Dojrzewanie – miniserial („Adolescence”, 2024)
Erin Doherty i Owen Cooper to skarb.
Na etapie już samego konceptu musiała paść decyzja: robimy cztery odcinki, każde w jednym ujęciu – to jest dla mnie jasne. Powody już nie są jasne, ponieważ ten tytuł popełnia większość grzechów produkcji na jednym ujęciu – od pokazywania wypełniaczy (jak jazda z punktu A do B, chociaż pomiędzy nic się nie dzieje), poprzez stosowanie wypełniaczy (ponieważ COŚ musi się dziać między sceną A i B, żeby zachować pojedyncze ujęcie) i przekonanie, że jedno ujęcie samo w sobie jest immersyjne, chociaż już lata temu zostało ustalone, że jest dokładnie odwrotnie. Zaczynamy całą opowieść od policji wbijającej na chatę rodzinie i zabierającej stamtąd trzynastolatka – kamera zostaje z dzieckiem, gdy jedzie na komisariat. Z kim mamy czuć imersję? Z policjantami? Z dzieckiem? Niby jak, jak nie ma żadnego wstępu? A nie mogło być, bo akcja musiała zacząć się góra kilka minut wcześniej z powodu jednego ujęcia. Nie wiemy, o co chodzi, więc żadne z tych punktów widzenia nie jest nam bliskie. Nie jesteśmy oderwani od rodziców, bo nie spędziliśmy z nimi czasu. Nie jesteśmy też zamknięci na tylnym siedzeniu z wystraszonym nieletnim i nie myślimy o tym, jak z nim komunikować, bo włącza się dron-music, a widzimy najwyżej tył głowy dziecka. Pod każdym względem jesteśmy odizolowani od tego momentu, widz ledwo jest chociaż biernym obserwatorem – to ten moment, gdy sięgacie po telefon albo idziecie do kuchni. W dziesiątej minucie odcinka na jednym ujęciu. I przed wami będzie tego naprawdę sporo.
Do tego praca kamery sama w sobie jest nudna. Banalna. Prosta. Po prostu jest. Bardziej zwraca uwagę choreografia – czy też reżyseria – ponieważ wszystko faktycznie cały czas przebiega schludnie i gładko: kamera i aktorzy cały czas są w pozycji, przejścia przebiegają naturalnie itd. Tylko sama kamera zachowuje się dokładnie tak samo przez cały czas – niezależnie od tego, co się dzieje. Gdy rozmawiają o pierdołach albo odkrywają przed bohaterem ważne nagranie, co wywoła w nim wielkie emocje – praca kamery nie zmienia się. Nie było żadnych wskazówek, więc w tych statycznych scenach dosyć przypadkowo krąży między aktorami, zbliża się do nich… Nie ma za bardzo na co patrzeć w tym serialu. Rozumiem zachwyty nad jednym ujęciem, że tego dokonano, ale tego dokonano masę razy w historii kina – sztuka polega na zrozumieniu, że dany fragment sztuki wymaga jednego ujęcia i dostosowaniu się do tego, a nie samym robieniu jednego ujęcia. Cięcia też mają zastosowanie, bla bla bla. Możliwe, że każdy kinoman musi przez to przejść.
Wracając – o czym właściwie jest ten serial? Był zainspirowany faktycznymi morderstwami młodych dziewczyn przez młodych chłopców. Stephen Graham – jako aktor i współtwórca serialu, razem z scenarzystą kilku odcisków Skins (1-3 sezon), Jackiem Thornem – postanowił zadać pytanie o to, co nimi kieruje. Odpowiedzi – czy raczej wnioski, do których dochodzą – znajdują w antagonistycznym wizerunku szkoły jako miejsca, gdzie wszyscy uczniowie są zajęci telefonami i nie ma jak do nich dotrzeć. Pytają, co postać ojca przekazuje swoim zachowaniem: jak on traktuje kobiety (inne od żony), jak wygląda jego agresywna postawa. Jego syn powtarza, że nie jest agresywny, bo nigdy nie uderzył nikogo z rodziny.
Niestety wszystko, co musicie wiedzieć, zamyka się w jednej wymianie zdań podczas drugiego odcinka: policjantka wspomina kulturę incelów do nauczycielki, a ona nie wie, co to, więc mundurowa uzupełnia: „That Andrew Tate shit” i to już rozjaśnia temat. Wyjaśnia to wam coś? I na jakim świecie mam żyć by nie wiedzieć, co to są incele, ale za to wiem, kim Andrew Tate jest. Dalsze „zgłębianie” tematu przez twórców nie jest przekonywujące: 20 lat temu też nie mieliśmy koleżanek, gdy byliśmy w wieku Jamiego. Każda płeć trzymała się oddzielnie i miała wyrobione negatywne stanowisko na temat drugiej – nauczycielki pomagały, wychwalając niesprawiedliwie dziewczynki i poniżając chłopców za każdy detal. Zamiast social-mediów mieliśmy tego jednego charyzmatycznego ojca jednego z chłopców, który miał dużo do powiedzenia o kobietach. I lata później nadal każda płeć trzyma się z grubsza oddzielnie od drugiej. I nadal, lata później, nigdy nie usłyszałem z męskich ust równie okropnych rzeczy na temat kobiet, co z ust kobiet o innych kobietach. Ten temat jest skomplikowany i złożony, a twórcy nie wiedzą gdzie zacząć – i boją się zapytać, skąd ta potrzeba akceptacji chłopców przez kobiety. I czemu rodzi się frustracja, gdy jej nie otrzymują. A widownia najwyraźniej tego nie potrzebuje – otrzymują potwierdzenie tego, co wydaje im się, że jest do powiedzenia o redpilowcach, więc temat wyczerpany. Przewinie się gdzieś cytat z Margaret Atwood i po sprawie. Na końcu ojciec przeprasza syna, że go zawiódł, ale nie wie, co mógłby zrobić inaczej. Widownia raczej też nie. Najwyżej przez tydzień po obejrzeniu „ograniczą” młodym dostęp do telefonów.
Powiązane
2024 Coming-of-Age Crime Drama netflix Psychological Drama Psychological Thriller serial Thriller
Najnowsze komentarze