Ostatnio obejrzane i polecane – wrzesień ’25

Ostatnio obejrzane i polecane – wrzesień ’25

20/09/2025 Blog 0
battleground 1949 wellman

Kilka tytułów, które obejrzałem w ciągu ostatniego miesiąca - pierwsze seanse wyłącznie - które postanowiłem wyróżnić. Oto pięć wyjątkowych filmów obejrzanych we wrześniu 2025

Dom pełen dynamitu („A House of Dynamite”, 2025) Każdy się zgadza, że ten film trzyma za jaja podczas oglądania – kwestia tego, jak długo i jak mocno. Muzyka buduje napięcie jak w filmach Nolana (w ten dobry sposób), montaż jest bezbłędny, aktorów jest zatrzęsienie. W tym wszystkim jest przesłanie tytułowego domu wypełnionego dynamitem. Każdy ma trochę tego dynamitu i może się on pod nim zapalić lub rzucić nim w sąsiada, co sprawi, że każdy zacznie rzucać. I łapać. Przerabialiśmy to jako kinomani dawno temu, w lepszym wydaniu bez wątpliwości, ale ta lekcja z całą pewnością nie traci z czasem na istotności. Nadal warto ją przypomnieć, we współczesnym kostiumie – i obserwować, jak rzeczywistość ewoluuje. https://garretreza.pl/wenecja-25/

Scarlet („Hateshinaki Scarlet”, 2025) Nowy sufit animacji. Każda scena wygląda, jakby oddzielny artysta pracował nad nią wiele lat – urzeka rozmachem, szczegółowością, akcją. Każdy pojedynek i scena batalistyczna dosłownie zapiera dech w piersi. I to wszystko w rozdzielczości, która dopiero będzie znana reszcie ludzkości za długi, długi czas. Jedno, co jakoś wyróżnia tę fabułę, to wyraźny motyw walki o lepsze jutro. W perspektywie bardzo długiego czasu. Motorem napędowym finału nie jest walka o lepsze dziś czy jutro dla nas, ale dla dzieci naszych dzieci. To zostało przedstawione z odpowiednią siłą, żeby mogło zostać przynajmniej z częścią widowni. https://garretreza.pl/wenecja-25/

Bohaterstwo na sprzedaż („Heroes for Sale”, 1933) Pięć filmów w jednym. Wojna, Wielka Depresja i reszta tragedii lat 20 w USA w 70 minut. Zaczynamy na polu walki – bohater imieniem Tom oficjalnie umiera, a ktoś inny zdobywa za niego pochwały, medale i przywileje. Niemiecki lekarz pomaga Tomowi, ten wraca do życia, ale z kontuzją oraz uzależnieniem od morfiny, bez medali, bez niczego. I tak zaczyna zwykłe życie: z licznymi ciężarami, a to dopiero początek jego niedoli, gdzie jest tylko jedna, pozytywna rzecz: wciąż żyje. Całość z całą pewnością zbiera punkty za ambicję i aktualność – kino powinno być odskocznią od rzeczywistości, unikać jej, przemilczeć ją, a tymczasem Wellman wali nią widzów w twarz aż boli po dziś dzień. Gdy piszę, że to pięć filmów w jednym, mam to na myśli też w pozytywnym sensie. Za każdym razem nowe postaci, tematy, motywy czy miejsce akcji zostały wprowadzone należycie, to wszystko zapada w pamięci, jest wyraźne i przejrzyste, układając się w jakąś większą strukturę. Robi wrażenie do dzisiaj. https://garretreza.pl/william-wellman/

Szkoła kowbojów („Bless the Beasts & Children”, 1971) Stanley Kramer’s Stand By Me, czyli grupy młodych chłopaków mającej niecodzienne zadanie, podczas wypełnianie którego dorosną i ukształtują, kim tak naprawdę są. Celowo jestem niejasny, ponieważ film zasługuje na samodzielnie odkrywanie od pierwszych sekund, kiedy to pierwsze minuty zaskakują całkowicie, każą zgadywać, szokują i ostatecznie idealnie wprowadzają w cały film. Zaczynamy historię w pewnym sensie od środka, poprzez retrospekcje poznając każdego z dzieciaków, ich rodzinne doświadczenia, zawiedzionych lub brutalnych rodziców, a także znęcanie się we wspomnianym obozie: szydzenie, upokorzenie, hipokryzja dorosłych. Każdy element historii został opowiedziany należycie: będziemy znać tych ludzi na koniec oraz uwierzymy w ich relację. Nie mówiąc nawet o misji i poświęceniu się jej – to jeden z tych tytułów, które po pokazaniu młodym osobom będą nim naznaczone. Będą w pewnym sensie jacyś dzięki temu obrazowi i będą tego świadomi. https://garretreza.pl/stanley-kramer/

Szkołę kowbojów dodałem do listy najlepszych filmów 1971 roku na miejsce #7

Pole bitwy („Battleground”) Kompania braci w postaci filmu. To nadal Hollywood, ale widzę tutaj zaskakująco dużo prawdy o byciu w wojsku, wśród tych ludzi, w tej organizacji, w tym trybie i rytmie. Przedstawiono tutaj jeden z ostatnich epizodów 2 wojny światowej (koniec 1944 roku), opisany w historii jako „Obrona Bastogne”, miasteczko w Belgii. Zostałem zaskoczony przez ten obraz, przez jego zdrowy rozsądek i podejście do tematu. Nie bierze się on za historię czy moralność, dostrzega wszystkie odcienie samego doświadczenia bycia tam, umie połączyć te wszystkie sprzeczne kwestie – jak żal ze śmierci połączony z heroicznymi dokonaniami żołnierzy, jakim było mordowanie ludzi w innym mundurze. Umie oddać sprawiedliwość prawdzie i zakładam, jakby ten seans, cztery lata po wojnie, był pierwszym razem, kiedy żołnierze po powrocie z frontu czuli się zrozumiani przez sztukę. I ta sztuka pozwoliła innym zrozumieć ich. Moralność zaczyna się dopiero po seansie – jak mogłeś tam być i robić te straszne rzeczy? Cóż… Właśnie tak. https://garretreza.pl/william-wellman/