Siedzący słoń („Da xiang xi di er zuo”, 2018)

Siedzący słoń („Da xiang xi di er zuo”, 2018)

9 lutego 2019 Opinie o filmach 0
siedzacy slon
Ho Bo
Cztery godziny

Wolna (zarówno powolna, jak i swobodnie zrealizowana) „Magnolia” o ludziach próbujących wyznaczyć cel w swoim marnym życiu. Poważny i dojrzały obraz.

★★★★★

Każdy z bohaterów na początku słyszy, że ma odejść: nastolatek jest wyganiany przez ojca; w innym mieszkaniu młody mężczyzna spędził noc z kobietą i słyszy od niej, że ma już wyjść; w końcu spotykamy też starego człowieka, dla którego zaczyna brakować miejsca i rodzina chce go oddać do domu opieki. Bohaterowie z czasem odkrywają więcej wspólnych rzeczy – m.in mieszkają w tym samym bloku i zmagają się z tymi samymi problemami (wyburzenie pobliskiej szkoły). Wychodzą więc z mieszkania i zaczynają ten dzień, a ich losy będą się przecinać. Każdy z nich będzie skonfrontowany z zaginięciem pewnego dużego psa i wyruszy w podróż, aby spotkać tytułowego słonia.

Jest to oszczędny film – kostiumy, scenografia, makijaż czy oświetlenie właściwie nie biorą udziału w opowieści, twórca stawia na naturalność i zastane warunki w danej lokacji. Podobnie z montażem – kamera krąży wokół danej postaci, używa długich ujęć (najdłuższe trwało coś koło 20 minut), a cięcia służą jedynie do łączenia losów różnych bohaterów w jeden film. Oszczędność widać również w wolnym stylu Siedzącego słonia – tak pod względem tempa narracji, jak i niezamykania przestrzeni wokół aktorów w żaden sposób. Artysta postawiony przed kamerą sam dyktował sobie tempo, a scenariusz zapewne dawał coś na kształt wskazówek, zamiast ścisłych wytycznych odnośnie do danej sceny. Co do tempa – jak na czterogodzinny obraz, mógł on być opowiedziany trochę lepiej. Szczególnie trzecia godzina dosyć wyraźnie „siada” i odstaje od reszty, chociaż mimo wszystko jest to zaskakująco konkretna rzecz. Fabuła ma intrygujące punkty, wszystkie pytania dostają odpowiedź, metafory są wyraźnie oddzielone od rzeczywistości. Mimo to akcja zdaje się płynąć niemal w czasie rzeczywistym i nie brakuje tutaj takich momentów jak postać wsiadająca do windy i jadąca na górę bez żadnego cięcia montażowego.

Czytając opinie innych, byłem przekonany, że otrzymam bardzo smutny film. Po seansie mogę napisać, że jest on poważny. Dojrzale i świadomie porusza wszystkie tematy, które podejmuje. Poza tym jest on dosyć chłodny, nieporuszony i nie wywołuje skrajnych emocji. Jeśli już miałbym o czymś wspomnieć na ten temat – to „Siedzący słoń zwraca uwagę raczej pojedynczą nutą nadziei. Można nawet się kłócić, że w całym filmie są aż dwie takie. Wszystko zależy od tego, jak zinterpretujecie zakończenie.

W ostatniej scenie bohaterowie tuż przed realizacją swojego celu zaczynają robić coś nieistotnego. To w końcu film o małych, nieistotnych rzeczach, wypełnianiu życia takimi elementami i uświadamianiu sobie, że dla tych ludzi życie już niczego więcej nie będzie oferować. W takim właśnie świecie żyją, w takich okolicznościach przyszli na ten padół łez i nic innego im nie pozostaje. Dziadek walczy, żeby zostać w swoim mieszkaniu, chociaż tak naprawdę – jakie to ma znaczenie? To mieszkanie jest do niczego. Ktoś inny dąży do tego, żeby wywoływać na innych jakieś wrażenie – co też nie jest zbyt istotne. Inna postać niemal w pełni świadomie wyznacza sobie pewien cel, chociaż jego realizacja nie da mu niczego poza właśnie tym: wyznaczaniem sobie celu i spełnianiem go. Po coś w końcu muszą żyć i coś ze swoim czasem zrobić.

Możliwe, że ten tytuł nie dotknął mnie bardziej, bo ten temat przetrawiłem już lata temu we własnym zakresie. Nie potrzebowałem do tego czterogodzinnych chińskich fabuł o słoniach, wystarczył mi spacer i obserwacja. Nie wyobrażam sobie choćby życia jako kierowca autobusu, który zaczyna taki zawód zaraz po szkole, potem przechodzi na emeryturę i umiera. Albo wyobrażacie sobie zostanie bezdomnym na starość? Zazwyczaj na ulicach są jeszcze ci młodzi, ale oni też się starzeją. Widziałem ich i musiałem się z tą świadomością rozliczyć. Nie ma dla mnie nic bardziej smutnego. Siedzący słoń nie zawiera tego rozliczenia. Ten film rozbudza empatię w kierunku takich ludzi, ich życia – i na tym kończy.

Właśnie niezupełnie, bo w tej ostatniej scenie bohaterowie w końcu podnoszą głowę i uświadamiają sobie, że ich cel jest przecież tuż obok. Zatrzymali się dosłownie moment wcześniej. Mogę w tym dostrzegać drugą nutkę optymizmu i nadziei – mającej pokazać, że sami bohaterowie mieli w tym udział. Wina jest po części po ich stronie, ich rozkojarzenie i brak konsekwencji, a więc mają na nią wpływ i mogą się zmienić. Ich życie nie będzie musiało wyglądać tak, jak zakładaliśmy. Może to właśnie zmarły reżyser chciał przekazać? I ostatnie pytanie: komu? Widzom czy sobie?

Mit o "jedynym i ostatnim" filmie Hu Bo

Otóż okazuje się, że pan Bo przed samobójstwem zrobił jeszcze jeden tytuł. Trwa on 16 minut (najwyraźniej w opinii większości krótkometrażówki nie są filmami) nowi tytuł Człowiek w studni i opowiada o dwójce dzieci umierających z głodu. Akcja zapewne toczy się po czymś w stylu apokalipsy, nikogo i niczego już nie ma, w takich warunkach więc wspomniane dzieci egzystują. Jak widać, tematyka podobna do pełnometrażowego debiutu, atmosfera równie ciężka, realizacyjnie podobnie. Szkoda tylko, że gatunki na RateYourMusic zdradziły mi twist w zakończeniu. Jest on słuszny, powinien być uwzględniony, ale jednak wolałbym być zaskoczony. Mocna rzecz, mimo wszystko. Ode mnie cztery gwiazdki na pięć.