Wyszedł nowy dokument o Red Hot Chili Peppers i napisałem felieton

Wyszedł nowy dokument o Red Hot Chili Peppers i napisałem felieton

09/04/2026 Blog 0

Na Netfliksie ukazał się nowy dokument muzyczny, poświęcony historii pierwszego gitarzysty RHCP Hillela Slovaka. I mam trochę przemyśleń po nim.

Dokument sam w sobie… Cóż, mini-opinia będzie oddzielnie w ramce. Najważniejsze dla was jest info o tym, że użyto w nim AI do wygenerowania głosu Slovaka we fragmentach, gdy czyta swój dziennik. Nie wiem, czy stosowano to już wcześniej w ten sposób w innych tytułach – pewnie tak, ja się stykam z tym pierwszy raz. Było oznaczone, że to „cyfrowo” coś-tam, więc póki co nie mam z tym problemu, tylko łeb mi teraz pęka od możliwości, jakie to może przynieść. W sensie już teraz można animować odnowioną fotografię waszych pradziadków i dziadków zrobioną jeszcze przed powstaniem komputerów – stoją i machają do was uśmiechnięci, ale to prywatna rzecz. A tutaj mówimy o dokumencie, czyli też zbiorze materiałów archiwalnych. I są one wartościowe dlatego, że możemy zobaczyć te prywatne rzeczy, że są uwiecznieni na zawsze, że możemy ich usłyszeć, chociaż nie żyją. Już teraz obawiam się podejrzewać i sprawdzać w przyszłości, czy w innych dokumentach takie „archiwalne” nagrania faktycznie są archiwalne – czy też tylko ktoś je wygenerował. To nie jest bezpieczne i rzuca cień na cały seans, chociaż ledwo to jest stosowane w tym dokumencie.

To jest pierwsze przemyślenie. Drugie jest takie, że powstał dokument z RHCP i ja nic o tym nie wiem. Chociaż nawet akurat tak wypadło, że mam wykupiony miesiąc na Netfliksie i algorytm mógł mi to podpowiedzieć, ale cóż, algorytm nie jest mądry w taki sposób. Dowiedziałem się, bo moja mama mi napisała o tym tytule – i pomyślałem, że nie mam już najwyraźniej żadnych przyjaciół w Internecie, bo nikt do mnie nie napisał, że to istnieje. Na filmwebie cztery osoby oceniły z moich znajomych, ale cóż, to tacy znajomi, których w ogóle nie kojarzę. Dodali mnie i są, ale tyle. Skąd oni mogliby zresztą wiedzieć, że połowa mojej duszy to muzyka RHCP? Blogów na filmwebie już nie ma, nie mam w avatarze Anthony’ego Kiedisa, nie mam w opisach tekstów ich piosenek… Chyba nawet na moim własnym blogu nie jest tak łatwo znaleźć tę informację.

Oczywiście można uznać, że przesadzam – dokument wyszedł niecały miesiąc temu. Ale odcinek Love, Death and Robots wyreżyserowany przez Davida Finchera z udziałem RHCP, odtwarzający ich koncert ze Slane Castle w wersji puppet animation wyszedł w 2025 roku. Też o nim słyszę w momencie pisania tego tekstu.*

A skąd przyjaciele z Internetu mieli się dowiedzieć, że na Netfliksie wyszedł nowy dokument o RHCP? No właśnie. Same strony VOD od samego początku mają w dupie, czy użytkownik wie, co jest w ich katalogu. Tym się zajmują trzecie strony, jak upflix. HBO i reszta zrobili serial (albo zwiastun, jak z nowym Harrym Potterem) i to wciskają na główną stronę cały czas. Krytycy? Nie ma już ich, od dawna. To moje drugie przemyślenie, chociaż w sumie nic nowego. Z tego powodu sześć lat temu podjąłem decyzję o tym, by zobaczyć wszystko z 2022 roku: bo po prostu nie mamy pojęcia, co istnieje i powstaje. Bo skąd?

OPINIA O SAMYM DOKUMENCIE

Przypominam: siłą rzeczy oglądam z perspektywy kogoś, kto bardzo dobrze wie, kim był Slovak. Wiem, która piosenka RHCP jest mu dedykowana. Wiem też, że dla większości RHCP zaczęło się na Blood Sugar Sex Magic (Under the Bridge), chociaż pewnie prawdą jest, że zaczęli się wraz z Californication (i skończyli wraz ze Stadium Arcadium). Nic nie wiecie o pierwszych czterech albumach Red Hotów – czy więc ten dokument wzbogaci waszą wiedzę? Oczywiście: oglądamy wywiady z Flea i Anthonym, jak wspominają miłość, jak muzyka pojawiła się w ich życiu, jak pojawiła się idea o zakładaniu zespołu i wspólnym graniu. Wszystko w oparach energii tych ludzi przekonanych, że muzyka to sposób na łączenie się z innymi poprzez kosmiczną energię czy coś w tym stylu. Wszystko to w oparach mówienia bez ogródek o popełnianych przestępstwach czy zażywaniu narkotyków i tego, co robili pod ich wpływem. Łącznie z zakresem niszczenia życia. Własnego i cudzego. Mnóstwo muzyki, archiwalnych materiałów i łez ze strony Flea głównie – to prawdziwy i szczery wyraz miłości do człowieka, którego nadal brakuje w ich życiu pomimo tych czterech dekad.

Tylko no, moje trzy grosze jako fana: to wszystko już było powiedziane wiele razy. W (auto)biografii Kiedisa czy też podczas odbierania nagrody w 2012 roku za bycie w R&R Hall of Fame. Zresztą z o wiele większą ilością szczegółów i treści – trzeba przyznać, że ten nowy dokument ma w sobie trochę energii: „Znowu mam o tym mówić?”. To nie są historie, które powinno się opowiadać wiele razy ani tym bardziej w nieskończoność, więc starają się dodać coś jeszcze i są w tym szczerzy, bo chcą naprawdę je opowiedzieć tak, jak powinni, ale nadal po seansie nie wiem: dlaczego? Czy ktoś im zarzucił, że już nie mówią nic o Hillelu? Po co ten dokument zrobiono? Fani wiedzą, a reszta… Mówimy o człowieku, który zmarł bardzo młodo i nigdy nie zyskał popularności. Nie jestem pewien, by to był dokument dla nie-fanów RHCP. Nie wiem, jak nie-fani zareagują na ich otwarte wspomnienia z nielegalną przeszłością, o której tutaj mówią ze skrótowością zahaczającą o nonszalancję.

Zespół oczywiście o tym nie myślał w ten sposób. Nagrali po prostu dokument ku pamięci człowieka, którego kochają.

I kolejne, ostatnie przemyślenie: o byciu fanem. Czy jeszcze w drugiej dekadzie XXI wieku można być fanem? Bo na widok dokumentu o RHCP zareagowałem z rezerwą tak naprawdę na początku. Drugą myślą było: a co mi tam, włączę i zobaczę początek, najwyżej wyłączę. Oczywiście obejrzałem do końca i czułem tę samą energię, co zawsze, oglądając tych ludzi i słuchając o ich życiu – tylko czemu to jest oczywiste dopiero po fakcie? Czy ten współczesny świat naprawdę zabił we mnie energię do bycia fanem? Po seansie odkryłem, że Flea wydał swoją pierwszą płytę. Znalazłem też debiut zespołu Fear, gdzie grał Flea przed przystąpieniem do RHCP. Kiedyś tak robiłem z każdym tytułem. Najwyraźniej zapomniałem o ważnej cząstce mnie.

*Ale to było g… Dobra, na sucho nawet umiem napisać kilka miłych słów: animacja sama w sobie robi wrażenie i liczne zmiany wizerunku zespołu pokazują, że twórcy znają historię Chili Peppers, ale ten short nadal jest burdelem nie zainteresowanym zrobieniem czegokolwiek przemyślanego lub związanego z treścią piosenki. Mamy już teledysk do Can’t Stop, której tekst jest pewnie jednym z najlepszych tekstów piosenek w historii muzyki w ogóle. A w serialu miało być odtworzenie koncertu ze Slane Castle, tylko nic się nie zgadza – scena, wygląd muzyków, ich fryzury nic. A nie, przepraszam, to nie odtworzenie, to „reimagining”. Tylko jaką wizję mieli twórcy do zaoferowania? Żadną. Po prostu zastąpili coś, co jest JAKIEŚ i zastąpili to BYLE CZYM. To po prostu dowolny zespół śpiewający piosenkę byle „bardziej”, byle więcej skakać, byle bardziej się nachylać i nie ma w tym nic z Papryczek. Dla mnie to wygląda jak każdy zwykły zespół rockowy z przełomu 90/00. I czemu Can’t Stop? Czemu nie Venice Quenn, jego jedyna wersja live to właśnie Slane Castle. Albo Californication z najlepszym intro w historii tej piosenki? Dont Forget Me z przepięknym outro? Albo Give it Away, jak już chcieli poskakać… To koncert z 2003 roku bodaj, a Kiedis zabiera osobie z widowni smartfona – co jest samym początkiem i drapanie się po głowie nie ustanie aż do końca. Czemu Kiedis miałby zabierać komukolwiek cokolwiek? Czy macie pojęcie o czym jest pioenka Give it Away?! To nie jest dla fanów RHCP, nowych nie pozyska, a fani LD&R przekreślają ten epizod, bo nie ma on związku z czymkolwiek w kontekście serialu.

Więc tak: gówno. Poroniony pomysł od początku do końca. 2/10.