Podsumowanie filmowe 2006 roku
Ostatnia aktualizacja: kwiecień 2026
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: Ludzkie dzieci ("Children of Men")
Zachwycający obraz. Scenografia, reżyseria, zdjęcia, historia, detale – wszystko! Futurystyczny horror, w którym terroryzm, przemoc, propaganda i zamordyzm są jedynym rozwiązaniem, a jednocześnie nie można się poddawać, gdy wokół świat i wszystko, co dla nas ważne, odchodzi lub przepada, kiedy wszyscy wokół nadal są ślepi. Wszystko jest brudne, ale z tym brudem się walczy. Potężny film!
Miejsce #2: Casino Royale
Doskonały tytuł. Mądry pod kątem akcji, jak i konstrukcji scenariusza; ciężki, ale i niewiarygodnie przyjemny w oglądaniu, nieprzewidywalny, zaskakujący, pełen niemal ikonicznych sekwencji i tekstów, barwny i zachwycający ilością pracy w niego włożoną. Każdy na planie był oddany temu tytułowi – wierzył w niego i to widać, ponad dekadę później. Casino Royale chce się chwalić – za bohatera, za antagonistę, za kobietę Bonda, za prawdopodobnie najlepszy czwarty akt w historii kina… Cóż jeszcze mogę dodać – XX wiek miał Die Hard, XXI wiek ma Casino Royale.
Miejsce #3: Clerks: Sprzedawcy 2
To film krótki – zostawili w środku jedynie najlepsze sceny, jakie przyszły twórcom do głowy. Każda zapada w pamięć, czas płynie zaskakująco szybko i każdy szczegół zapada w pamięci. Im dalej tym poziom rośnie, a ostatnie 40 minut to nieustający rajd, jest coraz lepiej i lepiej, aż w końcu dochodzi do punktu kulminacyjnego, który jest szalony i niespodziewany. Finałowe 10 minut to najlepsza sekwencja w karierze Kevina Smitha, a także jedna z moich ulubionych scen w ogóle: dojrzała i uczciwa. Nie tylko rewelacyjnie kończy tę historię, ale też podsumowuje oba filmy równocześnie. „Clerks 2” to szczery i mądry film, biorący na klatę wszystkie motywy o życiu, odpowiedzialności, podejmowaniu wyborów, szukania własnej ścieżki, jakie wcześniej podejmował – i udowodnił swoją klasę raz na zawsze.
Miejsce #4: Kiwi!
Krótkometrażowa produkcja – naprawdę krótka! – która wydaje się nieskończona. A przynajmniej jej smutek taki się jawi w mojej pamięci. To wręcz zasługuje na kryminał, w jak głęboki żal wprowadza seans tej animacji. Jedno marzenie spełnione za wszelką cenę, a ja zapominam, że to przecież najszczęśliwsza chwila w życiu głównej postaci…
Miejsce #5: Wszyscy jesteśmy Chrystusami
Spowiedź alkoholika z tego, jak pił, jak rozwalił swoje życie, jak ranił bliskich, jakich rzeczy dopuścił się pod wpływem, jak wszedł w alkoholizm i jak z niego wychodził. A potem do niego wracał. To kino pozwalające poczuć współczucie dla zapijaczonych ludzi, którzy nie mają kontroli nad własnym życiem, ale też zobaczyć w pełni efekt tego, jak to jest pić. Oraz jak to jest mieć w rodzinie – bliskim otoczeniu – kogoś, kto nie ma kontroli nad ilością procentów, które spożywa. Film przedstawia wszystkie złe strony alkoholizmu w pełni, pokazuje je bez wstydu i odwracania oczu, ale obiecuje na końcu, że z tego można wyjść. I nigdy nie jest na to za późno. https://garretreza.pl/marek-koterski/
Miejsce #6: Mała Miss
Mały film zrobiony dobrze. Liczna rodzina w podróży – każdy ma inny problem, ale odkłada go na później, ponieważ teraz najważniejsze jest dobro najmłodszej dziewczynki (chce wygrać konkurs piękności). Mamy tu gniewnego nastolatka, który złożył ślub milczenia, mamy ojca, który usilnie stara się mieć karierę, dziadka, który narzeka na wszystko, wujka, który podjął próbę samobójczą… Wszyscy oni zamknięci są w jednym aucie, a ich przygody zapadają w pamięci. Mają poważne problemy, ale najważniejszy jest sposób, w jaki sobie z tym radzą. To komedia, która pod spodem skrywa mnóstwo dramatu. Ogólnie mówiąc, dużo tutaj się dzieje „pod powierzchnią”. Oglądamy grupę ludzi, którzy przeżywają właśnie ważne momenty w swoim życiu, radzą sobie z nim i idą dalej. Czego więcej chcieć? Można się pośmiać i poczuć radość, że ten film istnieje.
Miejsce #7: Małe dzieci ("Little Children")
Dekonstrukcja mitu o amerykańskich przedmieściach, czyli posiadanie idealnego trawnika za cenę udawania, że ma się idealne życie. Było, ale tym razem to historia oparta o książkę Toma Perrotty, do tego świetna obsada z Jackie Earlem Haleyem na czele. Ostatnie 30 minut to doskonałe kino, bardzo mocne i zaskakujące zakończeniem właściwie każdego wątku. Plus jeden z najlepszych trailerów w historii.
Miejsce #8: O dziewczynce skaczącej przez czas ("The Girl Who Leapt Through Time")
Uroczy film o dziewczynie, która wykorzystuje cofanie w czasie – najpierw po to, aby być idealną uczennicą, a potem, aby uniknąć nieprzyjemności, a w końcu w celu uniknięcia odpowiedzialności oraz trudnych decyzji. Z czasem orientuje się, że jeśli cegła nie spadnie na nią, to spadnie na kogoś innego. A to tylko początek kłopotów – w końcu czasu zawsze będzie za mało. W swoim gatunku (Teen Movie/Coming of Age) to tytuł bliski idealnemu. A scena zaproszenie na randkę podczas jazdy na rowerze – to moja ulubiona w całej produkcji.
Miejsce #9: Adrenalina ("Crank")
LA, godzina 9 rano. Strzelamy, wciągamy narkotyki, bijemy się w barze, ucinamy kończyny, słuchamy szybkiej muzyki, kradniemy pojazdy a przede wszystkim – ZAPIERDALAMY. Na piechotę, samochodami, motorami. Ten film jest ultra szybki i napakowany akcją: zemsta, poszukiwania, zlokalizowanie dziewczyny, a także szukanie sposobu, by wydłużyć życie. Dzieje się! Plus niesłychanie liryczne zakończenie… Świetny film. I tak naprawdę jedyny minusem tej produkcji jest brak „Holy Wars” Megadeath.
Miejsce #10: Dziewczynka z zapałkami
Reżyser Króla Lwa opowiada klasyczną baśń o dziewczynce próbującej przeżyć na mrozie. Nie ma dialogów, jest tylko animacja – delikatna i… ciepła, wyrozumiała. Kluczowy moment zrealizowano w genialny sposób – pamiętali, że tworzą dla dzieci. Może nawet to oni przedstawią im śmierć jako pierwsi? Wielka odpowiedzialność na nich spoczywała, a oni podołali wyzwaniu. Piękna rzecz.
Miejsce #11: Prestiż ("Prestige")
To film o sztuczce i sztuczką będący, któremu udaje się sztuczka – pomimo błędów i problemów, niewiarygodnych motywacji bohaterów poświęcających zbyt wiele dla osiągnięcia celu, ten film jest opowiedziany z ogromną energią, chce się znać ciąg dalszy, wyczekuje się finału, do tego wybornie czaruje widza, machając mu przed oczami wskazówkami i dwuznacznymi wypowiedziami. Smaczków do odkrycia przy kolejnym seansie tu mnóstwo, do tego narracja cały czas skacze między różnymi punktami widzenia i okresami. I ten finał! Szok, zaskoczenie, nogi same się uginają. Ostatnie sceny zachwycają i satysfakcjonują… Chociaż sam się sobie dziwię, że je kupuję. I niezależnie od tego, Prestiż jest zagadką, nad którą warto przysiąść.
Również warte uwagi: Cudowne pieski, Reprise. Od początku raz jeszcze… GranatowyPrawieCzarny, Z-Boczona historia kina, Wygnani, Scoop – Gorący temat, Przypadek Harolda Cricka, Jak we śnie, Czarna Dalia, Babel, Ostatni król Szkocji, Życie na podsłuchu, Obsługiwałem angielskiego króla, Ameryka kontra John Lennon, Wiatr buszujący w jęczmieniu, Lot 93 i Czarodziejski flet.
NAJLEPSZE SERIALE ROKU
Miejsce #1: The Shield - sezon V
Geniusz. Od pierwszego do ostatniego odcinka. Od licznych zamieszek i Vica prującego z węża strażackiego do murzynów wywracających samochody, aż po finał z grupą policjantów stojących na mrozie w środku nocy, gdy słychać było jedynie płacz pojedynczej kobiety… Piękny, kurewski widok. To tutaj pojawia się postać Foresta Whitackera, a od momentu jego samodzielnego odcinka staje się jedną z najlepszych postaci w historii. Niejednoznaczny, zdeterminowany, nie do zatrzymania! Ogląda się to tak dobrze, że nie można się zatrzymać
Miejsce #2: When They Cry ("Higurashi no Naku Koroni")
Małe miasteczko, na które rzucono klątwę. Nowy uczeń, który wejdzie w sam środek konfliktów między kilkoma rodzinami, na których poznanie nie starczy mu jedno życie. Znowu wpada w nasze ręce anime, które rewolucjonizuje sposób opowiadania, z odwagą kreśląc tę skomplikowaną, krwawą i brutalną zagadkę, która udowadnia, że animacja może być prawdziwym horrorem, w którym najmniejszy ruch wywołuje twój niepokój. Najbardziej zachwyca wizja całości i spójność, która objawia się nam dopiero pod koniec, kiedy te wszystkie elementy zaczynają składać się w jedno. PS. Pierwsze 10 minut trzeba przecierpieć – będziecie wiedzieć, o czym mówię, jak zaczniecie oglądać. Dajcie jednak szansę, przynajmniej do końca pierwszej księgi (cztery odcinki).
Miejsce #3: Kiedy puściły wały: Requiem w 4 aktach - miniserial
Czterogodzinny dokument o wydarzeniach wokół Huraganu Katrina. Spike Lee ze spokojem i metodyką godną produkcji Kena Burnsa rozpisuje jeden poziom tego wydarzenia, aby następnie zacząć kopać i kopać. Widzicie: huragan sam w sobie guzik zrobił. Przeszedł obok. To tytułowe wały puściły i zalały miasto. Wały, które były w budowie od czasu huraganu Betsy (40 lat!!!), które miały zapobiec scenariuszowi, który był przewidywany od początku XX wieku (i który sprawdził się przy okazji Katriny), a które nie dałyby rady wytrzymać siły huraganu o o wiele mniejszej sile. A to był tylko początek kłopotów. Gwarantuję wam, będziecie oglądać z szokiem w oczach. Ten tytuł przekonał mnie, że trzeba pamiętać o Katrinie.
Miejsce #4: The Wire - sezon IV
„The Wire” jest opowiedziany chronologicznie, jednak tak naprawdę poświęcając nowy sezon szkolnictwu, chcieli pokazać dzieciństwo i początki tych, którzy z serialu już odeszli. Żywi lub martwi. Na przykładzie zupełnie nowych postaci, ale jaka to różnica? Odpowiedź na to pytanie jest jednym z morałów serialu. Z jednej strony – tak, trzeba przebić się przez rutynę, jakiej się spodziewacie po tematyce „edukacja w biednej, czarnej dzielnicy”. Będą problemy z nauczaniem, niezręczne próby przekonania do siebie uczniów, odkrycie jakie są braki w ich nauczaniu, że mają na to wszystko wyjebane. Pytasz „2 + 2 to…” a słyszysz „Pierdol się, pedale!!!”. Będzie nawet kolacja w najlepszej restauracji, jako nagroda za wykonanie zadania. Widz i twórcy stracili na tym kilka odcinków, z drugiej strony – warto to przeczekać. Bo to Baltimore, które znam już z innych strony. I tym większy szacunek mam do twórców za zbudowanie w środku tego wszystkiego postaci nastoletnich. Bardzo różni, bardzo prawdziwi, każde z oddzielną ścieżką, którą pójdzie, inaczej starając się sprostać życiu w takich warunkach. Szkoła będzie tu ich najmniejszym problemem.
Miejsce #5: Lost - sezon III
Pierwsza połowa to najgorsze co przytrafiło się temu serialowi kiedykolwiek, bo twórcy sprawili, że nie chciało się tego oglądać dalej. Przestało mnie obchodzić cokolwiek, co się dzieje. Ostatnie pięć odcinków to pewnie najlepszy okres w historii serialu. To dopiero sztuka, sprawić by dany sezon był jednocześnie najlepszy i najgorszy. Ciężka sprawa. Tutaj też wyniesiono mitologię serialu na wyższy poziom – to tu pojawia się Jacob, ochrona Wyspy, przeznaczenie, magia, „Nie powinniśmy opuścić Wyspy”. Cała historia rozbitków od tej pory jest bardziej epicka, rozbudowana, podniosła. Źle wspominam sezon jako całość, ale z drugiej strony jego geniusz jest niezaprzeczalny.
