Lipiec 2022

Lipiec 2022

11 lipca 2022 Opinie o filmach Opinie o serialach 0

Chcę obejrzeć wszystko z 2022 roku. Jedziemy dalej...

0
Obejrzanych filmów
1
Obejrzanych seriali
3/5

Trzynaście żyć ("Thirteen Lives")

29 lipca | Amazon Prime

Dla miłośników ludzkich historii, gdzie jednoczymy się w obliczu tragedii.

Prawdziwa historia z Tajlandii. Dzieci weszły razem z trenerem do jaskinii, gdy miał padać deszcz. I zostali tam uwiezieni. Dlaczego tam weszli, głupi byli czy co? Film tego nie tłumaczy. Ogólnie mało tłumaczy – bardziej tylko prezentuje wydarzenia. Dzieci tam weszły i faktycznie trzeba było nurków, by ich uratować. I pewnie faktycznie nurki siedziały na dupie tydzień, zanim pozwolono im tam wejść. I pewnie na serio pompowali wodę z tej jaskini bez wcześniejszego zablokowania świeżej wody z pobliskiej góry. A to nawet nie początek absurdów, dlatego ja będę wspominał ten obraz jako niezłą komedię.

Jak zapytacie na forum, to was do dokumentu odeślą poświęconego tym wydarzeniom.

Niemniej – jeśli chcecie opowieść o tragedii, gdzie pomagamy sobie nawzajem, wykazujemy siłę ducha itd., to wtedy film dla was. Po prostu cała reszta musi być wam obojętna.

Sceny nurkowania zrealizowano dosyć realistycznie – ciasne przestrzenie, ciemno, jak nurt wody pociągnie, to kamerą też zarzuci. Rezultat: guzik widać. Dialogi to katastrofa, rozwój wydarzeń spowolniony do tego stopnia, że bardziej się zerka, niż to ogląda. Realizm zachowano, tylko tego nie tłumaczono. Nurki mówią władzom „możemy tam wejść już teraz”, na co władza mówi: „Nie”. I to po długim oczekiwaniu. Taka to dramaturgia w tym filmie, jako filmie.

Jakbyście mi powiedzieli, że obejrzę w tym roku dwa filmy Rona Howarda, to bym się zdziwił.

2/5

The Gray Man

13 lipca | Netflix

Kino akcji jakich wiele. Gosling wybrnął rewelacyjnie.

Operator używa drona, aktorzy na naszych oczach czytają scenariusz i próbują zachować godność, schematy fabularne mają potencjał, historia prowadzi do dużej ilości scen akcji będących tam tylko dlatego, że ktoś wymagał, by było ich dokładnie 14. Więc tyle ich jest, każda kolejna słaba. To nie jest angażujący seans.

To po prostu kolejny film, w którym przemoc jest nudna i pozbawiona konsekwencji – tortury są bezbolesne (gadanie zresztą wystarczy) – historię możemy opowiedzieć na bieżąco przed twórcami, zero zaskoczeń – bohaterowie sami punktują głupoty na ekranie („Jak trudno jest strzelić chociaż raz do człowieka przypiętego kajdankami do ławki?”) – bohaterzy wielokrotnie spotykają najważniejszych wrogów, ale cackają się z nimi zamiast ich wyeliminować z filmu – wrogowie z bohaterami też – na końcu zamiast zamknąć kwestię w pół minuty, to zaczynają się honorowo bić na pięści – chociaż nigdzie w tej historii tym postaciom nie zależy na honorze – chociaż i tak nie mieli choreografa do takich walk – zresztą i tak jeden wyciągnie nóż, gdy zacznie przegrywać – zresztą po pięciu minutach i tak wejdzie gracz numer 3 i strzeli do jednego z nich, kończąc walkę – więc po chuj – bohaterowie cały czas biją się z NPCami, gdy właściwi antagoniści siedzą gdzieś za biurkiem i drą ryja przez discorda na NPCów, że nie wypełnili ich roli w fabule za nich – atrakcyjny protagonista raz będzie bez koszulki – więcej grzechów nie pamiętam, amen.

Gosling i jego wizerunek znajduje się w słowniku 2022 roku pod hasłem „cool”. Pochwały należą mu się za każdą scenę, w której gra z rękoma w kieszeni i bez słowa uśmiecha się z miną pt. „nie będę mówić tych głupot, co są w scenariuszu”. Skąd to wiadomo? Bo ilekroć nie ma tej miny, to mówi. I mówi głupoty, które ktoś napisał. I dostał za ich napisanie pieniądze. Mówię o tekstach w stylu:
– Powiedz mi coś o tym
– Czemu pytasz?
– Bo chcę znać odpowiedź

Wciąż lepiej od zwycięzcy w Cannes. Jak umarł BBT, to pozostałe postaci miały chociaż na to reakcję, więc humanitaryzmu tu nieporównywalnie więcej. Brawo Netflix.

2/5

Ms Marvel - sezon I

13 lipca | 6 odcinków po 50 min | Disney+

Serial o dziewczynie, która dostała super moce, żeby już nie próbowała siadać za kierownicą samochodu. Bo wszystkich zabije.

Żarty na bok – serial o nastolatce czytającej komiksy, która nagle zdobywa super moce, nagle się okazuje, że coś tam, więc coś tam. Musi się z kimś bić, ujawnić przed rodziną swoje moce i zdecydować, co z nimi robić, a raczej, jak się przy tym ubrać. Niby tylko kilka odcinków, a bohaterowie cały czas jedzą i tak się zastanawiam: ile jeszcze będzie tych fillerów? Gdy jest jakaś scena akcji – nie ma ona żadnego impaktu, nie czuć żadnego uderzenia ani upadku. Nad sensem tych bijatyk, ich przebiegiem, nawet nie zależy mi, by myśleć – ona są bardziej jak pokazy, niż faktyczne starcia, gdzie każda ze stron chce wygrać czy przeżyć. Nic w tym serialu nie dało rady mnie zainteresować: bohaterka, historia, świat.

Casting protagonistki idealny, jej udaje się sprzedać uroczość i naiwność bohaterki jako zalety, chociaż sam serial robi wszystko, aby do niej zniechęcić. To albo scenarzyści są na tyle głupi, że pokazanie bohaterki jako zagrożenia za kierownicą samochodu uważają za zabawne. Tak naprawdę chyba największa frajda to aktorka w tytułowej roli, która wyraźnie ekscytuje się z tego występu. Nie, że w tej konkretnej postaci – po prostu, ma szansę w dużym, kolorowym serialu. Jest w tym taka dziecięca radość.

Ludzie się cieszą, że Islam w komiksie. Osobiście nie bardzo mam zamiar uwierzyć w cokolwiek, co jest prezentowane przez Marvela, więc ma to dla mnie małe znaczenie.

3/5

Morderca mojej córki ("L'assassin de ma fille")

12 lipca | Netflix

Szokujący true-crime pokazujący, że nie tylko księża gwałcą, ale też lekarze

Te wszystkie dokumenty true-crime są identyczne, więc już nie będę się powtarzać, a w przyszłości zrobię oddzielny felieton o tym, czemu mnie one męczą. Morderca mojej córki nie odbiega w najmniejszym stopniu od innych tego typu: jest równie spokojny i schludny, co inne. Co więc go charakteryzuje? Tym razem jest to produkcja z Europy, o konflikcie francusko-niemieckim: niemiecki lekarz jest oskarżony o zgwałcenie i zamordowanie nieletniej dziewczynki.

Nie ma tu wielu zaskoczeń, od początku wszystko wiadomo. Czekamy, aż coś w tej sprawie ruszy i tak czekamy. Nie ma tu zbytniego zgłębiania szczegółów i logiki stojącej za wydarzeniami, wszystko jest pobieżne i skrótowe. Seans męczy i chodziło mi tylko o to, żeby mieć go już za sobą. Wolę przeczytać jednozdaniowe podsumowanie (i tak byłoby dosyć krótkie) niż oglądać tę historię przez półtorej godziny. W pewnym momencie próbowano nadać temu szerszy kontekst w postaci „tak wtedy traktowano kobiety i przestępstwa dokonane na kobietach!”, ale i to sobie darowano.

Do oglądania jednym uchem, gdy się robi obiad. Tak rozumiem popularność tego typu produkcji.

1/5

Klejnot ("Jewel")

8 lipca | Netflix

Jakby chrześcijańska pasza, tylko nie dla chrześcijan.

Ważnym tematem dla fabuły jest tło w postaci masakry czarnoskórych przez policję w Afryce. To wydarzenie nadal żyje we współczesnym społeczeństwie, nie mogą o nim zapomnieć – a raczej o tym, że nikt nie poniósł za to odpowiedzialności. Potomkowie obu stron nadal mają masę myśli związanych z tamtymi wydarzeniami – jedni czują winę za swoich rodziców, drudzy szukają zemsty. Dla twórców nie są ważne szczegóły tamtych wydarzeń – podejmuje ten temat ogólnikowo, jako bazę do opowiedzenia o przemocy i cierpieniu, przechodzącym na kolejne pokolenia. I że to nigdy nie kończy się dobrze.

Jeśli oglądaliście filmy z gatunku „chrześcijańskiej paszy”, to wiecie, jakiego poziomu realizacji czy aktorstwa spodziewać się po Klejnocie. Amatorsko, ale wszyscy na planie chcą tam być i są w niego zaangażowani ideowo, to czuć podczas oglądania. Widać, że to film zrobiony przy mikro budżecie, z masą pomysłów – i tak naprawdę problem polega przede wszystkim na tym, że twórcy nie umieli zapanować nad tymi pomysłami. Jest tu niezasłużona metafizyka, bohaterowie – tacy jak my, zwykli ludzie – nagle gadają o rzece jak o czymś świętym. Jest tu element religijny, jest brak szczegółów narracyjnych. Wszystko jest uproszczone i skomplikowane zarazem, postaciom na ekranie brakuje podstawowych elementów pozwalających na ich zrozumienie, odniesienie się jakieś do ich przeżyć.

Nawet w sumie trudno wyczuć, po której stronie jest ten film. Czy akt przemocy jest tu niesprawiedliwą tragedią czy też sprawiedliwą karmą? Czy dzieci powinny ponosić karę za rodziców, czy nie? Mógłbym to porównać do pierwszych projektów studenckich, tylko nawet nie ma tutaj tej buty studenckiej, że oto młodociany artysta robi sztukę. Nie jest to zły film, tylko szkoda na niego czasu.

3/5

The Boys - sezon III

8 lipca | 8 odcinków po 1h | Amazon Prime

„With great power comes the absolute certainly that you’ll turn into a right cunt!”

2/5

Dziewczyna ze zdjęcia ("Girl in the Picture")

6 lipca | Netflix

Goście na YouTubie robią to lepiej.

Kolejny dokument, który opowiada mroczną historię pełną zaskakujących wydarzeń, faktów i zwrotów akcji. Prowadzone są wywiady z różnymi osobami, osobiście zaangażowanymi w dane wydarzenie – tutaj akurat mówimy o znalezieniu ciała kobiety, która powinna umrzeć 18 lat wcześniej.

Tylko ludzie na YouTubie robią to lepiej. Te historie nie są rozwleczone do pełnego metrażu, są proste i bezpośrednie, skupione na opowiedzeniu historii. Tutaj każda osoba coś mówi, rozkleja się, dodaje coś od siebie – zazwyczaj są to oczywistości. I tak czuję, że słuchanie tego nie wywołuje we mnie zaangażowania. Opowieść ma potencjał – przede wszystkim dla fanów samej historii, niezależnie od tego, jak zostały opowiedziane.

2/5

Stranger Things - sezon IV

1 lipca | 9 odcinków po 1,5 godzin każdy | Netflix

Ten serial ma wszystko: przyjaciół, walkę, poświęcenie, zbiegi okoliczności, absurdy, głupoty, satanizm, strzelanie do ruskich, mordowanie rodziców, odzyskiwanie rodziców…

Jest w tym sezonie scena rewelacyjnie reprezentująca cały serial: to ta, w której użyto piosenki „Master of Puppets”. Nie dlatego, o czym jest ta piosenka, albo dlatego, że ma związek z czymkolwiek w danej scenie (lub chociaż sezonie) tylko dlatego, że jest głośna – w sensie decybeli. I to generalnie nie ma sensu, bo bohater jedynie gra ten utwór a gitarze, ale i tak słyszymy oryginalne wokale oraz perkusję, bo czemu nie (jakby Netflix miał lepszy dźwięk, to może nawet bass byśmy słyszeli). To nie musi mieć sensu, twórcy nie muszą wiedzieć co robią, nie muszą mieć szacunku do używanych dzieł innych ludzi, a fani nadal będą zadowoleni, bo dzięki braciom Duffer młode pokolenie nie znające dobrej muzyki dzięki nim ją poznało. Znaczy, tutaj definicją „dobrej muzyki” jest „takiej, jakiej ja słucham”, więc tego… Nie ma tu ani jednej wymówki, ta scena powinna wkurwić absolutnie wszystkich, jest aż tak wszechstronna w swojej niekompetencji, głupocie, pysze czy zarozumiałości. Popełniono tutaj każdy możliwy grzech, a jednak wszyscy mają to i wszystkie inne problemy tego serialu w dupie. Ja chociaż mam wymówkę – mnie ten cały serial nie interesuje od początku. Obejrzałem sześć lat temu pierwszy sezon, to nie były moje klimaty (wolałem tytuły zawierające kreatywność), więc odpuściłem. Teraz nadrabiam, bo w tym roku oglądam wszystko i spodziewałem się fabularnej ciągłości… Cóż, okazuje się, że nawet sami twórcy nie pamiętają, co się działo w poprzednich sezonach, więc ciągłość może jest, ale spójność nie.

W tym sezonie oglądamy historię, która nie ma sensu i jest pełna dłużyzn, niemal żadna z postaci nie ma tu osobowości (polegając wyłącznie na tym, co było w poprzednich seriach), dramaturgii tutaj też brakuje. Połowa postaci nie ma znaczenia, zbiegi okoliczności wszystko załatwią, rzeczy niemożliwe dokonywane są w każdym odcinku. Jedna z postaci wraca do żywych po poprzednim sezonie – twórcy nawet nie mają zamiaru tego wyjaśniać. Gorzej, że inna postać przypomina sobie, że to, co zrobiła, to tak naprawdę tego nie zrobiła – a jeśli ten serial miał być o czymkolwiek przez te cztery sezony, to o dojrzewaniu i zostawianiu pewnych rzeczy za sobą. Zrobiliśmy to, teraz ruszmy dalej i starajmy się być lepszymi ludźmi. W tym sezonie okazuje się, że tego jednak nie zrobiła, zapomniała o tym, więc teraz zamiast serialu o czymś mamy głupotę dekady, o której nikt nie grzeje, bo nikogo nic w tym serialu nie interesuje. W sensie… Wiecie jaki jest tutaj jeden z głównych wątków? Nastolatkowie, którzy przeczytali w gazecie, że papierowe gry RPG czynią z ludzi satanistów, więc zaczynają na nich polować, aby złapać domniemanego mordercę. I dorośli ludzie idą w ślad za tymi nastolatkami, stosowana jest przemoc, policja stoi obok i prosi o spokój… To teoretycznie topowy serial roku i całej platformy, a naprawdę mamy w niej jednowymiarowych łobuzów posiadających poparcie tłumu, a nawet obiektów prywatnych, które bez pytania angażują się w znęcanie się nad poszczególnymi postaciami.

Serial sprawdza się jako kino wysokobudżetowe, wszystkie efekty specjalne czy rozmach robią wrażenie w swoim zakresie. Jako kino gatunkowe – poszczególne zasady są spełnione, tzn. zawarto tutaj elementy nadnaturalne i inne. Jest nowa postać – też sympatyczna. Więc można powiedzieć coś pozytywnego o tym serialu. Można też dużo negatywnego – ja ledwo zacząłem temat. Na dodatek każdy odcinek jest absolutnie długi, finałowy trwa 2,5 godziny.