Richard Benjamin
„I always say that you should remake flops, not hits.” – Richard Benjamin
Obecnie Richard Benjamin nie znajduje się jeszcze w moim rankingu reżyserów (w trakcie oglądania)
Top
1. Syreny
2. Wojny w Pentagonie
3. Skarbonka
4. Moja macocha jest kosmitką
5. Made in America
Ważne daty
1938 – urodziny (NYC), jego żona w tym samym roku, pobiorą się w 1961 roku
1939 – urodziny siostry, umrze w 2010 roku
1962 – debiut aktorski w telewizji
1969 – debiut aktorski w kinie
1974 – urodziny syna
1978 – urodziny córki
1982 – debiut reżyserski
2006 – najnowszy film reżyserski, pracuje nad kolejnym niby
2023 – najnowszy występ aktorski
Syreny ("Mermaids", 1990)
Film z gatunku o dojrzewaniu, ale każdy tutaj dojrzewa: córka oraz matka. Matka, która została matką w młodym wieku (niemal tak młodym, jak teraz jest jej córka), została zostawiona przez męża i teraz jej życie polega na ruchu. Będzie się przemieszczać trwając w ułudzie, że jej życie jeszcze nie zostało wyryte w kamieniu, przeprowadzając się cały czas i zaczynając od początku. Córka z kolei wciąż czeka na powrót ojca, potrzebuje go i coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że tylko on może jej jeszcze pomóc. Stara się nie wyrosnąć na własną matkę i jednocześnie idzie w dokładnie tę stronę. Wszystko zacznie się zmieniać wraz z nową przeprowadzką do małego miasteczka, gdzie marka pozna sprzedawcę butów, a córka pierwszego mężczyznę, który będzie jej się fizycznie podobać.
Mary, mother of God… he still wants to fish?
Produkcja ma narratora w postaci córki, Charlotte Flax, więc słyszymy wszystko, czego nie mówi swojej matce, kiedy milczy, kiedy boi się powiedzieć co myśli i kiedy szaleńczo pragnie coś powiedzieć, ale ostatecznie do tego nie dojdzie. Bo minie moment, albo nikt nie będzie chciał jej słuchać. Mamy rok 1963, w tle cały czas słyszymy Johnny Angel albo Jimmy’ego Soula, oczywiście też wszystko zatrzyma się podczas listopadowych wydarzeń w Dallas. Kostium i czas akcji ma znaczenie głównie emocjonalne, wzbudzające nostalgię, ale ta opowieść miałaby prawo wydarzyć się w dniu premiery filmu. Seksualność jest przedmiot rozmów między rodzicami i dziećmi, w ogóle gotowość do większego i otwartego kontaktu nie była wtedy jakoś łatwiejsza. Możliwe nawet, że była trudniejsza. Kiedyś wszystko wydawało się łatwiejsze, seks był tylko między kobietami i mężczyznami. I najwyżej z tego było dziecko. Aspiracje o zostaniu zakonnicą pewnie też było łatwiej przedstawić zanim Irlandzkie piosenkarki paliły zdjęcia Papieża.
Sometimes I feel like you’re the child and I’m the grown up.
Pokolenia oraz ludzie między ludźmi zaczynają w końcu rozmawiać między sobą w tym obrazie. Pokłócą się, zmienią, nabiorą odwagi, znajdą właściwe słowa, poleci łza lub więcej niż jedna, uwierzą w siebie nawzajem oraz w samych siebie. Uwierzą, że ojciec nie wróci. Uwierzą, że mogą być kochani. Uwierzą, że w życiu jest jeszcze wiele rzeczy, o których nie wiedzą. I będą w tym wiarygodni. Nadal jest mało kina, gdzie kobiety z kobietami mają wyłączny kontakt i możemy zobaczyć tę stronę świata. Nawet jeśli reżyserem był facet, to film powstał w takich czasach, że to nie miało dla nikogo znaczenia. Odnoszę wrażenie, że później kino osiągnęło to samo dopiero w szóstym odcinku pierwszej serii Kochanych kłopotów. Dla wszystkich ważnych jest zobaczyć rozmowę z własną matką, która kończy się optymistycznie, albo zobaczyć obcego człowieka, który lubi spędzać czas z nieswoimi dziećmi i w ten sposób zawrzeć niewinną, wspierającą relację – ale jeszcze czym innym jest usłyszeć, jak kobietom podoba się mężczyzna. Jakikolwiek. Takie rzeczy tylko w kinie. Po seansie tego konkretnego ma się wiarę, że nie tylko.
Charlotte, you drive like old people make love.
Wojny w Pentagonie ("The Pentagon Wars", 1998)
Mały, przechodzący od razu do rzeczy film – zapewne telewizyjny – posiadający wiele znajomych twarzy (w tym jedną z pierwszych ról Violi Davis), porządne rzemiosło, poważną tematykę ujętą w sposób godny Paragrafu 22 oraz przede wszystkim świetną fabułę, która musiała mieć wiele wspólnego z prawdziwymi wydarzeniami: oto poznajemy historię człowieka, który zauważył niejasności nie tylko w funkcjonowaniu rządu i dysponowania budżetem, ale też lekceważenie ludzkiego życia przez osoby u władzy. I postanowił coś z tym zrobić. Chodzi o mający zaraz trafić do masowej produkcji model czołgu, który miał mieć zastosowanie transportowe i zwiadowcze. Miał być lekki i pojemny – do póki ktoś nie zaproponował wsadzenia działka na sufit. A jak działko, to amunicje. A jak wygląd czołgu, to trzeba się mieć czym bronić przed atakiem wroga myślącym, że strzela do czołgu – który nadal ma być lekki, służy w końcu do transportu, więc i nie jest zrobiony z materiału, który wytrzyma ostrzał. Jak można oddać coś takiego do użytku, aby młodzi ludzie wsiedli do środka i walczyli za ojczyznę?
To tego rodzaju film, gdzie protagonista w każdej scenie słyszy, że nie może wejść drzwiami, więc on wymyśla nowy sposób, aby wejść oknem. Scenariusz skupia się na absurdach biurokratycznych, oddzielnie i stopniowo biorąc się po kolei za każdy aspekt, uzyskując przejrzystość, robiąc to wszystko nadal w wiarygodny sposób, jak ktoś naprawdę walczący z wojskiem wewnątrz wojska, w świecie obowiązujących procedur i dyscypliny. Jeśli to nie porusza was w takich produkcjach, jeśli nie lubicie oglądać upartych ludzi osiągających swój cel, śmiało możecie odjąć punkt czy dwa od oceny, albo nawet olać oglądanie, ponieważ doskonale wiecie, co dostajecie: walkę z wiatrakami, która kończy się słodko-gorzkim zakończeniem.
Jeśli jednak czujecie, że to historia dla was, to film ma naprawdę wiele zawartości, która ją autrakcyjnia – Kelsey Grammer jako antagonista umiejący powiedzieć wszystko z uśmiechem i pewnością siebie: uwielbiałem go oglądać i jednocześnie z uwielbieniem widziałem pod koniec, jak kopie pod sobą dołek będąc w całkowitym zaprzeczeniu rzeczywistości. John C. McGinley w swojej najlepszej roli zaraz obok dr Coxa ze Scrubs, wykorzystujący tutaj wszystkie swoje sztuczki, dzięki którym jego Cox jest tak wspaniały. A na koniec otrzymujemy nawet punkt kulminacyjny – i muszę przyznać, że się wzruszyłem.
Mógłbym wymagać więcej od tej produkcji – monologi mogłyby być lepiej zagrane, protagonista mógłby być bardziej charyzmatyczny, narracja mogłaby zawierać więcej polotu – ale cóż, nie ma tego, ale nadal bawiłem się dobrze. Udało się zrealizować opowieść o biorokracji i bezduszności rządu bez obwiniania jednej lub drugiej strony. To film z pozycji ludzi kontra rząd, stojący po stronie ludzi, wymagający od rządu bycia lepszym. Poprawiający humor zamiast budzący ślepą, bezsilną agresję na świat, w którym żyjemy. Kiedyś to byłby przeciętny film telewizyjny, dzisiaj – złoty standard, który każdy twórca filmowy powinien zrozumieć. I do niego wrócić.
Powiązane
1990 Comedy Coming-of-Age Drama family drama Reżyser Romance
Najnowsze komentarze