Opinie o filmach z MDAG 2023

Opinie o filmach z MDAG 2023

13/05/2023 Opinie o filmach 1

Zbiór moich opinii o filmach, które zobaczyłem na 20 Docs Against Gravity w 2023 roku, w Warszawie.

Od najstarszego do najnowszego.

Ranking:

  1. Nie na miejscu
  2. Dziki
  3. Scena myśli
  4. Sowieckie przystanki autobusowe
  5. Ucieczka z Utopii
  6. Dziewczyńskie historie
  7. Amatorski klub filmowy
  8. A wrony są białe
  9. Niewinność
  10. Lynch/Oz
  11. Nikka
  12. Siostrzeństwo Świętej Sauny
  13. Nazywam się Alfred Hitchcock
  14. Art Talent Show
  15. Herzog: Radykalny marzyciel
  16. Silos

  17. Tańcząc Pinę
  18. Części intymne
  19. Garstka ziemi
  20. Trzy kobiety
  21. Lyra
  22. Rasistowskie drzewa
  23. Kwiaty Nizin
  24. Nie znikniemy
  25. Rewolucja 21
  26. Ukochane
  27. Czekając na przypływ
  28. Raj
  29. 32 dźwięki
  30. Bobi Wine. Prezydent z Getta
  31. Kosmiczna ekspedycja na zakupy
  32. Kowboje-poeci
  33. Muzyka dla czarnych gołębi
  34. Miucha. Głos Bossa Novy
  35. Casa Susanna

  36. Mały chłopiec
  37. Bohater_ka
  38. Sekretny alfabet
  39. Anhell69
  40. Mariupolis 2
  41. Złom
  42. Zbyt blisko
  43. Band
  44. Śledczy
  45. 8 mm cudownych lat
  46. Prawy chłopak
Ocena 4 z 5

Dziewczyńskie historie (2023)

20 maja

Kapsuła czasu. Jedenastolatek ogólnie, tych konkretnych, ich czasów. Przefajne kino.
 
Chodzą do ostatnich klas podstawówki, wyczekują pierwszej miesiączki, spędzają czas na placu zabaw, nad jeziorem, tańczą z przyjaciółmi na urodzinach do gry rytmicznej i zadają rodzicom pytanie w formie udawanego wywiadu, czy były planowane. Jakie to jest uroczo prawdziwe! Pani reżyser i jej dwie bohaterki świetnie się ze sobą dogadują i łączą siły, by przedstawić ich świat po prostu takim, jakim jest. Mundurki w szkole, pierwsze myśli na dany temat, martwienie się o przyszłość, wspólne i ciche leżenie w łóżku służące dzieleniu się z najlepszą koleżanką przemyśleniami. Albo wygłupami. To naprawdę wspaniałe doświadczenie dla wszystkich, trafić z dokumentalnym zacięciem na takie dziewczyny – wspaniale się je obserwuje i słucha, a one z odwagą korzystają (nie wykorzystują!) daną im okazję. Kamera nie słucha ich jako jedyna, ale daje im dodatkowe możliwości.
 
To godzina oglądania dosyć zamożnej polskiej rodziny, która pod większością aspektów wypada na „zwykłą”. Zwyczajną, przeciętną, typową. Bez dramatów, bez wielkich zmian, po prostu codzienność, w której odnajdą się młodzi oraz starsi. I ci naprawdę starzy. Tytuł dla każdego, bez jednoczesnego samoograniczania się pod jakimkolwiek względem. Dziewczyny mieszają angielski z polskim, siedzą na telefonach i gadają o ciuchach, a widz widzi w tym naprawdę dużo.
 
Tylko błagam – weźcie wróćcie do czasów, gdy ludzie na ekranie mieli imiona. Jedna nazywa się Jagoda, a jak druga? Muszę wracać do opisu, że Zuzia, bo film chyba tylko raz użył tego imienia. Jagoda przynajmniej padła z cztery razy. Która jest która? Nawet nie będę zgadywać…
Ocena 2 z 5

Anhell69 (2022)

20 maja

Kino w transie, które jest bardziej potrzebne reżyserowi niż widzom.
 
Z serii: osoba wrażliwa próbuje robić kino nie będąc filmowcem, w trakcie odnajdując terapię, formę filmu oraz jego cel. Anhell to podróż przez querrowy wymiar miasta Medellín (tak, tego z „Ekipy”), gdzie twórca nie bardzo opowiada o czymkolwiek, poza tym, że żongluje między kolejnymi nagraniami i zastanawia się nad życiem, mówiąc do siebie. Efekt wygląda jak kino Gaspar Noe, ale tylko czasami. Innym razem wygląda zwyczajnie. Krótkie film złożony z wożenia trupa, który na końcu okazuje się żyć, bazgrania na ścianie Anhell69 i przekreślania tegoż, chodzenia po ciemku z czerwonymi latarkami w miejscu oczu oraz robienia wywiadów czy castingu. I odkrywania, że ten tytuł powinien być snem, doświadczeniem, transem. Innymi słowy: być nudny, obojętny, nieangażujący, bez pomysłu, bez formy, bez widzów.
Ocena 3 z 5

32 dźwięki ("32 Sounds", 2022)

19 maja

Chłop odkrył siedzenie na ganku i słuchanie natury, więc zrobił o tym film.
 
Jeśli w swoim życiu graliście w grę z dźwiękiem przestrzennym (CSGO), to odkryliście już ten film. Albo jeśli słuchaliście kiedyś muzyki i staraliście się usłyszeć wszystkie instrumenty (np. Sufjan Stevens – „They Are Night Zombies!!!”), to też odkryliście ten film. To tylko seria początkujących ciekawostek o dźwięku, odkryciu nagrywania dźwięku i takich tam – oraz słuchania. Parę razy autor nakłania, by zamknąć oczy i tylko słuchać. Problem, w tym, że jak już zamkniesz oczy, to nie ma powodu, by je otworzyć. A jak tak trzymasz przymknięte oczy, to zasypiasz. Bo seans jest nudny. Co więcej, całość tego „dokumentu” prowadzi tylko do tego, żeby reżyser odsłuchał jakieś osobiste nagrania, które go prześladują. My jesteśmy obok, jako widownia. Reżyser wydaje się sympatyczny, ale jednak niepoważny. Na początku był zachwycony, że przyszliśmy do kina, zamiast oglądać Netfliksa. Mogliśmy też czytać książkę, a jak 32 sounds będzie na VOD, to też będzie oglądalne – bo mamy słuchawki w domu przecież. Nie trzeba nam organizować kilkaset sztuk, bezprzewodowych na dodatek.
 
Bo właśnie ten aspekt filmu był najbardziej angażujący czy intrygujący. Począwszy od biletu, który zdobyłem przez przypadek (nikt nie powiedział wolontariuszom, że nie mogą mi dawać na ten pokaz wejściówki z tytułu karnetu, bo cena za bilet była wyższa [30 zł]).Poprzez cały harmider na sali, gdy sprawdzali, czy wszystkim to działa, po napięcie, bo nikt nie był pewien, czego się spodziewać. Każdy słuchał plotek i jak mówiłem, że mam bilet, to było: „No to faktycznie, łał”.
Ocena 4 z 5

Niewinność ("Innocence", 2022)

19 maja

Młodzież w Izraelu odkrywa wojnę. Trochę za dużo Mallicka.
 
Na OFF Camerze widziałem film Delegation, który ładnie się paruje z tym obrazem – na tym pierwszym widzimy fabularną opowieść o wycieczce młodych obywateli Izraela do Polski, aby na pokaz (sami w to nie wierzą) odbębnić rytuał umartwiania się w obozach koncentracyjnych. Widzimy, jak opiekunowie wycieczki pilnują ich przed zagrożeniem, które nie istnieje, ale może im podprogowo wmówić, że coś jest na rzeczy. Niewinność idzie dalej – tutaj już wprost oglądamy nagrania dzieci z przedszkola, którym dorosła kobieta opowiada o śmierci, pogromie, Holocauście, paleniu świeczek. A jako przyczyna tej tragedii: „bo byliśmy inni”. Od niewinności są przygotowywani do obowiązkowej służby wojskowej i walce za ojczyznę jako najwyższe poświęcenie, honor i co tam chcecie. Coś jak US przed 1 wojną światową – tak samo sto lat później młodzi obywatele Izraela myślą o piekle wojny i dochodzą do wniosku „nie mogę moich kumpli tak zostawić. Jak ja nie pójdę, to oni będą mieć więcej roboty”. I są świadomi, że jeńcy są u wroga, a ich kraj nic z tym nie robi. Są świadomi, że wojna to zło. Są świadomi wszystkich bezsensów, które tam mają miejsce. A i tak tam idą, przegrani i zrezygnowani, nie widząc sensu w swoim życiu.
 
Dużo tutaj narracji z OFFu, czyli czytania listów napisanych przez ludzi na pożegnanie. Twórcy idą po emocje i szok, ale w połowie na to jednak zasługują. Dużo też zdjęć dzieci, które są dziećmi, ale my rozumiemy, jaka przyszłość ich czeka. Sporo też pięknych zdjęć pustyni i żołnierzy w trakcie. Nie jest nam przybliżona sytuacja na froncie i o co walczą w strefie Gazy, ale cel dokumentu był inny.
Ocena 3 z 5

Miucha. Głos Bossa Novy ("Miúcha, The Voice of Bossa Nova", 2022)

19 maja

Nic szczególnego, ale użyto dużo materiałów archiwalnych.
 
Standardowa biografia, tylko używa notatek, nagrań i całej reszty, którą (czyt.) Miusia zrobiła sama. Nic porywającego ani oryginalnego na poziomie historii, nie ma też wytłumaczenia fenomenu czy czegoś, ale no, jest o kobiecie. I ta kobieta była pod butem mężczyzny, który żerował na jej talencie. I się spod z tego buta wyniosła, silna babka. A więc i dobry film.
Ocena 3 z 5

Ukochane ("Sweetling", 2022)

19 maja

W zdrowiu i w chorobie, aż po starość.
 
Jedna ma 91 lat, druga 76. U pierwszej wykryto guza piersi, choruje też na coś jeszcze – opis informuje, że to demencja, film już nie. I oglądamy, jak te dwie urocze, stare panie żyją razem, póki mogą. Twórcy idą tylko po łatwe emocje, dokument tutaj to jedynie włączona kamera i głównie ujęcia z wakacji – jak tańczą, jak jedzą w knajpie, jak spacerują po morzu, czasem jeszcze jest badanie USG. I jest to bardzo ładny oraz wiarygodny obraz sytuacji, która wymaga cierpliwości i humoru w opiece nad pacjentem, który nie jest samodzielny i nawet o tym nie wie. To też obraz prawdziwego uczucia.
 
Nie ma tu historii czy akcji, więc seans trwający 70 minut ciągnie się jak trzy godziny. Film z serii „mogła umrzeć pół godziny wcześniej” oraz „mogli z tego zrobić 10-minutowy short”. A operator dał dupy i jak jedna babcia się potknęła, to się jej rzucił z pomocą, a kamera nagrywała poduszkę. Niczego ich Discovery nie nauczyło, hańba.
Ocena 2 z 5

Band (2022)

19 maja

Historia zespołu, któremu się nie chciało grać.
 
Polski tytuł dodaje informację, że chodzi o islandzki zespół Post Performance Blues Band, w jego skład wchodzą wyłącznie kobiety. Kiedyś cztery, teraz trzy – ku zaskoczeniu nikogo. I grają dla garstki osób, więc mówią sobie: nie no, tak długo nie pociągniemy. Albo za rok będzie sukces, albo dajemy sobie spokój. Więc czekają i niczego nie robią, sabotują same siebie wymyślając problemy z powietrza, ich manager gada bardziej jak psycholog, wyraźnie wchodzą do muzyki dla strojów i pozowania na okładce, śpiewają o duperelach, muzykę tworzą tylko dlatego, że komputer robi większość roboty, a podczas występów wiją się po scenie jak przedszkolaki, powtarzając niewyraźnie jakieś jedno słowo w kółko.
 
Trochę w sumie film z serii „kobiety kontra rzeczywistość”, ale na pewno nie dokument. Nie oglądamy fikcji, ale twórcy tylko trzymają kamerę – nie poznajemy tych ludzi i spektrum ich życia, jaki procent faktycznie poświęcają muzyce i zespołowi. Mają też inne pasje i źródła dochodu, ale chcą też być zespołem – z przyczyn, których autorzy uznali się nie zgłębiać.
Ocena 4 z 5

Scena myśli ("Theatre of Thought", 2022)

18 maja

Herzog ewoluuje w jednego z braci Marx, a i tak tworzy dogłębny dokument. Fajnie jest być Wernerem.
 
Tematem są myśli oraz jaka przyszłość nas czeka w temacie odczytywania myśli i ich kontrolowania. Z jednej strony osoby niewidome będą mogły widzieć, chore na Parkinsona będą mogły chodzić bez pomocy, osoby bez możliwości wyrażania myśli będą mogły się z nami komunikować – z drugiej strony ktoś z zewnątrz będzie mógł mieć wpływ na nasze zachowanie, nasze myśli. I jak daleko jest ten świat, gdy będziemy mogli wątpić w to, co nasz własny mózg nam mówi?
 
Herzog odbywa szereg rozmów z różnymi osobami – naukowcami przeważnie – i z każdym podejmuje oddzielnie jakiś fragment tej debaty. Zadaje pytania poważne i dogłębne, cały czas będąc w końcu człowiekiem w wieku jakim ma, który nie zna tematu, ale jest człowiekiem i tych ludzkich odpowiedzi szuka. Najbardziej ujmuje jego wniosek na koniec, że ci wszyscy ludzie, z którymi rozmawiał, a którzy zajmują się tym tematem i będą mieli wpływ na przyszłość naszego gatunku, nie potrafią zdefiniować „myśli”. Nie jest to tytuł, który zawiera wiele „ładnych” obrazków, do których Herzog mógł nas przyzwyczaić, ale na poziomie intelektualnym niczego temu dokumentowi nie brakuje.
 
Plus Herzog najwyraźniej zaczął się bawić swoim statusem i przesuwać granicę. Wiemy z Radykalnego marzyciela, że jest znany i lubiany w USA, więc pozwolił sobie po serii czterech-pięciu poważnych pytań zadać pytanie kompletnie z dupy, na które jednak rozmówcy starają się odpowiedzieć po 10 sekundach namysłu na twarzy, który mówi: „Wait what? Ale… Nie, to Herzog, muszę się zebrać… I coś odpowiedzieć”. Żeby niczego wam nie zdradzać – a jest co! – posłużę się wymyślonym przykładem: „Czy gdybym zaczął gwałcić konia, to czy koń byłby w stanie orzec naturę moralną tego, co się dzieje?”. Widownia się śmieje, a naukowcy z pięcioma tytułami próbują znaleźć odpowiedź na to pytanie. I widownia śmieje się cały czas.
 
Chociaż to w sumie dobre pytanie.
Ocena 4 z 5

Amatorski klub filmowy ("A Bunch of Amateurs", 2022)

18 maja

O życiu ludzi, którzy nic w życiu nie mają poza amatorskimi filmami.
 
Kiedyś było dużo klubów filmowych w UK, teraz jest ich niewiele. Ten, który my poznajemy, został założony w 1932 roku – istnieje nadal, członkowie spotykają się w poniedziałki i oglądają film, gadają. Jeden chce nakręcić własną wersję sceny otwierającej z „Oklahomy” – potem się dowiemy, że zrobi to z myślą o swojej żonie z demencją, „Oklahoma” to był ich pierwszy film. Albo ukochany, już nie pamiętam. Problem w tym, że bohaterowie są amatorami i kręcą filmy stawiając czoła różnym wyzwaniom, ale bez szczególnych ambicji. Jeszcze nie „na wyjebce”, bardziej w stylu: „przecież filmy to i tak udawanie”.
 
Radość z zabawy na planie łączy się z widokiem starych ludzi oraz tych młodszych, którzy przyznają w jednym zdaniu, że są świadomi „jak to wygląda”. Ich filmy nie są niczym szczególnym, ale z drugiej strony nic innego w życiu nie mają poza tym klubem. Gorzki to seans, który zapracowuje na każdy śmiech oraz przykry posmak w ustach widza. Ludzie tutaj umierają ze starości, tracą kogoś albo opiekują się kimś, kto wymaga ich opieki. A same filmy, nad którymi zaczęli pracę, często nie kończą. O warunkach fizycznych ich klubu nawet szkoda gadać.
 
To też kolejny świetny przykład dokumentu, który nagle staje się opowieścią o covidzie. Nagle słyszą o zagrożeniu i zastanawiają się, czy zamknąć klub. Nagle zaczynają się komunikować tylko przez kamerkę.
 
Na końcu coś mi wpadło do oka i nie dało rady wytrzymać, musiałem wyjść zalany łzami w jednym oku. 40 minut się z tym męczyłem w łazience i myślałem, że skończę na pogotowiu – na szczęście w końcu wyszło. Ludzie obok myśleli, że mnie pobito i chcieli dzwonić po policję. Reasumując – może mi ktoś opisać ostatnie parę minut?
Ocena 4 z 5

Art Talent Show (2022)

18 maja

Czesi mają bekę ze współczesnej sztuki. Najzabawniejszy seans na MDAG.
 
Idealny seans do wspólnego oglądania – wręcz bycie wśród widowni jest kolejną warstwą doświadczenia tego filmu, jak różne osoby w różnymi stopniu powoli zaczynają „łapać” żart. Sam załapałem go dosyć późno, jak egzaminatorzy sprawdzali kartkówki i zaczęli się śmiać. Wcześniej jednak różne osoby się śmiały i nie wiedziałem dlaczego – może jeszcze byłem głową na poprzednim filmie, a miałem tylko tyle czasu, by przejść z jednej sali na drugą. Grunt, że pod koniec wszyscy się śmiali – czy też większość z nas.
 
Bo oto zaczynamy film długi czas oglądając typową babę na portierni uczelni. O niej jest ten film? Nie, o uczniach artystach, którzy chcą podbić świat, a nie potrafią sobie poradzić z drzwiami – taki jest scen tych otwierających scen. I ciąg dalszy jest właśnie kamerą wśród artystów – jak marzą po płótnie, jak interpretują na swój sposób zadania, jak wykazują się ignorancją wobec sztuki innej niż swoja, jak brak im wiedzy itd. W końcu najważniejszy jest charakter i przekaz. A jak nie masz nic do powiedzenia i wniesienia, to pozostaje charakter. Egzaminatorzy stawiają im pytania natury moralnej o bycie artystą i widzimy, że młodzi jeszcze nigdy na te tematy nie myśleli samodzielnie. Jak o tym myślę, to film jednak ma potencjał, aby przekonać jednego z drugim, żeby ten się namyślił. Tak porządnie, po raz pierwszy w życiu. Egzaminatorzy wchodzą w rejony kpienia, ale nie ubliżania. Zróbcie z tym, co chcecie.
 
Nie ma za bardzo wprowadzenia w temat, ale chyba każdy z was słyszał o bananie przyklejonym do ściany, będącym współczesną sztuką – więc rozumiecie żart w jakimś stopniu. „Jakby sprzątaczka zobaczyła tę instalację artystyczną, to by po prostu ją sprzątnęła i już, po sztuce”
Ocena 4 z 5

Dziki ("The Wild One", 2022)

18 maja

Portret zapomnianego reżysera, czyli jak sztuka jest odpowiedzią na życie
 
Jack Garfein stworzył dwa filmy, oba wyróżniające się w sile ekspresji wizualnej oraz tematyce, którą podejmował. Wszedł w konflikt z producentem, wsadził murzynów do filmu i tak się to jakoś potoczyło. Mógł być Orsonem Wellesem lat 50., ale tak się nie stało, do historii przeszedł z innych powodów. To historia człowieka, który przeżył holocaust, trafił do Hollywood i w sztuce – aktorstwie szczególnie – znalazł schronienie dla swoich traum. Wśród artystów czuł się najbardziej gościnnie. Wywiady z nim samym (zmarłym w 2019 roku), gdzie opowiada własnymi słowami o przeszłości, oraz z ludźmi z branży, w tym Peterem Bogdanovichem! Do omówienia filmów wzięto faktycznych krytyków, którzy mogli opowiedzieć i przełożyć język sztuki, język obrazu, na język człowieka rzadko zaglądającego do kina i wytłumaczyć mu, czemu dana scena jest niezwykła. Ten film daje to cudowne, kinofilskie uczucie odkrywania nieznanego twórcy, którego tak pożądamy na festiwalach – tylko robi to tak, aby dać nam przedsmak i pozwolić odkryć go samemu.
 
Jest w tym filmie cudowny moment, gdy opowiadają o gwałcie w filmie Something Wild. Krytyk wyraża tutaj opinię, że osobiste doświadczenia ocalałego z holocaustu mogły pomóc reżyserowi zrozumieć sytuację osoby zgwałconej. I wtedy jest przejście na wywiad z samym reżyserem, gdy ten wspomina, jak jako dziecko przybył do obozu koncentracyjnego i pewien pan zdziwił się, że go tam zobaczył. Okazało się, że to jego ojciec. I ów papa powiedział mu, by nie płakał tutaj. „Cokolwiek się nie stanie, nie płacz” – i po tych słowach przechodzimy bez dźwięku do filmu Somewthing Wild i ujęcia na główną bohaterkę. Prąd, jaki wtedy przeszedł moje ciało na widowni, to jeden z najlepszych momentów festiwalu. Arcydzieło montażu.
 
Najbardziej wnikliwy dokument kinofilski na MDAG. W porównaniu do niego te o Hitchcocku i Herzogu są najwyżej ciekawostkami.
Ocena 4 z 5

Werner Herzog: Radykalny marzyciel ("Radical Dreamer", 2022)

17 maja

Trochę czasu w towarzystwie Herzoga, np. jak kiśnie z dzieci na skoczni narciarskiej.
 
Nie jest z całą pewnością tytuł dla ludzi, którzy nie znają twórczości niemieckiego reżysera. Jest jakaś szansa, że nowi widzowie będą zaintrygowani, ale nie widzę powodu, aby coś takiego obstawiać. Fani zresztą też kolejny raz będą słuchać o wyczynach Kinskiego, ale podano to w tak zabawny sposób, że i tak się bawiłem, jakbym słyszał to pierwszy raz. Dużo tutaj jednak materiałów współczesnych – to Herzog z 2022 roku, wspominający przeszłość, będący sobą. I przebywamy z nim przez jakieś 100 minut – jak tego nie kochać, gdy już się kocha tego człowieka? Nie jest to esej o nim, o jego kinie czy czymkolwiek, bo nie miał być. To jak wyjście na kawę z Herzogiem. Jeśli nie łapiesz fenomenu tego człowieka, ten tytuł niczego nie zmieni w twojej opinii.
 
Jako przykład szczegółowości czy w ogóle filmów jako elementu tego dokumentu: Od Aguirre przeszli do Fitzcarraldo, a potem już były Rekolekcje…„. Ogólnie filmów wziętych pod obiektyw jest tutaj niewiele – i jeszcze załapał się do nich Queen of the Desert I to bez opowiedzenia o incydencie z sępem. Bez sensu.
Ocena 3 z 5

Rewolucja 21 ("Revolution 21", 2022)

17 maja

Osoby z zespołem Downa mają w sobie sporo punku, który wydobywa się z nich na scenie.
 
Teoretycznie jest to pokłosie protestu w sejmie z 2018 roku, gdzie rząd nie dał wsparcia finansowego osobom niepełnosprawnym, dlatego potem zrobili z tego sztukę z aktorami z zespołem Downa. Sam temat „a gdzie są opiekunowie takich osób, ich rodzina, która przecież powinna mieć świadomość, że takie dzieci będą wymagać wsparcia do końca życia” nie zostaje poruszony ani nic z tych rzeczy. Temat pieniędzy też nie bardzo – raz mignie w tle, ile dostają obecnie na rękę, a ile by chcieli więcej. Sama sztuka ma związek niemal wyłącznie z tym, żeby dostosować kraj dla osób z niepełnosprawnością – żeby były windy itd., chociaż no temat też nie jest zgłębiony i gdzie tych wind brakuje.
 
Nie, ten średniometrażowy dokument jest zapisem prób oraz fragmentów występu do przedstawienia. Najprzyjemniejsze było zdecydowanie oglądanie, jak u nich poprawia się z czasem dykcja – n