Roberto Rossellini

Roberto Rossellini

18/07/2018 Opinie o filmach 0
europe 51 ingrid bergman Roberto Rossellini

I do not want to make beautiful films, I want to make useful films.” – Roberto Rossellini

Roberto Rossellini

Obecnie Roberto Rossellini znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #218

Top

1. Niemcy – rok zerowy
2. Franciszek, kuglarz boży
3. Paisa
4. Rzym, miasto otwarte
5. Europa ’51
6. Miłość
7. „Czystość” (Rogopag)
8. La Macchina ammazzacattivi
9. Podróż do Włoch

Ważne daty

1906 – urodziny (Rzym)

1928 – urodziny trzeciej żony, drugą będzie Ingrid Bergman

1935 – debiut krótkometrażowy

1942 – debiut pełnometrażowy

1962 – trzecie małżeństwo, będą razem do śmierci

1977 – ostatni film i śmierć (Rzym, atak serca)

Niemcy – rok zerowy („Germania anno zero”, 1948)

Ocena 5 z 5

Pewnie największy szantaż emocjonalny w historii kina. A jaki, psia mać, skuteczny…

Los licznej rodziny zaraz po tym, jak Niemcy przegrali drugą wojnę światową. Rodziny, która nie popierała Hitlera, ale była zbyt słaba (czyli była w mniejszości), aby się sprzeciwić i teraz razem z całą resztą płaci cenę przegranej. Jakby tego było mało, to całość zaprezentowana jest z perspektywy dziecka. Problemy piętrzą się na każdym kroku, a ich początkiem jest wyrzucenia bohatera z pracy, bo ten nie dostał pozwolenia na jej wykonywanie. Wraca do domu, gdzie wszyscy przymierają głodem, płacą papierosami za odroczenie czynszu, krzyczą na siebie nawzajem. Panuje atmosfera jednoznacznie wskazująca na to, że śmierć jest lepsza od życia – nie dlatego, że codzienność jest ciężka, ale po prostu przestanie się być ciężarem dla pozostałych. Nie pracujesz, nie możesz pomagać, jesteś chory – i inni mają życie jeszcze gorsze, bo na ciebie pracują.

„Niemcy…” to produkcja bardzo krótka (70 minut), a przy tym jednotorowa, z niemal propagandowym zapałem budująca przed widzem wrażenie życia w tamtym miejscu i czasie. Wszystkie budynki są zniszczone, wszyscy ludzie mówią jedno i zachowują się w ten sam sposób. Oglądałem ten film drugi raz (zbierałem się do tego przeszło 11 lat, to naprawdę ciężkie doświadczenie), ale zakończenie pamiętałem wyraźnie i przy powtórce widziałem wyraźnie, jak twórcy idą w tym jednym kierunku, niemal bez opamiętania, na siłę, wręcz ślepo. Byle tylko opowiedzieć historię i zrobić wrażenie na widzu.

Czy jest to wada? Niekoniecznie. Może przeszkadzać, ale to wciąż bardzo sugestywny obraz, a intencje reżysera nie są w stanie zakryć autentyzmu tego, co widzimy na ekranie. Nie ma tu omówienia problemu, ale też nie ma oskarżeń lub oczekiwań. Reżyser nie ukrywa, że bohaterowie są sobie winni – w ten lub inny sposób. Popierali w końcu Hitlera, walczyli dla niego nawet. Pokazuje też ofiary wojny, które są tylko tym: ofiarami, dziećmi, które pojawiły się i nie do końca rozumieją cokolwiek z tego, co ma miejsce wokół. Mimo to muszą przyjąć na siebie część ciężaru jak wszyscy Niemcy. Seans jest prawdziwie wyniszczającym doświadczeniem, po prostu szkoda być świadkiem takich rzeczy.

Europa '51 (1952)

Ocena 3 z 5

Intencje twórców szlachetniejsze niż ich warsztat. Przedramatyzowany, niewiarygodny obraz.

Muzyka w tym obrazie wprowadza komizm – nic się nie dzieje, aż tu nagle muzyka od ciszy przechodzi w dwie sekundy do szczytu dramatyzmu i widz się zastanawia: co to mogło uzasadnić? Ktoś umarł? Zacząłem tworzyć teorie, co takiego się stało: coś, co oczywiście byłoby grubą przesadą. Jeśli w filmie miałyby się wydarzyć takie rzeczy, to musiałby to dalece lepiej opowiedzieć… Ale moje podejrzenia się ziściły, TO właśnie się stało. Przedramatyzowanie muzyki było tylko wstępem do przedramatyzowanej fabuły. I dlatego reagowałem śmiechem na czyjąś śmierć. Dobra robota, panie reżyserze.

Fabuła z grubsza polega na tym, że bohaterka motywowana ową śmiercią zaczyna się zmieniać. Porzuca dotychczasowe bogate życie i zaczyna się troszczyć o biednych ludzi. Czy da się to kupić? Ani trochę. Czy czuję się manipulowany i naciągany? Jak cholera. Czy rozumiem szlachetne intencje autorów? Tak, tylko jednocześnie dostrzegam, że nie umieją robić sztuki filmowej. W lepszych rękach coś przekonywującego mogłoby z tego powstać, a tutaj jedyne takie dłonie należały do Ingrid Bergman w głównej roli. Zrobiła, co mogła, żeby unieść ten film. Od widzów zależy, na ile im to wystarczy.