Pearl Jam Twenty (2011)

Pearl Jam Twenty (2011)

15 stycznia 2014 Uncategorized 0
pearl jam twenty poster
Cameron Crowe

Ostatnio widziałem dwa dokumenty o zespołach, które osobiście cenię – Rush oraz The Stone Roses. Oglądając „Pearl Jam Twenty” zastanawiam się, czemu oni mieli mniej szczęścia?

Czemu musiało paść na Pearl Jam? Żeby było jasne: słuchałem „Ten„, lubię parę kawałków z tej płyty, wiem co gra ten zespół i kim jest Eddie Vedder, ale to koniec, nie wracałem do nich. Nie czułem potrzeby, by słuchać coś innego poza „kanonem„. Nie mogę powiedzieć, bym ich lubił albo i nie. Byłem obojętny.

Cameron Crowe często w swoich filmach daje nacisk na muzykę, zaczynał jako dziennikarz muzyczny, w jego pierwszych filmach można często usłyszeć choćby Steely Dan. Z Pearl Jam mijał się niemal od początku istnienia zespołu, a nawet wcześniej. Dokument zaczął tworzyć w 2009 roku i udało mu się objąć cały temat. Lata 80-te, Seattle, ówczesny klimat miasta wypełnionego artystami, którzy nie mieli tam nic do roboty poza graniem i słuchaniem siebie nawzajem. Różne wcześniejsze fazy PJ, czyli Temple of the Dog albo Mother Love Bone. Jak członkowie się poznali, o czym grali, o tym, że nie mieli pojęcia o pisaniu piosenek. Rywalizacja z Nirvaną, walka w sądzie z Ticketmaster, Eddie przychodzący na występ z prywatną katapultą, na którą się wspina i rzuca na tłum… Miłość fanów, ta wewnętrzna w zespole, presja tworzenia i koncertowania, zmiany wynikające z wyjścia z malutkich klubów na polu i granie dla milionów. Wyjątkowo mało o narkotykach.

I wszystko to wieńczy występ na żywo „Alive„. Nabierający nowego znaczenia Vedder śpiewający „I am still alive„… Tutaj Crowe wpadł na genialny pomysł, by mieszać przeszłość i teraźniejszość na taśmie – raz widać przeszłość i tych samych ludzi grających ten sam kawałek prawie 20 lat w tył. Wszyscy z długimi włosami spoceni na śmierć grają z obłędem w oczach. W to wchodzi teraźniejszość: wszyscy grają profesjonalnie (gitarzysta z zamkniętymi oczami, przełożył sobie instrument za głowę i wykonuje solówkę), Eddie ściska się z przyjacielem na scenie, drąc się na fanów „we’are still alive„… Rewelacja.

Fani PJ się po…płaczą ze szczęścia. Mam takie wrażenie.