Jean-Pierre Jeunet

Jean-Pierre Jeunet

18 września 2021 Opinie o filmach 0

„When you are in love with a story, you have to take your time to follow it and to fall in love again one time. You need some time. And I need to be in love with a story because I am going to spend four years of my life inside without pleasure, without seeing anybody, you work 16 hours per day and at the weekend and I need to be in love with each detail.” – Jean-Pierre Jeunet

Miasto zapomnianych dzieci ("The City of Lost Children", 1995)

5/5

W sumie nie wiem, czy lubię ten film. Ale lubię wszystko w nim.

Ta produkcja wygląda, jakby każdy jej element został wygnany z innej planety, znajdując dom dopiero na tym planie filmowym, w rękach tych osób i z nami, jako widownią. Siłacz na ulicy, banda dzieci będąca faktycznie bandą, zła nauczycielka mająca potencjalnie przyszywaną siostrę, armia klonów i oryginał mieszkający w kanałach, szalony naukowiec z obsesją na punkcie łzy… A montaż, efekty specjalne i reżyseria tylko dodają temu „inności” na każdym kroku.


Jean-Pierre Jeunet

Obecnie Jean-Pierre Jeunet znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #89

Top

1. Delicatessen
2. Miasto zaginionych dzieci
3. Głupstwa
4. Bazyl. Człowiek z kulą w głowie
5. Bardzo długie zaręczyny
6. Amelia
7. Obcy: Przebudzenie

Ważne daty

1953 – urodziny (Francja)

1978 – debiut krótkometrażowy

1988 – Jean spędza czas w USA i je naprawdę kiepskie jedzenie, w ten sposób wpada na pomysł Delikatesów;

1991 – debiut pełnometrażowy

1997 – małżeństwo

2021 – Jean robi nowy film… już jakiś czas, ale nadal ma być taki zwariowany, hehe. Dominique Pinon jest w obsadzie.

Bazyl. Człowiek z kulą w głowie ("Micmacs à tire-larigot", 2009)

4/5
Przyjemny obraz pełen ciepła i niewydarzonych postaci. Po francusku. 
 
Czuję, jakby ten opis pasował do większości filmów tego reżysera. Bazyl odznacza się sporą filmowością – cały początek, pokazujący dzieciństwo bohatera, zrealizowany jest właściwie bez słów. To w zasadzie smutna opowieść, wprowadzająca nas w dalszy jego los, kiedy stał się tym przypadkowym i niezapadającym w pamięci człowiekiem pracujący w wypożyczalni kaset VHS. Jest osobą zranioną i zadowoloną z minimum w życiu, ale to nie znaczy, że jest mniej cenny – chociaż trzeba było tytułowej zabłąkanej kuli, aby o tym opowiedzieć. 
 
Po wypadku żyje z dnia na dzień – może umrzeć w każdej chwili, ale usunięcie kuli zabije go na miejscu (lekarze zdecydowali co robić… Rzucając monetą!). Bazyl postanawia zinfiltrować ludzi tworzących broń i uzyskać sprawiedliwość, a pomogą mu w tym ludzie podobni do niego. 
 
Fabuła jest w ciepły sposób naiwna i dla wielu mogła się zestarzeć, cały jej idealizm pasuje bardziej do lat 90 niż do 2009 roku. Czuć też, że pewnie twórcy mogli więcej wycisnąć z takiej fabuły, bardziej wykorzystać każdą z postaci. To jest zabawny i przyjemny obraz, nawet warty wracania do niego kolejny raz, ale z drugiej strony dla Jeuneta to jednak kolejny taki sam film. I chyba myślał, że podjęcie ważnego tematu (handel bronią) przykryje trochę fakt, że formalnie korzysta z tych samych sztuczek. Nie odkrywa on przed sobą nic nowego (może poza wspomnianą filmowością, ale wpływa ona raczej na poszczególne segmenty niż całość), porusza się głównie w znanych sobie rejonach i pewnie dlatego brakuje mu tej werwy w wydobyciu z Bazyla pełni jego potencjału. 
 
Po stronie Jeuneta stoi fakt, że jak ktoś lubi te jego sztuczki – to, kurczę, dajcie mnie tego więcej. Co prawda fabuła ideowo i konstrukcyjnie (zakończenie) trochę już nie pasuje do 2020 roku, ale te kolory, to poczucie humoru, ten styl… Naprawdę dobrze wrócić do tego obrazu po 11 latach od premiery. I warto pamiętać, że taki człowiek jak Jeunet zrobił w historii kilka filmów.