Tadeusz Chmielewski

Tadeusz Chmielewski

22/03/2020 Opinie o filmach 0

Przegląd filmowej twórczości Chmielewskiego

Ewa chce spać (1958)

5/5

Wrocław to miasto pełne przestępców i durniów w mundurach policyjnych, a studenci potrafią mieć przygody przez całą noc bez wychylenia jednego kieliszka. Można? Można. Ten obraz to komedia kompletna – rozgrywa się w ciągu jednej nocy, tytułowa bohaterka jedynie szuka noclegu (rano zaczyna pracę w nowym mieście), ale zamiast tego z pełną naiwnością wplątuje się w kolejne przygody, które z czasem tylko rosną i mają wpływ na kolejne, podnosząc w końcu na nogi całe miasto. Intryga jest skomplikowana i czytelna, pełna pomyłek i gagów, uroczych i naiwnych jak główna bohaterka. Takie filmy uwielbiam i chciałbym, aby życie częściej wyglądało, jak w tym obrazie. Byłem we Wrocławiu, tam po północy tylko piją i gadają o filmach. Nie, żebym narzekał, ale noc powinna być bardziej magiczna – jak w filmie Ewa chce spać. Życie jest lepsze dzięki filmom takim jak ten.

Tadeusz Chmielewski

Obecnie Tadeusz Chmielewski nie znajduje się jeszcze w moim rankingu reżyserów.

Top

1. Wśród nocnej ciszy
2. Ewa chce spać
3. Nie lubię poniedziałku
4. Jak rozpętałem II wojnę światową
5. Dwaj panowie „N”

Walet pikowy (1960)

4/5
Film wewnątrz filmu, żart dla samego żartu – komedia kryminalna o całym kraju poszukującym kryminalisty. Oglądamy salę kinową oglądającą film o narodzie zgodnie nazywającym się detektywami, każdy jeden bez wyjątku, bo każdy chce złapać przestępcę i zgarnąć nagrodę 3 milionów złotych. Na dzisiejsze to jakieś pół Europy pewnie za to można by kupić. Oglądamy więc sceny komediowe jedna za drugą, spójność fabularna jest zachowana i liczne postaci zyskują sympatię widza, ale ogląda się przede wszystkim lekko, bez potrzeby osiągania celu lub dojścia do jakiejś zmiany. Dopiero w finale jest jakaś konkluzja osiągnięta – dlaczego bohater szuka przestępcy, jakie są motywacje przestępcy; nawet się okaże, że on wcale nim nie jest i najwyraźniej szukali niewłaściwego człowieka. Jakie to ma więc znaczenie? Film nie ma odpowiedzi i po prostu się kończy, z pewnymi dwuznacznymi smaczkami w końcówce. Twórcy wyraźnie się drażnią, nie mając poważania do niczego aż do końca. Mają szacunek chyba tylko dla widza, dając mu konkretny, świeży i zabawny drugi oddech tak potrzebny Polskiemu obywatelowi.
 
Chmielewski chwyta się różnych stylistyk, zaczynając na wdzięcznej reprezentacji kroniki filmowej, a kończąc jako kontynuator dorobku polskiej komedii lat 30. Można wręcz pomyśleć podczas seansu, że w międzyczasie nic się nie wydarzyło, nic się nie zmieniło od czasu Piętro wyżej (1936), a może nawet od Sportowca mimo woli (1939). Nawet jeśli robi to tylko z tego powodu, to jest to prawdziwie nobliwe. I potrzebne. Ta komedia wydaje się osiągać z lekkością prawdziwie wyjątkowe rzeczy. I podczas oglądania nawet się o nich nie myśli, bo człowiek jest zajęty dobrą zabawą. Dobrą, godną chociaż głupkowatą, zabawą.
 
Chociaż zapewne największym osiągnięciem tego filmu jest sprawienie, że widzimy chłopa zgarnianego z zaskoczenia przez milicję, bez żadnych wyjaśnień lub racji jakiejkolwiek – a my reagujemy na to śmiechem. Jakby się nad tym zastanowić, jest to rzecz prawdziwie niesamowita. Może to kwestia czasu, może teraz kontekst sceny i całego filmu nie jest tak wyrazisty – ale jednak pomyślałem o tym, widząc tę scenę. Nie jestem więc pewnie jedynym. Panie Chmielewski, czapka z głowy.

Dwaj panowie "N" (1961)

3/5

Starszy archiwista ma hobby – zbiera ludzi, którzy urodzili się 29 lutego. Ich życiorysy, dane osobowe – za ich zgodą, oczywiście. Właśnie udaje się na urlop, gdy dzięki swojemu hobby dokonuje zadziwiającego go odkrycia. Przesuwa wyjazd o jeden dzień, żeby zbadać sprawę… I tak się to zaczyna. Intryga z pewnością jest mocną stroną tego filmu, sam film jednak nie tli się entuzjazmem. I w sumie trudno tak naprawdę ująć mi w słowach, co jest nie tak z tym filmem. Historia ma naprawdę dobre momenty, ale seans jest przy tym suchy i mało dynamiczny. Ponad półtorej godziny trwa całość, kiedy lepiej bym się czuł, poświęcając na to trzydzieści minut mniej. Może też chodzi o to, że jest to jeden z pierwszych nie-komedii w karierze Chmielewskiego? Co prawda później nakręcił choćby Wśród nocnej ciszy (może to nawet jego najlepszy film), ale w 1961 roku może jeszcze brakowało mu doświadczenia, pozwalającej na zrealizowanie sprawnego kryminału. A może współpraca z władzą nie szła najlepiej? W końcu Dwaj panowie… mają woń tytułu zrobionego na zamówienie. Niemcy są źli, polska policja ratuje sytuację i wszyscy chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, chociaż dziś jest to co najmniej dziwne. Podchodzi taki człowiek i zadaje pytania o innych ludzi, nawet w oglądaniu jest to niezręczne, ale same postaci nie mają z tym problemu zazwyczaj.

Wśród nocnej ciszy (1978)

5/5

Polski film kryminalny, którego akcja rozgrywa się w czasie świąt. Seryjny morderca zabija kolejne ofiary, policja jest bezradna, ludzie żyją w napięciu i liczą, że do Bożego Narodzenia będzie już po sprawie, ale nic tego nie zapowiada. Tak naprawdę jednak jest to opowieść o trudnej relacji syna z ojcem, który jest policjantem i prowadzi śledztwo. Tata rządzi twardą ręką, odmawia wszystkiego dla swojego potomka, więzi go emocjonalnie – dla najmłodszego życie powoli zaczyna oznaczać ucieczkę z domu. Pomimo tego, że na ulicy jest niebezpiecznie i można zginąć. Co jest lepsze? Śnieg i myśl o zbliżającym się święcie jest okropnie ponura, ale nie tak, jak całe zakończenie. To może być najbardziej ponure doświadczenie, jakie kino polskie ma do zaoferowania. Nawet nie wiem, do czego to mógłbym porównać. Do Milczenia owiec? Warto obejrzeć, chociaż nie ukrywam, do wigilii lepiej będzie pasować Kevin.