Podsumowanie filmowe 2008 roku

Podsumowanie filmowe 2008 roku

12 lipca 2020 Blog 0

Ostatnia aktualizacja: lipiec 2020

NAJLEPSZE FILMY ROKU

wall-e

Miejsce #1: Wall-E

Złote lata minione, gdy Pixar był marką i przekraczał granicę, zachwycał pomysłami i całą resztą. Tym razem zaserwowali najmłodszym prawdziwe kino. Pod względem „wartości” to na pozór kino dosyć proste. Dbanie o środowisko, o siebie, ogólnie rzecz biorąc: o formę. Jednak tak naprawdę wartością „Wall-Ego” jest coś innego: rozwój emocjonalny, umiejętność rozpoznawania piękna i docenienia go. Jakby nie było, w końcu to produkcja dla najmłodszych. I jest tu czym się zachwycać. Ten tytuł emanuje pięknem w przeróżnych formach. Moment, który najbardziej mnie ujął, to Wall-E idący spać. Gdy zachował się jak dziecko, które nigdy nie miało matki. Chwila nieskończonego piękna.

33 sceny

Miejsce #2: 33 sceny z życia

Bolesna produkcja. To przeciąganie przez wszystkie etapy obcowania ze zjawiskiem śmierci w rodzinie, bez żadnych uproszczeń i pójść na skróty. Bohaterowie są, jacy są, a prawda jest taka, że nie mają zielonego pojęcia co robić. Nie wiedzą, co się dzieje, nie potrafią zrozumieć lub zaakceptować. Każdy jest inny, ale zgadzają się w jednym: nie ma tu kogoś pozytywnego. Silnego dorosłego, który wytrzyma. Każdy z tej historii wyjdzie na kolanach, będą się różnić tylko momentem, w którym na nie upadli. Albo chwilą, w której uświadomili sobie, od jak dawna na nich są. To mocny film.

Miejsce #3: Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj ("In Bruges")

Nawet nie pamiętałem, że to świąteczny film, ale jednak ma miejsce podczas Wigilii Bożego Narodzenia. Dwoje ludzi przybywa do małego miasteczka w Belgii – nie wiemy do końca, kim są, i co tam robią, ale wkrótce się dowiemy. Poznamy tych ludzi i zobaczymy ich zarówno w barze z prostytutkami, jak i nad ranem, kiedy są sami i najbardziej wrażliwi. Scenariusz zasługuje na uznanie, a był to trudny tekst, ponieważ jego wielkość w każdej chwili mogła się skończyć. To nie jest opowieść, która robi coś dobrze i dzięki temu reszta jakoś idzie dalej. Nie, tutaj każda kolejna scena mogła wszystko zepsuć. Tutaj scenarzysta cały czas musiał dawać z siebie wszystko, co chwila dodając kolejny poziom do tego, co już znamy, przenosząc nas od jednego fantastycznego motywu do drugiego. Zaskakująca i prawdziwa opowieść o odkupieniu.

Love Exposure

Miejsce #4: Miłość obnażona ("Love Exposure")

Ten film to przygoda! Psychologia, cierpienie wewnętrznym, zbrodna, jaką jest grzech pierworodny, seksualność i wielu innych motywów. Bardzo złożona produkcja, tonąca na dodatek w damskich majtkach. Są takie legendy, że długie produkcje ogląda się jakby trwały krócej, i „Love Exposure” jest jednym z nich. Cztery godziny oglądałem w ciągłym zachwycie!

mroczny rycerz

Miejsce #5: Mroczny rycerz ("Dark Knight")

Mogę narzekać na ten film – szczególnie jego pośpiech i montaż próbujący zmieścić pięciogodzinną historię w dwóch – ale poza tym, ja bardzo lubię ten film. Jego muzykę i ciężar, to jak podejmuje się opowiedzenia poważnej historii o odpowiedzialności i skutkach działalności superbohaterskiej. Co właściwie powinien robić taki bohater? I w którym momencie nim przestaje być? Ten tytuł próbuje wynieść kino komiksowe na wyższy poziom – i na wielu poziomach to mu się udaje. Lubię intrygę, antagonistę, scenariuszowe smaczki, muzykę i otwierający napad na bank.

anvil the story of anvil poster

Miejsce #6: Anvil!

Dokument o zespole metalowym, który istnieje od kilku dekad, inspirował Wielką Czwórkę (Antrax, Slayer, Megadeth i Metallicę), ale nigdy nie mieli swojego przełomu. Wydali wiele albumów i grają dla garstki osób, ale ich trasy koncertowe są ich wakacjami, po których wracają do pracy na etacie. To dokument o ciężkiej pracy. To nie jest o jednym z tych zespołów, który nie miał pojęcia, jak pisać piosenki, a ich sława stała się sama. To opowieść o ludziach, którzy od kilku dekad bez przerwy grają, ćwiczą, nagrywają i wkładają serce za każdym razem, dają z siebie wszystko na 100% i więcej. Anvil! to w końcu dokument o tym, że możesz w coś włożyć całą swoją duszę i następnego dnia być tylko zmęczonym. Ta produkcja zaslużyła na absolutnie wszystko, co poczułem w finale.

Miejsce #7: Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi

Dziennikarz z kompleksami dostaje szansę na pisanie do elitarnego czasopisma. Lubię ten film. Ma niezręczne momenty, ale dobrze je komentuje. Główny bohater jest cyniczny, ale też ma granice tego, czego nie zrobi (odebrał również magistra z filozofii). Jego relacja z Alison jest naturalna i poprawiająca humor. Obserwacje świata elit i popularnych ludzi nie mają w sobie grama bezduszności. Plus świetny scenariusz, szczególnie czwarty akt, ale również podróż bohaterów (ich zmiany) zasługują na pochwałę. Dobrze mówi na ważny, uniwersalny temat i pokazuje, że nawet największy tępak zasługuje, żeby dać mu szansę.

A Matter of Loaf and Death

Miejsce #8: Kwestia tycia i śmierci

Rewelacja! Od początku czuć, że to tytuł wypełniony atrakcjami. Tym razem główny duet jest w biznesie piekarniczym: z domu zrobili młyn, z dostarczania pieczywa sport ekstremalny i wszystko wydaje się iść dobrze. Do czasu, aż Wallace się nie zakocha. Festiwal znakomitych pomysłów, chociaż humor żeni się tu zbyt często z dreszczykiem grozy – co uznaję za zaletę. Cenię to sobie zresztą w tych animacjach Parka: plansze z tekstami przywodzące na myśl horrory z lat 30., budowanie napięcia na kontrowaniu zbliżającego się zagrożeniu i nieświadomości Wallace’a, jak wtedy na wadze przybiera muzyka, cienie, strach w oczach Gromita… Kwestia tycia i śmierci ma w sumie wszystko, za co lubię duet głównych bohaterów i animacje z nimi.

Miejsce #9 Wojna polsko-ruska

Wciąż to lubię. Nie znaczy to, że rozumiem ten film. Ta produkcja to przede wszystkim dobra zabawa i z tego powodu obejrzę ją jeszcze nieraz. Sama postać Silnego, jego zachowanie i słownictwo, nieprzewidywalność i bogactwo możliwości. Burdel w wykonaniu Nataszy, opierdalanie kasjerki, dramat z krótkofalówkami – mam wrażenie, że to się nigdy nie zestarzeje. To wciąż jest tak samo śmieszne i świeże jak wtedy, gdy widziałem w kinie. Jeden z najbardziej szalonych produkcji, jakie w życiu widziałem i nieliczny przypadek w rodzimym kinie dającego zabawę. A przy tym jest stymulującą zagadką, którą chce się rozwiązać. Pewnego dnia…

Miejsce #10: Ponyo

Miyazaki osiągnął tym filmem coś, co zawsze było gdzieś w tle jego filmów: zachowanie na taśmie filmowej… dzieciństwa. Brało się przyjaciela, kartkę, rysowało się wspólnie kilka kresek i krzyżyk by udawać że to mapa skarbów i zniknąć do wieczora. Wracało się z kamieniem i mówiło mamie: „Patrz, znaleźliśmy skarb!” a ona kiwała głową i gratulowała. O uczuciach, które towarzyszyły takim zabawom, jest ten film. Do pewnego momentu ten film balansuje na granicy fantazji, po której przekroczeniu wkracza się do wyobraźni Sosuke. W tym świecie Ponyo naprawdę była rybką. A zacięcie na palcu się zagoiło. Sosuke podchodzi do okna i widząc, że sztorm ucichł i morze jest już spokojne, stwierdza cicho: „To dlatego, że Ponyo zasnęła”. A poza tą granicą jest rzeczywistość. Jest rybka i jest dziewczynka. Jest sztorm i są zwidy. Do diabła z nią. Ostatecznie, ta granica zostaje przekroczona. Lisa rozmawia z Boginią, ale i tak nie granica była ważna, tylko to, co za nią. Ten cudowny świat, który minął i teraz siedzi już tylko w filmach Miyazakiego.

Miejsce #11: Historie z Yodok

Yodok to obóz koncentracyjny w Korei Północnej. Andrzej Fidyk, reżyser kultowej „Defilady” z 1989 roku, wraca do tematu reżimu, opresji i dyktatury, jaka ma miejsce w tym kraju. Tam za zdradę ojczyzny od razu dostaje się karę. Razem z tobą twoja rodzina. I najprawdopodobniej będzie ona trwać aż do śmierci. Jest kilka osób, którym udało się uciec za granicę, i teraz wspominają. Opowiadają, jak to tam wygląda. I tworzą o tym sztukę teatralną, która jest pokazana tu we fragmentach, i sądzących tylko po nich – jest niesamowita! Do tego same wywiady i słuchanie tytułowych historii to niesamowite doświadczenie. Szok, że chociaż wszyscy o tym wiedzą, to nikt nadal nic z tym nie robi ani o tym nie mówi. Jedynie grupa ocalonych wysyła balony, na których są ulotki uświadamiające, jak naprawdę wygląda życie w innych krajach.

Również warte uwagi: Synekdocha, Nowy Jork, Kung Fu Panda, Kochanice króla, Uprowadzona, Vicky Cristina Barcelona, Boski, Dobry, zły i zakręcony, Klasa, Głód, Milczenie Lorny.

NAJLEPSZE SERIALE ROKU

the shield poster

Miejsce #1: The Shield - sezon VII

Tak szczerze to nie zdziwię się, jeśli niektórzy nie będą dawali rady nadążyć za tym, co tu się wyprawia. Mnóstwo postaci manewruje na kilka frontów i nic z tego nie jest ukrywane przed widzem. Oglądający wie o wszystkim i naprawdę jest tu wiele momentów, w których trudno się połapać kto teraz robi kogo i w jaki sposób w trąbę, kiedy kłamie i ile tak naprawdę wie. Im dalej, tym bardziej staje się jasne, że nie ma ruchu, na który twórcy się nie zdecydują. Aż do finału, który… jest wymagający. Strasznie jestem zaskoczony, że tak powszechnie jest uważany za jeden z najlepszych finałów w historii, ponieważ to nie jest proste zakończenie. Cały serial nie jest prosty, ale ta ostatnia scena… ona dojrzewa w oglądającym. To jest tego rodzaju zakończenie i jestem w szoku, że WSZYSCY zdają się w nim połapać.

lost poster

Miejsce #2: Lost - sezon IV

Twórcy stracili z oczu głównych bohaterów. Nagle zagubieni nie mają zbyt dużego wpływu na akcję. Chodzą po dżungli za innymi – jedni za Locke’iem, który z kolei chodzi za Benem. Drudzy chodzą za Jackiem, który łazi za Danielem i statkiem, czyli de facto za Charlesem Widmorem. Z drugiej strony na brak akcji i emocji jednak nie narzekałem. Trochę rzeczy mi przeszkadzało, ale jednak seans był przyjemny i satysfakcjonujący w sporym stopniu. Tym bardziej że geniusz twórców znalazł ujście w innym aspekcie – pokazaniu akcji z teraźniejszości i przyszłości jednocześnie tak, by się uzupełniały, by powstawały kolejne zagadki, by tworzyły się kolejne warstwy tajemniczości i napięcia. I najważniejsze – ta historia składa się w jedno.

breaking bad

Miejsce #3: Breaking Bad - sezon I

Wielki serial, który wtedy jeszcze raczkował, ale już umiał dostarczyć wielkie momenty. Każdy pamięta rozmowę w piwnicy albo wywalenie okien w biurze Tuco. Ten serial zasłużył na nasz szacunek od samego początku.

the wire prawo ulicy

Miejsce #4: The Wire - sezon V

Tym razem niby głównym założeniem było pokazanie Baltimore od strony prasy, ale nie pełnią oni jakieś wyjątkowej roli. Równie dobrze można by powiedzieć, że pierwszy sezon opowiadał o ośrodkach leczących uzależnienia. Główny wątek to McNulty, który jest głupi jak but. McNulty i jego wątek, co nie ma żadnego sensu – w czwartym sezonie przecież wyszedł na prostą, a teraz zrobiono z niego wariata. Swoje robi też świadomość oglądania ostatniego sezonu, więc liczyłem na sensowne zamknięcie, a tego nie ma. Wszystko przez to, że twórcy poszli na łatwiznę i skończyli na akcencie pt.: „Shit never ends” (zawsze będą jakieś problemy, jakiś gangster zechce zostać królem, praca w policji jest syzyfowa), co równie dobrze można było zrobić po pierwszym odcinku, i nie trzeba było o tym kręcić pięciu sezonów. Kończę oglądać, patrzę wstecz i nie widzę nic, co potrzebowało aż tyle czasu. Trzy serie były idealne, czwarty był ciekawą dobudówką, ale piąty sezon ugiął się wyraźnie pod ciężarem oczekiwań i dopisanych wątków (Marlo), wysilonych powrotów (Omar) oraz tematu polityki zmierzającego donikąd, opierającego się na planowaniu tego, co wydarzy się po piątym sezonie. Czyli nigdy.

Miejsce #5: Fringe - sezon I

Serial typu „jeden odcinek = jedno śledztwo”, ale wpływają one na świat, na bohaterów, na całość, i nie da się tego oglądać od środka. Wszystko prowadzi do finału, który powoduje… zaniemówienie. Tyle powiem. W tym serialu wszystko kręci się wokół pseudonauki, czyli mutacji, manipulacji cząsteczkami i masą innych skończonych głupot, które autorzy wciskali mi z pełną powagą… I nawet często wychodzili z tego z godnością. Serio, byłem w stanie uwierzyć, że teleportacja lub czytanie w myślach jest możliwe. Że gadali bzdury? Nie wiem, jestem idiotą, więc nie mogę mieć pewności, ale nawet jeśli – umieli to wykorzystać, by opowiedzieć niesamowite historie z gatunku Sci-Fi. Cel uświęca środki? Czemu nie, to tylko serial. Ma fajnych bohaterów i interesującą fabułę, jak już się przebrnie przez te nie najlepsze odcinki. I chce się więcej.

Również warte uwagi: Mad Men (S2) Synowie anarchii (S1)

NAJLEPSZE ODCINKI ROKU

the shield poster

Miejsce #1: Family Meeting (The Shield, 7x13)

Co tu mogę napisać? Jeden z najlepszych finałów wszechczasów. A na pewno jeden z najbardziej ambitnych – taki, który wymaga przejścia się na spacer, obudzenia się w środku nocy, żeby zmywać naczynia. I gdzieś właśnie wtedy, o czwartej nad ranem, gdy stoicie nad zlewem, dotrze do was nieskończoność ostatnich trzydziestu sekund tego genialnego serialu.

awatar

Miejsce #2: Sozin's Comet (Avatar, 3x18-21)

Finał Awatara przypomina wielkie kino wysokobudżetowe, jak najlepszy blockbuster lata, na który chodzimy wielokrotnie, byle tylko zobaczyć go jak najczęściej, póki wyświetlają na dużym ekranie. Nikt się nie mógł spodziewać, że tak to będzie wyglądać: jakiego wyboru dokona Aang? W końcu to pacyfista, a właśnie zbliża się koniec jego podróży, a to oznacza jego pojedynek z głównym antagonistą. Czy go zabije? I co ważniejsze: czy byłoby to słuszne? I pomyśleć, że wciąż są ludzie myślący, że to serial dla dzieci…

breaking bad

Miejsce #3: ...And the Bag's in the River (Breaking Bad, 1x3)

Podobnie jak wyżej – nasz bohater musi kogoś zabić. Problem w tym, że raczej nie jest w stanie tego zrobić. Moralność jest ustalona zawczasu, teraz jest tylko walka z własnymi myślami. Kończy się na tym, że siedzą tam w piwnicy i gadają. Lubię ten serial za to, że pokazuje głębię osób zaangażowanych w narkotyki – handlują, biorą, ale są też kimś więcej. Ładnie to wszystko jest tutaj pokazane.

Również warte uwagi: The Beginning of the End (Lost, 4×1) The Constant (Lost, 4×5) Goodbye, Toby (The Office, 4×14) My Dumb Luck (Scrubs, 7×9) Crazy Handful of Nothin’ (Breaking Bad, 1×6)

REŻYSER ROKU:

Sion Sono („Miłość obnażona”)
Christopher Nolan („Mroczny rycerz”)
Martin McDonagh („Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”)
Charlie Kaufman („Synekdocha, Nowy Jork”)
Xawery Żuławski („Wojna polsko-ruska”)

SCENARIUSZ ROKU:

Peter Straughan („Jak stracić przyjaciół…”)
Damon Lindelof & przyjaciele („Lost”)
Martin McDonagh („Najpierw strzelaj…”)
Charlie Kaufman („Synekdocha, Nowy Jork”)

ZDJĘCIA ROKU:

Michal Englert („33 sceny z życia”)
Mo-gae Lee & Seung-Chul Oh („Dobry, zły i zakręcony”)
Sean Bobbitt („Głód”)

MONTAŻ ROKU:

Jun’ichi Ito („Miłość obnażona”)
Jon Gregory („Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”)

MUZYKA ROKU:

Michael Giacchino („Lost”)
Thomas Newman („Wall-E”)

AKTOR ROKU:

Bryan Cranston („Breaking Bad”)
Tom Hardy („Bronson”)
Michael Fassbender („Głód”)
Brendan Gleeson („Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”)
Michael Chiklis („The Shield”)

AKTORKA ROKU:

Christina Hendricks („Mad Men”)
Elisabeth Moss („Mad Men”)
January Jones („Mad Men”)
Kate Winslet („Lektor” & „Droga do szczęścia”)
Kiernan Shipka („Mad Men”)