Julien Duvivier

Julien Duvivier

25/12/2017 Opinie o filmach 1

great technician, [a] rigorist, a poet” – Jean Renoir

Julien Duvivier

Obecnie Julien Duvivier nie znajduje się jeszcze w moim rankingu reżyserów.

Top

1. Panika
2. Rudzielec

Ważne daty

1896 – urodziny (Lille, Francja)

1919 – pierwszy dorobek reżyserski (Francuski western?!)

1926 – małżeństwo do jej śmierci w 1955 roku

1967 – ostatni film i śmierć (Paryż, wypadek samochodowy)

Rudzielec ("Poil de carotte", 1932)

Ocena 4 z 5

To jeden z tych filmów, które będę puszczać swoim nieistniejącym dzieciom. Za Rudzielca będą mnie nienawidzić. I dobrze.

Reżyser stworzył tutaj remake swojego własnego filmu sprzed 12 lat. Wtedy był to obraz niemy, teraz wszedł naturalnie w erę dźwięku. Porównania nie mam, ale warto wspomnieć o tym rzadkim wydarzeniu, jakim jest autor wracający do swoich produkcji po raz drugi. Rudzielec to opowieść o doświadczeniach niekochanego dziecka noszącego tytułowy pseudonim, które chce być kochanym i kochać swoich rodziców. Jego matka ma jednak kompleks ofiary i cały czas wzbudza poczucie winy u innych albo chodzi po ludziach, aby afiszować się swoim cierpieniem i coś w ten sposób zyskiwać. Czasami robi to świadomie, czasami nie do końca, jednak swoim najmłodszym synem manipuluje jak najbardziej celowo. Ojciec z kolei zajęty jest własnymi rzeczami, a ilekroć wyjdzie ze swojej nory, to jego żona robi wszystko, aby ten zobaczył, jak Rudzielec bardziej kocha ją niż jego. Dziecko jeszcze nie rozumie oczywiście pojęcia miłości, ale efekt jest taki, że ojciec wraca dobrowolnie do swojego kąta – i za każdym razem trudniej jest mu wyjść.

Inni ludzie w okolicy nie interesują się lub opierają swoje zdanie na plotkach i pierwszym wrażeniu. Jest więc to opowieść, gdzie wina spoczywa na wielu osobach, a główny bohater odbija się od coraz to nowej ściany, ucząc się małymi kroczkami o świecie, który go otacza. Z czasem zyska może nie przyjaciół, ale osoby mu przychylne. Będzie stawiać czoła różnym wyzwaniom, będzie uczył się na błędach. Jego otoczenie nie stoi w miejscu, tam też panuje ruch. Rodzice Rudzielca nie tylko mają interakcje między sobą, ale padnie na nich różne światło. Nasz bohater będzie miał szansę to dostrzec i ujrzy świat bardziej takim, jakim jest, zamiast opierać się na przesłankach innego typu.

Rudzielec ma swoje problemy, ale teraz trudno jest mi je opisać. Wiem tylko, że seans nie był bezproblemowy, wielokrotnie w czasie seansu traciłem zainteresowanie. Niemniej – to taki film, który będę puszczać swoim dzieciom (których nie planuję). Za Rudzielca mnie znienawidzą. I dobrze. Niech wiedzą, że od rodziców trzeba wiele wymagać. A najwięcej – od samego siebie.

Panika ("Panique", 1947)

Ocena 5 z 5

Jeden z tych filmów, które od pierwszych ujęć zaskakują i zachwycają poziomem rzemiosła, kunsztu, profesjonalizmu, artyzmu – wszystkiego. Jak każde ujęcie ma swój cel, swój własny, odrębny pomysł, rolę do wykonania, jak każdy detal jest tutaj opowiedziany ponadprogramowo, z wielkim plusem i wysiłkiem, ambicją! Jak potrafi zmieścić wiele w krótkim czasie, jak potrafi powtarzać refren tematyczny tej fabuły, jak rozumie istotność powracania do ujęcia z góry i tworzenia „grupowych” ujęć (bo to w końcu film między innymi o tłumie), jak wie, które dwie sceny połączyć jednym ujęciem i nawiązać między nimi nić. Jedna z tych produkcji, po których człowiek jest przekonany, że reżyser musiał widzieć Obywatela Kane’a.

Historia jest prosta i rozległa w swojej prostocie: nielubiany w lokalnej społeczności człowiek… No właśnie, co może wyniknąć z takiej sytuacji? Wiele – bo film działa całkowicie samodzielnie, jako właśnie to: historia o tym, jak plotka i pomówienia stają się rzeczywistością, siejąc panikę wśród ludzi, nakręcając spiralę agresji i zła. Tylko że mamy rok 1946 a nasz bohater ma aparycję wskazującą na przynależenie do pewnego kraju, który w tamtym czasie jeszcze nie powstał. Co prawda jego aparycja nigdy nie będzie przywołana ani nazwana, nikt też nie będzie osądzać tego człowieka za bycie członkiem czegokolwiek – ale to jakoś samo przychodzi oglądającemu na myśl. Czy więc ten dodatkowy poziom historii to antysemityzm? Skądże, film idzie głębiej i stanowi odpowiedź na liczne oskarżenia, które nigdy nie padają na ekranie: gdzie byliście, kiedy trzeba było zabrać głos? Gdzie byliście, gdy trzeba było się bronić? I jeśli odpowiedź brzmi: wewnątrz tłumu, razem z tłumem… Autor ma coś dla was.

Jest w tym filmie miłość. Zaskoczenia. Morderstwo. Uczucie. Kobieta. Napięcie. Sprawiedliwość wygrywa na końcu, ale już po tym, jak film się skończy. Zło pod koniec myśli, że wygrało, gdy tak naprawdę jego sekundy są policzone. Jakim kosztem jednak to wszystko zostało osiągnięte! Kosztem całkowicie zbędnym, a jednak miało ono miejsce. Z jednej strony dowód wystarczający, aby zło ukarać, był cały czas na wierzchu, jednak protagonista chciał go wykorzystać dla własnej korzyści. Z drugiej strony tłum właśnie. Tłum, który widzi wstającego jednego człowieka na widowni i to wystarczy, aby powstało poruszenie – czy coś się dzieje? Jak ktoś pyta, to oczywiście, że musi coś się dziać. Może ogień? Ogień! Uciekamy! W spojrzeniu twórców nie ma jednak tłumu napędzanego głupotą lub złem. To nie jest motłoch potrzebujący wymówki, aby komuś spóścić wpierdol. Nie ważne, komu, bo ktoś w końcu dostanie po łbie. To tłum, który na początku ma dobre intencje, ale nadal kończy tworząc widowisko, kreując rozrywkę dla samego siebie. Może z dumy, może z pychy, może uwalnia się w nich wtedy coś więcej. Winnych jednak nie ma i nikt ich nie szuka. Nikt nie przemawia, nikt nikomu nie narzuca wniosków i refleksji – ludzie rozejdą się i znajdą na to czas prywatnie, każdy oddzielnie. Jakoś mam pewność, że tak będzie.

No dobrze, Julien Duvivier. Widziałem dekadę temu jego Rudzielca, teraz czas… Na Fernandela?