Podsumowanie filmowe 2007 roku
Ostatnia aktualizacja: kwiecień 2026
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: Wszystko za życie ("Into the Wild")
Opowieść o dziurze w sercu, którą może zostawić jeden człowiek. Nazwał on siebie Alexander Supertramp, a po skończeniu szkoły uciekł od rodziców, aby żyć tak, jak chciał. Nie zostawiał po sobie żadnych śladów poza wspomnianą dziurą, a wszystko, co robił, przygotowywało go do celu, jaki sobie zamierzył: zdobyć dzikość Alaski, zamieszkać tam. Znamienne jest to, że cała historia jest podana widzowi bez narzucania się i możemy ją odebrać, jak tylko chcemy. Decyzje bohatera nie są słuszne, ale z drugiej strony rodzice nie są pokazani jako pokrzywdzeni, a zranieni. Poznajemy pełny obraz sytuacji i jesteśmy wystawieni na nie tak samo, jak główny bohater: bardziej jest nam przypominane, że jego rodzice nadal nic o nim nie wiedzą, ale tak jak on nie dostajemy odpowiedzi, co jest słuszne w danej sytuacji. Jego męczą zapewne te same myśli co nas, ale czy to coś zmienia? Każdy w końcu chce spełniać marzenia i żyć po swojemu. Cytat na początku mówi o tym, że „nie jest tak, że to ludzi nie kocham – ale naturę kocham bardziej”. I jest to z pewnością film pełny miłości. Do bardzo wielu rzeczy.
Miejsce #2: 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni
Na ekranie jednak można obserwować martwą powagę na twarzach postaci. Nie ma tu miejsca na udawanie – każda z nich robi co może, by znać pełny obraz sytuacji. Nie ma tu nieścisłości, tylko suche fakty: to jest nielegalne. Takie będą konsekwencje. Tyle lat więzienia grozi za to i za to. A takie są opcje. Tylko takie. Nawet przez moment nie przeszło mi przez głowę: to tylko film! Nie, to bardzo poważny obraz, opowiadający precyzyjnie każdy detal, by zatrzeć tę granicę pomiędzy widzem i jego przyzwyczajeniami. W kinie każdy problem może wydać się banalny, jednak w życiu jest inaczej. I to zostało tutaj osiągnięte.
Miejsce #3: Grindhouse: Death Proof
Tarantino daje tym razem widzowi smakowite sceny w klimacie slashera, fenomenalny pościg z udziałem samochodu Kowalskiego ze „Znikającego punktu”, a całość oblał jednymi z najlepszych dialogów w swojej karierze. Można narzekać, że trzeba trochę poczekać na te najlepsze momenty, ale to bardziej pochwała w kierunku scen, które najbardziej się zapamiętuje! Nie można się doczekać, kiedy będzie impreza w knajpie Warena, kraksa samochodowa, lizanie stóp, rozmowa przy posiłku i wszystko, co ma miejsce pod sam koniec. Finałowe 18 minut ogląda się na wstrzymanym oddechu!
Miejsce #4: Once
To jeden z tych obrazów, które wydają się portretować życie w najlepszy sposób. Bohaterowie są zwyczajni i wrażliwi. Reżyser w żaden sposób tego nie sugeruje, że ich życie może stać się czymś więcej, ale my tego chcemy. Nie jest to musical, ale bohaterowie śpiewają i tylko czasami wskazuje to na „umowność” w danej scenie. Śpiewają na ulicy dla monet, które wrzucają przechodnie. Śpiewają na osobności i w studio nagraniowym. I dosłownie każda piosenka jest wyjątkowa. A „Falling Slowly” do dziś jest jedynym przypadkiem, kiedy śpiewałem na sali kinowej (byłem sam na sali…).
Miejsce #5: Aż poleje się krew
Uwielbiam ten film za sam styl, rozmach i fenomenalne zdjęcia, reżyserię, aktorstwo. W tym tytule jest ogromna siła, która nie pozostawia obojętnym. Historia to zagadka, której po dziś dzień w pełni nie rozumiem. Obywatel Kane połączony z Człowiekiem z blizną, tylko nadal nie daje mi spokoju jedna myśl: co reżyser chciał wyrazić? A po tylu latach już wypada zapytać: czy w ogóle chciał coś przekazać? Nawet jeśli, to wciąż pozostaje nam mistrzostwo filmowego rzemiosła.
Miejsce #6: Most do Terabithi
Jeden z niewielu filmów, z którymi nawiązałem bliskość. Lubię stary świat, gdy ludzie inaczej mówili, i inaczej rozumieli pewne sprawy. Pisali do siebie listy i tak dalej. Podoba mi się, że to film o dzieciach. Zaraz będą nastolatkami, ale jeszcze są młodzi i w zasadzie sami sobie radzą ze swoimi problemami. Najważniejszą zaletą jest oczywiście zakończenie, które przy pierwszym seansie było dla mnie podwójnie intensywne, ponieważ oglądałem wersję z wypożyczalni DVD, która była oczywiście porysowana, i scenę po powrocie do domu musiałem przeskoczyć, by w ogóle dokończyć seans… Możecie to sobie wyobrazić? Nagle ta bajka stała się poważnym, dojrzałym kinem, w którym mali bohaterowie muszą sami stanąć przeciwko problemowi, który ich przerasta. Nawet jeśli kiedyś powstanie kolejna adaptacja tej powieści i będzie lepsza pod każdym pozostałym względem, to do tej wersji będę wracać. Choćby dla zakończenia. Jest moje. Dość powiedzieć, że to jeden z ostatnich filmów, które kupiłem na DVD w pełnej cenie. Musiałem go mieć na własność. To też część starego świata…
Miejsce #7: Motyl i skafander („Le scaphandre et le papillon”)
Są takie filmy, które są wizytówką swoich czasów. Mam po prostu takie wrażenie, że dziś Motyl i skafander zostałby odebrany jako pretensjonalny, a w 2007 roku został ogłoszony arcydziełem. On miał nam pomóc i przekonać nas, żebyśmy się nigdy nie poddawali, ponieważ… Zawsze będziemy mieć swoją wyobraźnię. Pozwólmy więc sobie na pretensjonalność. I bezbronność. I… przeczytajmy Hrabiego Monte Christo. Chyba warto.
Miejsce #8: To nie jest kraj dla starych ludzi
Z jednej strony historia jest uproszczoną wersją Terminatora, z drugiej wszystko tu jest złożoną metaforą, pełną zaskakujących detali. Piękne, trzymające w napięciu kino akcji, bardzo filmowe, zmuszające do stawienia mu czoła. Bracia Coen z pomocą McCarty’ego kontemplują temat podejmowania decyzji w obliczu znania i nieznania konsekwencji. Czy wszystko można kupić? Co oznacza rzut monetą? Dlaczego Anton zabija w ten sposób? I dlaczego to nie jest kraj dla starych ludzi?
Miejsce #9: Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz ("Before the Devil Knows You're Dead"
Miejsce #10: 5 centymetrów na sekundę ("5 Centimeters Per Second")
Każdy dzień jest ważny. Wyzwanie każdego człowieka: przeżyć dzień, wykorzystać go albo… no właśnie, przeżyć. Nawet wtedy, gdy nie jest to łatwe. Gdy trzeba żyć z czymś, po trochu, każdego dnia, do końca. Każdy dzień jest inny, każdy jest ważny. Powoli zmierzamy do swojego celu, ale musimy to robić codziennie. Shinkai kreuje tutaj naprawdę potężną opowieść o drobnych rzeczach wypełniających nasze życie, tworzących nas i naszą przyszłość. To krótki film, ale trzyma się on tego, co mówi. Składa się z bardzo krótkich urywków, każdy piękny i wypełniony emocjami, opowiadający historię o bólu, miłości, osiągnięciach i nie tylko. Wszystko jest dziełem wielu dni, nie pojedynczych chwil. Każdy dzień jest ważny.
Miejsce #11: Pociąg do Darjeeling ("The Darjeeling Limited")
Jeden z braci ściąga pozostałych do odbycia duchowej podróży, aby naprawić relacje. Podróży Indyjskim pociągiem i wykonywanie różnych rzeczy z kartki, jak dmuchanie w liść i zakopywanie go na pustyni. Motyw „duchowej przemiany” jest tutaj wyśmiany z łagodnością, ale metamorfoza jest jednak na ekranie – tylko nie taka, że któraś postać się zmieni. Matka nadal okłamie swoje dzieci i ucieknie w sekrecie. U Wesa Andersona zmiana oznacza większą szczerość, otwartość, zaufanie komuś. Akceptację tego, na co nie ma się wpływu – tego typu rzeczy. Dobra, teraz czas samemu jechać.
Miejsce #12: Ratatuj ("Ratatouille")
Jestem zadowolony, że takie produkcje istnieją. To chyba jedna z ostatnich baśni, które mogły sobie pozwolić na pokazanie szczura, który zostaje najlepszym kucharzem we Francji. Animacja jest cudownie dynamiczna i zabawna, scenariusz naprawdę dobrze skonstruowany, miłość do jedzenia została wyrażona należycie i ładnie pokazano, jak ważne jest móc być sobą. I robić to, co się kocha. Urocza rzecz!
Miejsce #13: Persepolis
Przepięknie animowana historia kobiety wychowanej w Iranie podczas rewolucji w 1978 i później.Kolejny raz dowiemy się, jak kobieta jest traktowana w tej religii (jak zabić dziewicę i nadal pójść do nieba?zgwałcić ją i dopiero potem zabić!), sama bohaterka nie wykazuje sobą niczego interesującego ani mądrego, ale tutaj chodzi o szczerość, ironię i animację. To opowieść autobiograficzna, pokazujący tamten świat od własnej perspektywy, z humorem i energią. Widzimy zmiany i jak ludzie dostosowali się do nich, żyli z nimi. Wydaje się nam, że znamy ten świat, ale z drugiej strony chyba nigdy nie widzieliśmy, jak tam kupowało się kasety z muzyką Iron Maiden, albo jak chodziło się na prywatki i uciekało po dachach przed psami. I jeszcze ta animacja!Poszczególne pomysły zachwycają. Bohaterka idzie ulicą z wyrzutami sumienia i jej cień zaczyna rozmawiać z cieniem jej babci, której tam nie ma. Inna scena: oboje leżą na łące, zakochani. On zaciąga się papierosem, ona wydycha dym. Jazda samochodem do domu z ukochanym, tylko teraz auto umie fruwać…Warto!
Miejsce #14: Człowiek z Londynu ("A londoni férfi")
Bela Tarr obserwuje, jak zwykły robotnik, czyli osoba z niskiej klasy, zachowa się, gdy znajdzie walizkę pieniędzy. Tarra interesuje podział na klasy i pokazanie człowieka, który nagle może ze swojej wyjść. Mówi na ten temat raczej oczywiste rzeczy i też nie trzeba tego traktować na poważnie. Tarra oglądam dla obrazu, nie filozofii. A Człowiek z Londynu ma co pokazać. To naprawdę piękny film z wieloma świetnymi momentami.
Miejsce #15: Ostrożnie, pożądanie ("Lust, Caution / Se, jie")
Podczas seksu jest się obnażonym i nie można ukryć samego siebie, ale też język seksu jest złożony i skomplikowany, trudny w odczytaniu. Ona chce go zabić, jest w ruchu oporu, on o niczym nie wie, jest zdrajcą, giną przez niego ludzie. Żeby się do niego zbliżyć, podjęto próbę zbliżenia się do niego – jednak ile w tym prawdy? Ile nienawiści a ile miłości? Ile udawania przed kochankiem, a ile przed współtowarzyszami w planowaniu zamachu? Ten film to aktorski popis, ile smutku mają ich oczy, ile siły mają ich ciała! Co prawda całość trwa ponad 2,5 godziny, nie do końca zapracowując na taki metraż, ale moment odprowadzenia do drzwi, sceny erotyczne oraz ostatnie 20 minut – tam znajduje się naprawdę wielkie kino!
Miejsce #16: Interview
To, co lubię w tym filmie to spontaniczność, naturalność, żywiołowość – nie ma tu niczego w stylu przygotowania, wprowadzenia. Wszystko rozgrywa się w czasie rzeczywistym i nic nie zapowiada tego, w co się ta fabuła rozwinie. Film po prostu się toczy, w przyjemny i zaskakujący sposób. Bohaterowie zaczynają pić, rozmawiać, denerwować się nawzajem, lubić, popadają ze skrajności w skrajność, w jednej chwili tańczą przytuleni do siebie, w drugiej ona rzuca się na niego z pazurami. Ich relacja jest wielkim magnesem – nie wiedziałem, co się zaraz stanie, ani na czym to się zatrzyma. O nich powinni nakręcić kontynuację. Taka myśl, bo zakończenie wcale nie stawia sprawy jasno. Między nimi narosło tyle uczuć: napięcia seksualnego i dramatycznego, chemii, nienawiści, zaufania, swobody i nieufności… Tak, chciałbym zobaczyć sequel o tych dwojgu.