Podsumowanie filmowe 2004 roku
Ostatnia aktualizacja: kwiecień 2026
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: Zakochany bez pamięci ("Eternal Sunshine of the Spotless Mind")
Jeden z najbardziej oryginalnych filmów w historii. On chce zapomnieć o niej, ona o nim – tylko gdy tak się dzieje, to uzmysławiają sobie, że wcale tego nie chcą. Utracone wspomnienie miłości zaczyna rozsadzać wszechświat, a bohaterowie tracą zmysły i nie wiedzą dlaczego. Miłość jednak zawsze ich znajdzie i to jest właśnie w tym piękne. Film otwarty na widza i jego subiektywny odbiór, zaskakujący wizualnie i tematycznie, umiejący uderzyć w sedno tego, o czym mówi. PS. tytuł odnosi się do poematu poświęconego dziewicom, które pilnowały świętego ognia – żyły w celibacie, ale były za to poważane i szanowane. A najlepsze tłumaczenie, jakie znalazłem, brzmi: Nieskalanych myśli blask po wieczny czas.
Miejsce #2: Ghost in the Shell 2
Filozoficzne anime, w którym bohaterowie nie tyle prowadzą śledztwo, ile zgłębiają tematy moralne związane z daną sprawą. Plus – to jest jedno z najpiękniejszych animacji w historii. I jeśli dobrze rozumiem zamysł autora – ten tytuł wygląda tak pięknie w ruchu, aby oddać cześć człowieczeństwu. Plus kopalnia pięknych momentów, choćby strzelanina w sklepie. Pod wieloma względami – to jest najlepszy film roku.
Miejsce #3: Trylogia: płacząca łąka
Postaci na tratwie czy łódce (czy czym innym będą się przemieszczać) stoją w bezruchu; nieważne, dokąd ich los zaprowadzi i dokąd sami będą zmierzać, to zawsze wrócą do tego sztywnego momentu, w którym nie mają władzy nad niczym i tylko płyną z prądem, albo są ciągnięci w kierunku czegoś. To kolejny smutny film Greka, biorący się za opowiadanie o historii tego kraju. Jest tu sporo pięknych sekwencji – co ciekawe, to piękno rzadko wynika z samego obrazu, ale z muzyki granej przez bohaterów. Jakby nie można go tam znaleźć i pokazać, trzeba było go dodać od siebie.
Miejsce #4: Ruchomy zamek Hauru
Jest wojna i strony konfliktu, ale zamiast być tam i poznawać tamte wydarzenia, to jesteśmy z Sophie – młodą dziewczyną zamienioną w staruszkę, która po przemianie mówi sobie: „Jakoś to będzie” i rusza w podróż, znajdując nowe życie w tytułowym zamku. I to jest jej historia – jej pasji, z jaką podejmuje się nowych zadań, jak się zakochuje w Hauru i jak okazuje współczucie nawet wobec wiedźmy, która rzuciła na nią urok.
Miejsce #5: Powrót do Garden State
Z serii: bohater wraca w rodzinne strony i rozwiązuje konflikty z rodziną. Poznaje miłość swojego życia. Słucha indie-rocka i wszystko jest tu trochę dziwne – niech bohaterowie rozmawiają w wannie, czemu nie. I absolutnie uwielbiam ten tytuł – umie opowiadać o zobojętnieniu, ma naprawdę dobrą fabułę, liczne zapadające w pamięci momenty… I to jeden z niewielu takich obrazów osób z kryzysami psychicznymi – mają dobre dni i potrafią nawet żartować ze swoich problemów, ale to jest dla nich wciąż źródłem bólu. „Będziemy okey, wiesz? Może nie będziemy szczęśliwi, jak to sobie wymarzyłeś… Ale będziemy okey”
Miejsce #6: Smak herbaty
Jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy nie wiem, co się dzieje i zupełnie mnie to nie przeszkadza. Bawię się przednio. Nie wiem, na co pojedyncze epizody się składają i je oddzielnie rozumiem, śmieję się, ale też drugi raz muszę zobaczyć, by poskładać to sobie w całości. To film, który jest szalony i absurdalny, ale osadzony mocno w rzeczywistości – i gdy wydaje się, że już widzieliśmy wszystko, wtedy zaczyna się „Smak herbaty”. Pierwsza scena, opowieść o zbieraniu jajek w lesie, duża dziewczynka w tle, ten dziwny program w telewizji… Bawi, śmieszy i zaskakuje na wiele przeróżnych sposobów. Magiczny i niezwykły tytuł, dostarczający wrażeń równoczesnego oglądania kina klasy B, jak i ludzkiego dramatu obyczajowego. Jakby Yasujiro Ozu i Ed Wood połączyli siły i dzielili wspólny umysł.
Miejsce #7: Harry Potter i więzień Azkabanu
Harry nabiera charakteru, a filmy o jego przygodach razem z nim. Trzecia część przynosi nowy styl wizualny, skupiając się na dojrzewaniu bohaterów. Dojrzewa również sama proza, ambitniejsza niż wcześniej – teraz wyraźniej widać, że kolejna część nie jest kolejną przygodą – to kolejny rok z życia, w trakcie którego zaczyna rodzić się przygoda. Na pierwszym miejscu jest więc życie studenckie oraz zmartwienie ilością zadanej pracy domowej, aż tu nagle zaczyna się fenomenalny punkt kulminacyjny!
Miejsce #8: Zakładnik
Uwielbiam wnętrze samochodu w tym filmie. Kierowca i pasażer rozmawiają w zaskakująco głęboki sposób – można powiedzieć nawet, że ten film jest momentami egzystencjalny. Gdy oglądamy ostatniego trupa w tym filmie, nie myślimy o zwycięstwie – ale o tym, że ta pojedyncza śmierć tak niewiele znaczy, chociaż jest przecież wszystkim. Mój ulubiony moment to Max przepuszczający kilka dzikich psów (wilków?) przechodzących przez ulicę. Zaledwie kilka sekund ciszy, ale i tak dostałem dreszczy.
Miejsce #9: Vera Drake
Mike Leigh tworzy wiarygodny świat biednych ludzi potrzebujących pomocy – świat, gdzie naprawdę istnieje taki problem, jak: „zbyt wiele gęb do wykarmienia”. W całym filmie sporo jest dobroci, wyciągania ręki do drugiego człowieka, pamiętania o nim. Dobrze się czuję po seansie. Nikt tutaj nie uważa, że ma wszystkie odpowiedzi, każdy po prostu stara się robić swoje w tym niełatwym świecie. Taki film po ludzku.
Miejsce #10: Pusty dom ("3-iron")
Kim Ki Duk nie lubi dialogów. Za to lubi ciszę. Chciał zobaczyć, czy uda się zrobić historię miłosną, w której żadna ze stron nic do siebie nie mówi – da się. I to może być naprawdę czuła i czarująca historia.
Miejsce #11: Piła
Dwoje ludzi budzi się w zniszczonej łazience z kajdanami na nogach. Nie wiedzą, kto ich tu sprowadził, ani jaki ma cel, i czego od nich chce… ale jeden ma całkiem trafne podejrzenia. Słyszał już o tym człowieku, który nikogo co prawda nie zabija, ale stwarza ku temu bardzo wygodne warunki. Krok po kroku udaje im się odkryć wszystkie ślady i rozwikłać zagadkę: co takiego muszą zrobić, by przeżyć? Seans wciąż robi robotę i przez jakiś czas nie będę chodził w słuchawkach… nigdzie. Płynnie opowiedziany, solidny thriller, z interesującą fabułą, a obłęd Lawrence’a wydaje się uzasadniony. Oglądałem na jednym wydechu.
Miejsce #12: Shrek 2
Czy warto zmieniać się dla kogoś? Czy warto wymagać, żeby druga osoba się zmieniła? Zamiast dawać odpowiedzi, Shrek 2 woli uczyć o wybieraniu (tego, co jest dla nas istotniejsze) i pogodzeniu się z tym, że życie jest zmianą. Twórcy traktują swoją opowieść bardzo poważnie. Nie umniejszają jej z myślą o młodszej widowni ani ze względu na to, że tworzą animację fantasy. Zamiast tego idą w drugą stronę i wykorzystują ten fakt – wszystkie przegięcia i absurdy gatunkowe oraz stylistyczne służą narracji. Dzięki temu ich fabuła jest jeszcze lepsza, bo mogła odbyć się jedynie w tym właśnie środowisku typowym dla Shreka. To jego opowieść, to jego film. Plus polski dubbing, zmieniający ten film w komedię!
Miejsce #13: Evolution of a Filipino Family ("Ebolusyon ng isang pamilyang Pilipino")
Reżyser umieszcza fabułę w życiu głównych bohaterów, ale najpierw przedstawia on owo życie. Pracę na polu. Monotonię. Rozmowy dla zabicia czasu. I to działa, bo dla widza przerwy na słuchanie audycji radiowej są tym samym co dla postaci na ekranie. Mija półtorej godziny, zanim dowiemy się o tym, że matka ma problemy ze wzrokiem – czyli o czymś, co zazwyczaj jest na początku filmu, by budowało konflikt. Możemy oglądać typowe wyjście rolnika na dwór, gdy to siada na ławeczce i ma przerwę. I to by było na tyle, rolnik je, odpoczywa i mamy cięcie. Scena zmierza donikąd, ale równie dobrze po takim wstępie możemy doświadczyć naprawdę mocnego rozwinięcia, w postaci choćby dramatycznej konwersacji. To również Diaz umie robić cholernie dobrze. Umie przedstawić kłótnię słowną dwojga ludzi, która łapie widza za zęby. Reżyser dawkuje te momenty umiejętnie, zawsze zaskakując odbiorcę, dlatego są takie skuteczne.
Miejsce bonusowe: Sześciostrzałowiec ("Six Shooter")
Zanim Martin McDonagh robił In Bruges oraz Trzy billboardy…, to stworzył ten tytuł, tutaj każdy kogoś stracił, jakiś chłopak przeklina i chce gadać o jakiejś krowie, a na koniec pozostaje nam jedynie zakrzyknąć: co za dzień! Ironiczna anegdota o tym, w jakich chwilach tracimy wiarę w Boga, a w jakich ją odzyskujemy.
Również warte uwagi: Marzyciel, Złe wychowanie, Kill Bill 2, W stronę morza, Dom latających sztyletów, Appleseed, Jak być sobą, Vinci, Za wszelką cenę, Lato miłości, Upadek, Bracia, Wizje Europy, Mind Game i Bezdroża.
NAJLEPSZE SERIALE ROKU
Miejsce #1: Zagubieni - sezon I
Pierwsza seria jest wyjątkowa. Wyspa i samo Lost nigdy już nie będą takie jak na początku. Wyspa była wtedy tylko wyspą, serial opowiadał o rozbitkach – główne problemy, jakie mieli to np. jak zdobyć żywność, albo skąd brać wodę. W całym sezonie pierwszym jest bardzo niewiele znaków każących widzom myśleć, że oglądają jedną, wielką historię. Dopiero później stało się większe i bardziej skomplikowane, już wtedy było niewiarygodnie filmowe, odważne i inspirujące.
Miejsce #2: The Shield - sezon III
Tutaj już serial jest spełniony. Fundamenty postawiono, teraz tylko obserwujemy, co wynikło z wydarzeń w dwóch pierwszych sezonach. Do tego wiele innych ciekawych wątków jak śledztwo za gwałcicielem albo Acaveda z kutasem w ustach. Scenariusz jest napięty, wątki ściśnięte. Ledwo jest miejsce, by nabrać powietrza podczas oglądania. I ten finał! Mroźny wieczór i kilku przyjaciół na rozmowie… Wciąż ogląda się dobrze.
Miejsce #3: Siła koszmarów: Powstanie polityki strachu - miniserial
Kiedyś politycy rządzili, sprzedając pozytywne obietnice, zapewniając lepszą przyszłość i szczęście obywateli. Dzisiaj chcą uchronić szarych ludzi przed zagrożeniem. Najczęściej przed zagrożeniem, którego nawet nie ma. Twórca cofnął się bardzo daleko by poznać genezę tego, co dziś widać za oknem – skąd się wzięła Al-Kaida? Kto był mentorem bin Ladena i skąd się wziął? Kto był inspiracją dla tego mentora i skąd one się wzięły? USA to kraj, który ma misję ratowania całej ludzkości – zastanawialiście się kiedyś, czy to też skądś się wzięło? Albo czemu tyle było ataków i afer związanych z Clintonem, chociaż na żaden nie było dowodów? Skąd wzięło się powiedzenie: „To, że nie znaleźliśmy dowodów na coś, nie znaczy, że tego nie ma. Znaczy to tylko tyle, że tego jeszcze nie znaleźliśmy„.
