Od zmierzchu do świtu („From Dusk Till Dawn”, 1996)

Od zmierzchu do świtu („From Dusk Till Dawn”, 1996)

5 stycznia 2018 Uncategorized 0
poster from dusk till dawn
Robert Rodriguez & Quentin Tarantino
George Clooney & Harvey Keitel & Juliette Lewis & Danny Trejo
Przemoc & Erotyka & Whisky na stopie Salmy Hayek 

Na pozór jest to „głupie kino pełne bezsensownej przemocy„. W rzeczywistości jest tu o wiele więcej.

Seth uciekł z więzienia. Pomógł mu w tym jego brat, Ritchie. Razem jadą w kierunku granicy z Meksykiem, aby uciec policji i zacząć prowadzić nowe życie. Biorą po drodze zakładników i stawiają wszystko na jednej karcie.

Od zmierzchu do świtu” ma doskonałe dialogi. Oczywiście, to, że dobrze brzmią to jedno – ale też w każdej wymianie zdań kryje się coś więcej. W podtekście kreślą one bohaterów i pozwalają im opowiedzieć o sobie, ale nie w oczywisty sposób. Seth (George Clooney) dla przykładu, ilekroć komuś grozi, robi to w barwny, przydługi, oryginalny sposób. Popis scenarzysty, owszem, ale przede wszystkim jednak sposób bohatera na to, że jego ofiara faktycznie będzie zastraszona, wskutek czego będzie bać się ruszyć palcem. I o to właśnie chodzi – takiego zakładnika nie trzeba będzie zabijać, a Seth nie zabija, jeśli nie musi. Jego brat Ritchie z kolei lubi prowokować swoje ofiary, bo mu zabijanie różnicy nie robi. Innym interesującym momentem, jeśli chodzi o dialogi, jest przedstawienie bohaterów: pary przestępców oraz księdza i jego rodziny. Obie grupy mówią podobne rzeczy na ten sam temat, kiedy ich poznajemy (motel, w którym mają się zatrzymać), ale te wymiany argumentów różnią się w detalach. Kluczowych, które w szybki sposób określają, kim oni są. Prosta sztuczka, skutecznie wykorzystana.

Mam ogromną ochotę chwalić scenariusz. Wyraźnie widać włożony wysiłek w to, aby za każdym razem czymś zaskoczyć widza, choćby małym szczegółem. Nie chodzi tu jednak o łamanie schematów, ale podążanie własną ścieżką. Prezentowanie oglądającemu czegoś, a potem robienia z tym czegoś wyjątkowego. Tutaj dwoje ludzi może prowadzić luźną rozmowę, po której zakończeniu dopiero dowiadujemy się, że jeden z uczestników siedział cały czas na bombie, która mogła wybuchnąć w każdej chwili. Napięcie z kolei opiera się często na tym, żeby bohaterowie nie zrobili teraz czegoś, co już wcześniej widzieliśmy – wiemy więc, że są do tego zdolni, a scena może rozegrać się na kilka sposobów. Dlatego choćby całość zaczyna się od wielkiej demolki – nie dla niej samej, ale po to, by pokazać, że bohaterowie są w stanie w każdej chwili do tego doprowadzić. Dzięki temu ich kolejne konfrontacje z przeciwnościami losu od razu nabierają głębi.

Jedno co należy filmowi zarzucić to trochę rozmyty temat przewodni. Niby jest to „głupie kino pełne bezsensownej przemocy„, ale tak naprawdę to każdy z bohaterów uczy się rozstawać z tym, co go hamuje, powstrzymuje przed rozwojem albo „ruszeniem do przodu”. Niestety, w przypadku większości postaci widać tego tylko zarys. Najpełniej zrealizowano plan w przypadku Setha, który to nie rozstawał się ze swoim bratem, chociaż ten cały czas pakował go w kłopoty – ale nawet ten wątek kończy się na długo przed finałem filmu. Po nim wyraźnie czegoś zaczyna brakować w produkcji, a ta trwa, bo trzeba ją było jeszcze dokończyć. Trochę to kiepskie, przyznaję. Efekt jest taki, że zakończeniu brakuje kopa. Widocznie trudno było tu pogodzić treść i fajerwerki. Ja tam nie będę narzekać. Będę wracać do tego filmu z całą pewnością.

PS. Nie wspomniałem jeszcze o momencie, w którym Seth wchodzi do pokoju motelowego i ogląda Glorię. Ta scena jest doskonała.

Cytaty

– Dokąd jedziemy?
– Do Meksyku.
– Co jest w Meksyku?
– Meksykanie.

– No noise. No questions. If you make a noise, Mister .44 makes a noise. If you ask a question, Mister .44 answers it. Now are you absolutely, positively clear about Rule #1?
– Yes.
– Don’t you ever try and fucking run on us, because I got six little friends and they can all run faster than you can.

– He’s not your brother anymore.
– Well, that is a matter of opinion and I do not give a fuck about yours.

– So, what’s the deal with you two, you a couple of fags?
– He’s my son.
– Yeah, how’s that happen? You don’t look Japanese.
– Neither does he. He looks Chinese.