Janusz Majewski

Janusz Majewski

27/04/2018 Opinie o filmach 0

Literaturą zająłem się, żeby być w zgodzie z własną naturą. W literaturze międzywojennej szukam przeszłości, korzeni, tego, co mi zabrano, sięgam do niej, aby ukoić uczucie wydziedziczenia. Urodziłem się we Lwowie, po wojnie jako czternastolatek znalazłem się w Krakowie. Straciłem swoje korzenie. Zorientowałem się, oczywiście nie od razu, że coś mi odebrano. Przeszłość, piękno, elegancję tamtej epoki. W głowie zostały jakieś obrazki, do których wracałem, jakieś reminiscencje, które potem pojawiały się w filmach. (…) Chciałem ten swój świat odtworzyć i coś odzyskałem.” – Janusz Majewski

Janusz Majewski

Obecnie Janusz Majewski znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #84

Top

1. Ja gorę!
2. Zaklęte rewiry
3. Sublokator
4. Lokis
5. Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię
6. C.K. Dezerterzy

Ważne daty

1931 – urodziny Janusza we Lwowie

1938 – urodziny przyszłej żony

1955 – ukończenie studiów na kierunku architektura

1960 – ukończenie studiów w Łodzi na wydziale reżyserii, ślub

1966 – debiut pełnometrażowy kinowy

2011 – śmierć żony

2019 – ostatni film pełnometrażowy do tej pory, na podstawie własnego kryminału

2022 – na festiwalu można zobaczyć jego średniometrażowy dokument o jazzie

Lokis (1970)

4/5

Stare posiadłości, język, elegancja kominków i bibliotek. W tym wszystkim rodzi się horror psychologiczny.

Film na podstawie powieści z XIX wieku – pastor i etnograf trafia do pałacu hrabiego razem z innymi arystokratami, gdy zaczynają się tam dziać dziwne rzeczy. Najważniejsza jest opowieść o szalonej kobiecie w rodzinie, którą trudno jest opanować, a udzielenie pomocy wydaje się niemożliwe: tylko czy ktoś tak naprawdę chce tego? Kobieta krzyczy, straszy wszystkich, sprawia wrażenie groźnej. W okolicznym lesie chodzi kobieta z wężem, na stacji cygan tańczy ze smutnym niedźwiedziem.

Atutem filmu jest przede wszystkim atmosfera i obraz tamtej epoki, tamtych ludzi. Ich język, maniera, ta posiadłość, okna, meble! Jeśli lubicie takie rzeczy, to atrakcja sama w sobie, największa w filmie. Folklor, opowiada o przesądach i tradycjach, lokalne tańce i wierzenia, świat na ekranie wciąż jest zgłębiany, fascynuje on protagonistę. Przy tym film sam w sobie opiera swą treść głównie o obserwowanie pewnych wydarzeń i reagowanie na nich. Czy raczej w tym przypadku: brak reakcji. Umiejętność dostrzeżenia tych wydarzeń i zadania sobie pytania: czemu nasza reakcja wobec nich jest jaka jest? Stąd tak naprawdę wynika atmosfera oraz horror.

W środkowej części filmu zaczyna brakować znaczących momentów – chociaż w sumie cały film trochę na to cierpi. Trudno powiedzieć, o co tu chodzi i jak się wydarzenia zazębiają – dlaczego bohaterowie w sumie znaleźli w tym pałacu, jaka jest rola większości postaci? – na szczęście ostatnia scena wszystko wyjaśnia, jakoś ten film staje się o czymś, przesłanie udaje się wyrazić. Scenariusz samego reżysera w oparciu o powieść człowieka, który zmarł sto lat przed premierą filmu.

Zaklęte rewiry (1975)

5/5

Romek opuścił wieś i przyjechał do miasta. Zaszedł do hotelu i zapytał, czy mają tam pracę. Przyjęli go i zaczął swoją drogę na szczyt, poczynając na zmywaku i licząc na to, że kiedyś obejmie go przywilej obsługi gości w restauracji jako kelner. Pozna jednocześnie ciemną stronę biznesu i stawi czoła swoim brutalnym przełożonym. Polska, XX wiek.

Szybko rzuca się w oczy, że jest to adaptacja książki. Musi być, bo jak na dłoni widać tu mocne przycięcie wątków, przyspieszenie akcji, a bohaterowie często zachowują się tak, że trzeba mocno zastanowić się i dojść do tego, dlaczego robią, co robią. Szczególnie widać to po wątku miłosnym, który jest. Musiał być, żeby Romek miał coś w swoim życiu poza pracą, ale nie było czasu, aby należycie go rozwinąć. A w mniejszym stopniu widać to choćby na samym początku – z filmu nie wynika, że Romek wyjechał ze wsi do miasta. Przeczytałem opis powieści, żeby się tego dowiedzieć. Bohater po prostu pojawia się między uliczkami z walizką, nic o nim nie wiemy. Możemy się tylko domyślić, że zapewne uciekł z domu, ale dopiero w ostatnim akcie dowiadujemy się, że jest nieletni. Twórcy wyraźnie dużo ominęli w procesie adaptacji.

Podobnie wygląda przedstawianie świata. Film powstał w 1975 roku, więc momentami trudno powiedzieć, czy to Polska lat 70. na ekranie, czy też może akcja rozgrywa się wcześniej? A jeśli tak – jak bardzo? Książka powstała w 1937 roku, akcja wydaje się rozgrywać w czasie Polski Niepodległej, ale jeśli chodzi o zachowanie postaci, to pasowałoby ono nawet do „Ziemi obiecanej” (też 1975 rok powstania adaptacji). Pewne jest tylko, że to przeszłość, a jej zasad uczymy się po drodze, kiedy bohaterowie robią różne rzeczy i wtedy myślimy sobie „ok, tak wtedy było„. Najwyraźniej kiedyś można było przyjść do kierownika, a on dawał ci pracę z miejsca, piętro wyżej dostawałeś łóżko, a wszystko to prowadziło do egzaminu, gdzie dostawałeś papier na bycie kelnerem, gdziekolwiek chcesz pracować, bez potrzeby ponownego udowodnienia swojej wartości na zmywaku i za barem.

Dlatego mimo wszystko tak bardzo cenię sobie ten obraz – za obraz tamtych czasów i historię młodego człowieka osadzoną w nim. To odświeżające zobaczyć człowieka z samej góry – właściciela, dyrektora, zarząd i prezesa w jednej osobie – pokazującego bohaterowi, jak szybko i efektywnie piaskować (?) naczynia do umycia. Widać, że on przeszedł podobną drogę w swoim czasie, musiał poznać każdy szczebel w tej drabinie prowadzącej na górę. Nie został szefem po znajomości, nie kupił tego biznesu i nie odziedziczył go, tylko na niego zapracował. Historia o czasach, w których mogłeś mieć karierę, nawet jeśli jeszcze nic nie umiałeś – i zajść na szczyt, jeśli będziesz wystarczająco pracowity. O ile dobrze wiem, kapitalizm nigdy na ziemiach polskich nie miał miejsca, a okres II Rzeczypospolitej to okres etatyzmu, niemniej to chyba najbliższa kapitalizmowi historia, jaką w kinie polskim powstała.

Nie jest to jednak produkcja o systemie ekonomicznym, ale o ludziach i relacjach między nimi. O stawianiu czoła agresywnemu szefowi, zrozumieniu go, czemu stał się taki, jak jest teraz, oraz wpływaniu na innych ludzi. Przede wszystkim o walce z samym sobą, aby innych nie traktować tak, jak oni traktowali ciebie – by zamiast tego zrobić właściwą rzecz. To wszystko jest w „Zakazanych rewirach„, nożyczki adaptacji niczego w tej sprawie nie ruszyły. A to najważniejsze. Kawał dobrego, polskiego kina.

Czuję się zachęcony, aby przeczytać książkę.