Podsumowanie filmowe 2005 roku
Ostatnia aktualizacja: kwiecień 2026
NAJLEPSZE FILMY ROKU
Miejsce #1: Szczęście
Kino europejskie w najlepszym stylu, z wyczuwalnym wpływem choćby Beli Tarra, przywołujący na myśl 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni. Ten film wymaga skupienia, ale co rzadko spotykane, potrafi się za nie odwdzięczyć. Bohdan Sláma odnalazł się idealnie w narracji nie tylko czysto filmowej i tej ogólnej. Jego opowieść to życie i ludzie. Reżyser łączy tu niemoc z obowiązkiem natychmiastowego działania, szuka powodu, dla którego jest to uznawane za obowiązek, pozwala bohaterom zastanowić się nad tym i przyjąć tego konsekwencje, które tak naprawdę mają zasięg indywidualny – własne sumienie. Opowieść o zwykłych, dobrych ludziach, którzy jak chyba każdy musieli stanąć wobec problemu, z którym musieli coś zrobić, choć ich nie dotyczył. Z tego wszystkiego wyłoni się postać głównego bohatera, ogołocona ze wszystkiego, nawet dachu nad głową. Będzie się wałęsał w długim ujęciu, zmuszony do stawienia czoła prawdzie o sobie. Gdzie jest jego szczęście?
Miejsce #2: Walka żywiołów
Dramat rodzinny – rodzice się rozwodzą, dzieci nie wiedzą, co jest właściwe i naśladują, niespełniony artyzm znajduje ujście, miłość zostaje utracona… Napięty konflikt zrealizowany w piękny, życiowy sposób. Nie jest łatwo to oglądać, bohaterowie zachowują się często okropnie i wiele scen ocieka niezręcznością, ale rozumiemy każdego z nich. Znajdujemy się dzięki temu w tej przedziwnej sytuacji, kiedy my wiemy, dlaczego ci ludzie są, jacy są, ale oni tego nie wiedzą. I nie mogą się dogadać, zaakceptować, zrozumieć nawzajem. A przecież wystarczy tylko… patrzeć. I chyba dlatego tak uwielbiam ten tytuł.
Miejsce #3: Broken Flowers
Ten film jest absolutnie niezainteresowany znajomością z widzem. Nie zależy mu na byciu poznanym. Nie jest też tak, że uczyniono z bohatera postać enigmatyczną – zamiast tego twórcy są obojętni na to, czy widz zrozumie jego osobowość lub nie. Każdy szczegół jest istotny, nawet jeśli widzimy tylko jakiś przypadkowy program lecący w telewizji przez 7 sekund – nawet nad tym myślano, i szukano odpowiednich 7 sekund, które też będą mogły coś od siebie dodać. Najbardziej szokujące jest to, że ta wygaszona opowieść jest też bardzo zmysłowa. To film, do którego podchodzi się, aby uzyskać za każdym razem odpowiedź na inne pytanie. Ten film wymaga, aby go zrozumieć, bo chyba właśnie o tym on jest: o tym, jak konieczne jest zrozumienie drugiego człowieka. Albo, chociaż samego siebie.
Miejsce #4: Revolver
Mam wrażenie, że mało kto był gotowy na to, że Guy Ritchie zrealizuje kino pod wpływem Kabały. Teraz jego bohaterowie gadają, jakby występowali w kolejnej części „Ghost in the Shell”. Zresztą, co to za film gangsterski, w którym nigdy nie poznajemy głównego antagonisty, a prawdziwą walkę wszyscy toczą tutaj sami ze sobą? Z całą pewnością mogę za to napisać, że ogląda się nadal doskonale. Trzyma w napięciu, zaskakuje kolejnymi wydarzeniami, intryguje świetnymi postaciami. Noszę w sobie ten film od premiery – i chyba ponoszę go jeszcze trochę.
Miejsce #5: Dziecko ("L'enfant")
Bohaterem jest dziecko, ale dorosłe, tylko niedojrzałe. Jest drobnym złodziejem i kombinatorem, śmieje się z puszczania gazów. Jego historia jest pełna zwrotów akcji i bólu, serii kopniaków z każdej strony. Mamy tę pewność, że to jego historia, że to jego życie, że nim kieruje i nikt poza nim nie odpowiada za jego decyzje. Reżyserzy wydają się tutaj niemal w prezencie przeciągać go przez piekło, żeby mógł zrozumieć i dojrzeć. Dzięki temu ta tragiczna historia ma w sobie pewien optymizm związany z rozwojem. I chyba dlatego właśnie „Dziecko jest moim ulubionym tytułem Dardennów.
Miejsce #6: Hooligans
To piękna opowieść o odwadze. Ludziom wydaje się, że to kino o kibolach, ale tu nigdy nie chodziło o przemoc dla przemocy, ani też o to, by kogoś skrzywdzić. Tu zawsze chodziło o jedno: o rzucenie wyzwania i by stać o własnych nogach na koniec. By nie stchórzyć. By nie uciec. By uwierzyć w siebie, bo nie chodzi o wygranie. Tylko o udowodnienie samemu sobie, że gdy przyjdzie co do czego, to dasz z siebie wszystko.
Miejsce #7: Tajemnica Brokeback Mountain
Męskie kino o prawdziwych facetach i ich relacji między sobą, o tym, jak się zachowują i co dla nich jest normalne. O tym, jak wygląda to wszystko, gdy są tylko sami ze sobą. Nie skarżą się, nie jęczą, nie czują potrzeby udowadniać swojej męskości… Zachowują się z klasą, po prostu. Mało jest takich opowieści. Mamy rok 1963, obaj mieli wtedy po 17-18 lat. Szukali pracy, zostali zatrudnieni do pilnowania stada w górach. Z początku nawet na siebie nie patrzą, o rozmawianiu nie wspominając. A potem oglądamy, jak wygląda życia tych dwojga po tym, jak się rozstali. To naprawdę dobrze opowiedziane kino – w wizualny sposób, bez niepotrzebnej ekspozycji. Lubię takie filmy.
Miejsce #8: Wszystko gra ("Match Point")
Ten obraz jako pierwszy pokazał z sukcesem inne oblicze Allena, które jest zafascynowane Dostojewskim, destylacją rzeczywistości, trudnymi wyborami i jeszcze trudniejszymi morałami. Akceptacja tego, że życie nie jest sztuką i historie kończą się inaczej, a złośliwość losu jest jedyną komedią życia. Takie historie, jak w tym obrazie, zazwyczaj poznajemy od tyłu. Coś się dzieje i dochodzimy do tego, jak do tego doszło. Tutaj jest to odwrócone, wszystko oglądamy w porządku chronologicznym, ale widz i tak jest chwycony, a pytanie: „Jak do tego doszło?” reżyser zostawia odbiorcy na potem, po seansie. Ten obraz zostaje z nim. To film o sprawiedliwości i jej braku, o żarcie losu i o tym, że czasami dzieje się to, co się dzieje. Nic więcej. I nigdy nie możemy być pewni, kim jest człowiek obok nas. Do czego on będzie zdolny, gdy życie go przyciśnie. Właśnie: nigdy się tego nie dowiemy. Nigdy. Nasza historia skończy się bez potrzeby poznania czegoś więcej.
Miejsce #9: Łuk ("Bow / Hwal")
Miejsce akcji to łódka otoczona morzem aż po horyzont z każdej strony, na której pokładzie znajdują się ludzie nie znający innego życia niż właśnie takie, z daleka od lądu. Narracja oparta jest w zasadzie wyłącznie o symbolikę, dzięki czemu całość jest o wiele bardziej – z braku lepszego słowa – magiczna. Łuk jest tytułem pełnym uroku i na swój własny sposób to przedziwna historią o miłości, którą warto przeżyć.
Miejsce #10: Sin City
Na pierwszy rzut oka Sin City wyróżnia się przede wszystkim stylem wykonania, ale to w sumie tylko osiągnięcie artystyczne. Sukces Sin City i jego potencjał do kolejnych seansów drzemie w bohaterach i ich historii. Film składa się z trzech oddzielnych wątków, które mają miejsce w tytułowym mieście (dlatego czasami bohaterowie jednego wątku mogą spotkać innych). Za każdym razem jednak motywy są podobne: ktoś robi okropne rzeczy (kanibalizm, gwałty, zabójstwa), ludziom robi się krzywda (złamania, postrzały, rany innego typu), a główny bohater jest w środku tego wszystkiego. I jest zaangażowany osobiście we wszystko. Jest na misji i zależy mu na jednym: chce kogoś uratować, pomścić albo ochronić. Piękny i gorzki film – w wykonaniu, jak i stylu. Rewelacyjnie zrealizowana opowieść o prostych ludziach, którzy nie mają na tym świecie nikogo poza sobą samym.
Miejsce #11: Good Night and Good Luck
Czarno-biały dramat dziennikarski. Jest to film poświęcony odpowiedzi na makkartyzm, wykonanej przez dziennikarza CBS Edwarda R. Murrowa. Zauważył on, że oskarżenia o przynależność do komunizmu nie tylko nie muszą mieć pokrycia, ale też mimo to mogą rujnować ludziom życie. Nie trzeba było niczego udowadniać, można było kłamać, ale jeśli zostałeś oskarżony – już było po tobie. Murrow ruszył z atakiem przy pomocy telewizji – był to jednak atak dżentelmeński. Na poziomie ogólnym Good Night… jest hołdem dziennikarstwu i wyrazem miłości do tego, co kiedyś dziennikarstwo (a także gazeta czy telewizja) znaczyło. Ten film nie jest propagandą. Jest apelem – o to, abyśmy jako odbiorcy byli wymagający. Bo powrót do tamtych czasów jest możliwy. Osiągnięcie ówczesnych rzeczy jest możliwe również dzisiaj. Jeśli takie słowa z wami rezonują – wtedy możecie mieć pewność, że jest to film dla was.
Miejsce #12: Serenity
Oficjalny, 16 odcinek serialu FireFly. Tutaj jest od cholery do lubienia: obłędna akcja, solidną dawką dramaturgii, cała strona wizualna jest po prostu śliczna – to może być najładniejszy film sci-fi, jaki w życiu widziałem. Wszelki dobór barw, oświetlenie, scenografia, efekty wizualne, specjalne i szeroko pojęta edycja montażu… rezultat jest piękny. Czy to scena rozmowy w pokoju, czy spektakularna sekwencja z wybuchami w kosmosie, patrzyłem z przyjemnością. Dialogi to mistrzostwo, W całym filmie jest masa drobnych rzeczy, które wywołują uśmiech. Kapitan jest bardziej agresywny i bezwzględny, całość zaczyna się od czterominutowego mastershota. Mina, którą River robi, gdy Simon pyta ją, czy rozmawia teraz z Mirandą. Sposób, w jaki Łowca zabija tego naukowca na początku. Nagranie z Inarą, na którym gdzieś w tle widać River wąchającą jej łóżko… Joss Whedon sypie takimi momentami jak z rękawa. Tylko go lubić i jego uniwersum!
Miejsce #13: Boże Narodzenie (Joyeux Noël)
Podczas I wojny światowej doszło do zawieszenia broni na ziemi niczyjej, pomiędzy oddziałami wojsk Francuskich, Niemieckich i Szkockich. Był to rok 1914, w nocy z 24 na 25 grudnia. Wszyscy wyszli z okopów, w większości bez wrogich zamiarów. Zaczęli się poznawać, śpiewali razem, spędzili razem czas, a nawet uczestniczyli w mszy odprawionej po łacinie. Ten film to wyłącznie obietnica fabularna tego, co wydarzy się w środkowej części seansu. I zapewniam: nie zepsuli tego.
Miejsce #14: Kiss Kiss Bang Bang
Złodziej w Los Angeles poprzez aktorstwo zostaje prywatnym detektywem zamieszanym w skomplikowaną intrygę rodem z książek Chandlera, tylko gdyby narratorem był ktoś… Cóż, współczesny. Historia pędzi na złamanie karku, zalewając widza niestworzonymi zbiegami okoliczności, puentami, zwrotami akcji i anegdotami. Ten film to czysta zabawa.
Miejsce #15: Człowiek niedźwiedź
Był sobie człowiek, który traktował niedźwiedzie z wręcz religijną czcią. Chciał z nimi żyć, zaszył się w lesie i nagrywał coś, co potem będzie znane pod nazwą „vlogów”. Nagrywał na nie swoje myśli, refleksje, miłość do zwierząt, a przede wszystkim siebie i naturę, która go otaczała. Nazywał się Timothy Treadwell i został zabity przez jednego z misiów. Jest to bardzo subiektywna i bardzo Herzogowa medytacja nad tym człowiekiem, jego pasją, obiektami tej pasji i tym, czy to miało sens. Dla wrażliwych na obraz natury, jej rozmach i mieszkańców, będzie to bardzo intrygujący dokument.
Miejsce #16: Zostań ("Stay")
Przedziwny film, nie dla wszystkich, ale jednak unikalny nawet i dzisiaj. Terapeuta z krótkimi nogawkami stara się pomóc człowiekowi, który zapowiada popełnienie samobójstwa za trzy dni. Jest wyjątkowy, wydaje się magiczny, a jednak czuje, że musi skończyć życie – czy można mu pomóc? Mętlik w głowie gwarantowany, a zastosowany język filmowy oraz przemyślana struktura sprawiają, że tej produkcji się nie zapomni. Jakby powstała parę lat później, gdy YouTube zaczęło zalewać różne „Explain” na każdy temat, ten tytuł mógłby być lepiej przyjęty. A tak nawet mało kto go potraktował na poważnie.
Miejsce bonusowe: Dzieci z Leningradzkiego
Piękny dokument krótkometrażowy o dzieciach, które uciekły od złych rodziców i brutalnych opiekunów, aby znaleźć dom na całe życie – na ulicy.
Również warte uwagi: Autostopem przez galaktykę, Słodko-gorzkie życie, Dziękujemy za palenie, Jabłka Adama, Komornik, Bilety, Skazany na bluesa, Romance & Cigarettes, C.R.A.Z.Y. Wszystko jest iluminacją, Syriana, Gdzie leży prawda, Życie ukryte w słowach, Historia przemocy, Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady, Monachium, 12 lat i koniec, Murderball – gra o życie, Pani Zemsta, Doskonałe popołudnie, Still alive. Film o Krzysztofie Kieślowskim, Mój ojciec i mój syn, Wszystko zostaje w rodzinie, James Dean: Wiecznie młody, Takeshis’ i Marsz pingwinów.