Podsumowanie filmowe 2020 roku

Podsumowanie filmowe 2020 roku

24/01/2021 Blog 0

Hej, pogadajmy o dobrych stronach 2020 roku. To był dobry rok dla kina, kinomanów i kinofili. Mogliśmy uczestniczyć w festiwalach filmowych bez strachu, że ktoś wysoki usiądzie przed nami, albo będzie rozmawiać obok nas i przeszkadzać podczas seansu. Mogliśmy uczestniczyć w różnych festiwalach – nawet jeśli rozgrywały się równocześnie i każdy był w innym mieście. Nie było wielu nowości, więc mogliśmy skupić się na nadrabianiu klasyki albo odkrywaniu nowych perełek. Pod koniec mogliśmy nawet narzekać, że nam za dobrze, że za dużo festiwali naraz trwa, wiele z nich darmowych i gdzie tutaj znaleźć na to wszystko czas? I o tym będę teraz mówić: o najlepszych filmach i serialach, jakie mogliśmy w 2020 roku oglądać. Gwoli ścisłości zaznaczę, że biorę pod uwagę światową datę premiery.

Zanim przejdę dalej, wspomnę jeszcze o kilku wyjątkowych momentach czy scenach z tytułów, które nie pojawiają się nigdzie w zestawieniu, a są one warte zapamiętania: z całą pewnością więc zapamiętam makabryczny trzeci akt z japońskiej animacji Kropla piękna, szczególnie scenę w łazience i odsłanianie nóg jednej z postaci. Zapamiętam opowieść o rybce z Co w duszy gra, która chciała pływać w oceanie. Zapamiętam makabryczną kumulację wszystkich wątków w filmie Hunter Hunter. Zapamiętam ostatnie 30 minut nowego filmu Charliego Kauffmana: I’m Thinking of Ending Things, dla nich naprawdę warto przebrnąć przez pierwszą godzinę. Zapamiętam taras rodziny z filmu Wujek Frank oraz jak na koniec Procesu siódemki z Chicago mieli dać krótkie oświadczenie, a zamiast tego… Cóż zrobili coś innego. To było fajne. Nie miało sensu i tak naprawdę pewnie nikt nie wie, co chciano w ten sposób wyrazić, ale można się było uśmiechnąć, a to w sumie wystarczy.

Teraz czas na mówienie o najlepszych rzeczach, jakie ten rok ma do zaoferowania.

Ostatnia aktualizacja: lipiec 2025

NAJLEPSZE FILMY ROKU

Miejsce #1: "Hamilton"

Udział w wojnie, w budowaniu systemu ekonomicznego, zakładanie rodziny oraz osobiste dramaty – i nie ma w tym filmie choćby jednej sceny, która nie byłaby przygodą. Wszystko jest tutaj ekscytujące, emocjonalne, niewiarygodne i co najlepsze: kumuluje się, dzięki czemu to nie jest po prostu jeden z najlepszych filmów roku, to jeden z moich ulubionych produkcji w historii. Miał premierę na początku lipca i od tamtego czasu zawsze jestem w trakcie oglądania Hamiltona. Niemal codziennie oglądałem fragment, by następnego dnia kontynuować oglądanie. To inspirująca opowieść, dzięki której chcę być lepszy i lepszy, a z każdym seansem odkrywam coś nowego. 

zabojstwo dwojga kochankow 2020

Miejsce #2: "Zabójstwo dwojga kochanków"

Prosty film o prostych emocjach, który działa, bo opowiada o ludziach, którzy wydają się prawdziwi. Tematem filmu jest separacja w małżeństwie, a my czujmy i rozumiemy wszystko, przez co przechodzą postaci na ekranie. Prosta próba spędzenia czasu z dziećmi na zabawie, z której nic nie wychodzi, dotykała mnie głęboko bo czułem, jaką tragedią dla bohatera jak i jego dzieci jest ten okres, przez który przechodzą. Pod koniec jest taka scena, w której troje ludzi stoi na ulicy i rozmawia. Krzyczą, kłócą się, waży się wtedy przyszłość tych ludzi i to jest naprawdę niewiarygodnie dobrze zagrana oraz napisana scena, którą koniecznie musicie zobaczyć. To dosłowny kopniak w krocze, gwarantuję wam. I nie miałbym żadnego problemu z umieszczeniem tego tytułu na pierwszym miejscu, ale tak się stało, że premiera Hamiltona została przesunięta na wcześniej, na 2020 rok, więc…

Miejsce #3: "Malarka i złodziej"

Czyli dokument, po którym nigdy byście się nie spodziewali, że to nie było stylizowane czy ustawione. Niewiarygodna opowieść, o której nie chcę więcej mówić. Polecam, bo życie czasami potrafi być naprawdę fajne.

Miejsce #4: "Materna"

Bo to film, którego potrzebujemy w 2020 roku. Jest w nim scena, w której brat z siostrą siadają do kolacji i ni stąd, ni zowąd zaczynają przekrzykiwać się bzdurami z telewizji na temat aktualnych problemów społecznych. Niedawno przy okazji protestów w Polsce pojawiła się teza, że dzielą nas polskie media, a tutaj wychodzi film amerykański o Amerykanach, którzy zachowują się dokładnie tak samo, więc problem jest o wiele szerszy. I nie chodzi o to, że media na całym świecie stosują te same sztuczki do manipulowania odbiorcami – chodzi o to, że wspólnie zapominamy dostrzegać w drugiej osobie człowieka. O tym jest „Materna” i dlatego ją doceniam i umieszczam tuż za podium najlepszych filmów roku

Miejsce #5: Amonit ("Ammonite")

Francis Lee jest teraz chyba jedyną osobą, która umie opowiadać o gejach. W jej filmach nie jest im źle, bo są gejami. Są ludźmi, takimi jak cała reszta, mają te same problemy. W całej opowieści brakuje elementu negatywnego – nie ma ukrywania się z taką relacją, nie ma poczucia grzechu. O romantyzm zawsze było ciężko, ale ludzie sobie zawsze mogli pomóc. Nawet jeśli pomagali tylko tym, których kochają. Inne czasy, większe problemy, cele te same: bycie szczęśliwą będąc sobą. Nawet jeśli nie ma się dzieci, prowadzi mały sklepik dla specyficznej klienteli, wolny czas spędza się samotnie na plaży, a celem jest jedynie przeżyć kolejny dzień bez kręcenia nosem. Zwykły to film, ale ma w sobie coś, co ujmuje. Można w tym odnaleźć samego siebie.

Miejsce #6: "One Night in Miami"

Adaptacja sztuki teatralnej próbującej pokazać fikcyjną sytuację, w której Sam Cooke, Malcom X, Muhammed Ali i James Brown są przyjaciółmi i spotykają się w dniu, w którym Ali ogłasza światu, że przechodzi na Islam, zmienia imię i tak dalej. Rozmawiają na parę ważnych tematów – jak choćby czy walczymy o słuszne rzeczy dla nich samych, czy po to, aby być w świetle reflektorów? Albo czy powinniśmy wykorzystywać swoją pozycję, aby o coś walczyć? A jeśli nie chcemy – to czy czyni to nas gorszymi od tych, co walczą? I czy zmuszanie nas do podjęcia takiej walki nie sprawia, że tylko zmieniamy wtedy swoich panów, czyli osoby mówiące nam, jak mamy żyć? Ten tytuł jest przykładem sytuacji, w której scenariusz 6/10 spotyka aktorstwo, które jest 8/10 i wyraźnie unosi słowa ze skryptu. Najważniejsza część tego filmu to właśnie rozmowy, najczęściej jeden na jednego albo ukryte monologi, gdy jeden z aktorów skupia na sobie całą uwagę. Jest taka scena, w której Leslie Odom Jr opowiada o nagrywaniu covera przez Rollings Stones i naprawdę, ten aktor potrafi przykuć do siebie wzrok odbiorcy. Słuchamy każdego jego słowa i nie wiemy, czy to trwa minutę albo może dziesięć minut.I jeszcze jedna ze scen roku, ta z koncertem w Bostonie. Jest budowana na coś wielkiego, Malcolm X opowiada i mówi, że to było niezwykłe, więc gdy oglądamy, to mamy spore oczekiwania i widzimy to na własne oczy… I gdy w końcu zobaczyłem ten koncert, to miałem dreszcze. Świetna scena. I naprawdę dobry film.

Miejsce #7: "Shadow in the Cloud"

Najbardziej absurdalny tytuł roku. Chloe Grace Moretz gra oficera, który podczas drugiej wojny światowej ma tajny pakunek i rozkaz, aby go dostarczyć. Wsiada więc do samolotu, nie ma dla niej miejsca poza małą gondolą pod podkładem i tam spędza zaskakująco dużo czasu, kłócąc się z seksistowskimi żołnierzami przez mikrofon, strzelając do japońskim samolotów i pilnując, aby jej paczka przetrwała podróż. Tajemnica z zawartością paczki naprawdę działa, dialogi są emocjonujące, a mniej więcej w połowie dochodzi do sceny, która jest mocnym kandydatem do tytułu sceny roku. Nie wygrywa, bo to rok „Hamiltona”, ale to jest scena, której nigdy w życiu nie zapomnicie. Będziecie wiedzieli, o czym mówię, gdy kamera zacznie się obracać, a wy złapiecie się za głową, myśląc „To się nie dzieje naprawdę”, ale to się dzieje naprawdę i wtedy wiecie, że ten film idzie na całość. Ja to kupiłem i bawiłem się naprawdę dobrze, dajcie mnie tego więcej.

Miejsce #8: "Obiecująca. Młoda. Kobieta."

Carey Mulligan jako była studentka, która udaje pijaną w barach, aby mili panowie ją zabierali do domu, a wtedy ona przestaje udawać, że jest pijana i daje im nauczkę. Interesujący pomysł, dobre aktorstwo, kilka świetnych decyzji castingowych – największą siłą tego filmu jest opowieść o młodej osobie, którą spotkała tragedia i ona teraz żyje tą tragedią, jednocześnie tracąc zainteresowanie życiem jako takim. I jak zmienia perspektywy innych osób. Przy tym jest to jednak wolny film, dopiero w 80 minucie pomyślałem: „Hej, to zaczyna być dobre”. Ostatnie kilkanaście minut jest najlepsze, pokazując jak różne osoby w swoim własnym zakresie dokładają się do problemu i nie chcą widzieć całości. Tak, są tam mocno naciągane momenty, ale ogólnie cały film jest naciągany i nie przeszkodziło mi to czerpać z niego frajdy.

Miejsce #9: "Never Rarely Sometimes Always"

Wystarczający film o aborcji. Tytuł odnosi się do odpowiedzi, jakie się udziela przed zabiegiem na różne pytania związane z twoją aktywnością seksualną czy relacji z twoim partnerem. Czy zmuszał się do seksu, do seksu bez zabezpieczeń, czy cię biję. Nigdy, rzadko, czasami, zawsze. W roli głównej Sidney Flanigan, nominacja ode mnie dla tej aktorki za jej występ i ogólne docenienie pokazania wyczerpującej drogi, jaką bohaterka musiała objąć, aby w tajemnicy dokonać aborcji.

Miejsce #10: "Na rauszu"

Grupa nauczycieli ma problemy w życiu osobistym i postanawia wyluzować przy pomocy małych dawek alkoholu. Powstał film opowiadający o alkoholizmie jako objawie większego problemu, a nie problemie samym w sobie. Plus naprawdę ładna końcówka, wlewająca dobrą energię do naszych ciał.

Miejsce #11: "My Heart Can't Beat Unless You Tell It To"

Wampir jako członek rodziny, którym trzeba się zaopiekować. Najlepszy przykład w tym roku przypominający nam, że nie ważne, co robimy – ważne, byśmy robili to z miłości.

NAJLEPSZE SERIALE ROKU

flanagan bly minor

Miejsce #1: Nawiedzony dwór w Bly - miniserial

Horror, który jest świadomy, jak straszna może być miłość. Możemy bać się, że ta druga osoba nas zrani. Możemy się bać, że następny dzień będzie ostatnim. Możemy się bać, że ta druga osoba umrze przed nami, a potem czeka nas tylko samotność i pustka… Bez tej osoby. Naprawdę jestem pełen szacunku dla Flanagana za to, że po osiągnięciu sukcesu nadal eksperymentuje, zaskakuje i dostarcza historie, które tak głęboko przeżywam. Wspaniały serial.

f is for family

Miejsce #2: Nie ma jak w rodzinie - sezon IV

Z przyjemnością zauważyłem, że czwartą seria nie jest tylko przedłużeniem, ale przede wszystkim istotną kontynuacją znanej historii. To wszystko pogłębia cały serial pod wieloma aspektami, dając najważniejszym postaciom zmiany życiowe – możemy nawet mówić o oświeceniu, gdy niektórzy przechodzą skomplikowane, życiowe drogi, aby zrozumieć proste rzeczy. To naprawdę przyjemne doświadczenie, oglądać serial, który potrafi to zrealizować – nie tracąc nic ze swojego humoru, stylu i wulgarności.

better call saul

Miejsce #3: Better Call Saul - sezon V

Czyli ciąg dalszy tragedii o człowieku, którego nikt nie zapamięta, chociaż te robi wszystko, co w jego mocy, a i tak przegra. A to oznacza, że sam serial też nie może zapadać w pamięci, dlatego tak właśnie jest. Oglądamy, sprawia to nam dużą przyjemność i wyczekujemy następnej serii, ale w naszej pamięci pozostanie raczej tylko przedostatni odcinek, niespodziewana konfrontacja z pewnym niebezpiecznym człowiekiem. Absolutna rewelacja.

Miejsce #4: Etos - miniserial ("Bir Baskadir")

Nie spodziewałem się Tureckiego serialu zrealizowanego dramaturgicznie z taką godnością i cierpliwością. Całość wygląda pięknie (zdjęcia i pejzaże, aktorki), ale większość scen polega na oglądaniu czyichś rozmów – a ja siedziałem i słuchałem ich. To spokojne, niełatwe kino o ludziach, którzy nie chcą mówić o osobistych rzeczach, ukrywają się, trzymają swój ból przed zasięgiem innych. Trzeba tylko zaakceptować ilość zbiegów okoliczności (obcy ludzie, ale wszyscy mają ze sobą jakiś związek), ale to też jakoś pasuje. To w końcu taka skondensowana i godna wersja opery mydlanej. Będę dobrze wspominać!

Miejsce #5: Alice in Borderline – sezon I

Ej, to było na serio fajne. Piła w świecie Young Adult – niemal wszyscy w całym mieście znikają, a ci, co są, muszą brać udział w bezlitosnych grach, inaczej ich żywot szybko dobiegnie końca. Walka trwa, ludzie umierają – pytanie tylko: „Dlaczego?”. I tutaj nie ma jeszcze nic jasnego. W pierwszym sezonie, bohaterowie oprócz walki o życie, walczą też o chęć do życia – dopada ich depresja oraz wina za los tych, którzy przegrali kosztem ich „wygranej”. W końcu nawet nie wiadomo, jaki jest zakres zmian – cały świat opustoszał? Czy tylko Tokio? To solidna rozrywka – i czekam na drugi sezon.

NAJLEPSZE ODCINKI ROKU