Maj 2022

Maj 2022

09/05/2022 Opinie o filmach Opinie o serialach 0

Chcę obejrzeć wszystko z 2022 roku. Jedziemy dalej...

obejrzanych filmów
35
obejrzanych seriali
1
Ocena 3 z 5

Dom wielopokoleniowy

30 maja | Canal+

Polacy w jednym stali domu i się kłócą. Szkoda tych ludzi, tylko mało tutaj analizy, potrzeby zrozumienia
 
Opisy i napisy wewnątrz filmu mówią o wyjątkowym projekcie, który polegał na tym, że w Łodzie odremontowano zabytek i ludzie tam zamieszkali, każdy z jakimś wydarzeniem w tle, np. po pobycie w domu dziecka. I mieli tworzyć tytułowy Dom Wielopokoleniowy, pierwszy w Polsce i na podstawie czegoś, co sprawdziło się w Niemczech. Spoiler: zaczęli sobie przeszkadzać, kłócić się i nasyłać na siebie policję nawzajem.
 
Na pierwszy rzut oka jasnym jest, że ludzie w tym dokumencie nie są zbyt inteligentni i nie idzie im rozwiązywanie konfliktów – nie mają zdolności słuchania ani zmiany, żeby nie robić czegoś małego, co innym może przeszkadzać. Dokument jednak jasno wskazuje na przyczynę będącą w tym, że oni są Polakami, więc będą się kłócić. Trochę jest to dokument o niczym, trochę byłem mu wdzięczny za przedstawienie tych małych konfliktów z każdej strony (w jakimś małym stopniu, ale jednak), ładnie i czytelnie to zostało zmontowane, tylko jednak oglądając wzruszam ramionami, bo kamera nie wchodzi w to zbyt głęboko, żeby można było wyciągnąć jakieś wnioski. A przynajmniej inne od tych, które można wyciągnąć po przeczytaniu opisu. I byciu przekonanym od lat albo dekad, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie”, „taka jest Polska mentalność”, „to Polska właśnie, panie”. To jest zbyt przypadkowe i nijakie, aby mogło być głosem w jakiejkolwiek sprawie.
Ocena 2 z 5

Fear of Walking Dead - sezon VII

29 maja | Amazon Prime

Mam zamiar obejrzeć wszystko z 2022 roku… Więc jedziemy. Zaskakujące, że te popularne seriale okazują się takie nudne! Oglądałem tylko siódmy sezon w całości – zamierzałem przynajmniej poskakać po wcześniejszych, ale to, co zobaczyłem, w zupełności mi wystarczyło: zobaczyłem serial posiadający potencjał, ale jego scenarzyści mają zamiar posługiwać się banalną dramaturgią – biadolenie w kółko, że jest jak jest. W samych swoich założeniach jest to naprawdę kapitalny tytuł: zaczynamy jeszcze przed tragedią. Powoli coś się dzieje i nie wiadomo, co to jest. My wiemy, że chodzi o zombie, ale wewnątrz serialu zabicie człowieka bez powodu (bo był chory?) wywołuje zamieszanie, zamieszki i chaos. Takie podejście do tematu mogłoby zaowocować czymś mającym wartość, a zamiast tego oglądamy kolejny raz, jak głupi ludzie próbują się dogadać, chociaż nawet bez zombie są o krok od pozabijania się nawzajem. Twórcy idą po linii najmniejszego oporu i jeśli o coś bohaterowie mogą się pokłócić, to się pokłócą, wywalą się na czymś i będzie źle. Kolejny raz będę oglądać bohaterów zbyt niedojrzałych, aby postawić na przetrwanie – zamiast tego będą przepraszać, będą kombinować i doprowadzą do czyjejś śmierci. Ja już wiem, co to za serial. Włączam więc od razu siódmy sezon po zobaczeniu pierwszego.

A odcinek, który go otwiera, jest naprawdę świetny. Cały szok, jak bardzo świat wewnątrz serialu się zmienił przez ten czas, jest niezwykły, ale epizod sam w sobie zasługuje na pochwały: dużo akcji bez gadania, kameralna i dramatyczna droga bohaterów, dużo budowania intrygi wokół tego, co przyniesie przyszłość i… I to ostatnie, co dobrego dał mi ten serial.

Reszta siódmego sezonu… No cóż. Są zalety: ogólnie cały moment w fabule, co się stało wcześniej, dokąd twórcy popchnęli ten świat i tych ludzi. Każdy odcinek skupia się na innej grupie bohaterów, co chyba też należy uznać za jakieś osiągnięcie w temacie lania wody, ponieważ to koniec zalet, każda postać jest tutaj identyczna, każdy wątek jest identyczny, każda rozmowa jest identyczna. Cały czas na zmianę: „musimy się tam dostać / musimy wrócić po tych, którzy zostali / musimy się tam dostać”. Cały czas mówią: „Nie pójdziesz tam sama / To jest ważne / Nie zostawię ich”. Dramaturgia cały czas opiera się na jakiejś głupocie, czymś niemającym sensu – najczęściej jest to zachowanie jakiejkolwiek postaci. Fabuła to samo: przygotujcie się na konie, które są odporne na promieniowanie radiacyjne. Ściąganie masek co chwila. Zagłuszanie płaczu dziecka równie głośną muzyką, żeby nie zwabić umarłych. Zakradanie się do super czujnych postaci z nożem w ręku, które niczego nie zauważą. Chłop z demencją wyjdzie niepilnowany na otwarty teren i odmówi uciekania przed zagrożeniem, ale jak zagrożenie przyjdzie i go porwie, to nie będzie mieć uwag – jeszcze będzie narzekać, że to wina wszystkich poza nim. A jak zabić dwóch strażników? Armatą. Dużo gadania o tym, co akurat pozwoli wydłużyć czas antenowy. To nie jest do oglądania w tradycyjny sposób. W nowoczesny, z telefonem w ręku i poświęcając serialowi 10% uwagi? Już bardziej.

Dostrzegam, jak wiele trzeba mieć pasji, aby to oglądać z uwagą – wtedy serial rekompensuje to taką toną absurdów i niespójności, że aż chce się je pisać. Ja uwielbiałem je czytać, ale na oglądanie tego z uwagą już sił nie miałem. Nic tu nie ma sensu i nie muszę się nad tym pochylać. Najwyraźniej masowy morderca wyrzucający z dachu masę ludzi, bo miał taki kaprys, zasługiwał na to, żeby znaleźć miłość swojego życia. Takie kwiatki będę pamiętać. I było mu smutno na myśl, że cokolwiek nie zrobi, to jedna kobieta go nie pokocha, więc znowu coś spierdolił, żeby fabuła mogła się potoczyć w tragicznym kierunku. A potem wróciła po trzech sezonach pewna postać, która okazała się przemytnikiem dzieci. Ja… Nie wiem, jak mógłbym zacząć analizowanie i punktowanie. To jest tylko dla fanów, którzy oglądali od początku i umieją w całości wyjaśnić głupotę tego, co tutaj się dzieje. Nowy widz może dostrzec tylko pierwszą warstwę. Ona jest już prawdziwie rozbrajająca.

Ocena 3 z 5

Bóg i Władca Lunaparków

29 maja | CDA Premium

Najzabawniejszy polski film 2022 roku. Przekleństwa niczym w „Dniu świra”.
 
Dokument prezentujący relacje ojca i syna – ojciec ma chore serce i zostało mu kilka lat życia, ponad to jest zapartym ateistą i pisał książki o kłamstwach katolicyzmu. Syn po początkowym okresie agnostycyzmu stał się religijny i chce nawrócić ojca poprzez podróż po ludziach i ich świadectwach. Celem ma być błogosławieństwo i uzdrowienie ojca. Można powiedzieć, że łączy ich charakter – obaj podnoszą głos, obaj więcej mówią niż słuchają, obaj są uparci. Ich podróż to seria prześmiewczych sytuacji, które są zabawne wyłącznie dzięki temu, że ojciec bardzo dużo przeklina, wyklina, klnie i denerwuje się z pasją. Niewiele jest tutaj innego humoru – ale zdarza się, że syn np. na pokaz, że niby pod wpływem Słowa Bożego, dostał palpitacji i upadł dupą na ziemię. Nikt nic wtedy nie zrobił, tylko ojciec później skomentował, że ma syna debila.
 
Film jednak dopuszcza obie strony do rozmowy, poznani po drodze ludzie wypowiadają się z tym, co mają do powiedzenia. Nawet wchodzą w dialog i bez złej energii akceptują, że ktoś inaczej myśli lub ma stosunek wobec pewnych kwestii. Ciężko mi powiedzieć, czy film faktycznie nie obiera żadnej ze stron, bo postać syna jednak ostro się ośmiesza w tym filmie i wielokrotnie jest sprowadza do pionu – czy to przez ojca albo osoby postronne. Na końcu wprost jest mu zwrócona uwaga, że źle się zabiera do głoszenia Słowa Bożego. O ojcu nikt tak nie mówi. Film z całą pewnością nie jest propagandą, a to już osiągnięcie.
 
Ogólnie nie wiem, gdzie tu sens. Przecież jedno z Przykazań mówi o tym, że masz czcić ojca swego.
 
Ponad to twórcy mieszają do współczesności materiały archiwalne, prywatne nagrania ukazujące relacje ojca z synem, gdy ten był młody. Tworzą one pewną relację z tym, co ma miejsce współcześnie. Tutaj udaje się stworzyć głębię na ekranie, nawet jeśli tylko prywatną, to dostępną dla nas. Ciężko jednak napisać mi, dla kogo to film. Bardziej dla osób wierzących niż nie.
Ocena 3 z 5

Syndrom Hamleta

29 maja | KFF

Kto by się spodziewał, że dokument o wojnie na Ukrainie będzie podsumowany faktycznym konfliktem? Ukraina walczy od 2014 roku, a my śledzimy grupę aktorów, którzy poprzez sztukę znajdują sposoby, aby wyrazić swoje traumy i przeżycia.

To tytuł bardziej symboliczny niż do oglądania, tzn. dociera do nas na poziomie ludzkim niż jako seans. Oglądamy ludzi, którzy swoje przeżyli i teraz ta przeszłość ich rozpiera, mają co z siebie wyrzucić. A my ich słuchamy.

Osobiście czułem, jakby ten film cały czas zaczynał się na nowo. Mało tutaj postępu, progresu – z grubsza oglądamy kolejne spowiedzi ludzi ustawione obok siebie. Nie czuć podczas oglądania, że bliżej im do uzyskania czegoś poprzez te spowiedzi. Nie czuć, że nasza wiedza o ich tragedii osiąga kolejny poziom, że zgłębiamy go coraz bardziej, nawet ten Hamlet nie wydaje się bliżej ukończenia.

I trochę wstyd tak mówić, to w końcu tragedia prawdziwych ludzi na ekranie, a ja narzekam, że kiepsko się to ogląda.

Ocena 1 z 5

Kick Like Tayla

27 maja '22 | Amazon Prime

Co można zrobić z komentarzami w Internecie? A no można kupić sobie dokument na Amazonie i płakać, że obcy są niemili.
 
Tytułowa osoba jest rozciągnięta i potrafi kopnąć piłkę w futbolu amerykańskim tak, że dałaby radę uderzyć się przy okazji kolanem w czoło. Zrobili jej zdjęcie, jak tak kopnęła i Internet wylał na nią hejt. Film nie tłumaczy nic, jakby budował napięcie odsłonięcia później jakiejś tajemnicy, ja stopuję film i szukam w kroczu Tanyi wystającego kawałka penisa czy coś… Nic takiego jednak nie ma. Zwykłe zdjęcie. Dziewczyna wydaje się sympatyczna, ma jakieś wyniki w sporcie… Czemu ten dokument ma tak niskie oceny?
 
Otóż dlatego, że jest dokumentem, który nieszczególnie coś tłumaczy. Nie ma chyba nawet ukazanych tych negatywnych komentarzy z Internetu, a przynajmniej nie zobaczyłem cokolwiek, co by zapadło w pamięci. Film skupia się tylko na tym, żeby mówić: „to jest złe”, Tanya się popłacze parę razy i oglądamy w kółko przebitkę, jak Tanya jest silna na siłowni, jak robi coś fizycznego, uderza worek treningowy. I jeszcze kilka słów o tym, że kobiety w sporcie też są fajne, zasługują na zarobki… Bla, bla, bla. Twórcy nie zrobili nic, aby umieścić te postulaty w realnym świecie, odnieść się do czegoś, faktycznie zaprezentować rzeczywistość. Bardziej chcieli tylko ją kreować słowami i dobrymi intencjami – efekt nie przekona nikogo, kto już nie jest przekonany. Dokument zbędny. I nie jest dokumentem.
Ocena 3 z 5

Maskarada ("Mascarade")

27 maja | HBO