Uwe Boll i Chris Nolan w jednej dupie

Uwe Boll i Chris Nolan w jednej dupie

09/08/2026 Blog 1

Uwe Boll zrobił nowy film. Myślałem, że siedzi na emeryturze, ale najwyraźniej... Nie. Ponieważ kręci dalej. I co? Nie wiem.

Wydaje się, że to, co lata temu napisano o tym człowieku, nadal obowiązuje – chociaż nie wiem tego z własnego doświadczenia. Wtedy jednak Uwe Boll robił filmy na podstawie gier komputerowych – czy raczej „inspirowanych” pewnymi „elementami” tych gier (tytułem). Następnie wykorzystywał prawo Niemieckie, aby te klapy finansowe przerodzić w zysk. W ten sposób kręcił jeden najgorszy film w historii za drugim. Poza adaptacjami robił też kino zaangażowane – w tym „Rampage, czyli kino ponoć inspirowane losem ponoć faktycznego człowieka, który miał dość współczesnego świata i piekła, jakim było jego życie, więc zbudował czołg i udał się w ostatnią prostą, siejąc tyle zniszczenia, ile dał radę. „Rampage zebrało najlepsze oceny w karierze Bolla i potem zrobił nawet dwie kontynuacje. Jeśli chodzi o rzemiosło było to kino znajdujące się w dolnych rejonach porządności, ale chodziło o treść: widownia identyfikowała się z wkurwieniem. Sam nawet dałem temu pozytywną ocenę.

W tym roku zrobił nowy film, ale warsztat dalej jest takie samo, fundament zresztą też: wkurwienie. Imigranci mordują ludzi, a media milczą, więc w jego opowieści znajduje się samotny sprawiedliwy, który na własną rękę wymierza karę i broni poszkodowanych. Nie wiem, czy nowy film Uwe Bolla opisuje te sytuacje wnikliwie, próbując znaleźć odpowiedź na to, dlaczego media milczą, a insytucje rządowe zawodzą. Ponoć tak nie robi, jedynie cynicznie na tym zarabia. Ponoć szerzy strach i nienawiść dla własnych celów. Ponoć ma rację i pokazuje prawdę, mówiąc na głos o zbrodniach, o których ponoć w mediach jest cisza i ciche przyzwolenie. Ponoć jest odważny i walczy z cenzurą. Nie wiem, nie oglądałem. Nie zamierzam. Ponoć gdyby Uwe Boll zrobił film w drugą stronę (zgodny z ową ciszą, gdyby przedstawiał imigrantów w pozytywnym świetle albo skupił się wyłącznie na – albo najlepiej przesadził z prezentacją – przestępstw rodzimych mieszkańców na imigrantach) wtedy krytycy byliby zadowoleni. Wiecie, gdyby film był lewicowy. Ale jest prawicowy, więc jest krytykowany i nisko oceniony.

Nie wiem, co teraz znaczy lewicowy i prawicowy. I chyba w obecnej definicji tych terminów nie ma nic o ekonomii czy socjologii. Ważne, że osoba, z którą się nie zgadzamy, jest nazywana którymś z tych terminów. I ma to na celu ubliżyć tej osobie. Ona tym jest, jest gorsza ode mnie. Ja jestem tym drugim, jestem lepszy.

Wszystko to w momencie, gdy Polska ponoć przeżywa sytuację, gdzie aresztowano Polaka za agresję wobec Ukraińskiej nastolatki. Ponoć zwracał jej uwagę, żeby zdjęła buty z siedzenia, ponoć było to w towarzystwie matki tej nastolatki, ponoć osoba nagrywająca sytuację spreparowała materiał, aby Polak wyszedł na tego złego. Ponoć policja się nim zajęła. Ponoć polskie media ignorowały zdarzenia, gdzie to osoby z Ukrainy atakowały osoby z Polski. Nie wiem, nie czytam gazet, nie oglądam wiadomości, ale i tak słyszę, że pijany obywatel dokonał zniszczeń innego państwa w Polsce zostaje puszczony wolno. Obywatel innego państwa popełnił w Polsce inne przestępstwo i też nie poniósł konsekwencji, tak mówi nagłówek zdjęcia jakiegoś artykułu. Obywatele innego państwa dokonali w Polsce zniszczeń na wiele milionów i idą do więzienia na pół roku, gdy Polakowi za drobne przestępstwo grozi wiele lat i inne kary – chociaż pewnie tyle nie dostanie, ale może! Muszę przyznać, że teoria jest spójna i wszystko się zgadza – prawdziwe życie w Internecie dostarcza powodów, aby wierzyć, że imigranci są traktowani lepiej, a Polak jest obywatelem drugiej kategorii we własnym kraju. Sponsorując jednocześnie socjal dla tych pierwszych. To nie jest bełkot, to ma ręce i nogi. Oraz siłę przekonywania. To nie jest jedno zdanie, naciągane na dodatek. To ciąg zdarzeń, których nawet nie trzeba interpretować, bo wszystko jest jasne, więc czytamy tylko nagłówki. I jakoś tak, nie wiem skąd, czujemy agresję. I wkurwienie.

Na tę agresję odpowiedzią jest film Bolla. Nawet nie będę próbował przytoczyć innych przykładów, niż owa napaść Polaka na osobę z Ukrainę, bo tyle tego było i nie chciałem pamiętać, tylko człowiekowi smutno. Jest w społeczeństwie pragnienie sprawiedliwości za to, aby politycy, imigranci, bogaci i inni uprzywilejowani zostali pociągnięci do odpowiedzialności za to, co robią. Część tego społeczeństwa wolałaby, żeby była to sprawiedliwość dla winnych wysoce bolesna. To sprawia, że film Bolla jest dobry.

Tylko no, krytycy jakoś widzą w nim produkcję, która cynicznie żeruje na nienawiści, do tego jest źle zrobiona. Brzmi jak film Uwe Bolla, tylko że no… Teraz te opinie nie są wiarygodne dla widzów. Na pewno, gdyby treść filmu była sprzyjająca drugiej stronie, to oceny byłyby inne. Nie pierwszy raz to widzę, ale pierwszy raz dotyczy to mojego znajomego. Nie wiem, czemu na filmwebie jest on oznaczony jako krytyk, ale jest, więc pod jego oceną filmu Bolla znalazłem… Bagno. Ocena filmu była wyważona i rzeczowa, godna faktycznego krytyka, ale czytelnicy w odbiorze zakwalifikowali go już do kilku różnych rzeczy. Oczywiście negatywnych.

I jakoś inaczej się wtedy poczułem. Bardziej realne to się stało. Za granicą w Stanach zastrzelono człowieka za to, że był uważany za nazistę, po czym reakcje jego przeciwników były… Optymistyczne. Byli zadowoleni z tej śmierci. Wtedy wiele osób doszło do wniosku: nazywali go nazistą, żeby móc go zabić. Móc zabić kogoś za to, jakie miał poglądy. Nie za to, co zrobił. Wtedy dużo osób zrozumiało: ja mogę być następny. Ja też wygłaszam opinie w Internecie na tematy społeczne i ekonomiczne. Tak samo ja zobaczyłem to wszystko na temat człowieka, którego znam osobiście od lat. Czy ten mój znajomy jest prawakiem? Pewnie tak: ma żonę i dziecko. Czy jest lewakiem? Pewnie tak: lubi festiwal Nowe Horyzonty. I dał filmowi Uwe Bolla 2/10, więc przestał być człowiekiem, a stał się jedną z osób winnych temu, jak wygląda świat. Nikt mu nie grozi śmiercią, ale pogarda i odczłowieczenie już jest. Są osoby gotowe zastąpić prawdę na jego temat prawdą, w którą wierzą, bo będzie się ona pokrywać z tym, co uważają za prawdę. Prawdę, która nas zbawi i rozwiąże wszystkie problemy. Dał 2/10 więc jest przeciwko nam.

Chcę pamiętać, że to nie jest głos szaleńca. To wszystko jest logiczne i spójne. To, co wiedzą na temat filmu Uwe Bolla, pokrywa się z ich wiedzą o świecie – nie oglądali go, a sama jego jakość nie ma znaczenia, więc pozostaje tylko to, co dla nich jest istotne: tematyka, wartości i przekonanie, że im sprzyja, a nie zarabia na nich na ślepo. Jest oczywiście różnica w byciu na jakiś temat, a w byciu sprzyjającym jednej wersji tego tematu, jednak teoretycznie nie ma w tym wszystkim kłamstwa. Zapewne. Zapewne film Uwe Bolla jest o tym wszystkim. W końcu z samego opisu fabularnego filmu Bolla brzmi jak kolejny sezon „Reachera” – gdzie jest różnica, oni pytają? I na odpowiedź nie czekają. Wiedzą, jaka jest odpowiedź.

Miało to miejsce parę tygodni temu, ale piszę o tym dopiero teraz, ponieważ… Czy ja piszę coś nowego teraz? Czy się po prostu powtarzam kolejny raz. Całą poprzednią dekadę podsumowałem jako dekadę pierdolenia – dlatego filmem dekady wybrałem „Grawitację”, ponieważ trzeba było ignorować wszystko, co się o nim mówiło i po prostu zobaczyć w kinie. A jeśli się tego nie zrobiło przez hałas wokół niego, wtedy straciło się coś unikalnego: ujrzeć „Grawitację” na dużym ekranie. A teraz jesteśmy w drugiej połowie kolejnej dekady, pierdolenie nabrało tylko innego kolorytu. I ponoć jest coraz gorzej, sądząc po tych dwóch miejscach w Internecie. Czy są inne miejsca w Internecie? Internet tylko się wyszczupla i te dwie strony to cały znany wielu Internautom świat. To nie jest tak, że możemy wybrać coś zamiast. Możemy wybrać coś albo nic. Osobiście jestem zmęczony wybieraniem „nic”. Którą stronę z newsami przeglądam? Żadną. Którą stronę o polityce śledzę? Żadną. Jakie blogi czytam? Żadne. Jaką stronę o filmach śledzę? …Żadną?

Gdy piszę te słowa, „Odyseja” Nolana na filmwebie ma 3.7/10. W dniu polskiej premiery. Dlaczego wystawiają niskie oceny? Nie wiem. Przez jakiś czas były osoby, które myślały, że Ellen Page po zmianie płci będzie grać Achillesa – wiecie, suchoklates grający ideał męskości – a potem okazało się, że jednak gra kogoś innego. No i że kobieta, która nie jest dla wielu atrakcyjna, gra wyjątkowo atrakcyjną kobietę, której uroda miała wywołać wojnę, więc. I jest czarnoskóra. I statki też nie pasują. Czy to są te same osoby, czy po prostu różne osoby mają różne uwagi? Nie wiem. Nikt tego nie wie. Nikt nie jest tym zainteresowany. „Tamci” mają już swój obraz określony. „My” już wiemy lepiej, czemu oni nisko oceniają film bez oglądania. My też mamy wypracowany obraz w ich wyobraźni. Oni wiedzą, czemu nam film się podoba. Bo wiadomo, nam się musi podobać, nie jesteśmy przecież NIMI. Kim są oni? Kim jesteśmy my? Nikt tego nie wie. Nikt nie zamierza tego sprawdzić, chociaż to materiał na pracę naukową. Nie ma krytyków, każdy tylko ogląda filmy i klika w gwiazdki, a jeśli coś napisze, to bez myślenia o odbiorcy tych słów. Nikt nie jest zainteresowany prawdą, każdy popełnia ten sam błąd. A chyba przydałoby się w końcu porządną analizę zrealizować, bo ten błąd nie odchodzi z czasem, a jego konsekwencje są coraz poważniejsze.

Jest co prawda mój felieton sprzed siedmiu lat: Czy dzisiaj kino jest słabsze niż kiedyś? Sprawdźcie, czy jest nadal aktualny. Jeśli kiedykolwiek był.

Mam więc świadomość – i pewność – że się powtarzam. A jednak gdy piszę te słowa, brzmią on jakoś świeżo w mojej głowie. Może dlatego, że wciąż nie jestem w stanie zaakceptować tego, że we współczesnym kinie ze strony widzów taki sam los czeka każdego filmowca – od Uwe Bolla po Krzysztofa Nolana. Każdy może zrobić dziś film oceniony jeszcze przed oglądaniem.