Carl Th. Dreyer
Jego adoptowany ojciec nazywał się Carl Theodor Dreyer. Pracę w biznesie filmowych zaczynał od pisania kart do filmów niemych, potem wziął się za scenariusze. Pragnął zrobić film o Jezusie, ale do tego nie doszło. Oto Carl Theodor Dreyer i przegląd jego twórczości.
„Carl Dreyer’s art begins to unfold just at the point where most directors give up„. – Pauline Kael
Pisząc o filmach tego reżysera używałem takich słów jak: „Pozbawione życia”, „Mam to już z głowy”, „Od strony realizacji – na plus, od strony widza już nie, ale od kiedy Dreyera interesuje widz? Albo nadmiar tekstu?”, „Pod względem treści to kolejne arcydzieło o niedojrzałych ludziach mających problemy z dupy”, „Sądząc po zdolnościach reżyserskich Dreyera, byłby on świetnym nadzorcą lotów kosmicznych”. O Narzeczonej z Glomdal napisałem: „Dreyer ma talent to tworzenia ładnych kadrów oraz podkreślania roli natury w samej fabule jak i jej duchu. Nie umie tymi kadrami opowiedzieć historii, która sama w sobie jest obojętna i przewidywalna. Kino nieme, które potrzebuje słów bardziej niż kamery”. Męczyłem się na filmach, które robił i często podchodziłem parę razy, zanim dobrnąłem do końca jego statycznych produkcji, mających do powiedzenia banalne rzeczy w obojętny, nieprzekonywujący sposób – o cierpieniu przez Kościół, o wierze, o relacjach społecznych. W sumie nic dziwnego w tym, że najbardziej cenię sobie Wampira oraz Joannę D’Arc. Pierwsze zrobił, żeby zrobić coś całkowicie innego, na drugi miał minimalny wpływ. Trzy razy widziałem ten film i nie pamiętam z niego nic innego niż twarz Renée Jeanne Falconetti. Pamiętam tylko, że podczas powtórki byłem zdziwiony obecnością innych elementów. Które były słabe. Jedyny filmowy występ tej kobiety, to nie ona grała u Dreyera, ona była całością tego filmu. A potem prawdopodobnie popełniła samobójstwo, bo prawdopodobnie była chora psychicznie. Prawdopodobnie.
Oglądałem jego filmy z konieczności, żeby je nadrobić, zaliczyć, jakkolwiek to nazwać. Może jak obejrzę w całości, to wtedy objawi mi się ich wartość – mogłem tak zakładać, ale bez przekonania. Jak mógł zrobić Gertrudę z sercem – jak to ujął – nie wiem, bo ten film naprawdę wygląda, jakby był reżyserowany przez kogoś podpiętego do maszyn utrzymujących jego ciało przy życiu. Ten i wcześniejsze. Zakładałem, że jak już się zaangażuję do zrealizowania takiego „przeglądu”, to zrobię chociaż jedną powtórkę i dam po latach szansę Słowu, ale jednak aż takim masochistą nie jestem. Chciałem zrobić Top 10 i okazało się, że brakuje mi już tylko jednego tytułu – który zresztą okazał się krótkim metrażem. Do tego powtórka Wampira i tyle, ale niech będzie, że jak na jakimś festiwalu filmowym będzie powtórka Słowa czy Dnia gniewu, to usiądę w tej ciemnej sali i zrobię jeszcze podejście. Może będzie prelekcja, może wtedy dostrzegę to serce Dreyera. Chociaż prawdopodobnie zasnę.
Bo czytając o jego życiu – nieszczęśliwe dzieciństwo, wieczne kłopoty finansowe tłumaczące jego brak aktywności reżyserskiej przez blisko dwie dekady z przerwami, bycie pacjentem kliniki w Paryżu – ma on w pewnym stopniu moją sympatię. Pewnie to wszystko widać w jego filmach, tylko same jego filmy mnie straciły. Krytycy i widzowie zresztą też nie byli po jego stronie. Gertrudę jeden krytyk nazwał oglądaniem mebli przez dwie godziny. Podczas właściwej premiery w Paryżu pokazali film w niewłaściwej kolejności, były też inne kłopoty techniczne. Podczas pokazu na festiwalu w Wenecji pół sali wyszło, a drugie pół klaskało – ale akurat tam byłem i wiem, że oklaskują automatycznie, a nie z uznania. Ale Godardowi się podobało. Nie wiem też, jak to się stało, że potem Dreyera jakoś tak zaczęto nazywać największym reżyserem Danii i ma dwa tytuły w Top 50 Sight & Sound (nie żeby ten fakt cokolwiek dla mnie znaczył – ale serio krytycy za życia Dreyera traktowali go jak Eda Wooda). Nie mam sił czytać dalej o nim. Wystarczy.
Obecnie Carl Th. Dreyer znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #192
Top
1. Męczeństwo Joanny d’Arc
2. Wampir
3. Michael
4. Kartki z dziennika Szatana
5. Oni dopędzili prom
6. Narzeczona z Glomdal
7. Słowo
8. Wdowa po pastorze
9. Dzień gniewu
10. Gertruda
Ważne daty
1889 – urodziny (Kopenhaga)
1911 – małżeństwo, będą razem do jego śmierci
1913 – pierwsza praca w biznesie filmowym; urodziny córki (?) Gunni, umrze w 1990 roku
1919 – debiut reżyserski
1923 – urodziny syna Erika, umrze w 1978 roku
1932 – klapa finansowa Wampira, z powodu stresu zostaje pacjentem kliniki w Paryżu
1934 – powrót do Danii
1936 – powrót do dziennikarstwa
1964 – ostatni film
1968 – śmierć (Kopenhaga, zapalenie płuc)
Wampir ("Vampyr", 1932)
Niech będzie, że wciąż lubię ten film. Jest dziwny i umie być dziwny, a potem się kończy. Mały koszmar. Miałem jednak wątpliwości – w zasadzie nie ma jakiegoś wprowadzenia, od razu przechodzimy do dziwności. Nie ma tutaj podróży, nie wydaje się też, aby twórcy ogarniali, co robią – owe dziwności wydają się być celem samym w sobie i istnieć tylko dlatego, że reżyser chciał, aby istniały. Nie opowiada to jakiejś historii, na którą warto byłoby zwracać uwagę. Nie zamyka tego w jakimś konkretnym doświadczeniu – tyle tylko, że jest ono… Dziwne. Do tego masa czytania. Wydaje się, jakby 20% filmu polegało na czytaniu. Czy raczej patrzeniu, jak postać w filmie czyta.
Część tych uwag ma wyjaśnienie – na przykład film był realizowany w trzech językach jednocześnie, stąd decyzja o minimalnym języku mówionym i przewadze tekstu na ekranie. Od strony realizacji – na plus, od strony widza już nie, ale od kiedy Dreyera interesuje widz? Albo nadmiar tekstu? Idąc dalej – chłop miał postanowić sobie nakręcenie czegoś nowego i przeczytał dużo historii z duchami, aby tym się natchnąć do robienia filmu. I cóż, faktycznie tak jest: zrobił coś nowego. W takim znaczeniu, że jest to nowy film, czerpiący ze starych książek i przywołujący na myśl kino Meliesa czy Caligariego.
Fabuła zaczyna się tak, że student okultyzmu wchodzi do knajpy na zadupiu i już się wszystko zaczyna. Przydałoby się coś więcej, ale no: generalnie chodzi o to, że wszystko jest pod urokiem wampira czy coś w ten deseń. I wszystko kończy się zabiciem wampira. Kobita podnosi się, mówi: moja dusza jest wolna i wszyscy są szczęśliwi, koniec. A w środku? Jedna pokręcona sekwencja za drugą.
To zostanie z każdym widzem. Począwszy na cieniu, którą „dołącza” się do właściciela, na sekwencji w trumnie kończąc, ten film jest koszmarem, do którego się wchodzi i nie wiadomo, jak długo tam się będzie.
Oni dopędzili prom ("De nåede færgen / They Caught the Ferry", 1948)
Krótki metraż, czyli Dreyer robi Mad Maxa o ludziach, którym się śpieszy. W ten czy inny sposób: uda im się załapać na transport przez wodę. Jak na to, co chcieli osiągnąć, robią wystarczająco: jest dynamicznie i trzyma w garści widza. Dzięki montażowi, ale Dreyer od czasu do czasu nie psuje jakiegoś ujęcia, więc on też miał w tym zasługę. Komentarz z Internetu: „this short film has more cuts than the entirety of Gertrud”
Gertrud (1964)
Z serii: pozbawione życia. Sądząc po zdolnościach reżyserskich Dreyera, byłby on świetnym nadzorcą lotów kosmicznych.
Jeśli zobaczycie kiedyś zaplecze startu rakiety, czyli masę ludzi patrzących się w komputery i podążających za protokołem, aby niczego nie przeoczyć i zapewnić bezpieczeństwo operacji… To wygląda to trochę jak oglądanie filmów Dreyera, tylko jest mniej ekscytujące. „Punkt 4671, naciśnij przełącznik B4, aby zaświeciło się światełko konsoli A36. Czy światełko się świeci?” – tak wygląda taki start rakiety albo inny skok ze spadochronem z orbity. Gertrud z kolei wygląda tak: wejdź do pokoju, patrz przed siebie, bez patrzenia wykręć rękę za siebie sięgając za klamkę, zamknij drzwi, wykonaj trzy kroki w stronę przeciwległej strony pomieszczenia, stój 36 sekund, usiądź, teraz przesuń wzrok 15 centymetrów w swoje lewo. Twoja partnerka gada cały czas, ale masz to w dupie i równie dobrze mogłaby nic nie mówić” i tak dalej. To kino jest tak bardzo pozbawione życia i człowieczeństwa, że aktorzy mogliby nawet nie znać języka, w jakim grają. Mogli się nauczyć fonetycznie wymowy w nieznanym sobie dialekcie i w ten sposób dostarczyć nam swoje przedstawienie.
Pod względem treści to kolejne arcydzieło o niedojrzałych ludziach mających problemy z dupy. Forma współgra z tym wszystkim, bo bohaterowie nie są w stanie nawiązać ze sobą relacji do tego stopnia, że w ogóle nie patrzą sobie w oczy, ale trzeba być konkretnie odklejonym od rzeczywistości, aby pomyśleć, że to się będzie dało oglądać.
Najbardziej mnie dziwiło, że ktoś, kto zaczynał w epoce kina niemego, mógł na starość skleić tak przegadany film. 40 lat wcześniej nie dałby rady zrobić niczego tak kuriozalnego – i wtedy mi kliknęło, że to mógł być udany film niemy. Skupiony na ekspresji, zbliżeniach, jakby wywalić te wszystkie dialogi w cholerę… Ten film po prostu mówi za dużo, mając do powiedzenia okrutnie mało. Jak dobrze dla Dreyera, że był zmuszony zaczynać w epoce bez dźwięku.
Powiązane
1928 1932 1964 Biopic Drama Horror Melodrama Period Drama ranking Reżyser
Najnowsze komentarze