Rainer Werner Fassbinder

Rainer Werner Fassbinder

07/10/2018 Opinie o filmach 0

Miał 16 lat, jak opuścił szkołę i nigdy jej nie dokończył. Zrobił ponad 40 filmów w ciągu 13 lat - osiem z nich tylko w 1970 roku.

I hope to build a house with my films. Some of them are the cellar, some are the walls, and some are the windows. But I hope in time there will be a house.” – Rainer Werner Fassbinder

Rainer Werner Fassbinder

Obecnie Rainer Werner Fassbinder znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #113

Top

1. Tęsknota Veroniki Voss
2. Berlin Alexanderplatz: Dzieje Franciszka Biberkopfa
3. Gorzkie łzy Petry von Kant
4. Mały chaos
5. Świat na drucie
6. W roku 13 pełni
7. Strach zżerać duszę

Ważne daty

1945 – urodziny

1966 – debiut krótkometrażowy

1969 – debiut pełnometrażowy (od razu machnie dwa)

1979 – drugie małżeństwo (do śmierci)

1982 [37] – ostatnie dwa filmy, śmierć (przedawkowanie)

Świat na drucie ("World on a Wire", 1973)

3/5

Fassbinder futurystyczny. Narracyjny chaos, brak spójności – ale finał piękny. „I am!”

Całość jest oczywiście wspaniale zrealizowana i wyreżyserowana, prowadzenie aktorów i tworzenie atmosfery krzyczy Fassbinderem w każdym kadrze (jeśli ktoś to lubi, ale nawet mi momentami całość smakowała w wyjątkowo przesadzony, przestylizowany sposób). Jednak nadążaniu za opowieścią przeszkadzało mi wrażenie, że twórcy podają mi informacje od tyłu. Pierwsza informacja w synopsisie z Wikipedii mówi o tym, że eksperyment składa się z 9000 istot tworzących symulację rzeczywistości. W samym filmie widz dowiaduje się tego pod koniec pierwszego odcinka, czyli w połowie seansu. Jest tutaj oczywiście zagadka fabularna: ktoś chce przekazać protagoniście tajną wiadomość, ale potem zginie – co się stało? Jaka to była wiadomość? Widz otrzymuje więc odpowiedni „hak”, by się móc zaczepić o opowieść, ale reszta seansu to w sporym stopniu dowiadywanie się różnych rzeczy bez odpowiedniego kontekstu. Co mam zrobić z tą czy daną informacją? Atmosfera i styl były tutaj na pierwszym miejscu, zdecydowanie. Filozofia była na trzecim miejscu, jeśli w ogóle była. Na drugim była pretensjonalność.

To historia, w której bohater zaczyna wątpić czy żyje w prawdziwej rzeczywistości. Może wszystko jest wytworem komputerów? To fabuła opowiadana zbyt wcześniej o kilka dekad – dopiero lata 90. sprawią, że ogół populacji będzie wiedział, o co w ogóle z tym chodzi. Może dlatego Fassbinder z taką pompą kazał aktorom krzyczeć: „A co jeśli wszystko jest sztuczne? Nie rozumiesz?!” tłumaczone metodą „powtórz kilka razy głośniej, to nawet w innym języku ciebie zrozumieją, zaufaj mi mordo”. Z perspektywy czasu to przekaz wyjątkowo toporny, pozbawiony wyobraźni czy gracji, o subtelności nawet nie wspominając. Mam nadzieję, że chociaż w swoim czasie dobrze brzmiały te dialogi o barwie kawy, bo dziś co najwyżej wzbudzają politowanie („kawa nie jest brązowa, bo jest brązowa, tylko gdzieś tam kawa istnieje i jest brązowa i dlatego my pijemy brązową kawę, a może gdzieś tam jest fioletowa i co wtedy?”). Próbując się wczuć w tamte lata, film jawi mi się jako pretensjonalny bełkot intelektualisty schodzącego z piedestału do motłochu z pogardą dla jego poziomu umysłowego – już pomijając problematyczne podawanie informacji widzowi.

A jest jeszcze coś takiego, jak po prostu bałagan na ekranie. Chłop leży w mieszkaniu, policja wali do drzwi – „otwierać”! W następnym ujęciu bohater biega po ulicy, ale jak do tego doszło? Bohater biegnie przez trawnik, murek, przeskakuje oparcie i nagle ktoś zatrzymuje się tuż przed nim samochód z innymi bohaterami: „wsiadaj, bo i tak nie dasz rady uciec”. Cóż, do tej pory szło mu całkiem nieźle, czemu więc się poddaje i wsiada do samochodu? Jak go w ogóle znaleźli? Czemu policja nie dała rady go znaleźć w tym miejscu? Bohater siedzi w knajpie i ogląda się za siebie, gasi świeczkę przed sobą dla lepszego ukrycia. W następnym ujęciu jest już oświetlony wyraźnie i nic sobie z tego nie robi. Idzie do kuchni, chce wyjść tylnym wyjściem. „Co tam jest?” „Kubły na śmieci”, słyszy. W następnym ujęciu jest na dachu kilkupoziomowego parkingu. No jak?! Film jako całość to jeden wielki pierdolnik pod względem spójności.

Im bliżej końca, tym większy bałagan się robi – bohater nawet wyciąga snajperkę i strzela do samochodu, by potem dopiero się ogarnąć, kto był w środku. Tłum go goni, by po prostu przestać go gonić. Cztery godziny zbliżają się ku końcowi i zaczynamy otrzymywać odpowiedzi. Wszystkie naraz, będące celem samym w sobie. I dopiero samo zakończenie ratuje tę opowieść, dając wyraz obawom o świat, w którym żyjemy, oraz o nasze miejsce w tym wszystkim. Nie jest to nijak tytuł samodzielny, on istnieje wyłącznie jako część większego nurtu – dosłownie strona czy dwie z opowiadania, nie całe opowiadanie. Kiedy jednak wiemy, o co chodzi, wtedy finałowe słowa bohatera z pewnością was uderzą tak, jak powinny. Zakończenie się udało!

W roku 13 pełni („In einem Jahr mit 13 Monden”, 1978)

3/5

Osobiste kino artystyczne, celowo odpychające. Okazuje się, że Fassbinder wynalazł narrację z gry Borderlands!

Artystyczne kino osobiste to spory problem. Czy to chodzi o jego ocenianie albo w ogóle mówienie o nim. Sam Fassbinder uwielbiał W roku 13 pełni i było mocno zadowolony z tego, co osiągnął. Nakręcił go w odpowiedzi na to, jak kobieta, którą kochał, popełniła samobójstwo (czy coś w tym stylu, to zresztą ciekawostki w Internecie zamieszczone). Można więc dalej domyślać się, że realizacja W roku 13 pełni pomogła mu pogodzić się z przeszłością, akceptować ją, przejść dalej – tego typu rzeczy. Nikomu nic do tego.

Niemniej, film ten udostępniono do oglądania. Pogadajmy o tym.

Są filmy, które robiły podobne rzeczy – sam zamysł o niczym jeszcze nie decyduje. W końcu jeden z moich ukochanych filmów podejmuje ten sam temat (Debiutanci), więc jest możliwe zrobić to inaczej niż Fassbinder. On zamknął się w zasadzie na widza. Nie ma w tym nic złego, ale jak on to zrobił? Jak to się stało, że byłem obojętny na jego produkcję i nic z niej nie wyniosłem?

Otóż zastosowano jeden zabieg: narrację z gry Borderlands 2. Jeśli nigdy nie graliście – jest to produkcja, w której głównie biegamy, strzelamy, wszystko wybucha, a cała opowieść (dialogi, historia) opowiedziane jest z offu, jakby ktoś do nas mówił przez telefon. Nic w związku z tym nie musimy robić, nie wpływa ona na gameplay i twórcy nie wydają się zainteresowani w najmniejszym stopniu tym, by gracz w ogóle był świadomy, że ich pozycja ma fabułę. Dwie minuty gry i całe to gadanie do nas przez telefon staje się białym szumem.

Identycznie jest w Roku 13 pełni. Ktoś mówi monotonnym rytmem, a kamera sobie wędruje gdzieś obok. Na dodatek to wszystko jest po niemiecku, więc trzeba wybierać podczas seansu i ostatecznie trudno jest się skupić, a jeszcze trudniej jest w ogóle się zaangażować. Pewnie jest to jakaś metoda – w końcu oglądamy film opowiadający o kimś, który ma nieszczęśliwe życie, ale nikogo to nie obchodzi. Całkiem sprytne i absolutnie nieoglądalne. Fassbinder był wybitnym reżyserem, ale nie tworzył równie wybitnego kina.

Nic z niego nie wyciągnąłem. Nic nie poczułem. Chciałem tylko skończyć seans. I nic z tego nie ma najmniejszego znaczenia.