Jeff Nichols
-
–
Obecnie Jeff nichols nie znajduje się w moim rankingu reżyserów (za mało widziałem)
Top
1. Uciekinier
2. Midnight Special
3. Take Shelter
4. Motocykliści
Ważne daty
–
Uciekinier („Mud”, 2012)
Bardzo dobre kino z gatunku coming-of-age dla nieco młodszych widzów.
Kraina dzieciństwa. Pamiętacie czasy, jak mogliście wsiąść na rower, pojechać na drugi koniec miasta i nikt się nie bał, że coś się stanie? W Ameryce oczywiście było jeszcze lepiej, konkretnie na jej południu. Ellis nie dość, że mieszka na łodzi (!) to jego przyjaciel ma motor (!), na którym pojadą do motorówki (!), by popłynąć z rana na bezludną wyspę (!!!). I jest dobrze, póki wróci do ojca, jak był umówiony wcześniej, by mu pomóc przy pracy. Tak więc muszą się spieszyć. Przypłynęli tylko zobaczyć, czy to prawda – wśród drzew ponoć wisi prawdziwy jacht! Okazuje się, że tak. Każdy by chciał domek na drzewie, a oni mają własny statek na wysokości! Jednak znajdą tam o wiele więcej niż chcieli…
Bo widzicie, Wyspa nie wypuści ich tak łatwo. Gdy spróbują ją opuścić, okaże się, że wokół jest tylko ocean i… dobra, wkręcam was. Prawda jest taka, że nie chcę wiele zdradzać. Reżyser umiejętnie i świadomie wprowadza kolejne elementy układanki – wyspę, jacht, problemy w rodzinie Ellisa, wujka Neckbone’a, Jupiter, tytułowego Muda i snajpera. A potem wykluwa się z tego ciekawa historia z bardzo udanym punktem kulminacyjnym, podczas którego różne te elementy układają się w zaskakującą konfigurację.
Wiele rzeczy nie jest istotne, nie zostaje odpowiednio przedstawione, lub nie doczeka się zamknięcia i wyjaśnienia. Bo to opowieść o zupełnie czym innym. O dorastaniu, spojrzeniu na wszystko z perspektywy młodego człowieka, który o wszystkim nie wie, ale będzie wyciągać wnioski z tego, co zobaczył. Przetworzy wszystko przez własne doświadczenia, będzie się uczył. Cały proces zbudowano bardzo precyzyjnie, na kilku poziomach, i do końcowego efektu nie mogę się przyczepić pod żadnym względem. Piękna robota. Piękne opakowane, te plenery to dzieło sztuki, bez których taki film po prostu nie mógł powstać. Wyspa i las jest tu aktywną postacią, biorącą we wszystkim udział. W ten czy inny sposób.
Midnight Special (2016)
Nichols bawi się w Antonioniego. Pokazuje za mało, mówi za dużo. Oferuje moment Once-in-a-lifetime i spełnia obietnicę.
Tajna sekta, władze federalne USA oraz ojciec broniący swojego małego synka przed obiema grupami. Jako widzowie nie wiemy, czemu dziecko jest tak wyjątkowe oraz dlaczego wszyscy pragną je pozyskać. Jako widzowie zadajemy pytania i spodziewamy się odpowiedzi, ale z czasem rozumiemy, że sami bohaterowie nie rozumieją, co się dzieje. Byli świadkami pewnych wydarzeń, mieli sen czy coś i teraz są na misji. Nie rozumieją w pełni natury wydarzeń, w których uczestniczą, ale są pewni, że nie mogą tak stać z boku. Muszą działać.
Midnight Special jest jednym z tych tytułów, które dzielą się na dwa etapy. Pierwszy trwa większość filmu i jest wolny, tajemniczy, aby w drugim etapie zaskoczyć widza. Dane nam jest zobaczyć MOMENT. I jest on idealny. Przemawia do nas obrazem, nie jest krótki ani długi. Nie zatrzymuje fabuły, ale ją wspomaga. Wynagradza czekanie i pozwala zapomnieć, że wcześniej wszelkie budowanie tajemnicy przypominało mi te tanie dialogi ekspozycyjne z Wieża. Jasny dzień.
Nie chcę jednak mówić o tym jako czymś złym lub niewłaściwym. Dla wielu taka konstrukcja opowieści może być wadą, ale nie można zaprzeczyć, że było to przemyślane. Twórca stawia nas w butach opiekunów Alton – tak jak oni nie mamy w życiu (podczas seansu) nic poza nadzieją oraz wiarą. Pozwala nam się doświadczyć czegoś niezwykłego, a potem wszystko, co najlepsze się kończy. Moment trwa wystarczająco długo, by być go pewnym, ale jest za krótki, aby go w pełni dostrzec. Nie ma też możliwości, aby go zrozumieć. Jedyne, co nam pozostaje, to powrót do szarego życia w prawdopodobnie wiecznym marazmie – bo wywołanym świadomością, że ich życie tak naprawdę już się skończyło. W tym sensie, że nic lepszego już ich nie spotka.
Na tej nucie film się kończy. Rozumiem, czemu sporo widzów może być tym zawiedzionymi, ale… O to właśnie chodziło.
Motocykliści ("The Bikeriders", 2023)
Niby źle nie jest… Ale PTA zrobiłby to lepiej.
Teoretycznie wszystko jest na miejscu: jasnym jest, że to list miłosny do motocykli, klubu i budowania tożsamości na wspólnocie kumpli mających i oferujących tobie wsparcie w każdej sytuacji. Lokal wydaje się groźny i niebezpieczny z zewnątrz, ale gdy już się jest w środku i poznaje się członków, to zaczynasz się czuć tu jak w domu… I widz to pewnie kupuje na początku, ma zamiar odbyć tę podróż i zobaczyć, gdzie ten film go zaprowadzi… Ale nie prowadzi nigdzie, a raczej serwuje standardowe elementy, więc jeszcze 30 minut nie minęło, a ja zacząłem się skupiać na pytaniu: czemu tę opowieść poznajemy z perspektywy kogoś, kto jedno, co ma wspólne z klubem i motocyklami, to bycie zauroczonym w jednym z członków? Rozumiem, perspektywa kogoś z zewnątrz, który też wchodził tak jak widz, ale… Tutaj nie chodzi o przedstawienie bohaterów z listy i jakieś powierzchowne wrażenie, tutaj chciałem wejść w mięso tego świata! A tego ten film nie oferuje i przez to poddaję w wątpliwość uczciwość tego filmu. Czy on sam faktycznie kocha motory? A jeśli tak mu się wydaje, czy on rozumie, za co je kocha? I czy umie to przekazać widowni? Bo potrzebuje do tego czegoś więcej, niż Michael Shannon z nudów zakładający klub, bo obejrzał Marlona Brando w filmie „Dziki”.
Jeśli chcecie to, co ten film próbuje osiągnąć – wciąż lepiej włączyć Easy Ridera.
PS. Obsada jest powodem do oglądania samym w sobie (Austin Butler, Tom Hardy, Jodie Comer, Michael Shannon, Norman Reedus), ale grają w zasadzie niewiele.
Powiązane
2012 2016 2023 5 gwiazdek Coming-of-Age Crime Drama Mystery Period Drama Reżyser Science Fiction Southern Gothic Thriller USA
Najnowsze komentarze