Contratiempo (2016)

Contratiempo (2016)

31 grudnia 2018 Opinie o filmach 0
Contratiempo
Wypadek w lesie & Rozmowa w apartamencie

Zbrodnia nie popłaca, jeśli jest się pajacem. Przekombinowana narracja tylko szkodzi w oglądaniu.

Poznajcie dwoje pacanów – on prowadzi samochód, a ona skupia na sobie jego uwagę. W efekcie mamy wypadek, człowiek ginie. Ona chce zataić ten fakt, ukryć ciało i żyć dalej, jakby nic się nie stało, a on… Na to przystaje. Jak mówię, dwoje pacanów. Następstwem tego wydarzenia jest więc oczywista problematyka – zacieranie śladów, udawanie i starcie z konsekwencjami. To w zasadzie Koszmar minionego lata, tylko… Słabsze. Bez zapadających w pamięci motywów. I po hiszpańsku.

Tam przynajmniej mogliśmy zrozumieć bohaterów, ponieważ znaliśmy ich z prawdziwego życia. Przywódcę grupy i cwaniaka, który chce unikać odpowiedzialności i tylko dobrze się bawić; wystraszonych ludzi, którzy idą za przywódcą; inteligentnych i dobrych, ale za słabych i niemających siły przebicia. Jeden rzut oka na tych ludzi i wiemy, kim oni są. Bohaterowie Contratiempo? A kto ich wie, kim w ogóle są i dlaczego cokolwiek robią. Z początku można po prostu przyjąć, że są pacanami, jak ja to zrobiłem na początku – ale potem kolejne zwroty akcji będą się opierać na szokowaniu tym, co też ci bohaterowie są w stanie zrobić. Właśnie dlatego, że każda postać jest nijaką pustą kartką, na której można zapisać wszystko, takie zaskakujące nowości fabularne nie mogły zadziałać. W klasycznych kryminałach mogliśmy ze zdziwieniem odkryć, że osoba, której nigdy nie podejrzewaliśmy, okazała się mordercą. Tutaj żadnej postaci nie poświęciłem nawet trzech sekund namysłu i było mi absolutnie obojętne to, czego się o nich mogę dowiedzieć.

Ma w tym udział też narracja. Zwroty akcji nie działają głównie dlatego, że są przewidywalne (w pierwszej scenie domyśliłem się zaskoczenia, które okazało się głównym i końcowym), ale powodów jest więcej. Contratiempo nie jest opowiedziane w naturalny sposób typowy dla większości produkcji – podczas oglądania historia nie rozwija się przed naszymi oczami, od punktu A do punktu B. Twórcy wyraźnie chcieli dobrze i przekombinowali z narracją (retrospekcja retrospekcję pogania), co się opłaciło – tytuł ten zyskał spore grono fanów – ale ja w trakcie seansu nie czułem się jak na sali kinowej. Czułem się, jakby obok mnie stała jedna osoba i opowiadała mi tę historię, która już się wydarzyła. Mnie jest tylko ona streszczona w pośpiechu.

Efekt takiego podejścia może być dla przykładu taki: w pewnym momencie historii oglądamy sytuację, która według narratora była niemożliwa. Tak mówi widzom. To nie jest w żadnym wypadku nic w stylu Bożego Narodzenia Herculesa Poirota, gdzie opowiedziano nam o morderstwie i to my mogliśmy dojść do wniosku, że nikt nie mógł tego morderstwa dokonać. Nie, tutaj odcina się nas od podobnych rzeczy. Zamiast tego mówi się widzom o czymś, więc ja w tym miejscu na podstawie bardziej niż skąpych informacji dochodzę do jedynego słusznego wniosku… I okazuje się on prawdziwy, wielki szok. Skoro wszystko było niemożliwe, to do zajścia mogło dojść tylko w jeden sposób. Wcześniej tylko jest zmyłka, która z kolei polega na tym, że narrator zmienił zdanie – i okazuje się, że to, co miało być niemożliwe, nagle jest możliwe. Nie byłem wtedy w szoku, ponieważ nie znałem zbyt dobrze sytuacji, o której mówimy, nie miałem o niej zdania, nie byłem zaangażowany.

Koniec końców to krótka historia o pacanach z Pacanowa, robiących pacanowate rzeczy. „Zbrodnia nie popłaca” jako morał i takie tam. Nic ciekawego.

Chcecie więcej?

Z ostatnio powstałego kina hiszpańskiego zawsze będę polecał Magical Girl
http://garretreza.pl/magical-girl/