Biuro („Office”, 2005-13)

Biuro („Office”, 2005-13)

30 marca 2018 Komedia 0
biuro plakat
Harold Ramis & Joss Whedon & J.J. Abrams
Steve Carell & Jenna Fischer & John Krasinski & Amy Adams
Biuro & Żarty na współpracownikach & Romans w miejscu pracy

Miejscem akcji jest pomniejsza filia zakładu sprzedającego papier – małe pomieszczenie, w którym kilka osób siedzi przy biurku i wykonuje telefony, aby pozyskać klientów.

Do takiego przybytku zagląda ekipa z kamerami filmowymi z zadaniem nakręcenia dokumentu o życiu ludzi pracujących w biurze. Nie tylko rejestrują ich życie, ale też przeprowadzają z nimi wywiady – często intymne. „Biuro” jest serialem komediowym, w którym humor wynika z postaci oraz relacji między nimi i tego, co mogą sobie nawzajem zrobić – a tu w grę wchodzą przeróżne rywalizacje, romanse oraz robienie sobie nawzajem żartów. Scenarzyści bardzo rzadko poruszają w tej produkcji jakieś tematy, nie ma tu czegoś więcej lub żartowania „z czegoś„. Produkcja co prawda zaczęła jako żart z warunków pracy pod krawatem (relacje z niepoważnym szefem albo fakt, jak bardzo można się opierdalać w takim miejscu), ale ten skecz szybko stracił na świeżości, więc naturalnie przestali go męczyć. W takiej sytuacji zostali tylko znakomici bohaterowie i nieograniczone możliwości tego, co można z nimi zrobić.

Serial cechuje się pewną spójnością fabularną, ponieważ podstawa często ulegała zmianom na przestrzeni sezonów – niektóre postaci zmieniały pracę, do biura zatrudniano nowe twarze itd. Są to jednak zmiany pozorne i nie są wymogiem, aby oglądać serial koniecznie w całości – bo nawet jeśli coś się wydarzy, to kilka odcinków później wszystko wraca do normy. Niewiele jest rzeczy, które zmieniają szkielet serialu, bo ten mimo wszystko do końca opiera się na tym samym: 70% postaci na ekranie to debile o różnym stopniu zidiocenia. Oni odwalają manianę, a pozostali bohaterowie reagują na to w realistyczny i rozsądny sposób, umieszczając wszystkie te absurdalne ekscesy w realiach prawdziwego świata, dając widzom kontekst. To stąd wynika humor, ale nie tylko.

Powyższa scena szczególnie zasługuje na wyróżnienie – to tylko trzech wspaniałych aktorów siedzących przy stole i reagujących na siebie z absolutną powagą, a efekt jest niesamowity. Kwintesencja humoru całego „The Office” w pigułce.

Humor „The Office” to trudny temat, ponieważ jest tak głupi, że aż genialny. Każda postać to inny rodzaj żartu, ale obok ludzi śmiesznych dlatego, że są grubi lub są poważni, są też ludzie mający być w teorii śmieszni dlatego, że nie są śmieszni, albo uporczywie próbują być, tylko bez żadnego pozytywnego efektu. Jedno trzeba serialowi oddać – niezależnie od tego, za co lubimy ten serial, to twórcy są w stanie to dostarczyć w każdym odcinku. Niezależnie więc, czy włączymy „Biuro” dla wygłupów Michaela, uroczej relacji Pam i Jima albo słodkich uwag Kevina – każdy odcinek ma coś dla was, a jest to spore osiągnięcie. Minusem jest oczywiście fakt, że jeśli coś was denerwuje – jak Michael – to będzie on was denerwować przez cały serial. Zróbcie z tym, co uważacie za słuszne.

Drugą rzeczą jest coś mało oczywistego, ponieważ – niezależnie od tego, czy skecze na ekranie was bawią lub nie – należy przyznać, że „Biuro” powstało, aby bawić. To czysty serial komediowy, w którym na blisko 50 odcinków, które widziałem (z 188 powstałych), trafiłem jedynie na pojedynczy poważny moment. Moment! Jedna wymiana zdań trwająca z 30 sekund góra, która nie miała na celu rozśmieszyć widza. Wyjątkiem jest oczywiście finał (wybitny, swoją drogą) i inne momenty, które oprócz żartów są też bardzo sentymentalne. Niemniej, to nie to samo, co robią chyba wszystkie inne seriale komediowe, które zawsze muszą zawierać jakiś poważny odcinek. „Scrubs„, „BoJack„, „MASH” i wiele innych tytułów – wszystkie one potrafiły szokować i odwołać się do poważnej strony rzeczywistości. I to jest ich ogromna zaleta, ale z drugiej strony brakuje mi w pamięci jakiejś produkcji, która była wyłącznie komedią. W zalewie tragikomedii i czarnych komedii „Office” jest naprawdę wyjątkowe.

Mój stosunek do „The Office” wygląda tak, że lubię ten serial. Każdy odcinek miał dla mnie kilka żartów i pomysłów, wiele z nich uwielbiam aż do przesady i wracałem do nich potem na YouTube. Plus finał, który jest absolutnie wspaniały. Widziałem tylko pierwszy sezon (6 odcinków) oraz po kilka najlepszych odcinków z każdej następnej serii – i przyznaję, mam ochotę na więcej. Chcę więcej Kevina, chcę więcej relacji Pam i Jima, chcę poznać resztę pomysłów scenarzystów. Nie mam jednak szczególnej potrzeby, aby oglądać więcej. Mam świadomość, że widziałem całość od tej najlepszej strony, i nawet ona nie robiła na mnie większego wrażenia. Próbowałem nieco mniej uznanych odcinków i tam było mi wyraźnie mniej przyjemnie. Jeden skecz nawet przewinąłem, a podczas oglądania jednego z epizodów pomyślałem coś, co nie przemknęło mi przez głowę od prawie 15 lat – chciałem zmienić kanał. A oglądałem przecież na VoD i mimo to poczułem się jak telewidz, który skacze po kanałach, trafia na odcinek „The Office„, daje mu szansę i po 5 minutach stwierdza, że to nie jest jego bajka, więc kontynuowanie podróży po kanałach. (tym odcinkiem było „Murder„, który jest jednak wystarczająco solidne, aby zobaczyć go do końca)

Chcę zaznaczyć jednak jasno: jestem zadowolony, że ten serial istnieje. Z pewnością do niego wrócę i doceniam wszystko, co sobą prezentuje. Szczególnie ideę miłości do ludzi, którzy cię denerwują, ale dzięki ich szaleństwu życie jest dużo piękniejsze – niemniej nawet na poziomie komedii „Biuro” osiąga często poziom czystego złota. Jeśli jeszcze nie widzieliście – obejrzyjcie. Choćby po to, aby dowiedzieć się, czemu Jim przed własnym ślubem obciął sobie pół krawatu. A gdy przyjdzie ten wyjątkowy czas w roku, kiedy to z laptopem, gorącą czekoladą i kotem gromadzicie się przy choince – pamiętajcie, by sprawdzić jakiś świąteczny odcinek tego serialu. Sporo ich powstało, a jeden zawiera bitwę na śnieżki, którą koniecznie musicie zobaczyć.

PS. Uznaję za interesujące obserwować tutaj rozwój technologii, szczególnie telefonów i Netflixa, który na początku nadawania „The Office” był wypożyczalnią przecież.

Sezon po sezonie

Brak oceny oznacza, że nie widziałem danej serii w całości.

Średnia ocen na odcinek: 5,66/10.

Najlepszy odcinek: „The Injury”.

Najlepszy odcinek: „The Job”.

Najlepszy odcinek: „Goodbye, Toby”.

Najlepszy odcinek: „Stress Relief”.

Najlepszy odcinek: „Niagara – Part 1 & 2”.

Najlepszy odcinek: „Classy Christmas”, „Threat Level Midnight” i „Garage Sale”.

Najlepszy odcinek: „Garden Party” i „Last Day in Florida”.

Najlepszy odcinek: „Dwight Christmas”, „Livin’ the Dream”, „A.A.R.M.” i „Finale”.