Dwa Brzegi 2018 – kilka zdań o każdym obejrzanym tam tytule
Kilka słów o każdej produkcji, którą zobaczyłem na festiwalu filmowym Dwa Brzegi 2018. Dokumenty, krótkie i pełne metraże oraz przedpremiery.
Relacja z festiwalu, komentarz odnośnie konkursu krótkometrażówek oraz wiele innych w oddzielnym tekście (W PRZYGOTOWANIU)
Dogman (2018)
Jeden z tych tytułów, które nie są dla mnie. Tak po prostu. „Dogman” pozbawiony jest klasycznego trzeciego aktu, w którym bohater osiąga coś, ciężko pracuje i zmienia wszystko, naprawia swoje błędy. „Dogman” to jedynie opowieść o człowieku, który chciał mieć ciastko i je zjeść. Na szczęście mamy reżysera, który odkrywa przed nami sekret: tak się nie da. Zamiast jednak zrobić krok lub dwa więcej, woli zatrzymać się na tym, że tak się nie da. Potem jego film się kończy, a ja zostaję z myślą, że „komuś tu się nie chciało”. Może niepotrzebnie wróciłem ostatnio do kina lat 30. i 40., bo tam twórcom jednak chcieć się chciało i teraz jakoś tak mi naturalnie jest to wymagać od nowych tytułów. Matteo Garrone ma jednak inną filozofię – chce pokazać palenie za sobą wszystkich mostów. Tak to widzi, tak to pokazuje, a jego bohater niespecjalnie stara się coś zmienić. W tym tkwi sekret tego, czy spodoba wam się „Dogman„. Przy tym jednak jest to kino bardzo ponure i wyraziste, niemal perfekcyjne technicznie. Ból i krzywda międzyludzka została ukazana tu w bardzo wymowny, wręcz namacalny sposób. Podobać się też może jeszcze bliskie medytacji tempo opowieści. Te ponad półtorej godziny są naprawdę nieźle rozciągnięte, ale bez znużenia. Ogólnie więc nic nowego, ale przynajmniej nieźle wykonane.
★★★★
Konstytucja (2016)
Z jednej strony mamy rodzaj uproszczeń, których nie lubię: bohaterowie utożsamiają swój naród albo swoją grupę społeczną. W tym wypadku jest konflikt między homoseksualistą Chorwatem, który nie cierpi Serbów i Serbem, który w ramach rewanżu powie bez sensu kilka zdań o gejach, w które nawet nie wierzy. Poza tym jest tu jeszcze spora wartość dramaturgiczna – każda postać ma jakieś dodatkowe cele, jest kimś więcej niż wygląda, każda ma tajemnicę. I to autentyczna działa, również dzięki zdrowej ilości słowiańskiego (głównie czeskiego) humoru. I na koniec zostaje zagadka: o co twórcy chodzi z tą kiełbasą? Warto!
★★★★
Złodziejaszki ("Manbiki kazoku", 2018)
Jak miło obejrzeć film tak pełny miłości do drugiego człowieka! Koreeda stworzył piękną i bezbłędną konstrukcję dramatyczną o rodzinie, która w odkrywaniu jest samą przyjemnością – jak działa ten świat, jakie są relacje między nimi, kim w ogóle ci ludzie są? Nie warto zbyt mocno sugerować się tytułem oraz faktem, że w opisie zdradzają, iż niektórzy bohaterowie kradną – bo moralność w tym filmie jest jak najbardziej, ale w swojej pełnej formie, bez z góry narzuconych elementów. Przedstawienie bohaterów czy dynamiczne zawiązanie akcji też tu jest, ale bardziej mnie zaskakuje ilość śladów wspomnianych pół słowem przyszłych konfliktów, które są rozwijane zaskakująco przez cały film. Najważniejsze jest jednak uczucie towarzyszące mi od pierwszych scen seansu, czyli chęć adoptowania samemu dzieci i uratowania świata, niczym w teledysku Michaela Jacksona. Trudno mi jednak wskazać, jak sam film to wywołuje, więc to po prostu musiało być we mnie. Co w sytuacji, gdy tego wśród was nie ma? Wtedy pozostaje rewelacyjna konstrukcja scenariusza oraz potężna opowieść o miłości do drugiego człowieka.
★★★★★
Podatek od miłości (2018)
Ona jest pracownikiem skarbówki i bije ludzi za nazywanie jej słoikiem, którym w istocie jest (osobą spoza Warszawy, która pracuje i miesza w stolicy, a od spotkań rodzinnych wraca z jedzeniem w słoikach). Cóż, jest też przy okazji główną bohaterką filmu. Wiecie, to nie musiał być głupi pomysł. „Przystanek Alaska” też ma bohaterów z wadami, którzy robią złe rzeczy, ale mają dobry powód, który możemy zrozumieć. Tam doktor został oszukany, dlatego odreagowuje na innych i szuka okazji, żeby wrócić do NYC. Nic co można chwalić, ale można to zrozumieć, zresztą na koniec zawsze będzie jakaś zmiana u którejś postaci. Nie jest to proste, ale wciąż jestem w szoku jak bardzo scenarzysta „Podatku…” nie rozumie tej zasady. Zamiast tego stworzył postać po prostu złą. Poza tym podstawowym żartem jest tutaj śmianie się z faktu, że jak skarbówka będzie chcieć, to się dopierdoli do wszystkiego – twórcy najwyraźniej tak bardzo odlecieli od rzeczywistości, że to ich śmieszy. Dodać do tego Romę Gąsiorowską płacącą za kawę w lokalu pierwszej klasy w centrum Warszawy jakieś 1,80 i mamy tytuł, który chce się nienawidzić. Sam film jednak ma to gdzieś. „To„, czyli wszystko, łącznie z samym sobą. Niewydarzony i obojętny, cudownie beztroski. Nie mówię, że nie jest zły – mówię, że podczas oglądania jego beznadziejność przestaje mieć znaczenie. Na koniec zapamiętasz tylko cztery momenty, kiedy było śmiesznie.
★
Zamknij się i graj na pianinie ("Shut up and play piano", 2018)
Film o jakimś śmieszku muzycznym, o którym nigdy w życiu nie słyszałem, a film zachowuje się, jakby to był ósmy cud świata. Znam lepszych śmieszków. Przykład poniżej.
★★★
Wakacje (2018)
Kobieta fantazjuje o lepszym związku. Miły pomysł mówiący o odwadze twórców i sprawne zamknięcie wszystkiego. Na plus, zdecydowanie.
★★★
Błoto (2018)
Ładna animacja, która musiała być animacją. Ta historia mogłaby zadziałać tylko w tej formie, by móc opowiedzieć o kobiecie, która się pogrąża. Wizualizacja tego jest w „Błocie” naprawdę przekonująca, dzięki czemu całość działa bez jakichkolwiek słów. Mamy tylko barwy i kształty, ale więcej nam nie potrzeba. Do tego zakończenie i stosunek twórczyni do swojej bohaterki – był w tym jakiś humanizm. Z całą pewnością na plus i czekam na więcej.
★★★★
Blue Note Records (2018)
Jazzmani umieją w jazz, czują go, ale gadać o nim nie bardzo umieją. Wciąż jednak mówią o nim z taką pasją, że człowiek nie chce wyjść z pokoju i nadal ich słucha, chociaż gadają frazesami, używając wciąż tych samych zwrotów. Tym razem mówią o studiu nagraniowym, którego istnienie umożliwiło istnienie wielu muzykom jazzowym. Coś jak „SoundCity„, tylko dla jazzu. Seans będę miło wspominać, ale lepiej odpalić miniserial „Jazz” Kena Burnsa.
★★★★
Drżenia (2018)
Mam nadzieję, że twórcy nie portretują tu prawdziwej szkoły. Bo jeśli tak robią, to ich praca wyraźnie nawołuje do zabicia wszystkich poniżej 18 lat, ale też nauczycieli oraz by zburzyć te budynki, gdzie kiedyś była szkoła, ale obecnie najwyraźniej ludzie już nie mówią, jak mówią, podczas bijatyk ludzie klaszczą w ścianę, a profesorka nie ma pojęcia o chorobach jej podopiecznych. Albo to po prostu kiepski, niewydarzony krótki metraż.
★
Switezianka (2018)
Chłopiec spotyka ładną dziewczynę i wszystko jej obiecuje. Bez zaskoczenia, ale korekta barw zasługuje na uniesienie brwi. Czasami wygląda wspaniale, innym razem płasko i jakby aktorzy grali na green screenie.
★★
Salveger (2018)
Widziałem tylko końcówkę, bo organizacja festiwalu jest fatalna. Nie dość, że seanse są tuż obok siebie, to jeszcze była prelekcja, podczas której nie powiedziano niczego nowego. Przez to spóźniłem się na blok shortów i ten tytuł padł tego ofiarą. Zobaczyłem z dwie lub trzy ostatnie sceny.
?????
Na zdrowie (2017)
Żart animowany. Wdzięczny pomysł i niegłupi seans o tym, jak mnożą się choroby.
★★★
Ryuichi Sakamoto: Coda (2017)
Zamiast typowego dokumentu o kompozytorze muzyki do „Ostatniego cesarza” albo „Zjawy„, tutaj spędzamy z nim po prostu czas. Anegdoty czy wspomnienia też tu są, ale liczy się to, co jest teraz, kim ten człowiek jest dzisiaj, jakie są jego plany na przyszłość, marzenia, ambicje oraz przemyślenia. Czyli jak to jest być z człowiekiem, który po zamachu na WTC przestał na tydzień słyszeć muzykę.
★★★★★
Leksykon myśli (2017)
Mała, zabawna animacja na zaliczenie studiów. Pozwala miło spędzić te kilka minut i nie trzeba wymagać więcej.
★★★
Le Lapin de Noel (2018)
Zabawna francuska animacja o babci próbującej w Wigilię pochować kota – i w jakiś sposób to stało się wstępem do komedii pomyłek. Życie.
★★★★
Silvia dans les Vagues (2017)
Rodzina chowa ojca, który był trans. Żona optuje za garniturem, syn chce pochować tatę w sukience. Mało fabuły, więcej doświadczenia bycia pod presją takiego wyboru i walki o swoje. Dobra robota!
★★★★
