakbym był na wodzie (to kołysanie podczas marszu przez molo…). Największa zasługa tu jednak aktorki i jej bardzo fizycznej roli, która stawia czoła każdym okolicznościom przyrody. Dzięki niej ten film działa, robi wrażenie.

PS. Pani reżyser dedykowała film ojcu.

Ocena 4 z 5

Na hałdach

15 października

Dzieci puszczają latawce, obok palą papierosy. Jakoś sobie radzą w świecie, który nie jest dla nich.

Ukraina. Zaczynamy od kolędników. Chodzą po kamienicach, ale mało kto w ogóle ich wpuszcza. Sami boją się nawet zagadać, a pieniądze dają im za chęci, nie kolędy. Głównie dają starzy ludzie. Potem widzimy młodych na wysypiskach, koło fabryk, w opuszczonych budynkach. Nawet nie mam pewności, czy mają dom albo rodzinę – dorośli, z którymi spędzają czas, wydają się tylko tym. Zawracają im głowę, obserwują ich, razem z nimi kopią groby. W tym świecie w ogóle nie powinno być dzieci, ale jednak są. I dorastają. Niby to dokument, ale działa też jako obraz fikcji, oddający rzeczywistość. Kamera jest tu niewidzialna, nikt na nią nie zwraca uwagi, a sceny są scenami filmowymi. Przynajmniej tyle z tego mają te dzieci.

Dobry tytuł opisujący rzeczywistość. Nawet jeśli większość scen jest po to tylko, aby była, a całość mogła sobie poradzić jako krótki metraż.

Ocena 3 z 5

W ogrodzie umysłu

15 października

Zapis cierpień psychicznych. Szkoda, że widziałem to w jeszcze mocniejszej formie.

Zapis dokumentalny – wywiady, zdjęcia, opowieści – z opieki, jaką otrzymywali pacjenci psychiatryczni we Włoszech w XX wieku. Zmieniło się to, ale… Pamiętamy. Bród, cierpienie, znęcanie się, osamotnienie i porzucenie w przypadku konfliktów wojennych.

Tylko jak o tym myślę, to seans wydaje mi się tylko masochizmem. Szczególnie po seansie Póki szaleństwo nas nie rozdzieli, o współczesnym pobyciu w chińskim zakładzie zamkniętym. Tam to trwa i boleśnie uświadamia, na jakim świecie żyjemy. Do czego mi ten dokument teraz?

Ocena 2 z 5

Wciąż pracujemy od dziewiątej do piątej

15 października

Fajny dokument o filmie. Trwa jakieś 40 minut, reszta to powtórka gadania o różnicy płac w Ameryce.

Film 9 to 5 jest komedią z 1980 roku o kobietach pracujących w biurach, dyskryminowaniu ich, seksizmie oraz niedocenianiu. Twórcy opowiadają proces produkcyjny, detale, ciekawostki, tło społeczne. To wszystko z humorem i lekkością, świetna rzecz – aż chce się nadrobić ten klasyk, o którym wcześniej nawet nie słyszałem.

A potem jest grudzień ’80, film ma swoją premierę. I temat zamknięty, ale gadamy dalej. Polityka, serial na podstawie filmu, lata 90., 2000, sztuka, coronawirus, Joe Biden… Tak tylko podpowiem, że pani reżyser nie chciała robić tego dokumentu. Odmówiła bez zaznajomienia się z tematem, dopiero jak go poznała to się zgodziła. I podczas montowania włączała aktualne wydarzenia do filmu, bo czemu nie? To tylko naganny błąd amatora ze zbyt dużym ego, chcącego zmieścić wszystko w jednym filmie.

Zabawnym jest, że nawet nie mówią nic nowego. Tak jak 7 lat temu zaczęli gadać o „54 centach na dolarze” i różnicy płac, tak nadal gadają. I nadal ten argument można rozłożyć w ten sam sposób: pytając o metodę badawczą, jak doszli do tych 54 centów czy 60 czy 70. Jeszcze zabawniejsze jest, że film w zasadzie nie ma żadnych innych podstaw, nie walczy o nic innego.

Zostałem na Q&A. Może będą jakieś pytania? Np dlaczego milczy o tych 54 centach? Albo dlaczego nie wspomniano o serialu Mary Tyler Moore? W końcu ten serial robił to samo, co film, tylko dekadę wcześniej. Cóż, o to nikt nie zapytał. Druga kobieta zadała pytania. Usłyszałem tylko: „Chciałabym zapytać o pani uczucia…” i wyszedłem z uśmiechem na ustach.

Ale te pierwsze 40 minut naprawdę polecam. Dobry dokument.

PS. Zresztą… To USA. W Polsce mamy swoje własne problemy przecież.

Ocena 4 z 5

Sześć tygodni

15 października

Ciężko jest wyrwać się z patologicznej rodziny. Film wypełniony hormonami.

Ona jest ciężarna. Zaraz urodzi i odda komuś innemu, wszystko już jest zaplanowane. Nie może sama go zachować – jest w liceum, zaraz na zawody sportowe i musi wygrać, musi jakoś wyrwać się z domu, gdzie ojca nie ma, matka ukrywa alkohol i co tydzień ma innego faceta, a młodsza siostra nigdy nie doświadczyła wychowania. Posiadanie dziecka w takim miejscu to wg bohaterki źle się skończy.

Trochę to film o niczym – brakuje mu jakieś fabuły, konstrukcji, wydarzeń. To bardziej film budowany na hormonach, radzeniu sobie z nimi, milczącej walce, która nie bardzo przekłada się na język wizualny. Wraz z postępem czasu trwania trudno mówić o jakimś innym, twórcy nie bardzo też obrazują ból ciała bohaterki – ten aspekt głównie dopowiadałem sobie z wiedzy, niż widząc to na ekranie.

Niemniej, wszystko inne jest – ciężar, czas, emocje. Niema frustracja, biedna papużka, drobne zmiany wśród otaczających nas ludzi. Życie nie jest łatwe.

Ocena 2 z 5

Światło nocy

15 października

Miłość do nocnych spacerów i wizja ludzi potrzebujących się nawzajem. Pomysł jest w tym filmie, przynajmniej. 

Jest to debiut filmowy człowieka, który trzy dekady temu napisał Pannę Nikt. I to widać. Cały film wydaje się mówić: „tak to się robi, prawda? Jakoś tak?”. Język tej produkcji jest chaotyczny i niezręczny. Całości brakuje konstrukcji, to tylko luźne śledzenie przypadkowych ludzi w środku nocy w świecie, który równie dobrze może nie znać dnia. Jest tu też pewien twist, wg którego cały świat działa na ekranie – ale nie będę go zdradzać. 

Głównie słuchamy dialogów. Nieskładnych, przypadkowych, dziurawych, nie składających się w całość, znaczących nic. Zapewne, jakby się w to wczytać, to możnaby dojść do poruszanych tematów, ale nie warto. Gdy bohaterowie poruszają tematy moralne, to słychać bełkot prowadzący do nikąd, więc śmiało można założyć, że bełkot jest tu stały. 

Plus, jest to jedno z najgorszych doświadczeń kinowych mojego życia. Widownia na sali śmiała się z niedorzecznych i absurdalnych dialogów, ze problemem było przebywanie na sali. Obok mnie siedziała osoba pijana, która w ogóle się nie śmiała, więc jest tylko jedna opcja – to byli twórcy. Widzieli samych siebie i swoich znajomych gadających głupoty i się z tego śmieli. Już wcześniej byłem zdziwiony, że na holu jest harmider, było ich słychać z sali. 

Ocena 2 z 5

Nauka latania

16 października

Trochę jak oglądanie Big Brother bez cięć.

Śledzimy trzy osoby, które miały ciężkie życie. Może nawet nadal mają. Matka alkoholiczka albo po prostu patologia. Siedzą, rozmawiają, malują pokój, idą na randkę na spacer, jedzą. I podczas seansu przymykałem oczy z zażenowania, słuchając ich myśli. 

Czasami zdarzają się momenty poruszające, ogólnie to kino zachęcające do patrzenia na tych ludzi jako osoby po przejściach, które zostały nauczone tak żyć. W praktyce jednak oglądamy po prostu ludzi palących w kuchni i nie potrafiących skleić pięciu słów bez wulgaryzmu. To nie są bohaterowie zdolni do samorozwoju, przynajmniej nie w wiekszosci. To po prostu osoby, które zgodziły się na bycie śledzonymi przez kamerę. 

Obojętne kino pokazujące początki. Już to widzieliśmy, one zawsze są takie łatwe i optymistyczne. Pokażcie ciąg dalszy. 

Ocena 4 z 5

Viking

16 października

Pomysł wystarczy, by pomóc ludziom opowiedzieć o ludziach. Przezabawne sci-fi.

Bohater chce czegoś ważnego, chce się przyczynić do postępu, dla ludzkości. Ma tę szansę, gdy odbywa się pierwsza misja załogowa na Marsa, on będzie jej częścią.

To jeden z najlepszych filmów roku, jeśli chodzi o inspirowanie młodych twórców i pokazywanie im, że mały budżet wystarczy. Ważny jest pomysł, a widownia zaakceptuje umowność. To produkcja, którą się stopniowo odkrywa – dlaczego astronauci są starzy, czemu faceci mają damskie imiona, czemu od początku są między nimi spięcia? Było dla mnie frajdą odkrywać ten świat. Pełno tu francuskiego poczucia humoru, który w jakimś stopniu trafi do większości widowni. Większość komedii wynika tutaj z brania jakiejś absurdalnej sytuacji na poważnie, z czasem: zbyt poważnie. Misja staje się celem życiowym, chociaż jej znaczenie nie jest ani trochę w zasięgu takich ambicji. To jednak historia ludzi, dla których taka misja jest ostatnią możliwością, aby zaistnieć.

Film nie ma ambicji za bardzo zgłębiać któregokolwiek z tych motywów, na pierwszym planie jest komedia i zabawa formułą – a co do morału, to już zależy od widza, co w tej historii znajdzie. Największe szanse są na to, że znajdzie tutaj coś osobistego, czego sami autorzy nie przewidzieli.

Ocena 3 z 5

Styczeń

16 października

Młodość, kamera i kobiety przed kamerą. Bardziej tutaj widać tęsknotę za młodością i jej utratą, niż walkę o nowe jutro.

Ocena 2 z 5