Kenji Mizoguchi

Kenji Mizoguchi

22/03/2026 Opinie o filmach 0

I have not yet made a film that pleases me.” – Kenji Mizoguchi

Kenji Mizoguchi

Obecnie Kenji Mizoguchi znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #114

Top

1. Ukrzyżowani kochankowie
2. Opowieść o późnych chryzantemach
3. Opowieści księżycowe
4. Siostry z Gion
5. Życie O’Haru
6. Ulica hańby
7. 47 Ronin
8. Zarządca Sansho

Ważne daty

1898 – urodziny (Tokio)

1923 – debiut reżyserski

1935 – pierwszy film dźwiękowy

1956 – ostatni film i śmierć w Kyoto (Białaczka)

Genroku chushingura ("The 47 Ronin, Part 1 & 2", 1941-42)

Ocena 3 z 5

Jedna z pierwszych filmowych opowieści, w której 47 roninów pomściło swojego pana. Mizogushi bierze się za wersję sceniczną, nie historyczną. Zaczynamy od ważnego chłopa, który jest niezadowolony, że drugiemu chłopowi poświęcono ważne obowiązki, bo ten się do tego nie nadaje. Mówi to do osoby zasłoniętej, więc widzowi nie będzie łatwo to połączyć – że ta osoba, która po całym tym zwracaniu uwagi pojawia się na ekranie, jest właśnie tą osobą, o której do tej pory mówiono. I ona wstaje, biegnie, dobiega do ważnego chłopa uderza nożem w plecy. Cięcie, ważny chłop trzymając się za głowę upada – jedna osoba trzyma tego, który zaatakował, pojawia się 15 osób krążących wokół bez celu. Właśnie zobaczyliśmy cały powód wszystkiego, co się wydarzy przez następne trzy i pół godziny. Ważny chłop uraził tamtego chłopa kilkoma nieuprzejmymi słowami, które nijak nie brzmią jak powód do ratowania honoru. Tym bardziej ratując go poprzez uderzenie w plecy. No ale zaatakował i teraz musi popełnić honorowe samobójstwo, zostawiając swoich 47 podwładnych bez pana. A oni uważają, że takie nieuprzejmości to był dobry powód, aby zrobić co zrobił.

No nie wiem. Ja wiem, że Japońscy reżyserzy uwielbiają obnażać hipokryzję kodeksów z przeszłości, ale to już zakrawa o parodię. Jeszcze nigdy nie widziałem „panów” zachowujących się tak niedorzecznie i debatujących bez końca na czcze tematy.

Jest to elegancko i spokojnie zrealizowany obraz, mający za cel przedstawianie ludzi siedzących i mówiących na jednym ujęciu, w połowie którego kamera zmienia ustawienie w krzykliwy, zwracający na siebie spokój – co po kilku godzinach zaczęło dla mnie wyglądać jak zabieg ekonomiczny, nie artystyczny. Sposób na nakręcenie więcej niż jednej sceny naraz szybko – a wszelkie zmiany dramatyczne były bardziej zaznaczane muzycznie niż wizualnie. Postaci na ekranie mówią wolno i próbując się wczytać w to, co mówią, trudno nadać im jakąś wagę, skutek, cel. Mówią dużo dla mówienia – jakby najważniejsze było tutaj wypełnić czas, jednocześnie wycinając najważniejsze wydarzenia z historii. O nich już dowiadujemy się z listu lub innego monologu, nie widzimy ich na oczy. Ciężko to traktować poważnie.

Cały seans pozostaje nużący i obojętny od początku do końca. Jedyną rozrywką dla mnie jako widza w trakcie oglądania było bawienie się w lektora i czytanie na głos, żeby jakoś zachęcić się do uważania na te wszystkie niekończące się ogłoszenia słowne (dialogami tego nie nazwę). I często miałem poczucie, że byłem o wiele bardziej zaangażowany w te słowa niż aktorzy i reszta ekipy. Nie wiem co myśleć o kontekście historycznym – pierwsza część miała premierę tydzień przed atakiem na Pearl Harbor i wyłączając otwierający komunikat o wspieraniu ludzi walczących za wielką Azję nie dostrzegam w tej produkcji elementu propagandy. Jeśli już się pochylić nad samą fabułą, jest ona antysystemowa, antyrządowa, antypodległa komukolwiek. I jeśli dobrze rozumiem co przeczytałem w Internecie, drugą część zrealizowano po premierze pierwszej części, czyli w jakiś miesiąc (pierwsza część w grudniu, druga w lutym).

Zarządca Sancho ("Sanshō Dayū / Sansho the Bailiff", 1954)

Ocena 2 z 5