BLOG

Blog to mój plac zabaw. Najczęściej znajdą się tam wpisy o tematyce filmowej – opracowania, felietony, rankingi i inne – ale nie zdziwcie się, jeśli od czasu do czasu napiszę coś innego.

Blog jest obecnie w fazie rozbudowy, dodaję strony z rocznikami i wklejam tam po kilka wpisów, żeby nie było za pusto. Zacząłem od obecnych lat i przesuwam się w przeszłość. Obecnie jestem na 1938 roku. Wszelkie bieżące rzeczy pojawiają się zgodnie z harmonogramem, ale przeniesienie moich archiwalnych tekstów trochę czasu zajmie. Miejcie to na uwadze. Mam też ambicję, aby każdy rok był porządnie opisany – miał własną ścieżkę dźwiękową, opis wydarzeń historycznych, wspomnienia filmowe, spis kinowych urodzin i zgonów oraz ranking zawierający najlepsze tytuły w danym roku. Jest tego tyle, że będę zadowolony, jeśli do końca roku się wyrobię.

Najnowszy cytat

Jakie jest twoje największe marzenie?
– Kurtkę bym chciał.
– Kurtkę?
– Tak. Zima idzie. Poprzednią przechodziłem w takiej byle jakiej, w tym roku wolałbym mieć taką grubą.
– Ale takie największe marzenie. Nie myślisz w przyszłość?
– No, zimno będzie. I dobrze byłoby mieć co założyć.
„Goniec” (1986)

PREMIERY

4 grudnia

Mank
★★★

30 października

his house 2020 czyj to dom
"Czyj to dom?"

★★★

9 października

flanagan bly minor
Haunting of Bly Minor - miniserial
★★★★★

26 sierpnia

"Tenet"
★★★

OSTATNIO OBEJRZANE

Moje opinie o 30 produkcjach, które ostatnio obejrzałem. Seriale, filmy, miniseriale czy krótkie metraże. Kilka słów wstępu i link prowadzący do szerszej notatki.
Poniżej dodałem też kilka słów o filmach, którym nie chcę poświęcać większej notatki (takie w większości ostatnio oglądam), więc napisałem dwa zdania i ocenę, nawet bez plakatu.

Koniec lata ("The End of Summer", 1961) ★★★★

Zapamiętam sekwencję poświęconą pogrzebowi, jak wyszli by patrzeć na dym wydobywający się z palarni.

Dryfujące trzciny ("Floating Weeds", 1959) ★★★★

Pod pewnymi względami czuję, jakby ten obraz był kumulacją całego dorobku Ozu i powodem, dla którego zaczął tworzyć sztukę.

Kwiat równonocy ("Equinox Flower", 1958) ★★★★

Wizualnie jest to po prostu film Ozu. Jest za to jeden ładny moment – ostatni, z pociągiem.

Bliss (2021) ★★★★ Mike Cahill kolejny raz dostarcza historię, z którą wielu kinomanów nie będzie wiedzieć, co począć. Niczego nie zdradzę, ale mamy tu historię człowieka, który musi się spotkać z córką, ale równocześnie ukrywa się po tym, jak przez przypadek zabił swojego szefa. Dalej mamy typowe dla Cahilla zaskoczenie za zaskoczeniem. I chociaż w tym przypadku chyba trochę przesadził z naiwnością w swojej opowieści, to nadal jestem zadowolony, że to zobaczyłem. Szczególnie scenę z rolkami (i myśl, że tak właśnie będzie wyglądać reszta filmu?!), efekty specjalne i Owena Wilsona ucharakteryzowanego na bezdomnego. Film, który zmusza cię do zgadywania i powolnego zdania się na twórców, gdy samemu już nawet nie chce zgadywać, co się zaraz wydarzy.

Ash kontra martwe zło – sezon I („Ash vs Evil Dead”, 2015) ★★★ Na dobrej drodze do używania wystarczającej ilości kobiet oblanych krwią, ale to jeszcze nie jest osiągnięte. Podjęto próbę zbudowania jakiegoś świata, bohaterów i relacji między nimi – problem w tym, że świat, bohaterowie i relacje są nudne. Ktoś jest władzy, ktoś chce zaruchać, ktoś jest kobietą. Nadal najważniejsze są tylko i wyłącznie gore, efekty specjalne, zabawa, a tej nie jest jakoś sporo. I jest w końcu oparta o te wszystkie nudne rzeczy, więc niewiele jest tych naprawdę fajnych. Na plus zakończenie pierwszej serii oraz tekst: „Hej, mam dwie dłonie! Mogę pić dwa piwa równocześnie!”

Paradise Lost: The Child Murders at Robin Hood Hills (1996) ★★★★★

Zimny i cierpliwy dokument, w którym nikt nie krzyczy oczywistości i nie odpowiada za widza. Horror, horror!

Hamlet (1996) ★★★★★

Adaptacja Szekspira od deski do deski zrobiona dobrze w całości. Pragnę kiedyś zrozumieć, o czym oni mówili – i wspominać scenę w teatrze.

Jeden dzień ("One Day", 2011) ★★★★★

Powtórka. Ładny film o relacji dwóch ludzi. Plus piękna scena na wzgórzu pod koniec filmu, gdzie przyszłość i teraźniejszość łączy się w jedno.

Szkoła podstawowa („Obecná škola”, 1991) ★★★★ Starszy brat „Boso po ściernisku”. Sympatyczny i lekki film o ludziach radzących sobie w życiu. I jeszcze raz o tym, że głupie dzieci rodzą się w głupich rodzinach, a potem nauczyciele cierpią. Każdy film zaczynający swój opis od słów „Dyrektor szkoły jest idiotą” jest godny uwagi.
 
Dzień dobry, Babilonio („Good Morning, Babylon”, 1988) ★★★★ Niekoniecznie jako dodatek dla ludzi lubiących „Nietolerancję”, ale za to zgrabna to opowieść o emigrantach. I cudzie kina. Opowieść jest dosyć rozstrzelona – pierwsza godzina ładnie śledzi losy ludzi szukających szczęścia za granicą, walczących i imających się każdej pracy, by potem nagle przyspieszyć w niewiarygodny sposób. Dostają pracę, są szanowani, wchodzą w związek małżeński, wojna, kamera i koniec filmu. Sympatyczna rzecz.
 
Kapryśne lato („Rozmarné léto”, 1968) ★★★★ Strasznie chilloutowy film. Przekrzykiwanie się z jednego brzegu rzeki na drugi, przemyślenia, kobiety, atmosfera leniwego lata… Tylko dlaczego tak skoczyli na niego, gdy upadł? A nie skoczyli na chłopa, który go zrzucił z liny?
Raz, dwa, trzy ("One, Two, Three", 1961) ★★★★★

Ponadczasowa komedia o konflikcie socjalisty z konserwatystą. Spoiler – wygrał Thomas Jefferson.

Podwójne ubezpieczenie ("Double Indemnity", 1944) ★★★★★

Powtórka. Noir pełne pasji. Aż do samego końca.

Żegnaj, mój synu ("So Long, My Son / Di jiu tian chang", 2019) ★★★★★

Utrzymuje uwagę widza przez blisko trzy godziny i pozwala mu przeżywać tę opowieść, jakby poszczególne motywy oglądał po raz pierwszy. Satysfakcjonujący i gorzki seans.

Kolektyw ("Colectiv", 2019) ★★★★★

Każdy kolejny ruch w tym dokumencie jest logiczny i ludzki, a my możemy cieszyć się na widok polityków ze wstydem podających się do dymisji. To zawsze miły widok...

Martwe zło („Evil Dead”, 2013) ★★★ Oryginał był unikalnym zbiorem gagów, remake robi z tego konkretniejsza produkcję, z bohaterami i motywami. Coś innego od oryginału, równocześnie wzorując się na nim, ale efekt jest jednak bliższy „normalnemu” horrorowi, przez co „Evil Dead” stało się… kolejnym horrorem. Jest krwawo!

Kolor przestworzy („Color Out of Space”, 2019)
★★★ Kandydat do sceny roku: Nicolas Cage jedzący warzywa i narzekający, że mu nie smakują. Plus dużo kolorów. Sam film naprawdę zachęca do poznania oryginalnego opowiadania – głównie dlatego, że tam pewnie lepiej rozwinięto wszystkie wątki. Reżyser z kolei raczej korzysta z obecnie stosowanych rozwiązań, niż ma jakąś własną wizję na adaptację – muzyka, efekty dźwiękowe, montaż, konstrukcja scen, budowanie napięcia… po prostu to znamy. I jest to używane, ponieważ ktoś inny tego też używał. Przez to Kolor… nie jest jakiś, nie buduje się tu szczególnie napięcia, a Cage zamienia wszystko w komedię. Niemniej, końcówka trzyma się naprawdę dobrze.

Z dala od zgiełku („Far From the Madding Crowd”, 2015)
★★ Plenery, oświetlenie i te cztery piękne sekundy, jak Carey Mulligan chodziła między drzewami. Sam film nie ma żadnego sensu i zmienia się w komedię, gdy tylko zaczniemy na głos mówić, co się właśnie dzieje w opowieści, która jest głównie o tym, że główna bohaterka to idiotka i podejmuje wyłącznie najgorsze możliwe decyzje, a potem wszystko wokół niej samo się układa bez jej udziału. W sumie wszyscy tutaj są idiotami, ale przynajmniej coś robią. Historia pełna jest zbiegów okoliczności w stylu „pies w środku nocy bez żadnego wygonił moje stado owiec na skraj klifu, tak, na skraj klifu ze wszystkich miejsc w okolicy, skąd spadły i od tamtego momentu już nie jestem bogatym właścicielem farmy, teraz muszę się tułać… Nie, nie było innych opcji, to o czym myślisz w tej chwili nie było możliwe, no bo nie, czego nie rozumiesz? To jest tragedia!”. Plus kostium „wiktoriańskiej” Anglii ograniczający się chyba do tego, żeby wszyscy nosili dziwne i duże nakrycie głowy większe od jej samej, a reszta to już według uznania. Język, wygląd, zachowanie już współczesne – nie przeszłoby nawet, gdyby twórcy chcieli portretować końcówkę XX wieku, a co dopiero XVIII stulecie. W skrócie: ten film to Transformersy dla kobiet, w ten sam sposób, w jaki normalne Transformersy są stereotypowo dla mężczyzn.
Szklana pułapka 3 ("Die Hard With a Vengeance", 1995) ★★★★★

Powtórka. Postaci bawią, fabuła angażuje i intryguje, sporo świetnych scen akcji (pościg przez park i za karetką, strzelanie w windzie, siedzenie na bombie), ten film to po prostu frajda w oglądaniu.

Epidemia ("Outbreak", 1995) ★★★★★

Powtórka. Największą siłą tego obrazu jest jego pozorna sprzeczność - z jednej strony ludzie nie chcą się słuchać, z drugiej strony władzy też nie można ufać.

Justified
Justified - sezon VI (2015) ★★★★

Wystarczająco dobry, aby obejrzeć całe sześć sezonów, ale na listę ulubionych to nie dodam.

The House I Live In (1945) ★★★ Short, który dostał honorowego Oscara za humanitaryzm. Mówi, że jesteśmy sobie równi, bez większego zgłębienia tematu. Poziom tych edukacyjnych VHS-ów, co mi w podstawówce puszczali.

Opowieści z Pętli – miniserial („Tales from the Loop”, 2020)
★★★★ Fascynujący świat i pomysły na kolejne odcinki. Plus śliczne efekty specjalne.

Wszystkie odcinki są ze sobą powiązane w pewnym stopniu, rozgrywając się w tym samym świecie, ale każdy epizod ma oddzielną historię i one rozgrywają się obok siebie. Nikt inny o tym nie wie, co sprawia wrażenie, że oglądamy jakby kumulację kilku odcinków Strefy mroku, rozgrywających się na tej samej ulicy. Dlatego właśnie wracałem: z ciekawości, co przyniesie kolejny epizod, jak on rozbuduje całość? Poza tym styl wizualny, taki spokojny i nieśpieszny. Pod względem zdjęć, kolorystyki, montażu – to zaskakująco wysoka półka, zahaczająca o kino artystyczne, jakie widujemy na festiwalach filmowych na sali z jakimś czterogodzinnym slow-cinema.

Problemy są tylko dwa: że bohaterowie w większości są co najmniej irytujący (a często też głupi), a pomysły na odcinki nie są wcale takie oryginalne. Fani gatunku natychmiast rozpoznają większość z nich i będą wiedzieć, dokąd one prowadzą. A wszelka wartość stojąca za tymi opowieściami jest niszczona przez bohaterów właśnie. Jest choćby odcinek, w którym ojciec kupuje dużego robota z możliwością sterowania jego ruchami, by chronić swoją rodzinę. I tyle. Całość w ogóle by się nie zmieniła, jakby zamiast robota kupił strzelbę, ale bez tego nie byłoby futurystycznej otoczki. Sąsiedzi się go teraz boją, policja częściej zagląda i go pilnuje, a wszelka dramaturgia opiera się wyłącznie na tym, by bohaterowie zachowali się jak pierwszej klasy idioci. Ot, np. wyjdźmy w środku nocy, w pełni wiedząc, że ojciec zareaguje na każdy ruch – i mu nic o tym nie mówmy. Zachowujmy się jak włamywacze! To na pewno skończy się dobrze, to nie będzie nasza wina, nie! To będzie wina ojca, bo ten… no, coś się znajdzie. Wiecie, morał będzie.

Mimo to, ten serial serio trzeba koniecznie zobaczyć. Przynajmniej kilka odcinków, szczególnie dwa z początku i końca.
Zbrodnie i wykroczenia ("Crimes and Misdemeanors", 1989) ★★★★★

Powtórka. Allen w dojrzały sposób o moralności. Niezwykły seans…

Złote czasy radia ("Radio Days", 1987) ★★★★★

Powtórka. Uniwersalna nostalgia. Allen wspomina dzieciństwo, jakby wspominał dzieciństwo każdego z nas.

Hannah i jej siostry ("Hannah and Her Sisters", 1986) ★★★★★

Powtórka. Obejrzałem kilka historii i każda mi się podobała. Była taka ludzka.

Purpurowa róża z Kairu ("The Purple Rose of Cairo", 1985) ★★★★★

Powtórka. Kino zawsze będzie z tobą, gdy będziesz go potrzebować.

Zelig (1983) ★★★★★

Powtórka. Trudno jest mi najzwyczajniej w świecie nie docenić tylko za to, że jest – że mówi, to co mówi, że komentuje to, co komentuje. Ważny film.

Marley i ja ("Marley & Me", 2008) ★★★★★

Kupują psa. I żyją z nim. Żadnych tragedii i dramatów, zwrotów akcji - po prostu codzienność, w której jest pies. Bardzo fajne kino familijne. 

Justified
Justified - sezon V (2014) ★★★★

Jak to jest, że każdy w tym serialu jest dobrym aktorem? Boyd Crowder to nadal skarb narodowy.

Układy – sezon I („Damages”, 2007-08) ★★ Jest tajemnica i chce się oglądać dalej, ale też widać, że to serial z 2007 roku. Miejscami żenująco niedojrzały: zatrudniamy osobę, bo ta nie przyszła na rozmowę kwalifikacyjną, bo nie przyszła na rozmowę kwalifikacyjną. Pokażmy, że ktoś jest silny, gdy ten zachowuje się pozornie jak tyran, chociaż tak naprawdę zachowuje się jak kapryśne dziecko. Kolejny zwrot akcji jest ważniejszy niż opowiedzenie konkretnej historii, co jest naprawdę przykre, bo pod tym całym producenckim bałaganem scenarzyści chyba mieli naprawdę dobrą fabułę do opowiedzenia. I gdyby nie musieli lać wody i robić ze swoich bohaterów skończonych idiotów, aby ją rozciągnąć, to chętnie bym oglądał dalej. Zakończenie pierwszego sezonu pokazuje, jak dużo jeszcze twórcy mają w rękawie i wiedzą, gdzie to wszystko ma zmierzać. Niemniej, to produkcja, z której już jako widzowie wyrośliśmy. W 2007 roku to mogła być nowość i solidna produkcja, ale dzisiaj już tak przychylnie nie mogę patrzeć w stronę serialu, który rozgrywa się w świecie adwokackim, a żaden z bohaterów nie ma pojęcia o tym, jak wygląda prawo, sądy i cała reszta. Wystarczy tylko „wierzyć w siebie”, „być nieustępliwą” i można wszystko. Można nawet pójść do domu groźnego człowieka, ogłosić mu, że mamy dowody na jego winę i że go pokonamy, po czym wyjść bezpiecznie z uśmiechem na ustach. Dzisiaj dostałaby kulkę w głowę za takie coś. I by o tym wiedziała wcześniej, więc działałaby inaczej: inteligentniej. Inteligencja wtedy jednak była poza zasięgiem głównych postaci w średnich serialach, oni mogli sobie być niezniszczalni  i wychodzić cało z każdej sytuacji. To zupełnie inny rozdział w historii telewizji.

Top Gun (1986) ★★★★ Naiwny, ale dobrze się ogląda. Fajne wrażenia wizualne. 

Wdowy („Widows”, 2018) ★★★★ Intensywny kryminał, chociaż trochę gubi się na koniec, wrzucając za dużo wątków i motywów. Spoiler: czyli ta osoba żyje? To o co w sumie chodzi w tej fabule? O czym ona jest, jeśli nie o radzeniu sobie ze stratą i stanięciem wtedy na nogi?

Cud w Mediolanie ("Miracolo a Milano", 1951) ★★★★

Nie wierzę w protagonistę, ale wierzę w optymizm twórcy. On się tylko bawi. Niech się bawi. A co mi tam, bawiłem się też razem z nim.

Dzieci patrzą na nas ("I bambini ci guardano", 1944) ★★★★★

Oświetlenie hollywoodzkie, emocje neorealistyczne.

Distilled Love (1919) ★★ Ponoć to są dwa filmy złożone w jeden. I to widać. Największy plus to Olivier Hardy w roli antagonisty.
The Vast of Night (2019) ★★★★ Lata 50., słuchanie radia i bieganie po mieście za światełkami na niebie. Chcę wierzyć. Przyjemne kino.
A Little Hero (1913) ★★★ Chyba pierwszy raz widzę nieme kino, którego bohaterami są zwierzątka. Tutaj piesek ratuje kanarka przed kotem.
At Coney Island (1912) ★★ Short. Biegają i w sumie tyle.
Hole in the Wall (1919) ★★ Short. Wszyscy muszą biegać, machać rękami i się przewracać. Plus (jedyny) za otwieranie drzwi pośladkami. https://youtu.be/zZlBnhIGRkc?t=1595
One Night in Miami (2020) ★★★★ Czterech słynnych murzynów je lody i gada o ważnych tematach. Aktorstwo wynosi scenariusz na wyższy poziom. Plus jedna ze scen roku (koncert w Bostonie)
Człowiek z Londynu ("A londoni férfi", 2007) ★★★★★

Powtórka. To naprawdę ładny film z wieloma świetnymi momentami. Tarra oglądam dla obrazu, nie filozofii. A Człowiek z Londynu ma co pokazać.

Szatańskie tango ("Satantango", 1994) ★★★★★

Powtórka. Dwadzieścia sześć lat na karku ma ten tytuł i nadal nie udało się o nim napisać, czy powiedzieć chociaż jednego słowa. Ten monument kinematografii jest na nie odporny.

Jesienny almanach ("Oszi almanach", 1985) ★★★

Przegadany i nieatrakcyjny wizualnie.

Ognisko zapalne bela tarr 1977
Ognisko zapalne ("Family Nest", 1979) ★★★

Zwykły film dla zwykłych ludzi, którzy docenią prawdę na ekranie.

Never Rarely Sometimes Always (2020) – 6/10 Wystarczający film o aborcji. Dobra Sidney Flanigan. Przy tym to też obraz, w którym muzyka w ciężkich momentach polega na trzymaniu jednego klawisza, protagonistka manifestuje swoje nieszczęście zasiadając na dworcu na kilku miejscach siedzących równocześnie, a wszyscy bohaterowie są bezimienni. To ogólnie problemy ze współczesnym kinem, że bohaterowie mają imiona, ale one nie są używane. Tutaj przy przy przygotowaniach albo przy samej aborcji, czyli raczej pod koniec filmu, pytają bohaterkę, jak ma na imię, ta odpowiada, a ja myślę, że to chyba pierwszy raz, jak usłyszałem jej godność. Z kolei zastosowany język filmowy sprawia, że najbardziej zapadające w pamięci nie jest sama aborcja, ale jak na początku przekuwała sobie nos, to było o wiele bardziej stanowczo pokazane niż cokolwiek innego w tym filmie. W zasadzie nie ma większej różnicy dla reżyserki między pokazaniem aborcji a pokazaniem zasypiania, nie będziecie czuli tego skrętu w żołądku, jaki się ma idąc na jakieś ważne spotkanie czy zabieg, tutaj jeszcze nie umieli tego przekazać. Niemniej, pomimo tego typu niedostatków, to nadal jest to wystarczająca produkcja, pokazująca wyczerpującej drogi, jaką bohaterka musiała objąć, aby w tajemnicy dokonać aborcji. Zauważcie, że użyłem słowa „wyczerpujący”, nie jest to nadmiernie angażujący seans i są lepsze filmy o tej tematyce i jeśli już, to bym tamte polecił. Ten dodaje od siebie chyba tylko pokazanie, że w Stanach usługi aborcyjne stoją na słusznym poziomie, pracują tam odpowiedni ludzie i cała procedura jest zrealizowana z wyrozumiałością. O tym nikt nie mówi, ale hej, skoro nie można nic złego powiedzieć o Stanach, to lepiej nic nie mówić.

Hunter Hunter (2020) – 5/10 Mieszkają w lesie od trzech pokoleń, ale widać, że pierwszy raz w życiu trzymają strzelbę. Aktorzy bez dykcji, a kończąc rozmowę na walkie-talkie mówią „over and out”, ale poza tym to naprawdę solidnie zrealizowany tytuł (oświetlenie, kamera, scenografia, kolorystyka). Do zakończenia warto dotrwać i zobaczyć makabryczną kumulację wszystkich wątków.

Co w duszy gra („Soul”, 2020) – 5/10 Pixar znowu tworzy świat nielogiczny, sprzeczny i rozwijany na kolanie, pozbawiony wyobraźni. Trudno nawet napisać, jaki z tego miałby być morał. Na plus poszczególne małe scenki. I przypowieść o rybie chcącej oceanu.

Chemical Hearts (2020) – 6/10 Normalne nastolatki, normalna szkoła, normalni rodzice, normalna depresja. Takich filmów potrzebuję od czasu do czasu. Są pewne uproszczenia, jest dramatyczne wałęsanie się nocą po cmentarzu, aby spalić tam list, ale z drugiej strony pierwszy raz pokazano, jak to chłopak nową poznaną dziewczynę sprawdza na facebooku i google image.

Nomanland (2020) – 6/10 Trochę na wakacjach film zrobiony. Pokazuje ludzi i to wystarczy. Frances McDormand dodaje godności.

Obiecująca. Młoda. Kobieta. („Promising Young Woman”, 2020) – 6/10 Carey Mulligan w stroju pielęgniarki walczy o szacunek do zgwałconych, czy coś. Od 80 minuty się rozkręca, to dobra rzecz.

Sylvies Love (2020) – 4/10 Coś jak typowe, telewizyjne christmas movie. Tylko że zamiast o świętach, jest o miłości. Nic nie ma tutaj ciężaru – twórcy umieścili akcję w latach 50. i usunęli wszystkie dramaty powiązane z tymi latami, które faktycznie mogłyby przeszkadzać bohaterom w osiągnięciu szczęścia. Czemu więc po prostu nie robią tego, co ich uszczęśliwia, skoro finalnie wystarczyło po prostu zacząć to robić? Bohaterce nawet ojciec zmarł i nie wywarło to na niej wrażenia, narracja jest idealnie neutralna. Zdradza męża, kochankowi nie mówi o jego dziecku – scenarzysta nic nie komentuje. A gdy dzieje się coś dobrego, osiąga sukces zawodowy, narrator nadal nie wyraża zaangażowania. Obojętne jak cały film.

Ośmiorniczka („Octopussy”, 1983) – 6/10 No proszę, dobrze się bawiłem. Nawet niezła intryga. Bond przebrany za krokodyla to mój idealny Bond.

Zła edukacja („Bad education”, 2019) – 6/10 Bardzo przyjemna przypowieść o moralności i robieniu właściwych rzeczy, jeśli wiemy, że będą niewłaściwe konsekwencje.

Witamy w Czeczenii („Welcome to Chechnya”, 2020) – 5/10 I like when people on TV hug each other. Kolejny dokument o tym, że nie lubią gejów – tutaj akurat w Czeczeni. Nie ma poznania przyczyn, czemu nie lubią gejów i nie wiadomo, czemu mimo to wychodzą na ulicę w szmince, zamiast tego jest tylko obraz cierpienia. Było kilka razy, działa, no jestem tym też zmęczony.

Minari (2020) – 6/10 Dla fanów ciepłego kina o ludziach, którzy się nie poddają. Nie dodaje nic nowego, ale nadal spełnia swoje zadanie.

Uwięziłem diabła („I Trapped the Devil”, 2019) – 4/10 Dużo czekania. Nie warto czekać.

Totally Under Control (2020) – 6/10 USA nie dało rady w walce wirusem. Nie tylko oni, ale dokument skupia się na nich i początku pandemii. Warto.

Softie (2020) – 6/10 W afryce też protestują. I nie tylko. A skorumpowany rząd im odpowiada.

Na rauszu („Druk”, 2020) – 6/10 Alkoholizm, który nie istnieje samodzielnie, ale jest odpowiedzią. Ładna końcówka (taniec!), montaż, zdjęcia. 

Gniazdo („The Nest”, 2020) – 6/10 Nora Durst na duży ekranie nadal daje do pieca, chociaż materiał banalny. Oglądać dla aktorów. 

Alone (2020) – 4/10 Ten sam film z ofiarą i porywaczem, tylko bohaterowie są wyjątkowo głupi. Od połowy ogląda się tylko po to, by się już skończył. Mógł być z tego niezły odcinek „Strefy mroku”, gdzie w finale byłby zwrot polegający na tym, że to ON jest bohaterem i nikt mu nie chce pomóc, tylko wszyscy przed nim uciekają.

Prezent pod choinkę ("A Christmas Story", 1983) ★★★★★

Powtórka. Piękny, świąteczny film, w którym każda scena jest przygodą.

Gwiazdka reporterki ("Christmas 9 to 5", 2019) ★★

Robiony na zamówienie i pretekstowy film świąteczny - ale jest w tym trochę serca.

Król Lew ("The Lion King") ★★★★★

Powtórka. Ekscytujące cztery minuty z „Kręgiem życia”, szokująca sekwencja w kanionie – to wszystko było czystą perfekcją, mogę oglądać w nieskończoność.

Żałoba („Mourn”, 2020) – 6/10 Jestem pod wrażeniem. Trochę jak kino Flanagana, gdzie przeszłość i osobiste decyzje ciągną się za bohaterami, tworząc horror – tutaj jednak siły nadnaturalne przychodzą same do bohaterów. Jest moc!

VHS ANDY („Rent-a pal”, 2020) – 6/10 Samotny chłop opiekujący się matką z demencją zaprzyjaźnia się z kasetą VHS. Lepiej się ogląda wiedząc, że to film o popadaniu w obłęd, a nie o nawiedzonej kasecie. Robi wrażenie, w tym główny aktor, bardzo realistyczna postać jego dziewczyny, historia angażuje. A jak wściekły zaczął zgniatać kasety video… A fuj, widok bardziej wytrącający z równowagi od sceny z kotem z „Szatańskiego tanga”.

Zupa („Soup”, 2019) – 6/10 Przypomnienie, abyśmy szanowali, co konsumujemy – czy to sztukę, czy zupę. Bo wszystko jest robione z sercem.

Samotność w nocy („La nuit m’appelle”, 2019) – 5/10 Labirynt Fauna w wersji XXX.

Syreny („Siren”, 2019) – 5/10 Bo nie ma nic gorszego w środku nocy, niż spotkać policję.

Gdzie jest wilk? („Var är vargen?”, 2020) – 5/10 Pamiętacie odcinek South Parku o horrorze, jaki wywołali seniorzy jeżdżący samochodami? Tutaj też to jest, tylko na poważnie. Bardzo na poważnie.

Ad Lib (2019) – 5/10 Bardzo fajne bicie ludzi z lekkim urozmaiceniem, a przy okazji nauka gramatyki.

Goldfinger (1964) – 4/10 To dla mnie wygląda, jak film Eda Wooda w sposobie opowiadania historii. Nic tu nie ma sensu i wszystko jest głupie. Bond to beznadziejny protagonista.

W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości („On Her Majesty’s Secret Service”, 1969) – 5/10 Czułem się, jakbym oglądał grową adaptację filmu, a nie sam film. Podobną logikę trzeba przyjąć, żeby to wszystko kupić.

Her First Kiss (1919) ★★★ Zbiór gagów, w sumie sympatyczne slapostickowe bieganie.

.Grief (1921) ★★★ Rozpierdolona kopia i niekompletna, ale ci policjanci byli przezabawni!

.Just imagination (1916) ★★★ Short. Magicy robią człowieka w konia przy pomocy cięć montażowych. Solidna rozrywka w starym stylu. 

.The Rivals (1923) ★★★ Short. Przygody duetu, który nie zyskał popularności. Zabawne nabijanie na miecz, strzelanie w dupę i wyrywanie zęba fajerwerkami. 

Możecie mnie znaleźć również na:

Steamie
Last.fm
FilmWeb
RateYourMusic