Wielki zegar („The Big Clock”, 1948)

Wielki zegar („The Big Clock”, 1948)

23/08/2026 Opinie o filmach 0

Jeden z filmów roku.

Ocena 5 z 5

Dowiedziałem się o tym filmie z poniższego filmiku na YouTubie i podpisuję się rok później pod wszystkim, co zostało tam powiedziane. Z wyjątkiem może tego, że John Farrow nie jest „nikim” – jest ojcem Mii Farrow. A jego żona – i mama Mii – gra tutaj drugoplanową rolę żony protagonisty. Wracając: Wielki zegar to fantastyczny kryminał i thriller na poziomie fabuły jak i rzemiosła filmowego. I coś czuję, że przy powtórce będzie jeszcze lepiej, kiedy już będę mógł docenić wszelkie przygotowania do właściwej części filmu. Tak, tutaj wszystko będzie istotne, chociaż na takie się nie zapowiada. George Stroud pracuje w gazecie należącej do Earl Janoth, potężnego i bezlitosnego człowieka, który liczy się z Georgem tylko dlatego, że ten jest wyjątkowo dobry w swojej pracy. George jest w stanie postawić się w końcu swojemu szefowi, gdy jedzie na urlop i nic go od tego nie odciągnie, więc jest mu obiecane nie tylko stracenie pracy, ale brak możliwości bycia zaangażowanym gdziekolwiek indziej w kraju. A widz w to wierzy. Wierzy, że Janoth jest aż tak potężny. Wierzy, że George jest aż tak inteligentny i skuteczny, że stanowi wartość dla pracodawcy.

I to jest w sumie tyle, ile jest w stanie wam przedstawić, ponieważ konstrukcja oraz kierunek fabuły robi ogromne wrażenie. Jak dużo tutaj się dzieje jednocześnie i kończymy oglądając trzy różne historie prowadzone jednocześnie? I to wszystko ma niebywale satysfakcjonujący punkt kulminacyjny?! W ciągu zaledwie półtorej godziny? To trzeba zobaczyć samemu, nie ma innej opcji. Fani czarno-białych thrillerów, gdzie protagonista próbuje udowodnić swoją niewinność z pozycji bezlitośnie beznadziejnej, muszą to koniecznie zobaczyć.

Mógłbym przyczepiać się do różnych detali, ponieważ nie jest to idealny film. Charles Laughton gra trochę zbyt karykaturalnie, Maureen O’Sullivan (nie Margaret Sullavan ze Sklepu na rogu) gra po prostu żonę, samicę i scenariusz nic więcej od niej nie wymaga, scenarzysta zresztą parę razy ułatwi sobie robotę tu i tam po prostu pisząc scenę w stylu: George idzie kupić obraz, po którym później będą mogli go znaleźć. A niech jeszcze spotka wtedy autorkę samego obrazu, czemu nie? Zamykanie filmu na powrocie żartu z szukaniem czwartego męża też nie jest szczególnie… Przemawiające. Poza tym – to jest prawdziwie fenomenalny obraz, który jednak nie stał się klasykiem, więc jakiś większy powód musi być. Nie jestem w stanie jednak nawet zacząć podejrzewać, jaki on może być. Wielki zegar należy zobaczyć. Koniecznie.

Plus – to chyba pierwszy film, który dzieje się w moje urodziny.