Kathryn Bigelow
„If there’s specific resistance to women making movies, I just choose to ignore that as an obstacle for two reasons: I can’t change my gender, and I refuse to stop making movies. It’s irrelevant who or what directed a movie, the important thing is that you either respond to it or you don’t. There should be more women directing; I think there’s just not the awareness that it’s really possible. It is.” – Kathryn Bigelow
Obecnie Kathryn Bigelow znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #145
Top
1. Dziwne dni
2. Wróg numer jeden
3. Dom pełen dynamitu
4. Na fali
5. Blisko ciemności
6. The Hurt Locker. W pułapce wojny
7. Detroit
8. Błękitna stal
Ważne daty
1951 – urodziny (Kalifornia)
1970 – przyjazd do NYC, wożenie się po dzielni z Susan Sontag i Philipem Glassem
1979 – ukończenie szkoły filmowej
1978 – debiut krótkometrażowy
1981 – debiut pełnometrażowy (samodzielnie film zrobi w 1987)
1989 – małżeństwo z Cameronem, rozwód w 1991 roku
2024 – najnowszy film
Detroit (2017)
To jest tak naprawdę dramatyzowana wersja prawdziwych wydarzeń z odwróceniem terroryzmu – w tym sensie, że terrorystami są tutaj ci, którzy teoretycznie powinni pilnować porządku. Widz utożsamia się tutaj z osobami, które są więzione przez policję, gwardię narodową i jeszcze inne mundury. Mundury, które są gotowe posunąć się do wszystkiego, aby… Cóż, tutaj film traci grunt pod nogami. A raczej stracił go już na samym początku.
Nie czułem, że oglądam ten film od początku. Film trwający blisko dwie i pół godziny zaczyna się bez wprowadzenia w zamieszki w Detroit w 1967 roku. Jakiś najazd na klub nocny i w następnej scenie grupy ciemnoskórych obywateli odkradają sklepy, domagają się, krzyczą, masy ludzkie ścierają się na ulicy z policjantami, strażakami, wojskiem… Coś mnie ominęło? Czy ten film został zrobiony przez rasistów, których mentalność wyhodowana została na memach z serii: „Gdy osoby czarnoskóre są nękane przez policję, moim honorem jest okraść sklepy”? Bo tak to wygląda, chociaż oczywiście film jest z drugiej strony tej rozmowy. Wzywa do pokazania niesprawiedliwości, która miała miejsce dekady temu, tylko ten brak wprowadzenia wskazuje na to, że jest kierowana do osób, które już znają temat. Po co więc ten film?
I nagle w połowie to staje się historią tej sytuacji terrorystycznej z zakładnikami. I to przestaje wyglądać, jak film kinowy. Gdy Will Poulter krzyczy i domaga się znalezienia pistoletu, to wygląda jak parodia tego odcinka „Community”, gdzie szukali długopisu. Odcinka będącego parodią takich minimalistycznych produkcji, gdzie nie ma pomysłu na fabułę, a zrobić coś trzeba. Tylko że to jest adaptacja prawdziwych wydarzeń.
Zrealizowane to w sumie nie jest najgorzej. Obrazy mają w sobie życie, aktorzy dają rad – kolejne wyraźne nazwiska wyskakują jak króliki z kapelusza – i ogólnie film nie ciągnie się zbytnio. Ciężko go traktować na poważnie i ma on jasno określoną misję, więc miejsca na dialog tutaj nie ma. Mogło to wszystko być uchwycone o wiele cięższą ręką, ale za coś takiego chwalić nie będę.
Najnowsze komentarze