Ray Donovan (2013-)

Ray Donovan (2013-)

9 października 2018 Opinie o serialach 0
ray donovan
Ann Biderman

Los Angeles i jeden człowiek, który chce uratować swą rodzinę, nie rozwalając jej jednocześnie.

Sezon I (2013)

Tego poniżej nawet nie warto czytać, żeby się nie zniechęcać. Są one szczere i opisują pierwszy sezon, ale Ray Donovan taki nie jest jako całość. Osobiście wolałbym wchodzić w ten serial będąc przygotowany na jego lepsze chwile wiedząc tylko tyle, że trzeba będzie nieco na nie poczekać.

Tytułowy Ray to dojrzały człowiek, ojciec dwójki dzieci, zdradza żonę. Jego ojciec właśnie pojawia się na horyzoncie i zagraża jego interesom. Główne zadanie bohatera to odnieść sukces i nie zwariować po drodze.

Do tego momentu jest to po prostu Rodzina Sopranos, ale są też różnice. Akcja dzieje się w LA, bohater pracuje jako osoba rozwiązująca problemy. Legalność tego jest niejasna, bo z jednej strony trzyma wszystko jasno i ma podpisy na wszystko, z drugiej strony przekracza granicę i czasem kogoś pobije. Co wystarcza, żeby FBI prowadziło śledztwo przeciw niemu. Dużą rolę odgrywa jeszcze klub bokserski, gdzie trenują bracia Raya. Mają oni swoje własne problemy – jeden musi się otworzyć i zaufać, kiedy zauroczony prosi pewną kobietę na randkę. Drugi z kolei jest swoim najgorszym wrogiem i Ray musi go chronić poprzez ograniczanie, co rodzi frustrację. Dzieci też sprawiają problemy – dorastający syn uczy się być mężczyzną, a piętnastoletnia córka coraz bardziej chce obciągnąć sąsiadowi. Oboje nie wiedzą, co ich ojciec robi zawodowo. Dzieje się dużo.

Co z tego wynika? Mam wrażenie, że niewiele. Każdy z tych wątków mógłby pewnie wystarczyć na cały serial, każdy oferuje sporo dramaturgii. Dla przykładu takie The Affair – cały serial zbudowany wokół zdrady. Od początku wiemy, że do niej dojdzie, ale serial jest opowiedziany tak dobrze, że i tak trzyma w napięciu, ponieważ zagadką są konsekwencje. Takie są zalety porządnie wykonanych poważnych seriali. Nie trzeba wielkich rzeczy, wystarczy pocałunek – i jeśli będzie on ważny, to zrobi swoje.

Ray Donovan oferuje więcej niż pocałunek. Ten serial operuje mocniejszymi środkami – bardziej do nich doprowadzając, niż je budując. Na początku odcinka kobieta przychodzi do Raya i mówi: Wypierdol mnie, Ray, a on mówi: Nie, wypierdalaj. Potem pod koniec odcinka mimo wszystko idą do łóżka – niby ważne, ale tak w sumie to niezbyt. Dobra, no to może coś ważniejszego. Dziewczyna chce się przytulać, ale chłopak zmusza ją do stosunku oralnego. Dziewczyna ucieka i coś tam się dzieje, ale w sumie to dalej są ze sobą. Może to i życiowe, ale nie jest wiarygodne dramaturgicznie. Inny przykład więc: Ray przykłada pistolet do głowy własnego ojca, na oczach wszystkich członków rodziny. Połowa nie rozumie, dlaczego, a większość z nich jest wkurzona na Raya za to. Jak dzieci mu wybaczą, że chciał zabić ich dziadka? Kupi młodemu garnitur i zorganizuj spotkanie z jego ulubionym aktorem. Dzięki tato, kocham cię. Wciąż jestem na ciebie zły, że próbowałeś zabić dziadka. To z kolei może być zbyt jaskrawy przykład.

Chodzi mi o to, że konsekwencja i jej pochodne średnio sobie radzą w tym serialu. Wszystko jest trochę stonowane, na pół gwizdka, pozbawione wagi. Cóż, może więc nie jest to serial, który każdy wątek traktuje tak, jakby był najważniejszy – może chodzi o to, żeby każdy wątek był wycofany, żeby się nie wybijał, bo ważniejsza jest całość?

W takim wypadku co te wszystkie wątki budują razem? Wrażenie powierzchowności. Nic więcej. Czuję się, jakby sami twórcy nie bardzo w Raya wierzyli, jakby na końcu każdej sceny chcieli powiedzieć: w sumie to nie musiałeś uważać, to nie było aż tak istotne, ale oglądaj dalej. Jeśli możesz, jeśli masz czas, no wiesz… Zawsze będziesz tu mile widziany.

Przynajmniej ogląda się dobrze. A pierwsze odcinki drugiej serii zwiastują poprawę. Wracamy do tych zbyt pobieżnie dotkniętych tematów i najwyraźniej będą one potraktowane dużo poważniej. To dobrze. Będę oglądać!

Sezon II (2014)

O tak. Ten sezon, szczególnie jego druga część, jest kinem wywołującym dreszcze.

Wciąż jest to serial operujący samymi dużymi chwilami. Zdrada, zabójstwo, traumy życiowe. Nie jest już jednak powierzchowny, jak w pierwszym sezonie – tutaj niemal wszystko ma swoją wagę i rośnie z czasem (w przeciwieństwie do pierwszej serii). Życiowe doświadczenia faktycznie ciążą bohaterom, a ich nastawienie, charakter i działania mają konsekwencje. I to jakie!

Nie ma może wiele subtelności i drobnych elementów, ale twórcy obchodzą to w sprytny sposób: pozwalają swoim bohaterom porozumiewać się spojrzeniami. Są tu całe sceny oparte wyłącznie na wzrokowym kontakcie i gamie emocji, które wtedy można dosłownie zobaczyć. Aktorzy nie tylko dają radę, oni są bezbłędni. Te momenty w ich wykonaniu nie są tajemnicze i nadające się do dowolnej interpretacji, nie. Zawsze jest jasne, co oni wyrażają swoim milczeniem – i w ten sposób są głośniejsi, niż gdyby mieli podnieść głos. Zawsze jest to oznaka siły, pewności siebie, stanowczości i pełnego zrozumienia sytuacji. Bohaterowie serialu Ray Donovan znają reguły gry i wiedzą, że ich przeciwnicy też.

Patrząc po ocenach na IMDb jasno widać, kiedy następuje wzrost formy – oceny siódmego odcinka są wyższe od pozostałych i faktycznie: koniec tego odcinka robi olbrzymie wrażenie. Zupełnie jakby dopiero tutaj skończył się prolog albo pierwszy akt historii opowiadanej przez twórców. Dopiero wtedy staje się jasne w pełni, do czego autorzy dążą. Ich główny bohater wyraźnie staje się antagonistą i protagonistą jednocześnie. Chce ratować sytuację i naprawiać problemy, ale jednocześnie staje się katalizatorem czegoś gorszego. Jest czynnikiem, który spaja rodzinę, jak i ją dzieli.

Finał sezonu to kaszana pod sufit, wszyscy są na siebie nawzajem wkurwieni. Osiągnięto jedynie chwilowe poczucie bezpieczeństwa, rozwiązując część problemów, ale patrząc całościowo – gorzej nie było. Każda postać ma swój własny wątek, wszyscy nawzajem wchodzą sobie w drogę i kiedy myślisz, że masz coś pod kontrolą, to twój najbliższy zaskakuje wszystkich, odwalając taką manianę, że to trzeba będzie księdza i FBI wzywać.

Przy tym wszystkim pięć gwiazdek daję już trochę na wyrost. Dla sezonu – to ocena zasłużona, dla całego serialu? To się dopiero okaże. Wątki czekają na rozwiązanie, a ja jestem dobrej myśli.

Obsada

Pogadajmy jeszcze o tym aspekcie, bo to momentami jest jak zabawa w dostrzeganie cameo – z tym że w Rayu... mówimy o poważnych aktorach. O tym, że Liev Schreiber i Jon Voight tutaj są, to raczej wszyscy wiedzą od początku. Potem jednak okazuje się, że brat Raya, Terry, grany jest przez Eddiego Marsana, a odwieczny wróg Mike’a grany jest przez… Tego nawet nie zdradzę, sami to odkryjcie. Mówimy o aktorze, który zdaje się, rzucił aktorstwo wiele lat temu, a tutaj nagle się pojawia – i nie jest to De Niro ani też Joe Pesci. Potem jeszcze przewija się Rosanna Arquette, Wendell Pierce (Buck z The Wire, dopiero drugi raz tego kumpla na ekranie widzę) oraz… Hank Azaria, czyli głos Homera Simpsona, w swojej pierwszej znanej mi rozbudowanej roli dramatycznej. Przejrzałem obsadę i widzę, że następne sezony przyniosę występy równie ciekawych aktorów i aktorek.