Ostatnio obejrzane i polecane – grudzień ’25 & styczeń ’26
Kilka tytułów, które obejrzałem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy - pięć w grudniu i cztery w styczniu - które postanowiłem wyróżnić. Pierwsze seanse oraz kilka powtórek. Oto garść wyróżnień za grudzień '25 i styczeń '26.
GRUDZIEŃ '25
Lepsze życie („Better Things”, 2016-22) Serial o niczym. Bo bycie samotną matką trzech dziewczynek oraz aktorką pracującą przy wszystkim – od reklamy poprzez dubbing, nawet w szkole uczy – jest niczym. Taka przewrotność życiowa. Opis jednego z odcinka brzmi: „Sam robi barszcz”, bo aż tak trudno to opisać w prosty sposób. Jednocześnie jednak to jest serial o wychowywaniu trzech dzieci, każde będące w innym wieku, jedno idzie na studia gdy drugie wkracza w okres buntu, o pierwszych kontaktach seksualnych swoich dzieci, o ich nowych partnerach i planach życiowych, o relacji z fanami, o szukaniu kogoś nowego, o zalotach niewłaściwych mężczyzn, o kontaktach z innymi rozwodnikami, o gotowaniu, o ogarnianiu domu, o byciu Żydem, o tradycjach Żydowskich, o byciu Żydem w społeczności latynoskiej, o relacjach z bratem, z jego żoną, o relacjach z matką, o rozwiązywaniu sporów między tamtą żoną i matką, o pomaganiu własnym dzieciom w realizacji marzeń i spełnieniu się… I tak naprawdę nie jestem jeszcze u progu wymieniania tego wszystkiego. Chyba w żadnej innej produkcji równie często nie padają słowa: „Kocham Cię, mamo”. https://garretreza.pl/lepsze-zycie/
Star Wars: The Clone Wars (2008–2020) To jest ta produkcja ze świata SW, której potrzebuję – sensownie rozwijająca świat przedstawiony, motywy fabularne czy relacje między bohaterami. To wszystko ma miejsce między drugim i trzecim prequelem, pokazując kolejne epizody z działań wojennych. Widziałem tutaj spójność z tym, co Lucas widział w świecie Gwiezdnych Wojen – i jak udało mu się tutaj o tym opowiedzieć. Jedi zaślepieni władzą albo podążaniem za kimś, kogo uznają za króla lub kogoś równie ważnego. Przepisy ponad wszystko i tak dalej. Złożoność świata i liczne niejednoznaczne sytuacje, które otwierają przed młodym – i nie tylko – widzem skomplikowanie świata, do którego niedługo wejdzie. Zrozumienie antagonistów, wrogowie stający się kompanami, zmiany filozofii i stanowisk – to tutaj jest i jest zrealizowane naprawdę dobrze. The Clone Wars pokazuje faktyczną głębię stojącą za tym uniwersum. https://garretreza.pl/gw6/
Terytorium Colorado („Colorado Territory”, 1949) Raoul Walsh jeszcze raz wraca do „High Sierra”, tylko adaptuje go na western bez Bogarta, zachowując noirowość i w tytule umieszczając żeńską postać. Ciężko mi po takim czasie porównać oba filmy, więc w zasadzie oceniam ten tytuł oddzielnie – a ma bardzo dobrego bohatera i historię, która już wtedy pokazuje potencjał w opowieściach typu: „Bonnie & Clyde”. Ma momenty, gdy potrafi być inteligentny, ma momenty, gdy potrafi być emocjonalny. Finał jest spodziewany, ale i tak uderza solidnie i zostanie w pamięci. Ogólnie Walsh trzy razy wracał do swoich dotychczasowych produkcji, by zrobić je jeszcze raz. Zdążył nawet niemy film zrobić jeszcze raz niemym w momencie, kiedy każdy się spodziewał dźwięku lada moment. https://garretreza.pl/raoul-walsh/
Nie jesteśmy aniołami („We’re No Angels”, 1955) Przestępcy w trakcie ucieczki zaczną pomagać przemiłej rodzinie prowadzącej sklepik – i ku własnemu zaskoczeniu, zrobią dla nich o wiele więcej, niż mogliby się sami po sobie spodziewać. Dialogi odpowiadają za większość atrakcyjności tej produkcji. To one wydobywają komedię z bohaterów, intrygi, tematyki czy absurdu, jakim są przestępcy czyniący dobro – przy jednoczesnym uginaniu się od żartów działających tak po prostu, bo są śmieszne. Czy jest to film świąteczny? Jak najbardziej. Opowiada o przemianie. O niespodziewanym gościu, dopuszczeniu go do wspólnego posiłku przy wigilijnym stole, o miłości czyniącej dobro. Wbrew temu, co Kevin M powiedział, Święta mogą wydarzyć się wśród palm. Bez dzwoneczków czy Mikołaja. Sam jestem tym zaskoczony. https://garretreza.pl/swiateczne-1950s/
Prawdziwe kłamstwa („True Lies”) Cytat z Internetu: „Big dumb action movie made by totally smart guy.”. Kolejny cytat: „back when the ridiculousness of action movies was actually entertaining”. W planach miała być nawet kontynuacja, tylko odsunięto ją w czasie, ponieważ – jak sam Cameron to ujął – terroryzm przestał być zabawny. Bo zabawny może przecież być – siedzą w tych turbanach na środku pustyni, gadają w śmiesznym języku, machają karabinami i strzelają w powietrze… Kilka dekad później znowu możemy się z tego śmiać, jak oglądamy nagrania terrorystów strzelających w powietrze – tylko odrzut w rzeczywistości nie jest taki, jak w filmach, więc po pierwszych trzech nabojach lufa karabinu idzie we wszystkich kierunkach. W tym w dupę kolegi terrosty. A kolejne w czyjąś głowę. Śmieszne, ale to bawi już inaczej. Przeszłość się wydarzyła, zmieniła nas po drodze i nie wrócimy do tego, co było. Filmy pełnometrażowe dlatego, że zawsze będą skończoną całością, oferują możliwością powrócenia do tamtej rzeczywistości chociaż na ten krótki czas. To jest faktyczna wartość „Prawdziwych kłamstw”, której ten tytuł nabrał z czasem. Morał? Śmiejemy się, póki możemy. https://garretreza.pl/james-cameron/
STYCZEŃ '26
Znudzony na śmierć („Bored To Death”, 2009-11) Telewizyjny comfort-food o grupie przyjaciół mających przygody w Nowym Jorku. Pisarz, który nie może usiąść na dupie i napisać drugiej książki, więc zostaje detektywem-amatorem. Jego przyjaciel, którym jest autor komiksów z superbohaterem, który ma dużego penisa. Jego drugi przyjaciel, starsza osoba pisząca do gazety. Z tym można zrobić bardzo dużo i tak się właśnie dzieje, oferując zaskakujące opowieści pełne humoru, gdzie własny świat ściera się z tym realnym. Tak właśnie lubię. Lubię oglądać przyjaciół na ekranie, jak się wspierają i pomagają sobie w codziennym i niecodziennym życiu. Wszystko to na tle Nowego Jorku. Jeśli o mnie chodzi – kciuk w górę. Niech będzie, że sympatyczne aktory oraz humor w dialogach mi wystarczą. https://garretreza.pl/znudzony/
Great Teacher Onizuka – miniserial (1999-00) Świat tutaj zbudowany jasno wskazuje, że premierę serial miał pod koniec lat 90. Przestępczość na mieście, nauczyciele rzucający kłody pod nogi, system robiący to samo, uczniowie gotowi stworzyć piekło w klasie, do tego różne osoby we własnym zakresie pragnący widzieć, jak świat płonie. Zdolności bojowe Onizuki przydadzą mu się wielokrotnie, ale nigdy nie będą rozwiązaniem – największe postępy poczyni, kiedy sam sobie narzuci najwyższe standardy moralne i będzie służyć jako przykład dla innych. Nie tylko podopiecznych. Najlepszy odcinek to jeden z fillerów na końcu, gdy zabrał podopiecznych na wycieczkę, żeby ich nastraszyć, kiedy wszystkie samice są do połowy rozebrane. Każda postać odebrała wtedy lekcję życiową, którą mogła w tym wieku zrozumieć. Wtedy najlepiej było widać, że zapamiętają tego nauczyciela do końca życia. Great Teacher Onizuka? Tak. Twórcy udowodnili, że zasłużyli na ten tytuł. https://garretreza.pl/gto/
Suzume (2022) Opowieść o drzwiach, kotach, miłości, przeszłości, mamie robiącej meble, podróży samochodem, rowerem i pociągiem, magii, poświęceniu, walce, wierze… Dużo tutaj wszystkiego i ciężko mi powiedzieć, aby to zostało dobrze rozłożone na postaci, fabułę oraz kreację jakiegoś świata. Zagrożenia w sumie też nie poczułem, aby postaci pokonywały coś grożącego naszemu światu. Jednocześnie jednak jest to fantastyczna podróż, gdzie razem z bohaterami przeżywa się mnóstwo wydarzeń. Może to trochę będzie dziwne, ale znaczącą sceną jest tutaj dosyć zwyczajne z pozoru zapakowanie się wszystkich do samochodu i jechanie w trasę. Nawet ze sobą na początku nie gadają, jeden zaczyna śpiewać później, ale ile luzu to wprowadziło do tej historii. Ilu ludzi bohaterka spotyka po drodze i wydaje się, jakby do każdej mogła potem wrócić. Jest w tym filmie magia, zdecydowanie. Taka blisko Totoro, gdyby bohaterowie dorośli i spojrzeli po latach w przeszłość na dzieciństwo. https://garretreza.pl/makoto-shinkai/
Biały żar („White Heat”, 1949) To jest naprawdę porządny skrypt, bogaty w mnóstwo ruchomych elementów. Protagonista ma migrenę oraz skomplikowaną relację z matką, co też stanie się kluczem do wkroczenia w krąg jego bliskich współpracowników, na których polega. Jego żona go nie kocha, a nawet spiskuje przeciwko niemu z jednym członkiem jego gangu. Do tego jak często rozwój scen zaskakuje, idąc w całkowicie niespodziewanym dla bohaterów kierunku. Widownia dostaje tutaj wciągającą, dynamiczną historię z jednym z najbardziej wyrazistych finałów w historii gatunku. I nie tylko! „Made it, Ma! Top of the world!” Intensywna opowieść, śmiertelnie poważna, brutalna i wypełniona talentem. Raoul Walsh, Max Steiner, James Cagney – złoty standard gatunku gangsterskiego do dzisiaj. https://garretreza.pl/raoul-walsh/
Powiązane
2025 2026 Blog felieton O kinie Ostatnio obejrzane ostatnio obejrzane i polecane
Najnowsze komentarze