Małgorzata Szumowska

Małgorzata Szumowska

08/04/2018 Opinie o filmach 0

Bardzo cenię w kinie próbę opowiedzenia historii obrazem, a nie dialogiem” – Małgorzata Szumowska

33 sceny z życia (2008)

5/5

Gdy historia zaczyna się, wszyscy są razem. Odpoczynek gdzieś poza miastem, mała chatka pośród natury, biesiada pod rozgwieżdżonym niebem… Nie ma fabuły, jest tylko życie, którego cała produkcja jest dramatycznie pozbawiona. Może jakaś nadzieja na takowe pod koniec, ale większość czasu bohaterowie nie żyją.

Zamiast tego zajmują się śmiercią, radzeniem sobie z nią, obcowaniem z nią… próbują żyć ze śmiercią. Bo wkrótce jedna z postaci okaże się mieć raka. Po kolei jej otoczenie zacznie się wykruszać. Zostaną nieliczni, którzy będą z nią razem do końca chemioterapii. Albo dalej.

33 sceny z życia są bardzo bolesne. To przeciąganie przez wszystkie etapy obcowania ze zjawiskiem śmierci w rodzinie, bez żadnych uproszczeń i pójść na skróty. Bohaterowie są, jacy są, a prawda jest taka, że nie mają zielonego pojęcia co robić. Nie wiedzą, co się dzieje, nie potrafią zrozumieć lub zaakceptować. Każdy jest inny, ale zgadzają się w jednym: nie ma tu kogoś pozytywnego. Silnego dorosłego, który wytrzyma. Każdy z tej historii wyjdzie na kolanach, będą się różnić tylko momentem, w którym na nie upadli. Albo chwilą, w której uświadomili sobie, od jak dawna na nich są. To mocny film. Nie dziwię się, że został oparty o doświadczenia osobiste reżyserki. Tu ludzie nie mogą wytrzymać ze sobą, wyładowują na sobie nawzajem złość, chora czuje się „chujowo”, a dawne życie idzie w odstawkę. Po wypiciu pół litra zaczyna się inna strona tego spektaklu.

Rzadko w ogóle mnie ten aspekt w kinie obchodzi, ale porter Polaków w tej produkcji jest bezbłędny. Nigdzie indziej tak pięknie nie przeklinają, ani też nie są cały czas zwaśnieni. Jeden z nielicznych obrazów, w których nie mam wątpliwości, kogo oglądam. Nie Czechów lub Rosjan, ale „naszych”. Ta trudna w uchwyceniu różnica została tu przedstawiona.

Ujęcia są przepięknie długie. Cała konstrukcja opowieści zasługuje na oklaski – to jak bohaterowie poruszają się na planie, jak ujęcia są skonstruowane, by maksymalnie wykorzystać kadr… Jedno z najsmutniejszych chwil zaczyna się od bohaterek śmiejących się, by pod koniec, wciąż w tym samym ruchu kamery, wywołać u widza obumarcie mięśni twarzy. Bardzo kojarzyło mi się to z Ofiarowaniem Tarkowskiego.

Jest tu coś, czego w kinie nie ma od dawna. Muzyka uderzająca w uszy jak w kowadło, i tak by pękło. Dzieje się tak kilka razy podczas seansu, niczym w średniowiecznej przypowieści, gdy dzwony kościelne obwieszczały ważne wydarzenie. Tutaj jest podobnie, czarny ekran i chwilowy zastój w seansie. Bardzo mi się to spodobało. Podobnie było tylko w Melancholii i starym kinie sprzed 1950 roku.

Jeszcze jedno słowo o dźwięku. Zupełnie nie rozumiem, jak to jest możliwe, że ludzie nie słyszą dialogów. Byłem na tym filmie podczas premiery w Kinotece, słyszałem wszystko. Teraz obejrzałem to w telewizji, o 8 rano, jeszcze pralka mi zapieprzała za zamkniętymi drzwiami łazienki, i problem miałem jedynie ze zrozumieniem niektórym bełkotów chorej, ale tak miało chyba być. Serio, której chwili nie rozumiecie?
Swoją drogą, ciekawy pomysł, puszczać taki film o 8 rano w sobotni poranek. Przecież tu biusty są.

33 sceny z życia to wielki film. Opowiada o śmiertelności jak żaden inny. Gdyby dodać tu jeszcze epilog z Six Feet Under ludzie zaczęliby zapewne masowo chodzić na terapie antydepresyjne po seansie.

Malgorzata Szumowska

Obecnie Małgorzata Szumowska znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #206

Top

1. 33 sceny z życia
2. Twarz
3. Crossroad (segment z „Wizji Europy”)
4. Ono
5. Body/Ciało
6. Sponsoring

Ważne daty

1973 – urodziny (Kraków)

1986 – urodziny męża

1998 – debiut krótkometrażowy

2000 – debiut pełnometrażowy

2011 – małżeństwo

Sponsoring (2011)

2/5

Czemu ten film wygląda jak czyjeś wyobrażenie o prostytucji zamiast kogoś, kto poznał ten temat? W ogóle wszystko tu jest tak banalne, że wręcz niemożliwe. Wszystkie prostytutki są ładne, wszystkie sceny seksu wyglądają, jak wyglądają (białe, czyste, delikatne), co jakiś czas pojawi się logo Apple’a, każdy sprzęt, jaki na ekranie zobaczycie, warty jest więcej niż wasz komputer… a w środku tego wszystkiego znikąd pojawiają się te dwie dziwne sceny, czyli nauka przeklinania po polsku (nie wiem, co było gorsze: uczenie czarnego rasistowskiego tekstu czy fakt oglądania kobiety mówiącej takie rzeczy) oraz sikanie na prostytutkę, po czym następuje… granie dla niej na gitarze.

Największy dramat? Przewracający się słoik czy inna butelka na drzwiczkach lodówki. Tragedia. I ja wcale nie żartuję.

Twarz (2018)

4/5

Walka o karpia. Developed for Cinema by Szumowska. Nie jestem przekonany, chociaż warto tego doświadczyć.

Szumowska co prawda po latach istnieje w mojej pamięci jako autorka porażających 33 scen życia, ale Twarzą udowadnia, że umie robić kino – nawet jeśli od tamtego czasu nie stworzyła niczego wielkiego w mojej opinii. Prowadzenie aktorów, opowiadanie obrazem, narracja jest ukryta gdzieś z tyłu każdej sceny – wydaje się, jakby nic w tym filmie się nie działo, kino fragmentów i momentów. Tu nasz bohater, Jacek, rzuca piłkę psu. Potem oglądamy dzieci barwiące się świńskim ryjem, który to został odcięty za stodołą chwil wcześniej kilka. Następnie oglądamy, jak Jacek z Dagmarą krzyczą z lasu na drogę w kierunku samochodu, aby jego kierowca raczył przebierać nogami w kierunku Kościoła. Wszystko to ostatecznie co prawda układa się w logiczną całość, wciąż jednak Twarz nie jest kinem, do którego przeciętny widz jest przyzwyczajony. To czysty artyzm.

Twarz nie tylko zyskuje z czasem, gdy film trwa, ale przede wszystkim wtedy, gdy patrzymy w tył i dostrzegamy przemyślaną konstrukcję całości. Wiele detali wraca tu później w zmienionej, zaskakującej formie (elektroniczna muzyka, przy której Jacek poznaje Dagmarę, wraca potem w wersji klasycznej), inne nabierają wagi w szerszym kontekście. Nagle w trakcie oglądania uświadomiłem sobie, jak niewiele Jacek mówił na początku filmu, inaczej też brzmią sceny bełkotania po pijaku przy śpiewaniu kolęd. Pewne rzeczy rozumiałem dopiero po jakimś czasie, jak podbicie niektórych barw (białej, żółtej, czerwonej – wyraźnie wibrują na ekranie mocniej, niż powinny) albo rozmazanie obrazu w większości statycznych ujęciach (tylko 1/5 ekranu najczęściej jest ostra i da się na nią patrzeć bez bólu głowy). Jeszcze inne detale wciąż zaprzątają mi głowę jak choćby pies imieniem Cygan cały czas wbiegający na pusty grób. Nastąpiło to zaraz po tym, jak Jacek pobił się bez powodu z faktycznymi cyganami pod pomnikiem Jezusa. Główny bohater co prawda ma długie ciemne włosy i słucha thrash metalu, ale ukochaną znajduje w blondynce z krótkimi włosami, tańczącą do Italo Dance.

Pytanie tylko ilu widzów będzie na tyle zaintrygowanych tą produkcją i zastanowić się nad szczegółami w tle. Chociaż wiele osób ma potrzebę wyrazić swą opinię o filmie w Internecie, to osobiście jeszcze nie widziałem, by ktokolwiek pochylił się nad tymi detalami. Na swoim podstawowym poziomie to w końcu historia zbudowana ze stereotypów, zrównująca ze sobą te bardzo popularne, jak kłótnie nad grobem lub pijana pasterka, z tymi pojedynczymi, jak słynna w Internecie „walka o karpia” sprzed paru lat – zupełnie jakby wszystko to było równie powszechne. Trudno powiedzieć, na co było to wszystko i jak to się ma do samej fabuły, w której z kolei nic nie zostaje osiągnięte. Bohater wyznacza sobie cel, a na koniec go realizuje – czemu więc nie zrobił tego wcześniej? Nie ma na to pytanie odpowiedzi. A może jest?

Ogólnie więc Twarz jest bałaganem, ale ambitnym. Jest to czysto artystyczne kino, trzymające się wyłącznie własnych reguł – to trzeba przemyśleć, poznać i… I co dalej? Trudno powiedzieć, ale odradzać nie będę. Jak już na koniec sezonu obejrzyjcie wszystko, co się da, wtedy na pewno warto rozważyć jeszcze dołożenie do tego Twarzy Szumowskiej.