4 miesiące, 3 miesiące i 2 dni („4 luni, 3 saptamâni si 2 zile”, 2007)

4 miesiące, 3 miesiące i 2 dni („4 luni, 3 saptamâni si 2 zile”, 2007)

7 marca 2014 Drama 0
4 miesiace, 3 tygodnie i 2 dni
Rumunia & Losy ludzi & Przeszłość

W kinie każdy problem może wydać się banalny, jednak w życiu jest inaczej. I to zostało tutaj osiągnięte.

Z początku niewiele wiadomo. Widz znajduje się w rumuńskim akademiku, widzi dwie studentki mieszkające ze sobą. Ona źle się czuje, ale trzeba COŚ zrobić, więc druga wychodzi, by się tym zająć. Z pozoru nieistotne zdarzenia powoli układają się w całość. Tu coś kupić, w hotelu zarezerwować pokój, bo były problemy z rezerwacją telefoniczną w innym, i teraz muszą wykombinować jakikolwiek… To, co rzuciło mi się w oczy to budowanie świata, w jakim bohaterki żyją. Z tego, co słyszałem, nie są to obecne czasy, tylko przeszłość – nie znam jednak historii tego kraju, więc o szczegółach nie napiszę. Mnie chodzi o to jak film pokazuje wszystko, podkreślenie różnic. Bohaterka jedzie autobusem, z tyłu ogłasza się kanar. Ona zaczyna się więc przeciskać do przodu, szepcząc do pasażerów, czy nie mają może zapasowego biletu. I go wtedy dostaje. Jeszcze w akademiku zagląda do pokoju znajomego… by kupić od niego mydło i papierosy. Pokazane zostają ulice, samochody, zwyczaje, wszystko „przy okazji„, gdzieś na uboczu, jako dodatek. Jest w tym pewien cel: uzasadnienie kolejnych wyborów bohaterek i dodanie powagi, w jakiej się znajdą.

Nie chcę pisać, o co tu chodzi, i do czego bohaterkom apartament w hotelu. Jestem przekonany, że na papierze brzmiałoby to banalnie. Na ekranie jednak można obserwować martwą powagę na twarzach postaci. Nie ma tu miejsca na udawanie – każda z nich robi co może, by znać pełny obraz sytuacji. Nie ma tu nieścisłości, tylko suche fakty: to jest nielegalne. Takie będą konsekwencje. Tyle lat więzienia grozi za to i za to. A takie są opcje. Tylko takie. Nawet przez moment nie przeszło mi przez głowę: to tylko film! Nie, to bardzo poważny obraz, opowiadający precyzyjnie każdy detal, by zatrzeć tę granicę pomiędzy widzem i jego przyzwyczajeniami. W kinie każdy problem może wydać się banalny, jednak w życiu jest inaczej. I to zostało tutaj osiągnięte. Jak na standardy kina konflikt główny jest taki… zwykły. Codzienny. Jest tak sugestywny, jakby oglądający siedział tam razem z bohaterami, i musiał podjąć za nich decyzję. Jak w życiu. Niespotykane osiągnięcie.

Chciałbym pochwalić jeszcze zdjęcia. Wzór dla kręcenia z ręki, by „udawać” realizm. Złudzenia naturalizmu jest niemal kompletne.