BlackBerry (2023)

BlackBerry (2023)

10/05/2026 Opinie o filmach 0

Matt Johnson – kolejny autor, którego chcę poznać bliżej.

Ocena 5 z 5

Ten telefon był przede mną. Pierwszy telefon komórkowy, jaki miałem, nadal był właśnie tym: telefonem komórkowym. I dostałem go w czasach, gdy wszystkie inne dzieci dostawały smartfony. Brzmię teraz jak typowy pseudo-recenzent, który wypełnia puste miejsce kryjąc fakt, że nie ma nic do napisania o samym filmie, ale – robię to, aby podkreślić: ja też nie byłem zainteresowany tym tytułem. Nie pamiętałem, czemu dodałem go na listę „do obejrzenia” i spodziewałem się, że wyłączę po 15 minutach. Byłem na pokładzie w połowie i film walczył dalej, abym jednak dał najwyższą ocenę, przypieczętowując wszystko finałowym cięciem i ujęciem. Po raz kolejny – po Social Network czy Air – udowodniono mi, że podjęty temat nie ma znaczenia. Albo czy jestem nim zainteresowany. Liczą się ludzie biorący w niej udział.

BlackBerry opowiada na powierzchni historię kilku ludzi mających pojęcie o technice, ale nie o biznesie. Telefon w ich teraźniejszości służył do odbierania rozmów telefonicznych, a oni już wtedy chcieli smartfonów: urządzenia w kieszeni, które odbierze maila. To miało wystarczyć i zastąpić tak wiele: koniec ze spotkaniami biznesowymi czy koniecznością posiadania wielu innych urządzeń. Ich maszynka miała wystarczyć. Duży ekran i klawiatura pod nim, wszystko w kieszeni. Tylko jak to sprzedać? Tutaj na pokład wchodzi człowiek, dzięki któremu ich telefon stanie się rzeczywistością. Ten film jest historią wzlotu na sam szczyt oraz spadkiem na samo dno. Historia „tego telefonu, który ludzie mieli przed iPhonem”. Pod spodem jednak otrzymujemy tutaj dramat osobisty: historię spełnienia marzeń oraz poświęceń. Historia o tym, jak historia jest tworzona i co ma na nią wpływ.

Dlaczego nazywa się BlackBerry? Tego akurat w filmie nie ma, chociaż stoi za tym wręcz inżynierskie wytłumaczenie. Nie ma tutaj wielu rzeczy – to w końcu fabularyzowana i dramatyzowana wersja prawdziwych wydarzeń, do czego oczywiście można mieć ambiwalentny stosunek. Nie jest to też jasna opowieść o tym, co poszło nie tak i jaką lekcję należy z tego wyciągnąć. Będą widzowie, którzy zobaczą tutaj morał o tym, że nic nie dało się zrobić – życie takie jest: raz na szczycie, raz na dole. To może być film o chciwości, o zapomnieniu jakim człowiekiem chciało się być, o zdradzie wartości. Czy koniec BlackBerry nastąpił z powodu działań samej firmy? Czy koniec by nastąpił i tak z powodu rewolucji Apple’a? Twórcy nie próbują udawać, że mają na to odpowiedź. Ich koniec jest złożony i dramatyczny. I jest faktycznym końcem. Nie dlatego, że pojawiły się kłopoty z prawem, przyjaźń została zerwana albo sprzedaż spadła. Koniec nastąpił, bo BlackBerry przestało być w tym filmie BlackBerry.

Glenn Howerton gra tutaj łysawego człowieka w garniturze. Ten urodzony w Japonii aktor skończył jedną z najbardziej prestiżowych szkół na tej planecie (Juilliard School) i znam go tylko z Always Sunny i dopiero teraz mogę go zobaczyć w innej odsłonie (chociaż to nadal krzykacz, ale tym razem mający dalece mniejszą pewność siebie i my jako widzowie wiemy doskonale, po jak cienkim lodzie cały czas stąpa). Ogólnie występy są znakomite, ale to kino stojące przede wszystkim realizacją: kamera zawsze wiedziała, kiedy skupić się na spojrzeniach między postaciami, na ich oczach, na daniu im przestrzeni oraz czasu. Mamy pewność, że oglądamy ludzi: marzycieli popchniętych do desperacji albo skuszonych różnie pojmowanym sukcesem. Styl narracji się zmienia – na początku pasuje do małego świata dziwaków pracujących dla zabawy, wchodzących na meble, nie przejmujących się niczym. Z czasem i stopniowo kamera traci tę „niewinność”, zaczyna być spokojniejsza, poważniejsza. Oświetlenie daje miejsce ciemnościom, do których bohaterowie zmierzają.

Nie ma tutaj dialogów Serkinsa czy wyraźnego protagonisty, jak w SN czy Air, dzięki któremu głębia emocjonalna byłaby równie łatwa w przyswojeniu podczas oglądania, ale to nadal kawał świetnego kina, które do mnie przemówiło. I nauczyło sprzedawać, gdy jest się na górce. Matt Johnson – kolejny autor, którego chcę poznać bliżej. Nawet jeśli zaraz bym to zrobił i tak, nadrabiając Nirvanna the Band the Show the Movie. Może jego Tony będzie na AFF?