Florence Nightingale (1985)

Florence Nightingale (1985)

7 grudnia 2017 Uncategorized 0
florence nightingale 1985 poster
Daryl Duke & Ivan Moffat & Rose Leiman Goldemberg
Timothy Dalton & Jaclyn Smith

Florence Nightingale jest uznawana za pierwszą nowoczesną pielęgniarkę w historii. Urodziła się w 1820 roku i zrewolucjonizowała podejście do pacjenta oraz personelu medycznego – wychodziła z założenia, że pacjent jest człowiekiem a pielęgniarka musi wymagać od siebie porządku.

Florence musiała pokonać wiele ograniczeń swojej epoki ale udało jej się to i została inspiracją dla wszystkich po niej. Jak więc wygląda film jej poświęcony? Jak chuj. Ale po kolei.

Zacznę od tego, że filmowa Florence przez te ponad dwie godziny nie robi niczego pielęgniarskiego. Najbliżej jest na samym początku, kiedy to smaruje masłem ranę, albo gdy pomaga pielęgniarce podciągnąć pacjenta wyżej na łóżku. Poza tym zajmuje się głównie przemowami, a gdy przychodzi do robienia, to umie szorować podłogi, trzymać za rękę i pochylać się nad chorym. Jest on cały we krwi, ma robaki w ranach, więc Florence unosi się i zauważa bardzo cenną obserwację: on jest ranny!

Dlaczego nic z tym nie robią? Bo nie. Oryginalna Florence Nightingale przysłużyła się właśnie swoją nieustępliwością, dlatego filmowa jest pasywna jak podłoga. Ona chce coś robić, mówią jej „nie” i ona czeka. Ludzie umierają, a ona nic. Pytają się jej, czemu nic nie robi a ona na to „Której części zdania ‚nie’ nie dałaś rady zrozumieć?„. Wyjątkiem są sytuacje w których mówią „nie” ale mimo to pozwalają robić jej co chce. Choćby w sytuacji, kiedy składa podanie o bycie od razu szefem jakiejś placówki (wiecie, realizm). Przy rozpatrywaniu podania mówią jej przez 5 minut, że jej tam nie chcą, nie ma doświadczenia a jej pomysły są głupie – po czym dają jej stanowisko szefa. Na tym stanowisku nic nie robi, a w następnej scenie już mówią jej, jak to słyszeli na mieście, że odniosła wielki sukces w szpitalu. Koniec. Nic więcej nie pokazano. Nie wiemy, w jaki sposób to zrobiła, co zrobiła ani dlaczego i według jakich kryteriów jest to nazywane sukcesem.

I tak jest do samego końca, kiedy to już Florence jest kochana i uwielbiana, ludzie padają jej do stóp i wyznają miłość, chcą być pielęgnowani wyłącznie przez nią… Nawet wtedy bohaterka musi kazać takim ludziom, żeby opatrywano rannych, zamiast pozwolić im leżeć w błocie i zdychać bez powodu. A to jest coś, co Florence Nightingale mówi praktycznie co drugą minutę przez cały film, jej cała nauka – jak ktoś jest brudny to go umyjcie! Tak bardzo ludzie ją kochali, że nie umieli nawet tego zapamiętać.

To oczywiście efekt tragicznego scenariusza. Chciano pokazać Florence Nightingale jako kochającą i troskliwą, ale nie dano jej czegokolwiek do roboty aby mogła to zaprezentować. Zamiast tego z całej reszty bohaterów na ekranie zrobiono debili, drani i bezmózgie przedmioty bez własnej woli. Na ich tle Florence jawi się jako mądra i doskonała jednostka ludzka. A przynajmniej sprawia tego pozory.

Problem jest jednak o wiele większy. Widzicie, cała nauka bohaterki objawia się w tym, że ludzie to ludzie, nie przedmioty – i dlatego trzeba o nich dbać z szacunkiem. Nielogicznym jest więc robienie filmu o niej, w którym wszyscy ludzie to przedmioty. Autentyczni, co warto zaznaczyć, w końcu to obraz portretujący prawdziwe wydarzenia. Haniebne jest to samo w sobie, ale w takiej fabule jest to jeszcze bardziej karygodne. Ludzie w „Florence Nightingale” w reakcji na płomienne przemowy bohaterki o miłości bliźniego swego mówią „Ej, a nie możesz mieć po prostu wyjebane?„. Jej wielka miłość życiowa najpierw ją wspiera (tylko mentalnie) aby potem powiedzieć „Dobra, pobawiłaś się w pielęgniarstwo, teraz dawaj mi dupy„. A gdy FN planuje podróż by pomóc armii brytyjskiej podczas wojny, na miejscu wszyscy są zaskoczeni jej przybyciem i domagają się, aby ranni umierali – chociaż w tym ostatnim przypadku postarali się wyjaśnić to dumą żołnierzy (nie będzie mi kobieta pomagać!). Ale jak to się ma do dumy będącej powodem uważania się za lepszego od kobiet, co powinno z kolei mieć taki efekt, że to kobiety będą służyć mężczyznom? Pytań tego typu jest więcej, w stylu: „Dlaczego mieszczanie pozwalają sobie na pyskowanie arystokracji w sytuacji, gdy ta chce im pomagać” albo „skoro tak ją kochał to dlaczego nie kupił jej szpitala aby mogła się tam rządzić po swojemu?„. Logiki ten film nie posiada, nie może więc do umysłu przemówić i go inspirować.

Film widziałem w ramach studiów pielęgniarskich, na wykładzie z podstaw pielęgniarstwa. Profesor dodała po seansie, że prawdziwa Florence Nightingale w ogóle by mnie nie wpuściła na studia, bo pielęgniarkami może być tylko kobieta z uwagi na jej szósty zmysł (matczyny). Co w sumie lepiej, bo wg marzeń FN to cały personel medyczny powinien być zamknięty w lochu, żeby móc pilnować ich stylu życia. Reasumując – łamałaby podstawowe prawa człowieka, była seksistką, wolała wprowadzać dyktaturę zamiast nauczać. A jej największe dokonanie to odkrycie, że jak pacjent jest czysty, to nie jest brudny.

Żeby ten film miał sens powinien pokazać jak to się stało, że coś co jest w stanie zaobserwować dziecko stało się taką rewolucją. Należałoby pokazać prawdziwy obraz ówczesnego świata – bohaterka w końcu nie wymyśliła koła, ona poszła do szkoły, a arystokracja miała się dobrze… Czyli ich szpitale były lepsze? Jakie konkretnie? Chyba, że gdy hrabia na polowaniu został postrzelony to jego też wrzucano do przybytku, gdzie pielęgniarki były pijane, aby następnie o nim zapomnieć zamiast oczyścić mu ranę. Kupy to się nijak nie trzyma, dlatego ten film nie działa na żadnym poziomie. Potrzebne jest inne podejście i nastawienie na to, by pokazać metody perswazji bohaterki, jak przepychała swoje pomysły i rewolucje.

Chociaż po tym, co się o niej po filmie dowiedziałem, były to metody mało subtelne. I lepiej, że ich nie pokazano, bo potem trudno byłoby widzowi ją polubić.

Chcecie więcej?

Nie do końca od siebie, ale niedawno zwrócono mi uwagę, abym wrócił do „Motyla i skafandra” (2007), tylko tym razem obejrzał go z perspektywy właśnie pielęgniarki i opiekunki medycznej. 10 lat temu w kinie to po prostu była wzruszająca (ale trudna) historia. Dzisiaj faktycznie mógłbym inaczej ją odebrać.