Podsumowanie filmowe 2000 roku
Ostatnia aktualizacja: listopad 2025
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: Harmonie Werckmeistera
Piękny film. W tym miasteczku nie ma czasu ani historii, jest tylko wieloryb wywołujący zamieszki. Oniryczna zagadka pełna treści na każdym kroku, którego poznawanie jest taką samą przyjemnością, co zwykłe oglądanie. Czerń i światło tego filmu zostają w pamięci, jego mgła, wędrowny cyrk, scena w szpitalu czy opowieść o krążeniu wokół słońca. Nawet jeśli nic nie zrozumiemy, zawsze będziemy mieć piękno tego filmu w naszych oczach. Jest w tym struktura i konkretny zamysł, ale jest też miejsce dla nas – aby wieloryb znaczył dla każdego z nas coś innego.
Miejsce #2: Requiem dla snu
Nigdy nie brałem narkotyków i nie zamierzam, ten problem mnie nie dotyczy – ale ten film dał radę mną wstrząsnąć pomimo to. Jest wiele innych tytułów ostrzegających mnie przed złymi rzeczami (gangsterskie dramaty choćby), które zostawiają mnie obojętnym. Aranofsky pokazał, że jednak się da. Ten film mną poruszył, a cały ostatni akt jest jednym z pierwszych moich wspomnień jako kinomana. Wielkie kino.
Miejsce #3: Memento
Abstrakcyjna fabuła, która wzięła mały fragment życia, by opisać jej wagę w sposób, który tylko w sztuce jest możliwy. W jaki sposób pamięć definiuje każdego z nas, szczęście i życie? Czy człowiek jest na tyle silny, by żyć bez niej – i czy w ogóle wtedy jeszcze jest człowiekiem? Bardzo lubię takie opowieści, które biorą coś, co współczesny obywatel świata bierze za pewnik – i zabiera to od niego. Choćby na te dwie godziny. Niemożliwe, nieprawdopodobne, trudne do wyobrażenia – bo abstrakcyjne. Po to jest sztuka.
Miejsce #4: Cudowni chłopcy ("Wonder Boys")
Jeśli piszecie – albo ogólnie mówiąc, tworzycie – obejrzyjcie. To cudowny, kameralny dramat o pisarzu, który nie może ruszyć dalej. Pozostali też raczej znajdą tu coś dla siebie – to w końcu opowieść o życiu jako takim, radzeniu sobie z nim. Seans faktycznie pozwala nabrać oddechu. A jeśli to was nie przekonuje – to napiszę, że to jest jeden z nielicznych tytułów, w których Katie Holmes była akceptowalna. Uwierzycie?
Miejsce #5: Adazhio
Głęboka metafora zrealizowana przy użyciu kilku kartek papieru. Urok krótkich metraży w pigułce. Obejrzałem ten tytuł pierwszy raz jakoś niedługo po przeczytaniu powieści Ayn Rand i zobaczyłem tutaj podobne przesłanie: opowieść o sytuacji, w której los ludzkości oparty jest o wybitne jednostki, które jednak są nienawidzone przez resztę społeczeństwa. Jedna kartka papieru jest czysta, reszta jest czarna. Czarne przetrwają dzięki białej, ale gdy już jej nie potrzebują, dążą do jej zniszczenia. Są inne sposoby, aby interpretować tę historię – jako choćby opowieść o ludziach potrzebujących konfliktu. Na koniec posypują głowy popiołem i chwalą imię Białej Kartki, ale używają jej, aby kontynuować to, co robili wcześniej: nienawidzenie wybranych kartek. Innych kartek. Piękna rzecz. I ta muzyka! A kamera zachwyca swoją płynnością, chociaż oglądamy przecież film poklatkowy. Z mnóstwem kartek w kadrze, wszystkie poruszane oddzielnie. Dzieło sztuki pod każdym względem.
Miejsce #6: Spragnieni miłości
Uczucie dwóch ludzi, opowiedziane w nerwowy sposób, jakby żadnym momentem nie można było się nacieszyć, jakby już on minął, jakby już było później i trzeba było to zaakceptować – ale nawet na to nie ma czasu. Wyjątkowy film i wszystko zależy od tego, ile zobaczycie w spojrzeniach, obłokach dymu i ciszy. Plus piękne zakończenie.
Miejsce #7: I raz, i dwa ("Yi Yi")
Wszystko zaczęło się od wesela, na którym postać ojca spotyka swoją dawną ukochaną. Jego syn jest nękany przez dziewczynki, z którymi chodzi do szkoły. Najważniejsze jednak jest to, że po wszystkim babcia zapadła w śpiączkę, a młody odkryje aparat fotograficzny. To jedynie część z puli fabuł, które ten film łączy w jedno głównym motywem – odkrywaniem prostych rzeczy. Bo przecież nie wystarczy o czymś komuś powiedzieć, by w ten sposób odmienić jego życie. Ta osoba musi sama to zrozumieć i samodzielnie do tego dojść, przechodząc swoją indywidualną drogę.
Miejsce #8: Niezniszczalny
W czasach, gdy kino superbohaterskie było żartem, Shyamalan już chciał je rewitalizować. Opowiedział o człowieku, który nie wie, że jest niezwykły, który powoli pozwala sobie na spróbowanie i uwierzenie. I pozwolił uwierzyć swoim widzom. Ten tytuł zyskuje z czasem, jest niezwykle silny i wciągający, a co druga scena jest swego rodzaju perłą. Opening w pociągu na jednym ujęciu, wyjście z basenu, L. Jackson tłumaczący, dlaczego komiksy to sztuka, upadek Elijah na schodach, wyciskanie ciężarów… To kino pełne szczegółów (realizatorskich, narracyjnych), które wyłapuje się przy następnych seansach.
Miejsce #9: JSA
Nie takiego filmu się spodziewałem. Na granicy między Koreą Północną i Południową ginie człowiek. Wiemy kto, ale nie wiemy dlaczego. Śledztwo się zaczyna, nikt nie chce gadać, każdy tylko wygłasza przygotowane teksty. Co się stało naprawdę? Wygląda jak dobry kryminał, jednak szybko staje się to opowieścią… Ciepłą. I gorzką. I niesprawiedliwą. Od początku wiemy, jak to się skończy, a jednak prowadzi ona nas do tego w taki sposób, że na finale kręciłem głową ze smutkiem, myśląc: „Nie tak to powinno się skończyć”. Temat wojny wydaje się wyeksploatowany, a jednak młodemu i początkującemu wtedy Koreańczykowi udało się dodać coś od siebie. Coś, co dwie dekady później nadal jest aktualne.
Miejsce #10: Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową
Ujmuje prostota tego filmu. Wszystko tu jest skupione na sytuacji głównego bohatera, jego chorobie i przemyśleniach z tym związanych. Nie ma wątków pobocznych, a reszta postaci przychodzi i odchodzi, by więcej nie wrócić. Nawet jeśli są grani przez Krystynę Jandę, też muszą usunąć się w cień. Smutny film, ale w niesmutny sposób.
Miejsce #11: American Psycho
Opowieść o gościu, który stara się być człowiekiem, ale mu to średnio wychodzi. Chcę spełniać normy, być ludzki, wpasować się. Czy robi to na pokaz, by ukryć to, kim jest – czyli seryjnym mordercą? A może wszystkie morderstwa to tylko wytwór jego wyobraźni i metoda na zbudowanie poklasku do samego siebie, we własnych oczach? Wyraz pragnienia bycia wyjątkowym? W czasach gdy kultura i obycie w pewnych tematach, czyli to, co się ma do powiedzenia, nie jest tak naprawdę poważane… Wtedy zaczynamy szukać innych metod, zamiast szukać błędu. Cholernie cwany film, trzeba przyznać.
Miejsce #12: Diabły za progiem
Trzeba przemęczyć trochę przez pierwszy akt (dłuży się), ale za sam trzeci akt chce się chwalić ten film. Opowiada o sytuacji z końcówki drugiej wojny światowej, na linii japońsko-chińskiej. W osadzie prostych chińskich ludzi znajdują się dwa worki – oba zawierają Japończyków: żołnierza i tłumacza. Co teraz zrobić? Zabić? Oddać okupantowi? Uwolnić? Każda opcja oznacza ryzyko. Całość opowiedziana jest z energią i czarnym humorem, ze świeżością podaje swoje antywojenne przesłanie – tutaj globalny konflikt zostawia rany, których pokojowe porozumienia nie są w stanie zagoić. „Wejście osła” oraz cały trzeci akt, jego pełne ironii napięcie – to będę pamiętać. Mógłby być krótszy, ale chcę go chwalić. Jest naprawdę udany i dobry.
Miejsce #13: Jak ugryźć 10 milionów
Dwie dekady temu ten film przekonał mnie (razem z Potworami i spółka), że lubię jazz. Oraz Matthew Perry jako aktora. Dzisiaj tylko jedną z tych rzeczy jest aktualna, ale też coś jeszcze: niezmiennie uwielbiam ten film. Każdy żart i zwrot akcji, fabułę jako całość, bawię się na nim doskonale. Katowałem go na kasecie VHS i w zasadzie znam na pamięć („Dlaczego się tu przeprowadziłem? Żyzna gleba, Oz! Po dwóch dniach mam już małe pomidorki„). No i koniec końców to opowieść o tym, jak David Addison zaczął zabijać ludzi i zaprzyjaźnił się z Chandlerem Bingiem – jak tego nie kochać?
Miejsce #14: Przekręt
Seria szalonych rzeczy następujących po sobie. Mam problem z takimi filmami, bo czuję, jakbym nie miał za co ich chwalić – ale prawda jest taka, że mam ochotę do niego wracać. Bawi mnie, a intryga jest świetnie zaplanowana i zaskakująca. Reżyser wyraźnie zaznacza swój styl i wyciska coś z każdego momentu, nawet banalnego. To całkowicie oryginalna produkcja, nie parodia – raczej pochodząca z jajem do brutalnych historii z pogranicza przestępczego życia. Ludzie umierają, przegrywają, kombinują i wychodzą na swoje jedynie dzięki szczęściu. Bawi mnie i śmieszy, chcę obronić kiedyś ten film. Dobra rzecz!
Miejsce #15: The Million Dollar Hotel
Twin Peaks, ale wyreżyserowane przez Wendersa. On przedstawia fajny świat, wypełniony fajnymi postaciami, kręci się z nimi przez dwie godziny i tyle. Pamiętam przyjemne uczucie płynące z seansu, pamiętam Mela Gibsona na schodach podczas powodzi, wchodzenie przez okno i bełkoczącego Daniela z LOST na deskorolce… I jeszcze ten miesamowity początek, taki piękny i tak dobrze zrealizowany, każda sekunda była taka wspaniała – ten lot, to zaglądanie przez okno, to poczucie faktycznego opadania w zwolnionym tempie…
Miejsce #16: Amores perros
Piętnaście lat przed Pozostawionymi Inarritu zaczął opowiadać o tym, że historia jednego człowieka nigdy nie jest historią jednego człowieka. Nie mówię, że to ten sam poziom (albo że to pierwszy taki zabieg w historii kina), ale podczas seansu właśnie takie uczucie przychodzi do oglądającego: każdy jest kimś, każdy ma swoją historię, każdy żyje. Za każdym rogiem jest pierwiastek czegoś niezwykłego. Wyjątkowy film. Nawet jeśli drugi segment to straszna głupota, a trzeciemu brakuje samookreślenia, przez co wieńczy całość na takiej byle jakiej nucie. Wciąż dobry seans, zapadający w pamięci. Biedne psy.
Miejsce #17: Traffic
Płytki film. Ale chce dobrze. I ogląda się dobrze. To relatywnie złożona struktura kilku wątków, każdy opowiadająca w jakiś sposób o handlu narkotykami. W większości są to archetypy tego typu opowieści, a wartość poznawcza scenariusza wydaje się inspirowana pojedynczym artykułem w jakiejś gazecie – niemniej, ten tytuł potrafi przemówić do wyobraźni, a niektóre wnioski wydają się ponadczasowe. Jak choćby dealer narkotykowy, który stwierdza, że policja złapała go wyłącznie dzięki podpowiedzi ze strony innego handlarza – policja wcale więc nie walczy z zagrożeniem, jakie niesie kokaina, nie! Oni tylko pomagają zrobić miejsce konkurencji. Sytuacja się nie zmieni. Jedyne, co się zmieniło, to że kilka osób straciło życie. Smutne i prawdziwe. Ten film oferuje takie momenty. Chcę go za to docenić.