Julisz Machulski
„Przez lata łudziłem się, że jestem amerykańskim reżyserem w Polsce.” – Julisz Machulski
Obecnie Juliusz Machulski znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #78
Top
1. Seksmisja
2. Kiler
3. Vinci
4. Vabank
5. Deja vu
6. Vabank II, czyli riposta
7. Kiler-ów 2-óch
8. Kingsajz
Ważne daty
1929 – urodziny mamy, aktorki (wciąż żyje)
1954 – urodziny trzeciej żony, będzie robić kostiumy
1955 – urodziny Juliusza w Olsztynie
1976 – debiut krótkometrażowy
1979 – debiut telewizyjny
1981 – debiut pełnometrażowy
2008 – śmierć ojca, aktora
2025 – robi kontynuację Vinci i zapowiada emeryturę
Vinci (2004)
Ocena 4 z 5
Przedostatni raz, gdy polska kinematografia zrobiła tytuł lekki, przyjemny, polski, inteligentny i z dialogami, które przeszły do kultury. Potem był jeszcze Testosteron, ale to tylko moja opinia.
Polskie muzeum naprawdę posiada obraz Leonarda Da Vinci – i teraz z więzienia wychodzi przestępca o pseudonimie Cuma, który dostał zlecenie, aby go ukraść. Jak to zrobić? Będzie potrzebować nowych wspólników – w tym starego oszusta i jej wnuczkę studiującą konserwację obrazów, a także typa chorującego na zaburzenie, przez które nie umie pamiętać twarzy. Weterani też się przydadzą – tutaj wchodzi na scenę Szerszeń, który ma dług wdzięczności wobec Cumy, ale też w jego życiu zaszły liczne zmiany. Czy uda się im ukraść obraz? I co ważniejsze: czy uda się to zrobić tak, żeby zadowolić wszystkich? Każdy ma w końcu inne plany, każdy jest oszustem – czy oszustowi uda się oszukać oszusta?
Ostatni raz chyba oglądałem to jeszcze w kinie – i rozpoznaję muzykę, fabułę, dialogi. „Jak on się za to weźmie to damy nie mamy”, „Powieś se Di Caprio”, „No zaje-kurwa-biście”, „Przecież wiesz, że obraz leży na cudzej ścianie” – można palce oblizać słuchając tego wszystkiego. To są jedne z pierwszych ról Roberta Więckiewicza, Kamilli Baar, Borysa Szyca, Marcina Dorocińskiego a nawet Mariana Dziędziela, jedna z ostatnich Jana Machulskiego. Film jest wypełniony polskością: Krakowem, grami słownymi czy nawiązaniami, które w pełni zrozumieją jedynie Polacy („A co, mam mówić 'da’ jak rusek?”, „Pasta to jest do butów, a to jest spagethi”). Intryga lśni na każdym poziomie – tym głównym, czyli sam napad oraz wszelkie zaskoczenia czy trzymanie widza w napięciu, ale też w szczegółach. Szachy dla Szerszenia nie są tylko rekwizytem, przez który prawie wpadł, ale dzięki temu nawiązuje kontakt z oszustem – nawet kończy film zaczynając partyjkę z jego wnuczką. Wydaje się, jakby bycie częścią oddziału saperów pojawia się znikąd, ale też pełni rolę w szerszym kontekście (gdy po eksplozji ma możliwość zmylić tropy). Dużo tutaj wątków, motywów i postaci – i wszystko to tworzy całość.
Vinci nie jest po prostu produktem na zamówienie, patrzeniem na amerykańskie hity i kopiowaniem ich, aby zamaskować rodzimą szarzyznę. To uczciwy produkt rozrywkowy, zrobiony z sercem przez artystów, którzy pozwalają bohaterom na sumienie: jedynie szybko podejmują decyzję i się jej potem trzymają, zamiast nad dywagacjami spędził resztę filmu. Podstawą konfliktu jest w końcu przekonanie, że polski Vinci nie powinien zostać ukradziony i jak to zrobić, gdy zlecenie się pojawiło? Szczegóły, ale jednak to faktycznie pokazuje prawdziwą klasę: gdy moralność bohaterów jest podstawą akcji w filmie rozrywkowym. Dwie dekady później film nadal zasługuje na kciuk w górę: przetrwał próbę czasu i wciąż będzie się chciało do niego wracać.
Najnowsze komentarze