Siergiej Eisenstein
„The profession of film director can and should be such a high and precious one”. – Siergiej Eisenstein
Obecnie Siergiej Eisenstein znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #267
Top
1. Pancernik Potiomkin
2. Październik
3. Strajk
4. Iwan Groźny
5. Aleksander Newski
6. Dziennik Głumowa
+ Niech żyje Meksyk!
Ważne daty
1898 – urodziny (Ryga, Łotwa – wtedy ZSSR)
1919 – założenie najstarszej szkoły filmowej (razemz z Lev Kuleshov, Vsevolod Pudovkin, Aleksandr Dovzhenko, Mikhail Romm, Eduard Tisse and Anatoli Golovnya), ich uczniem będzie m.in. Tarkowski
1920/1 – śmierć ojca Michaiła
1923 – debiut krótkometrażowy
1925 – debiut pełnometrażowy
1929 – podróż do USA, gdzie otrzymuje propozycję pracy: chce nakręcić m.in. Wojnę światów, ale nic z tego nie wychodzi i w 1930 roku zostanie deportowany za bycie komunistą (najwyraźniej wcześniej nim nie był)
1930 – Upton Sinclair, którego prace posłużyły za podstawę Aż poleje się krew, pomaga Eisensteinowi i zleca mu zrobienie krótkiego filmu o Meksyku
1934 – małżeństwo, będą razem do jego śmierci
1948 – śmierć (Moskwa, atak serca)
1958 – przedostatni film (Iwan Groźny, część 2): zablokowany przez Stalina i opublikowany po śmierci Stalina
1979 – ostatni film (Niech żyje Meksyk), który zaczął kręcić w 1930 roku i nigdy nie dokończył (m.in. cenzura Meksyku)
Niech żyje Meksyk! (1979)
Historia tego filmu jest taka, że skończył się budżet, a potem materiał trafił do muzeum w Nowym Jorku i przez pięć dekad toczyła się sprawa, aby zwrócić materiał do USSR. Brzmi, jakby było w tym kilka dziur i przydałoby się ją rozwinąć? Cóż, jest to historia opowiedziana wewnątrz tego filmu i twórcy uznali, że więcej nie trzeba. Meritum jest takie, że to nie jest ukończony film, a Niech żyje Meksyk! z 1979 roku nie jest filmem pod tym samym tytułem z 1932 roku. Ten drugi jest oddzielnie na IMDb i ma wyłączoną możliwość oceniania. Ja też nie będę udawać czy przekonywać, że oceniam tamten tytuł. Nie będę też go włączać w poczet rankingu Eisensteina – po seansie jest dla mnie jasne: to nie jest jego film.
Nie ma tutaj za bardzo o czym pisać w kontekście samej produkcji. To zbiór nowel mających formować jakiś obraz Meksyku w głowie widza, tak jak twórcy formują sam obraz Meksyku do znajomych sobie ram. Może znajdują te połączenia naturalnie, może musieli trochę w tym kierunku gimnastykować, ale efekt opowiada o kulturze czy walecznym ludzie zwykłych obywateli, którzy na pewno mieli te same ideały, co obywatele takiego innego kraju…
I jest to nieinteresujące. Przywołuje mi na myśl te amerykańskie dokumenty robione na zlecenie przez amatorów. Pojawiają się interesujące ujęcia, ale mówimy o czymś w stylu: może pięć ujęć. Na tysiąc. Całość jest niema, ale ukrywa ten fakt poprzez dodawanie dźwięku (jak tętent kopyt) czy muzyki. Całość miała być zrobiona bez aktorów ni scenografii, więc kolejny eksperyment. I wyraźnie montaż miał pełnić tutaj dużą rolę, ale montował to ktoś inny, więc tylko tak sobie gdybamy i mamy nadzieję, że to pewnie mógł być wielki film. Ja uważam, że najwyżej mógł wyjść średni.
Plus: sekwencja tratowania końmi ludzi zakopanych w ziemi, tylko głowy im wystawały (oczywiście ustawione). Chyba jedyne, co zapamiętam. Oczywiście będę pamiętał (chociaż nie chcę) też sekwencję korridy, którą oczywiście przeskoczyłem. Jebać wszystko co z tym gównem związane. Jeszcze na koniu walczył z bykiem – i byk zaatakował konia. Chuj wam w dupę kurwa. Chuj rozmiarów tego konia. Po cięciu koń się podniósł, ale, kurwa, coś mi tu śmierdzi. I nie mam na myśli gówna, którym są ludzie zaangażowani w to popierdoleństwo. Jebać jebanym jebaniem to jebane gówno.
Najnowsze komentarze