Podsumowanie filmowe 1997 roku

Podsumowanie filmowe 1997 roku

08/03/2021 Blog 0

Ostatnia aktualizacja: listopad 2025

NAJLEPSZE FILMY ROKU

mononoke

Miejsce #1: Księżniczka Mononoke

O miłości do drzew opowiedzieć za pomocą fantastycznego kina batalistycznego, to trzeba być Miyazakim. Mamy tu rewelacyjnego herosa, który wytrzyma wszystko i jeszcze stanie do walki z każdą że stron, w tej niewiarygodnej intrydze. Będzie w samym środku centrum starć czterech różnych grup ucinającej sobie głowy – tylko po to, aby pogodzić miłość do drzew z miłością do ludzi. Plus warta pamięci scena karmienia przeżutym pokarmem. Piękny film i fantastyczna przygoda!

Miejsce #2: Titanic

Niewiele jest rzeczy na ekranie, którą mogą zaimponować, gdy widziało się „Titanica”. Monument kinematografii, w którym niemal każdy moment sprawia, ze mam ochotę być wdzięcznym za posiadanie oczu. Uwielbiam, jak bardzo to heroiczny film, w którym zarówno Jack i Rose poświęcają się dla siebie nawzajem – kiedy coś takiego widziałem ostatnio na ekranie?! – a także wielu ludzi umiera śmiercią honorową, czując się odpowiedzialnym i nawet nie myślą, by spróbować walczyć. Ale to przede wszystkim opowieść o chwytaniu każdej okazji bez strachu. Bo co przyjdzie ci z wyjścia cało z największej katastrofy morskiej w dziejach, jeśli potem nie będziesz żyć tak, by zasłużyć na miejsce na tej łódce?

Miejsce #3: Tajemnice Los Angeles ("L.A. Confidential")

Nic więcej nie warto nawet oczekiwać od kryminału. Chce się poznać wyjaśnienie, chce się dokopać do sedna całej sprawy. Fabuła to istna rewelacja, trzeci akt – w którym wszystkie niepasujące do siebie klocki okazują się mieć swoje miejsce – to czysta perfekcja. Napięcie buzuje pod spodem w każdej sekwencji, z rozmysłem dając o sobie znać w strategicznych punktach. Plus najlepsze strzelaniny w historii kina. Ta historia! Ta satysfakcja z seansu! Mocne, pełnokrwiste kino!

Miejsce #4: Dom ("A Casa")

Opowieść o ciszy, którą wybierasz zamiast powiedzenia innym tego, co potrzebujesz by wiedzieli. Może dlatego, że nie zrozumieją. Albo zrozumieją inaczej. Zignorują? Tyle możliwości. Więc wybierasz komunikację bez słów. Krzyczysz całym sobą, ale bez otworzenia ust. Bartas w „A Casa” rozciąga tę ciszę na cały film, pozbawiając go dialogów. Bohaterowie posługują się wyłącznie językiem obrazów, rzucając tym samym nie tylko nowe światło na twórczość tego reżysera, ale i powód, dla którego uczymy się tego języka i tak go kochamy.

Miejsce #5: End of Evangelion

Filmowy wstep do zakonczenia oryginalnego serialu NGE. Dzieci dosiadają mechów i biją się z obcymi, a potem rozkręca się w coś zupełnie nieoczekiwanego. Z jednej strony są sceny akcji, planowania, trenowania, dowodzenia, z drugiej… wszystko rozkręca się w bardzo odrealnionym kierunku, pełnym schizofrenii i filozofii, skutkujące tym, że to chyba pierwszy film próbujący tego, co zrobiono przy „Odysei kosmicznej 2001”. Nie nastawiajcie się jednak na poznanie nowego świata. Raczej… poznacie jednego człowieka. Który zada wam kilka pytań. Oglądajcie uważnie.

Miejsce #6: Życie jest piękne ("La vita e bella")

Mądre poczucie humoru oraz rewelacyjny bohater. Na witrynie sklepu pisze, ze nie obsługują Żydów? My napiszemy, że nie obsługujemy Żyraf. Cały czas udaje się widza zamknąć za tą barierą, gdzie nie sięgnie go horror Holokaustu, chociaż jesteśmy w samym centrum wydarzeń. Gwiazdą programu jest jednak Guido: pomysłowy, cwany i działa w ułamku sekundy – udają mu się sytuacje niemożliwe, i to w zadziwiającym stylu. Znajduje nowe sposoby, by zaimponować swojej kobiecie, ratuje swoje dziecko przed przyspieszonym i gwałtownym dojrzewaniem. Oglądanie „Życie jest piękne” to podziwianie tego człowieka – bohatera wyjątkowego sortu, którego nie mamy okazji poznać w żadnej innej produkcji. A jest przy tym większym superbohaterem niż mięśniacy w kostiumach. Szacunek dla niego i samego filmu za opowiedzenie o nim. Plus piękne cięcie montażowe w środku filmu.

Miejsce #7: Buntownik z wyboru ("Good Will Hunting")

Jest to lekki, ale poważny film psychologicznym, który naprawdę skupia się nad główną postacią. Czuć, że sam narrator go kocha i to, co on sobą reprezentuje. Te dialogi! Te sceny-perełki! Dialog w barze! Monolog Williamsa na ławce! Inscenizacja legendarnego meczu baseballa! Do tego chce się wracać.Najlepsze jednak jest, że to tak naprawdę film nie tylko o problemie „Jak wykorzystać swój geniusz?”, ale czymś powszechniejszym: „Co chcesz zrobić ze swoim życiem?”. Will uczy się życia od ludzi z większym doświadczeniem, widzi swoją sytuację w coraz szerszej perspektywie, gromadzi te informacje walcząc przy tym by zachować na powierzchni to co najważniejsze dla niego. I dokonać wyboru. Dorosnąć. Muszę powiedzieć, że twórcy dali radę udźwignąć ten temat w satysfakcjonujący sposób.

perfect blue

Miejsce #8: Perfect Blue

Reżyser od samego początku atakuje widza niewytłumaczalnymi ujęciami i klimatem. Satochi Kon zabierał moją wyobraźnię też na kilka różnych poziomów. Będzie krew i spora brutalność. Poczucie zagubienia, braku oparcia, a także zakończenie, które wprawdzie odpowie na pytania, ale można było oczekiwać, że zrobi to bardziej spektakularnie. Dobry film, z niezwykłym klimatem i piękną animacją. Przemyślany i wykraczający poza schemat i przeciętność.

Miejsce #9: W pogoni za Amy ("Chasing Amy")

Wyluzowani bohaterowie Kevina Smitha swobodnie gadają o seksie oralnym i chętnie odpowiadają na te wszystkie pytania, które dręczyły hetero, jak np. w jaki sposób lesbijki uprawiają seks? Hetero poznają świat homoseksualistów, ale na pierwszym miejscu jest stworzenie uczciwej i szczerej komedii romantycznej. Co się udało. A to również kompetentne kino homoseksualne, które jednocześnie żartuje z gejów oraz traktuje ich z szacunkiem. Plus jeden z najlepszych monologów o miłości. Może nawet najlepszy?

Miejsce #10: Żołnierze kosmosu ("Starship Troopers")

Pierwszorzędne męskie kino, w którym wszystko zagrało bez potknięcia. To po prostu bardzo sympatyczny film, w którym żaden aktor nie umiał za bardzo grać, ale i tak z przyjemnością się na nich patrzyło, gdy dorastają, idą do wojska, walczą w ramię w ramię w niewiarygodnie intensywnych oraz nierównych starciach z gigantycznymi robalami. Wielka skala filmu, równie duża przyjemność z seansu. Wojna jeszcze nigdy nie była tak ironicznie fajna!

Miejsce #11: Incydent ("Breakdown")

Pierwsza godzina zapowiada kiepski klon „Pojedynku na szosie”. Reżyser nie korzysta z efektów specjalnych, zamiast tego pokazuje odważnych (i szalonych) ludzi odwalających niewiarygodne rzeczy, a my pocimy się razem z nimi, jak np. biegną za ruchomą ciężarówką, aby po złapaniu jej przemieszczać się pod nią, tuż obok gigantycznych opon. Zmęczenie i strach w oczach bohaterów jest autentyczne, Realizm, wysiłek, ciężka praca – tak się kręci dobre kino. Kurt Russel zaprezentował tu wspaniałe fizyczne aktorstwo. „Incydent” po kiepskim początku ogląda się tylko lepiej i lepiej, aż do wielkiego finału. Zakończenie to męski orgazm i tyle.

lost highway poster

Miejsce #12: Zagubiona autostrada („Lost Highway”)

O człowieku ze słabościami, które go zgubiły… I tyle. Zagubioną autostradę ogląda się nie po to, by poznać historię, ale by ją rozgryźć. Temu podporządkowany jest rytm i porządek w scenach. To zagadka i wyzwanie dla oglądającego. Spodobał mi się sposób, w jaki wykorzystano język filmowy. Zapewne dlatego tak powszechne jest niezrozumienie tej produkcji, a nawet przeświadczenie, że tej produkcji nie można zinterpretować – mianowicie, widz podczas oglądania musi mieć świadomość, że rzeczy na ekranie mogą znaczyć więcej, a ich obecność musiała być celowa. Mozolne, nienaturalne dialogi oznaczają nieumiejętność porozumienia się między małżonkami. Gdy jedno wchodzi w kadr, drugie je opuszcza – to pokazuje, że nie są w stanie być blisko siebie. Tego typu detale mają ogromne znaczenie i jasno od początku wskazują na to, jaką historię tak naprawdę oglądamy.

Boogie Nights 1997 anderson

Miejsce #13: Boogie Night

Obraz przemysłu porno na przestrzeni kilku lat, kiedy to zmienia się los zarówno branży porno jak i ludzi, którzy przy niej pracowali. A wszystko dlatego, że świat nie stoi w miejscu. A to nie podoba się niektórym. Cały film trwa blisko 2,5 godziny, i akcja zaprezentowana jest wyśmienicie. Energia, świeżość – ten film ogląda się bajecznie. Portret upadku, dekadencji, głupoty, autodestrukcji i istot pozbawionych umiejętności adaptacji. Przesłanie jest oczywiste, seans wydaje się skierowany wyłącznie do tych, którzy rozważają podążanie śladem bohatera, albo już to robią. Nie jest to kino, którego wszyscy będziecie potrzebować, ale warto je obejrzeć.

Miejsce #14: Kiler

Taksówkarz wzięty omyłkowo za seryjnego zabójcę, który nigdy w życiu nikogo nie zabił, teraz musi wykombinować jak to zrobić, by zachować życie, uniknąć kryminału i by wszyscy byli zadowoleni. I co? I to robi. „Kiler” to cholernie inteligentny tytuł. Intryga jest bezbłędna, dialogi zapadają w pamięci, a Jurek, Ryba, Siara i Ewka powinni dostać własny serial, gdyby tylko nie wystrzelali się nawzajem w pierwszej wspólnej scenie. Z przyjemnością wracam do tej produkcji. Doskonała zabawa!

Miejsce #15: Darmozjad polski

Swojskie kino, w którym bohater trochę w stylu Marcela Prousta zaczyna wspominać swoje życie. Pierwsza miłość, relacja z rodziną, a w tle oczywiście nowoczesna historia Polski. Jest zabawnie, dziwnie i… cóż, widać niewielkie środki. Zdjęcia i reżyseria to po prostu poetycki realizm. Bohaterowie mówią po Polsku tak, jak już się nie mówi, a atmosfera dziwności miesza się z poczuciem swojskości. Piją, śmieją się, gadają o babach i przeklinają. Jest zabawnie i inaczej, kino z pewnością nie dla każdego. Ale też wielu chwyci i zostanie w pamięci.

Miejsce #16: Smak wiśni ("Taste of Cherry")

Nudna, męcząca, monotonna i przegadana medytacja nad samobójstwem, ale jednak szanuję ten tytuł. I w sumie trudno mi napisać dlaczego. To tytuł zrobiony przez ludzi, którzy nie znają chyba za bardzo języka filmowego, ale są artystami i chcą dobrze, więc tworzą opowieść proszącą o to, aby każdy dał temu światu drugą szansę. I to szanuję.

Również warte uwagi: Przejrzeć Harry’ego, Węgorz, Lolita, Pukając do nieba bram, Odważny, Słoneczny zegar, Zabijanie na śniadanie, Happy Together, Otwórz oczy, Orbis Pictus. Hana-bi i Lawn Dogs.

NAJLEPSZE SERIALE ROKU

oz

Miejsce #1: Oz - sezon I

Ten tytuł mógłby być nadal rewolucyjny nawet dzisiaj, a co dopiero w momencie premiery. Trudno wręcz uwierzyć, że telewizja dojrzała do takich produkcji już ponad dwie dekady temu! Jako jeden z nielicznych kieruje swoje słowa do dorosłych widzów i traktuje ich, jakby byli dorośli. Jakby mogli sobie poradzić ze świadomością, że pokazany na ekranie świat jest częścią naszego, że jest ważną jego częścią… I jak niewiele możemy z tym zrobić. Że gdzieś tam komuś dzieje się krzywda i tak już będzie. A my możemy mieć pecha i się z tą osobą spotkać, w jego celi. I świat wtedy jedynie potoczy się dalej.

stargate

Miejsce #2: Stargate - sezon I 

Ostatnia taka przygoda w formacie space-opry, jaką gościły nasze telewizory. Obietnica przygody na każdą okazję! Wątki fabularne i obce ra