Nowe Horyzonty 2022
Tutaj będę pisał o wszystkich filmach, które zobaczę na festiwalu Nowe Horyzonty 2022
46 filmów. Do zobaczenia za rok. Ranking na dole.
Błędny ognik
30 lipca
Najlepszy musical festiwalu.
I żeby nie było – serio scena taneczna na remizie na momenty. Zrobiona jest źle, ale aktorzy tańczą nieźle, a i sam układ jest ciekawy. A film? Szkoda gadać…
To komedia nawiązująca do innych wydarzeń, postaci i czego tam tylko chcecie. Nie przedstawia ich, tematu też nie, po prostu używa słów. Jedna z postaci wstaje podczas kolacji i odtwarza przemowę ku ekologii. Albo co chwila ktoś komuś zarzuca bycie republikaninem. Śmieszy to was? Więc oglądajcie, przed wami ponad 60 minut tego.
W sumie czułem się podczas seansu tak, jakbym oglądał monolog kogoś, ktoś źle używał słowa „kapitalizm”, ale że chce być lubiany, to dołącza się do popularnych żartów, bez świadomości, że kłamie. A że w tym przypadku ja też nie wiem, co to kapitalizm, to tylko tak oglądam i niczego się nie uczę. Nie chcę też na ślepo przytakiwać, więc tylko czekam na koniec seansu. Może twórca dobrze gada, tylko trzeba znać popkulturę, a to mi nie jest potrzebne. Nadal nie uzasadnia to alienowania widzów spoza tematu.
Najlepszy moment seansu – jak po scenie wzajemnej masturbacji jeden z widzów otworzył puszkę piwa.
Europa
30 lipca
Nawet niezły pomysł. Na krótki metraż.
Opowieść o kobiecie, która mieszka w obcym państwie i w trakcie jej pobytu dostaje polecenie opuszczenia go, bo przestaje mieć prawo przebywania tam. Nie robi tego, zamiast tego zostaje, żyjąc w ukryciu. Policja w końcu nie sprawdza wszystkich, kto jest legalny, a kto nie.
Nie ma tu historii, postaci czy doświadczenia, w zasadzie nic tu nie ma – poza pomysłem wizualnym. Gdy tylko bohaterka staje się niewidoczna, to dosłownie przestajemy ją widzieć. Jest poza kadrem. Gdy ktoś do niej mówi, to mówi poza obszar, który jest nam dane widzieć. Banalne, ale jednak doświadczeniem jest zrozumieć autora i jego intencje.
A potem film trwa dalej. Nawet nie wiem, czy to nastąpiło chociaż w połowie. Później w ogóle spotyka innego nielegalnego i jedzą razem kebab. Albo widzimy ją, gdy przemieszcza się po pustym mieście, gada z ludźmi, których my nie widzimy. Płytkie to.
Woda
30 lipca
Film o tym, że woda może wejść do ludzkiego ciała. Fajne, ale wolę z osłem.
Młode dziewczyny gadają na plaży o papierosach. To jest 1/3 filmu. Druga część to jedna z nich migdali się z facetem. Trzecia część to lokalne przypowieści o wodzie połączone z archiwalnymi nagraniami powodzi, która miała tam miejsce.
Język filmu to głównie kamera skierowana na twarz, która mówi. Ot, artyzm współczesny. Na plus ładne osoby płci żeńskiej, niektóre może nawet pełnoletnie.
Zasnąłem gdzieś w trakcie, obudziłem się na końcówkę. Znajomy siedzący obok mówił, że niczego nie straciłem.
Pamfir
30 lipca
Najlepsze kino akcji na festiwalu.
O przemytniku, który wraca do rodzinnych stron. Obiecał żonie, że już więcej nie będzie przemycał, aby syn miał się dobrze. Osoba z Białorusi, z którą rozmawiałem, doceniła, że to nie jest o przemycie z Ukrainy na Białoruś, ale do Rumunii. To i lokalny smak, w postaci tradycji miejscowej ludności.
To dosyć schematyczne kino na poziomie fabuły – wiadomo mniej więcej, jak się potoczy. Jego siłą jest energia obrazu oraz przebicie, z jakim autorzy trafiają do widza. Historia tytułowego Pamfira uderza między oczy, im dalej tym mocniej – chciał tylko zadbać o swoją rodzinę, znając swoją niską wartość i wiedząc, że nie jest mu pisane nic wielkiego albo chwalebnego. Wszystko, co może, to pomóc potomkowi.
Piszę wyżej, że to kino akcji, ale ostudzam emocje – po tym, jak będzie TA SCENA, to później już twórcy nie będą próbowali niczego podobnego. Mastershot festiwalu, czapki z głów, słowa więcej nie zdradzę wam. Piękny, brutalny film.
Klondike
30 lipca
Najlepszy film festiwalu o przeklinaniu.
Połowa roku 2014, Ukraina. Okoliczni mieszkańcy na wsi dzielą się na obozy – jedni wyczekują Rosjan i ich zbawienia, drudzy siedzą cicho. Nie wychylają się, chcą tylko przetrwać. Nasi bohaterowie należą do drugiej grupy, nie wierząc w nadchodzącą wojnę, klnąc na separatystów… I wyczekując narodzin dziecka, co może nadejść w najbliższych dniach.
I gdy Rosjanie wejdą w finale, wtedy zaczyna się dramat psychologiczny, odczłowieczony, prymitywny, dziki w swoim ignorowaniu oraz lekceważeniu drugiego człowieka, jego życia. Dyskomfort, ból i wiele innych negatywnych emocji towarzyszy przy oglądaniu – ale ten film może być też komedią. Baba zaraz rodzi, samochód potrzebny, ale wozu nie na, bo sąsiad separatysta pożyczył na cele wojenne, baba więc klnie na całą wieś, od pola do pola, co to komu urwie i gdzie to tej samej osobie wsadzi. Ludzie w kinie się śmiali, a ja, jako fan rusycystycznych wulgaryzmów, śmiałem się również.
Historia jednak jest okropna, bolesna i ciąży po seansie. Wizualnie jest przepięknie – długie ujęcia, kamera w ruchu, każda scena opowiada historię. Często kręcono o wschodzie lub zachodzie słońca. Małe środki, ale jednak ujęcia potrafią zrobić wrażenie swoim rozmachem. Szybko tego filmu nie zapomnę. Po seansie bardzo chce się nienawidzić Rosjan.
PS. Po seansie było spotkanie z aktorką, która rozszerzyła seans. Wyjaśniła tytuł (nawiązanie do gorączki złota, tylko teraz jest najazd na surowce naturalne Ukrainy), wspomniała o poleceniu wzorowania się na występach Monicki Vitti oraz wspomniała, że nie było prób przed pojechaniem na plan. Ćwiczyli dwa miesiące, ale na zasadzie improwizacji sytuacji z życia bohaterów, zanim miały miejsce wydarzenia z dużego ekranu: ich pierwsze spotkanie, kłótnie ze szwagrem, decyzja o zajściu w ciążę itd.
Wataha
29 lipca
Niepotrzebna kontemplacja nad nieinteresującymi postaciami.
Siedzą w dżungli, ponoć odbywają karę. Robią drzewa, wycinają je, gadają. Czasami pójdą na stronę i będą patrzeć przed siebie przez kilka minut, jak to ich życie wygląda.
(opinia była dłuższa, tylko mi ją wcieło)
Enys Men
29 lipca
Najstraszniejszy film festiwalu.
Widziałem na tym festiwalu kino eksperymentalne o słońcu, gdzie przez godzinę widziałem tylko kolory, kształty i dźwięki. I nic na nim nie poczułem. Enys Men jest czymś w tym stylu, tylko tu już więcej czułem.
Nie mówię, że to eksperyment – bo niby są tu elementy fabularne i pewnie idzie coś z tego sobie poskładać. Mówię, że to nie jest potrzebne, by osiągnąć satysfakcję z seansu.
Lata 70. Siedzimy na wyspie, towarzyszymi kobiecie prowadzącej samotnie pomiary. Nic ciekawego, brakuje wyraźnego postępu czy celu, seans praktycznie pozbawiony słów. A jednak wizualnie ten film potrafi przejąć wyobraźnię odbiorcy – nic tu nie jest konkretne, przynajmniej na pierwszym seansie, więc cały czas jesteśmy zaskakiwani. Wizje, wydarzenia, strach, niepewność, wątpliwości. Tym zaczynamy żyć przez tę godzinę.
Potencjał na cult-movie.
Prześwietlenie
29 lipca
Najbardziej zagadkowy film festiwalu.
Spotykają się tu w sumie dwa filmy, może nawet więcej – jeden z nich to historia głównego bohatera, który w sumie mało znaczy w tym filmie. Na pewno wprowadza motyw „prawdziwego mężczyzny”, który uczy swojego kilkuletniego syna rozpalania ogniska, bicia się czy też ogólnie nie-bania-się. Poza tym zamiast z matką swojego dziecka, woli wracać do kochanki, samotnie spędzającej święta, po pracy grając motyw ze „Spragnionych miłości”. A pracuje w firmie zajmującej się wypiekami, której brakuje ludzi – zatrudniają więc legalnych migrantów ze Sri Lanki. Oni z kolei nie będą mile widziani w wiosce, gdzie zamieszkają. Teoretycznie gdzieś tutaj jest właściwy film, poświęcony napięciom współczesnej Europy, która przyjmuje gości i później tego żałuje.
Z jednej strony – słyszymy powtórkę tego, co już znamy. Z drugiej – są one faktycznie zebrane do kupy. Zamiast szerzyć nienawiść czy inne negatywne emocje, zamiast wskazywać palcem winnych, to przechodzimy od jednego detalu do drugiego, drążymy temat. Dochodzimy do tego, że ten problem jest tylko częścią czegoś więcej – ale nadal, wiemy o tym wszystkim. Rumunia pod tym względem też przypomina Polskę. Sekwencja zebrania na jednym ujęciu, gdzie każdy zabiera głos, ogląda się jak marzenie – humor, energia i wydaje się, że minęły tylko dwie minuty.
Obok jednak jest jeszcze masa dodatków. Jak choćby scena otwierająca, w której dziecko wisi w lesie powieszonego człowieka. Co dokładnie widziało dowiadujemy się dużo później, ale na tym otwieramy ten seans, a później ten szczegół zostaje rozwinięty o kolejne rzeczy. Jak to się wpisuje w całość? Zaczynamy to jednak poważnie traktować dopiero po ujrzeniu zakończenia, które dopiero mówi wprost: to też było ważne. A przecież to miał być tylko film powtarzający oczywistości o rasizmie i ksenofobii…
Film zdecydowanie do powtórki.
Kawałek nieba
29 lipca
Najlepszy film festiwalu o górach.
Tak trochę kilka małych filmów połączonych w jeden. Trochę to o górach, trochę o wsi. Scena z linką jest teraz dla mnie najlepszą rzeczą do oglądania w prawdziwym życiu. Pierwszy raz zobaczyłem nawet sikającą krowę, później próbowali ją zapładniać i w końcu do rzeźni dali. Trochę to film o gościu, który ma guza mózgu. Trochę to film o miłości. A w pewnym momencie dorzucili do tego jeszcze faceta mastyrbujacego się przed dzieckiem.
Przewija się tu kilka motywów – porównanie losu mężczyzny do losu krowy… Chyba. W pewnym momencie myślałem, że to będzie film o tym, że kobiety nie umieją gadać o męskich emocji bez stawiania siebie w centrum uwagi i mówienia czegoś w stylu „Ty pomyślałeś, jak ja się z tym czuję?”… Ale też nie bardzo.
To chyba o miłości więc.
Tori i Lokita
29 lipca
Europejski thriller, gdzie proste rzeczy są najważniejsze.
Tytułowe rodzeństwo poznało się na łodzi z Włoch do Francji. Ona udaje starszą siostrę, żeby tak dostać papiery, ale i to nie jest łatwe. Wiele od tych dwojga zależy, ale przede wszystkim są oparciem dla siebie samych. Jakoś sobie muszą poradzić.
Bracia Dardenne znowu tworzą ludzki thriller, gdzie zwykle życie na konsekwencje, proste rzeczy są najważniejsze i dla nich podejmujemy ryzyko, ale cena za to może być straszna. Ten film ogląda się że skrętem w żołądku, a 88 minut dłuży się niemiłosiernie – bo obawiamy się, że zaraz wszystko pójdzie źle, a los bohaterów wcale nie jest obojętny. Wszystko to wypełnia czytelną konstrukcję fabularną o współczesnym świecie, w którym losy wielodzietnej rodziny zależy od wypłaty jednego z dzieci, wysłanego za granicę do pracy. Rząd opiekuńczy jedno co robi, to tworzy nielegalną niszę, w której działają ludzie faktycznie pomagający takim ludziom. Oby narkotyki nigdy nie były legalne, inaczej imigranci już w ogóle sobie nie poradzą. Obawiam się takiego świata, wtedy opiekuńczy rząd dający dupy prowadziłby już pewnie tylko do handlu nerkami i bardzo dziwnej prostytucji. Teraz przynajmniej mogą handlować trawką – bezpieczny, prosty, opłacalny biznes, tylko trzeba unikać policji. Ot, wnioski po oglądaniu Dardenne’ów.
Jedyny minus to ostatnia minuta. Dają dziecku mikrofon, żeby przesłanie było zrozumiałe. Wolałbym raczej, żeby to dziecko wsiadło wcześniej do samochodu po kryjomu, zrobiło porządek i otworzyło kinowe uniwersum europejskich imigrantów. Oglądałbym.
Podejrzana
28 lipca
Wizualnie interesujący kryminał. Do powtórki.
Ostatni seans tego dnia, skończył się po północy i walczyłem, aby utrzymać przytomność. Ze względu na reżysera powtórzę.
Koniec świata w dolinie łez
28 lipca
Piękny tytuł. Mało treści, mało informacji.
Film opowiadający o ostatniej wiosce trędowatych w Europie, gdzie żyje garść ludzi czekających na śmierć. Zrealizowany z dystansu, obok, obserwujący i pokazujący, co akurat się nawinie. Bez wyjaśnień medycznych czy prawnych, jedynie podglądanie codzienności, ale nawet nie w sposób wyjaśniający ich codzienność. Znaczy – skąd mają jedzenie? Sklep tam działa czy im przywożą? Mają dostęp do internetu?
Przynajmniej nie jest tam smutny i przytłaczający, jak się obawiałem. W sumie trochę się czuję tak, jakbym obejrzał zwykłą wioskę w Polsce i życie ichniejszych emerytów.
PS. 10 rzędów w małym kinie, dwa z nich dla twórców i rodziny, pociotków i co jeszcze tam wpadło. Przesadzali, bo usiadłem nie tam, gdzie mogłem. Polska premiera, światowa będzie kiedy indziej. Serio.
Boy from heaven
28 lipca
Banalny kryminał. Tyle.
Miejsce akcji nie jest należycie przedstawione i nie jest jasna stawka, o którą toczy się intryga. Jeden chłop na uczelni zachorował, trzeba wybrać nowego i w sprawę miesza się islamski odpowiednik CIA. Sprawa wyboru następcy zostaje wygodnie odłożona do końca filmu, podobnie jak uczelniane życie bohatera, który został zaangażowany do filmu całkowitym przypadkiem.
Każdy jeden zwrot akcji w tym filmie został zrealizowany na zasadzie:”ej, powiedz mi coś tajnego; ok, tylko nie mów nikomu, że to ja, bo mnie zabiją”. Powtórzyć to 14 razy i mamy koniec filmu. Historia wypełniona jest postaciami-przedmiotami, pojawiającymi się wygodnie dla historii, nawet i pięć minut przed końcem filmu.
Na dodatek się dłuży.
W proch się obrócisz
28 lipca
Najsmutniejszy film festiwalu.
Każde z nich jest skreślone z innego powodu. Przez społeczeństwo, rodzinę, pewnie nawet samych siebie. Są połączeni trochę na siłę w związek małżeński, żeby być problemem dla siebie nawzajem, nie innych. Czasy to współczesne, ale bohaterowie są rolnikami i żyją na uboczu świata. Przez następne godziny będziemy oglądać, jak budują swój dom.
Poczułem mnóstwo trudnych, ciężkich emocji – i to dobrze. Seans uderza mocno po głowie tym, że we współczesnych czasach nadal żyją ludzie, którzy wszystko muszą osiągnąć własnymi rękoma, własną pracą – w sensie dosłownym, od zbudowania domu po ogarnięcie pola. Praca z całych sił, aż nie padną gdzie leżą i nie ma przebacz, gdy będzie mieć losowe wydarzenie, to trzeba sobie z tym radzić. Nikt im nie pomoże, nikt za nich tego nie zrobi. I takie życie nadal potrafi być błogosławieństwem, jeśli je takim uczynimy. Nie jedzą dla przyjemności, ale by nabrać sił. Odpoczywają nie dlatego, że lubią, ale dlatego, że dłużej nie mogą pracować. Żyją nie dlatego, bo mają cel – żyją, bo muszą przetrwać kolejny dzień dla innych. I tak dalej.
Największy problem mam taki, że to chińska produkcja i nie jestem pewien, jakie ma to znaczenie dla wymowy filmu. Każdy obywatel ma zapierdalać ku chwale ogółu i jest to szczytne? Martwię się, bo nie tak go widzę.
Piękne kino o budowaniu domu z błota.
Ukryty klejnot
28 lipca
Film złożony wyłącznie z zabiegów utrudniających zrozumienie narracji.
Scena rozmowy. Kamera skierowana na stół, widzimy tylko talerze. Cięcie. Ciemny pokój, słyszymy rozmowę i nie widzimy, kto ją prowadzi. Cięcie. Ktoś jedzie motocyklem, nie wiemy kto – widzimy tyl